World of Tanks

Nie chcę, ale muszę. Podważyć słowa Andrzeja Friszke. Lubię go, cenię, materia należy do jego specjalności, a nie moich. Muszę jednak i chyba mogę, bo chodzi mi głównie o jego oceny, a nie o treść źródeł. Mowa o realności sowieckiej interwencji w Polsce w 1981. W debacie, na którą się wybierałem, lecz nie dotarłem i znam z depeszy PAP, Andrzej mówić miał o “brutalnym nacisku Sowietów”, braku “marginesu kompromisu”, groźbie “drugiego Katynia”.

Daleko stąd jeszcze do tezy,  że stan wojenny był “uzasadniony” czy tym bardziej “konieczny” — ale bliżej niż stąd, gdzie ja stoję. Stoję zaś blisko Andrzeja Paczkowskiego, też profesora, jak Friszke, speca od owej epoki. Śmielej więc, choć żem niedorobiony OMC magister historii,a materiały źródłowe znam głównie z netu, powiadam: Nie, to chyba nie tak, drugi Katyń nie groził. Zbrojna interwencja to nie World of Tanks. Do Czechosłowacji w 1968 Sowieci weszli nie dla sportu, nie dlatego, że lubili te zabawy, lecz w obronie swego imperialnego interesu – tak, jak go wtedy widzieli. Druga Jugosławia, ale w sercu Europy, byłaby klęską idei całego obozu, groziła jego rozpadem. Stanowiła zagrożenie dla imperium.

Polska w 1981 nim nie była. W Pradze zbuntowali się komuniści, polska kompartia pozostała zasadniczo wierna Kremlowi. Dubček otwarcie odrzucał sowieckie żądania powrotu do źródeł, Jaruzelski już jesienią 1980 zapewniał Moskwę, że PZPR poradzi sobie sama, że chce i wie, jak. Drobne przejawy “oporu”, autorstwa Kani, nie zmieniały tego obrazu, a Kania rychło został wyeliminowany. Moskwa mogła dość spokojnie czekać, co z tego wyniknie — wiedząc, że w razie czego czołgi najpewniej zdążą.

Sytuacja w Polsce nie uzasadniała więc interwencji, a międzynarodowa i wewnętrzna w ZSSR jej nie sprzyjała. To nie były względnie pomyślne dla Moskwy, od zażegnania kryzysu kubańskiego,  lata 60. To był rozkwit zimnej wojny, czas tuż po inwazji na Afganistan, angażującej ogromne siły i środki, a widać już było,że Blitzkrieg to nie będzie. Sowiecka gospodarka dostawała zadyszki, misek nie dawało się napełnić bez regularnego importu zboża z USA i Kanady. Wywołanie drugiej awantury, w Polsce, mogło grozić nałożeniem na Sowietów poważnych sankcji handlowych, a w każdym razie Kreml musiał się z tym liczyć.

A “brutalny nacisk”? Owszem, był — propagandowy. Ton sowieckiej prasy był w 1981 istotnie nieco podobny do tego z 1968, media PRL ochoczo cytowały słowa “kontrrewolucja”, “elementy antysocjalistyczne”, “podżegacze z Zachodu”. Wkrótce zresztą same wróciły do tego języka. Moskwa chciała przestraszyć “Solidarność”, co się trochę udało, dawała też sygnał innym sojusznikom, by nie ważyli się okazać zmianom w Polsce cienia sympatii — i to osiągnęła w 100%. Temu służyły też głównie wojskowe manewry u naszych granic, choć cel wojskowy też miały, bo choć Moskwa interweniować nie chciała, rozważała scenariusz, który ją do tego zmusi.

Ale to wszystko nic. Dziś powiedzielibyśmy: teatrzyk, public relations. Kreml nie użył środków z bogatego arsenału “dyplomacji” znanej z 1968: zanim ruszyły czołgi, długo próbował uniknąć interwencji i złamać Dubčeka. Były niejawne zjazdy liderów Układu Warszawskiego z jasnymi pogróżkami i żądaniami, potem spotkania bez czeskich towarzyszy, publiczne ultimatum z jaśniejszą od słońca zapowiedzią akcji zbrojnej, a po nim jeszcze jedno wezwanie Dubčeka na dywanik.

W 1981 nie widzę cienia porównywalnych gróźb wobec Polski. Półsłówka rzucane podobno przez tego czy innego dygnitarza Kremla w rozmowach w cztery oczy nie mogły wywołać paniki w warszawskim KC. Piszę “podobno”, bo większość takich informacji pochodzi od polskich komunistów, którzy do dziś mają nie tylko honorowy, ale i prawno-karny interes w podtrzymywaniu teorii o realności interwencji.

Nie wiemy i pewnie się nie dowiemy, czy istniał “margines kompromisu”. Ale, Andrzeju, sądzę, że istnieć mógł, a Jaruzelski wiedział przynajmniej tyle. Bał się lub (w co bardziej wierzę) nie chciał tego przetestować. Znacznie wcześniej wybrał scenariusz z 13 grudnia.

PS. To kolejny tekst, po którego napisaniu odczekałem dobę, zanim opublikowałem widząc, iż to nie chwilowe emocje.

15 thoughts on “World of Tanks

  1. Jaruzelski nie działał pod bezpośrednim przymusem Rosjan w dniu wprowadzenia stanu wojennego. Ale doskonale sobie zdawał sprawę, że Polska się by wtedy z ich łap nie wyśliznęła – gdyby z tym zwlekał, skończyłoby się jak na Węgrzech, czy w Czechosłowacji, ino i on by przy tym raczej wtedy głowy cało nie uniósł. Dziś to ino gdybologia, ale Polska to nie Wegry, czy Czechosłowacja, i raczej spokojnie by się to nie odbyło… Choć z drugiej strony, sądząc po efektach stanu wojennego – mogło by się odbyć zupełnie spokojnie…

      1. My akurat żyliśmy w jednym ze swobodniejszych – ale tak czy siak, rosyjski niedźwiedź zdychał jeszcze długich osiem lat. W 81 nie pozwoliłby nam wejść do NATO – i nawet nie mógł pozwolić, byśmy sobie sami ustanowili rząd, który by to mógł zrobić. Nakazali posprzątać Jaruzelskiemu – i cieszyli się, gdy sobie poradził sam. Gdyby sobie nie poradził – interweniowaliby. Niechętnie, ale innego wyjścia nie mieli. I żaden Zachód by nam wtedy nie pomógł, jak nie pomagał Czechom, czy Węgrom.

        1. Miki, proszę, odpuść alternatywę bit on / bit off. Pewnie, że żadne NATO, ale posprzątane zawsze może być trochę lepiej lub trochę gorzej. Nie polemizujesz z moim tekstem, lecz z wizją, której nie przedstawiłem.

  2. Meretik w swojej Nocy Generała bronił tezy, że interwencja radziecka była bardzo prawdopodobna, ale w grudniu 1980.

    Rok później był teatr, o którym wiedzieli wszyscy, oprócz Solidarności, w czym swój udział mieli też Amerykanie.
    Widać noc generała była chwilowo na rękę wszystkim…

  3. Rozwiązanie przeprowadzone ostatecznie przez byłego szefa Głównego Zarządu Politycznego LWP było najkorzystniejszą dla Moskwy opcją w ówczesnych warunkach. Zwłaszcza, że bez kłopotu znaleźli się chętni (w jakimś sensie byli w tym celu hodowani chyba), aby takie rozwiązanie realizować. Ponieważ to rozwiązanie było skądinąd nie najgorszym z teoretycznie możliwych dla Polski, można po latach propagować legendę o najszczerszych intencjach. Można… Można też w te bajki wierzyć, jeśli się bardzo chce.
    Czy Moskwa mogła odpuścić? Tego nigdy się nie dowiemy na pewno. Jakąś wskazówką jest jednak to, co stało się z imperium za Gorbaczowa. Z pewnością jednak możemy powiedzieć, że w 1981 Moskwa jeszcze nie była gotowa by odpuścić polskiej Przemianie. Więc i nie odpuściłaby, tak czy inaczej. Groźby, ostrzeżenia i wojenne gry były przede wszystkim grą propagandową, obliczoną na ułatwienie zadania wiernym towarzyszom. Ale wcale nie musiały być pustym blefem, tyle, że (na szczęście czy niestety) nie pojawił nikt, kto by to sprawdził. Czy to zasługa sowieckich oficerów w polskich mundurach? RAczej -nie. A propos, cieszy oko ten pomnik, prawda?

      1. Osobą, która po 13 grudnia wprowadziła sformułowanie o sowieckich oficerach (w oryginale – generałach) w polskich mundurach do powszechnego obiegu był ówczesny prezydent USA. Tak ja to przynajmniej pamiętam. W przeciągu kilku ostatnich dni miałem okazję mijać kilkakrotnie jego, całkiem zgrabny, pomniczek. Dużo gada się o symbolice, ale tak naprawdę, czy wiele się w tej sferze robi rzeczy pozytywnych?

  4. W 81 roku ruscy by na pewno nie weszli. Swego czasu przekonała mnie czyjaś teza (nie pamiętam czyja ale coś amerykańskiego) że byli tego bliscy w pierwszym szoku na jesieni ’80 i że dali spokój po tym jak amerykanie im pogrozili paluszkiem. No ale to było rok wcześniej, w 81 to oni już mieli prostszy i tańszy plan: mieli zamiar do tej pory wymieniać towarzyszy na czele PZPR aż trafią na tego który za nich posprząta. Kania nie chciał, Jaruzel najwyraźniej nie umiał odmówić (no nie umiał albo nie chciał). Co dokładnie kłębiło się w jego głowie to się raczej nie dowiemy, na moją domorosłą psychologię to się głównie bał i robił co robił ze strachu. Nie że wejdą czołgi bo wiedział że nie wejdą, bał się że jego osobiście przecwelują i zastąpią jakimś Milewskim albo kim.

    1. 🙂 Mogłem o tym pomyśleć… Ten dział gier jest mi absolutnie obcy. Cały post powstał zaś z powodu skojarzenia, jakie miałem czytając relację ze spotkania z Friszke. Wrzuciłem w gugla jakieś hasełko, którego teraz nie pamiętam, ta białoruska gra wyskoczyła jakoś wysoko, tytuł pasował mi do tekstu idealnie, a zlinkowałem, by ciekawscy mogli sprawdzić, o co chodzi. Fakt jednak, że głupi link może czasem wywołać nieporozumienie 🙂

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.