Z ksiąg Liwiusza

Zaprawdę brzmi to dość sensacyjnie i wydaje się trudne do podważenia. Porządkując papiery w domu znalazłem nieznane dotąd akapity. Liwiusz nie jest wprawdzie mistrzem historycznej rzetelności, a jego niefrasobliwe podejście do geografii jest wręcz sławne, ale tu pomyłki chyba nie ma:

…nuntiatum est. Eodem die ad occasum temporis Civitatem Riedonum pervenit

Zapiski są w niezłym stanie, choć paru fragmentów wyrazów brakuje, jak zresztą w większości zachowanych ułamków ksiąg Liwiusza. Rekonstrukcji dokonałem samodzielnie i z góry przepraszam za ewentualne błędy. Treść wydaje się jednak jasna: chodzi o Julisza Cezara, a wcześniejszy tekst wskazuje, że mowa o ogłoszeniu decyzji osobistego wyjazdu do Galli, by stanąć na czele oddziałów pacyfikacyjnych. Rzecz działa się w lipcu 56 r. p.n.e., rankiem, w świątyni na Kapitolu. Skoro do stolicy obecnej Bretanii namiestnik dotarł tegoż dnia o zachodzie, musi to oznaczać, że trasę Rzym-Rennes pokonał w mniej niż 12 godzin.

Kluczem do zrozumienia tej sensacji jest inny odnaleziony przeze mnie fragment:

Pendolino construere iussit

co uczynić to miał 80 lat wcześniej Tyberiusz Grakchus. Okazuje się zatem, że w starożytnym Rzymie Pendolino jeździły sporo szybciej niż we współczesnych Włoszech, ba, wygrywały nawet z TGV. Gdybym bowiem dziś chciał pokonać tę trasę, musiałbym spędzić w podróży najmarniej 14,5 godziny. Tak, musiałbym się dwu- lub trzykrotnie przesiadać, wszak Pendolino wciąż nie ma francuskiej homologacji. Ktoś może więc powiedzieć, że to nie technologia, lecz brutalna siła dała przewagę Rzymianom – ich nie blokowało galijskie ustawodawstwo. Nawet jednak po odjęciu czasu przesiadek i postojów podróż dzisiejsza trwać musi 13 godzin. To wciąż o co najmniej godzinę dłużej niż przejażdżka Cezara ponad dwa tysiąclecia temu.

Czy wierzę w to, co piszę? Niekoniecznie, ale ufam, że prawactwo wiarę da łatwo, iż koleje rzymskie były szybsze niż dziś. Wszak przy okazji rocznicy okrągłego stołu powtarza np., że w media w PRL relacjonowały politykę uczciwiej niż media III RP. Kłopot w tym, że polityczne dziennikarstwo, polityczna reporterka w PRL nie istniała – tak, jak nie istniały koleje w Rzymie. Jedyne, co np. o obradach KC PZPR czy Sejmu wolno było publikować w gazetach i puszczać w radio i TV, to oficjalne dokumenty owych ciał oraz komunikaty PAP, także pisane w wydziale propagandy KC PZPR.

Ale skoro to, czego nie było, było lepsze niż to, co dziś – to i Cezar mógł nawet jeździć Maglevem. Germanów też podbił, więc miał komu ukraść technologię. Poszperam jeszcze w domu, może i o tym Liwiusz napisał.



14 thoughts on “Z ksiąg Liwiusza

  1. A czy uczciwiej, to bym sie zastanawial. Czy uczciwosc jest pojeciem wzglednym czy absolutnym? Bedac w 100% nieuczciwym, jest sie bardziej uczciwym wobec idei nieuczciwosci, niz w powiedzmy 70%.

    Jesli zalozyc, ze w spoleczenstwie opinie ma jego powiezmy 10%-wy wycinek – w tym sensie, ze dokonaja kompletnego procesu myslowego, ktory doprowadzi do takich, lub innych wnioskow. To jak latwiej owe 10% wodzic za nos? Mowiac im, ze imperializm amerykasnki jest zly, a zycie w ZSRR dostatnie, czy puszczajac gole baby, glosna muzyke zmiksowana z informacja, i pogadanki prof Kuzniara?
    Mam wrazenie, ze dzis panuje wiekszy metlik w ocenie np. Jaruzelskiego, niz panowal lat temu 30, ale to moje wrazenie.

    Faktycznie, jak sie kto podkreci, to odleci, zaczyna sie tak sobie – konstatacja, ze dzis media sa nieuczciwe, a dalej hulaj dusza.

      1. Powiem bez ogrodek, twierdzenie o tym, ze prasa dzisiaj jest mniej uczciwa niz prasa 25 lat temu uwazam za niedorzecznosc, w zwiazku z czym nie musze sobie takowego cwiczenia aplikowac.
        A mimo to tamta prasa mniej, jak sadze korzystala na z pietruszki pochodzacym domniemaniu uczciwosci (???) niz dzisiejsza.

  2. Co wiecej myli sie pan, podobnie zreszta jak Liwiusz. Riedonum tlumaczone opacznie jako Rednones to nie dzisiejsze Rennes ale Radom.
    Pomylka wziela sie stad, ze zarowno Rennes jak i Radom znajduja sie w zblizonych odleglosciach, tj. ok 1700 km od Rzymu jedna mierzona po via Agrippa, druga do granicy z Polska via Claudia Augusta, i dalej na sposob spieszony na wspomniane przez Jozefa Flawiusza Seradzice az na Radom.

    Poniekad potwierdza to teze o geograficznej niefrasobliwosci Liwiusza, jest obojetna dla twierdzenia o jego homoseksualnych sklonnosciach, i nie przeczy twierdzeniom o nadpobudliowsci prawicowcyh parabolani.

  3. Panie Krzysztofie!

    Jeśli weźmie Pan sobie wybiórczą i zacznie ją czytać tak jak kiedyś czytało się Trybunę L., to będzie dostarczać tak samo dobrej wiedzy o świecie. Kłamstwa wymieszane z prawdą, przyrządzoną tak by wywoływać fałszywe wrażenie.

    Natomiast odnośnie „prawicowych” gazet nie mogę się ustosunkować, bo nie czytałem (wybiórczą kiedyś dawno owszem…).

    Zatem spieranie się, czy „prawica” jest mniej czy bardziej socjalstyczna niż była komuna jest sporem jałowym. Pytanie co zamiast agentury, lizusów i innych geniuszy obecnej koalicji? Jakiś program pozytywny dla państwa i nie chodzi mi o państwa Tusków.

    Pozdrawiam

    Jerzy Maciejowski

    1. Panie Krzysztofie!

      Pomiędzy złodziejem a profesorem jest sporo cech wspólnych, co nie znaczy, że są to synonimy. Ja mówiłem raczej o zalecanym sposobie traktowania, a nie o tożsamości. W końcu żaden naczelny Trybuny Ludu nie miał takiej pozycji i nie rościł sobie pretensji to pozycji Adama Michnika. Zatem dostrzegam różnice. Niemniej czytając trzeba mocno wątpić w szczerość tego co jest napisane i warto odpowiedzieć sobie na pytania „komu to służy?” i „kto za tym stoi?”. W czasach Trybuny Ludu te pytania też nie były bez sensu, choć trudniej było na nie odpowiedzieć.

      Nie twierdzę, że wyrażam się jasno. Mam swoje ograniczenia i mogę być nierozumiany. OK. Czy to świadczy o mnie? W takim samym stopniu, jak o Panu świadczy Pańska odpowiedź.

      Proszę mnie nie przekonywać, że dzięki wybiórczej mamy wolność słowa, bo jest to raczej ponury żart. Jest to gazeta starająca się raczej kneblować dyskurs, a w szczególności ludzi inaczej myślących, a nie dbająca o wolność słowa. Pan ma powody, by widzieć tę gazetę w jasnych barwach. Ja nie muszę. Rozczarowałem się do Lecha Wałęsy to mogę się również rozczarować do Adama Michnika. Takie jest moje prawo. A to, że użyłem porównania do gazety naszej partii, a nie Правды czy jakiegoś Neues Deutschland, to drobiazg. W końcu wyróżnialiśmy się na tle obozu socjalistycznego tym, że w naszym baraku było weselej i można było poskakać. Trybuna Ludu nie zawsze kłamała. 🙂

      Przy okazji. Jak było napędzane rzymskie pendolino? Bo mam wrażenie, że konie są do tefo trochę za wolne, ale może ma Pan jakieś odkrycia w historii biologii również?

      Łączę wyrazy należnego szacunku

      Jerzy Maciejowski

  4. Panie Krzysztofie… pamiętam jak za czasów studiów (schyłkowa ale jednak komuna) nasz wykładowca socjologi niemalże tarzając się ze śmiechu oznajmił nam iż z badań w jakich uczestniczył wyszło iż najbardziej demokratycznym państwem w oczach Polaków jest Niemiecka Republika Demokratyczna.. świadczyć o tym miał przymiotnik “demokratyczna” w nazwie tego państwa.. Niedawno przecież, w jakiś ogólnoświatowych badaniach wyszło iż wg społeczeństw państw ze wszystkich kontynentów większym zagrożeniem dla pokoju jest Ameryka niż Korea Północna … Jeśli dziś przedstawiciel , jakby nie było elity (inna sprawa jaka jest jej jakość)bredzi coś o przykręcaniu “bolszewickiej śruby” przez ministra to nic nie może zadziwić …
    Problem jest inny – niemalże “papryczany” – czy można żyć niejako “obok” tych wszystkich opinii.. czy one ze swoją absurdalnością i głupotą nie przekładają się czasem w procesach demokratycznych na “instytucjonalną” sferę życia ? Wg mnie niestety nie da się. Takiej jakości opinie nie są niszową przypadłością prawacko-lewacką ale zaczynają królować w środowiskach , które mają bezpośredni wpływ na kształt naszego życia…
    PS
    trafiłem tu przez link z TT 🙂 pewnie przez tę łacinę przeglądarka uznała , ze trzeba tekst przetłumaczyć no i przetłumaczyła z polskiego na polski :)))) zanim załapałem o co biega zachodziłem w głowę nad celem jaki Panu mógł przyświecać w zastosowaniu szczególnej składni , ortografii i formy (część wyrazów pisane dużymi literami)… i już miałem przyznać się do porażki gdy zorientowałem się , że to tylko “tłumaczenie” 🙂 Ufff…

  5. Porównywanie prasy PRL i współczesnej rzeczywiście wydaje się niestosowne: to jak porównywanie rewolwerowca i karateki. Każdy z nich jest niebezpieczny – ale na swój sposób. Takoż i hasło z PRL “Telewizja kłamie!” dziś jest nieprawdziwe, albowiem kłamstwa, jakie soli nam dziś telewizja, są zupełnie innej natury. Trzeba ukuć nowe hasło, które w tym wypadku może mieć brzmienie identyczne, ale nie o brzmienie tu chodzi, a o znaczenie 😉

    Sam czasami wskazujesz tu na bzdury, jakie wypisywowywowywują tzw. dziennikarze. Zatem np. różnica jest taka, że współczesne media kłamią po części nieświadomie, podczas gdy wówczas działał cały aparat świadomego zakłamywania rzeczywistości.

    Moim zdaniem drugi objaw upadku dziennikarstwa pokazuje się przez (powszechny, nie tylko w mediach) zanik szacunku dla słowa: dziennikarze nie tylko nie rozumieją, co wypisują, ale też JAK wypisują:
    Ponad wszystkie wasze uroki —
    Ty! poezjo, i ty, wymowo —
    Jeden wiecznie będzie wysoki:
    * * * * * * * * * * * * * * * *
    Odpowiednie dać rzeczy słowo!

    Z realizacją tego postulatu jest coraz gorzej.

    A jeżeli ci, co wypisują, nie rozumieją, co i jak czynią, to dodajmy teraz owych przez Lema wskazanych, aktualnych i wtedy:
    Nikt nic nie czy­ta, a jeśli czy­ta, to nic nie ro­zumie, a jeśli na­wet ro­zumie, to nic nie pamięta.

    Zatem, konkludując: masz rację, dzisiejsze zakłamywanie rzeczywistości to zupełnie co innego niż ówczesne. Ale, wydaje mi się, jedynie w jakości, nie zaś w ilości.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.