Wojna

Przykro mi to rzec — polska opozycja tonie we własnym, urojonym świecie. Dowodzi tego zestaw zdarzeń i zjawisk, którymi żyją w tych dniach prawica i jej media.

“Exposé” Jarosława Kaczyńskiego głęboko mnie rozczarowało. To wyłącznie zestaw haseł bez cienia próby wyjaśnienia, jak owe cele osiągnąć. PiS, PO, podobnie jak ich mniejsi konkurenci, są mistrzami zapowiadania, że lada chwila przedstawią pakiet projektów ustaw mogących uzdrowić Polskę. Nigdy nic z tego nie wychodzi. Także tym razem mamy wyłącznie zapowiedź obudowaną ogólnikami i przy okazji starymi kłamstewkami, jak choćby to o “najdroższych” polskich autostradach.

“Afera Amber Gold” stacza się do magla. Prawica wieszczy nieuchronny upadek rządów PO, ale dotąd nie wyjaśniła, na czym polega aferalność afery. Ani tego, gdzie jest związek Michała Tuska z AG (jeśli jest, to raczej taki sam, jak każdego pracownika OLT Express czyli zatrudnienie w spółce-córce), ani tego, dlaczego Donald Tusk ma zapłacić głową. Czy fakt, iż rząd PiSu dopuścił do korupcji w ministerstwie sportu, oznacza, że afera Tomasza Lipca jest “aferą Kaczyńskiego”???

“Rosyjskie serwery PKW” to ciekawy wątek i do uwierzenia (wiele firm de facto tylko pośredniczy między zachodnimi klientami a rosyjską, dość tanią infrastrukturą), choć głęboko wątpię, by mogły tamtędy przechodzić jakiekolwiek dane wrażliwe. Niemniej rzecz jest ze sfery obyczajów, a nie polityki. Teza o fałszerstwach kompromituje jej kolporterów, którzy nieustannie powtarzają, że lokal wyborczy to pikuś, bo prawdziwe przekręty można robić wyżej. Otóż nie można. Przypominam, że głosy liczą wyłącznie komisje obwodowe. Wyżej wykonuje się tylko dodawanie. Wyniki z każdego obwodu wiszą na stronie PKW. Dostępne są też jako arkusze danych (instytucjom oferuje je sama PKW, ośrodki niezależne zrobiły zaś sobie same za pomocą skryptów wczytujących strony PKW).Można więc w chwilę sprawdzić, czy po drodze z obwodu do PKW jakikolwiek wynik się zmienił i czy sumy się zgadzają. Jak dotąd w żadnych wyborach ostatnich dwóch dekad nikt nie wskazał ani jednej zmiany czy niezgodności sumy. Albo więc wszystko się zgadza, albo opozycyjni członkowie komisji i mężowie zaufania są w znacznej większości idiotami. Tertium non datur.

Śmierć Józefa Szaniawskiego w Tatrach to już jednak zupełnie inny rozdział. Na palcach jednej ręki policzyć można prawicowe reakcje bez sugestii, że to dzieło rządu. Z prawdziwą rozpaczą przeczytałem zaś artykuł wpolityce.pl. Artykuł napisany w liczbie mnogiej, a więc w imieniu redakcji, będący mieszanką informacji z niemal jasnym oskarżeniem władz za pomocą licznych sformułowań i w tytule, i w tekście, a zwłaszcza w “pytaniu”, czy ta śmierć “ma odwrócić uwagę od afer? Od ujawnianego złodziejstwa?” Moi (byli już chyba) przyjaciele — szefowie portalu, bracia Jacek i Michał Karnowski, dramatycznie przekroczyli nie tylko granicę, która różni dziennikarstwo od plotkarstwa, ale także tę pomiędzy polityczną krytyką i regularną wojną. Wojną, w której wszystkie środki są dozwolone.

PS. Sanatorium story kwitnie wraz z nocnikiem 🙂

20 thoughts on “Wojna

  1. Wojna bez brania jeńców to już u nas trwa dobre parę lat… Co chwilę spostrzegamy , że przekraczamy kolejne granice ale zaraz sie usprawiedliwiamy , że to w imię wyższych racji… A to w imie walki z IV RP , a to w imię walki z reżimem Tuska..

    A propos – trafił do mnie darmowy (kryzys i mnie dopadł)numer Wprost a w nim rozmowa Najsztuba z Mazurkiem. Na mój gust obydwaj panowie zdają sobie sprawę z “kondycji” polskiej publicystyki , wiedzą , że tak podzielone środowisko mediów nie jest w stanie sprawować funkcji kontrolnej , ale żaden jako pierwszy nie wyjdzie z “przepraszam i proszę o przebaczenie” … Byłaby to oznaka słabości..

  2. Najważniejszą wojnę toczy bloger Wywczas z Panem Antonim zamkniętym w łazience i jego drużyną(poważnie):
    http://wywczas.salon24.pl/445284,po-co-komu-prawicowi-dziennikarze
    Tu przyczynek do tej wojny opublikowany wPotylice przez inkryminowanego:
    http://wpolityce.pl/dzienniki/jak-jest-naprawde/35466-tekst-kalukina-atakujacy-tomasza-sakiewicza-rownie-dobrze-moglby-sie-ukazac-w-tygodniku-nie-urbana-ta-sama-jakosc-i-styl

    Tu podobne do twojego zdanie:
    http://o-qu-va.blogspot.com/2012/09/k2-karnowscy-szczyt-podosci.html
    (To nie jest Twoja strona?)

  3. @Krzysztof Leski

    Pełna zgoda, z następującym zastrzeżeniem:

    ““Rosyjskie serwery PKW” to ciekawy wątek i do uwierzenia…”

    Wątek mało ciekawy i całkowicie niewiarygodny. 15 minut z google i wiadomo, że (stan podczas wyborów w 2011 r.), to: stronom pkw.gov.pl i wybory2011.pkw.gov.pl (ta druga to wizualizacja wyników) fizyczny hosting (serwerownie) w Polsce zapewniała firma Atman ATM S.A. ul. Grochowska 21a, 04-186 Warszawa. Administrację serwerów dla strony pkw.gov.pl sprawuje firma Net P.C. ul. Na stoku 48, 80-847 Gdańsk, a dla wybory2011.pkw.gov.pl – firma Dituel Sp. z o.o. 04041 Warszawa, ul. Ostrobramska 101/206.
    Żadnych “ruskich serwerów” nie było, głupie łgarstwo całkowicie wyssane z brudnego PIS-owskiego palucha.

    PS
    Jeśli chodzi o Szaniawskiego, to najśmieszniejsze (najżałośniejsze) są obecne pośmiertne pochwały ze strony różnych GłuPoli (GP, GPC, Sakiewicz, niezależna.pl, itp), podczas gdy na samym początku wydawniczmy wzięli sią za lustrowanie Szaniawskiego i robienie z niego komucha, tajnego współpracownika, zdrajcy, człowieka Kiszczaka:
    http://poloniada.salon24.pl/319989,lysiak-szaniawski-prawda

  4. Afera Amber G. to afera gdańska. Ponieważ tam rządzi PO trudno uwierzyć, że nikt nic nie wiedział. Najśmieszniejsze jest że poza gibbonami nikt się nie przyznaje do znajomości z Marcinem P.:))
    Bo owszem – sąd jest niezalezny, prokuratura także. Ale to nie chodziło o jednego sędziego, o jednego prokuratora.
    A urzędnicy w US to już chyba sprawa rządu? DWA urzędy I i III nie interesowały się, że Marcin P. nie płaci VATu ani podatków. Itd itp
    A śmierć pana Szaniawskiego? Sama w tym miejscu mało nie zleciałam na pysk też we wrześniu. Tyle, że wtedy leżał śnieg. Ale miejsce jest fatalne

    1. To nie jest afera gdańska tylko afera polacka. A polackuf czyli tłumoków kwalifikujących się do wydymania skutecznie robi jedna partyja, pare z nią powiązanych gazetek, łojciec inwestor i jego emperium i pewien zespół śmigajacy na trumnach i odmóżdżający już 28 miesięcy.

    2. @Ufka (z magla)

      “Afera Amber G. to afera gdańska.”

      Nie gdańska, w całym kraju podobne “afery” (czyli na liście KNF, naruszenie prawa bankowego i “oszustwa”) mają miejsce a prokuratury raz wszczynają, innym razem skręcają sprawę. Raz państwo działa, raz nie.

      “Ponieważ tam rządzi PO trudno uwierzyć, że nikt nic nie wiedział.”

      Lokalna/samorządowa władza PO najzwyczajniej nie włada instytucjami, które zawiodły (ani prokuraturą, ani ABW, ani UOKiK, ani sądami) i wiedzieć nie mieli skąd, poza info dostępnym ogólnie. To co piszesz, to właśnie typowe staczanie się do magla (ja bym to określił ostrzej).
      Jakoś regionalni posłowie z PIS też nic nie wiedzieli, czy trudno ci w to uwierzyć?

      Jaką indolencją intelektualną się wykazałaś może unaoczni ci fakt, że inny z listy KNF, Pozabankowy Fundusz Gwarancyjny (sytuacja analogiczna do AG) dział sobie (siedziba w Wawie) już za rządów Lecha Kaczyńskiego jako prezydenta miasta, a potem pod rządami obu bliźniaków.
      Ale w takiej sytuacji, tylko skończony głupek może napisać “Ponieważ tam rządził PIS trudno uwierzyć, że nikt nic nie wiedział”.

      “Najśmieszniejsze jest że poza gibbonami nikt się nie przyznaje do znajomości z Marcinem P.:))”

      To już nawet nie magiel, to zwykłe pomówienia. Wskaż KTO znał się ale się nie przyznaje, albo zamilknij pomawiaczko, wstydu oszczędź.

      “Bo owszem – sąd jest niezalezny, prokuratura także. Ale to nie chodziło o jednego sędziego, o jednego prokuratora.”

      Zgadza się, chodziło o kilku NIEZALEŻNYCH sędziów i prokuratorów (którym się “nie chciało”) i co niby z tego ma wynikać, maglownico?!

    3. Skomentuję tylko fragment o szlaku ze Świnicy na Zawrat.
      Też zdarzyło mi się tamtędy iść. I też o mało co nie zleciałem. I to w łatwym miejscu, bo już sobie “dałem na luz”. Na dobrą sprawę miałem więcej szczęścia niż rozumu.
      Tak więc trochę znam tą okolicę i wiem, że naprawdę niewiele trzeba, żeby z tego szlaku udać się prosto do św. Piotra. A Panu Szaniawskiemu po prostu zabrakło odrobiny górskiego szczęścia. Tylko i aż tyle…

    1. Chyba do mnie choć Ci się ręka omskła.
      A więc: Pisofcy som wszendzie. To nie przynależność to choroba(umysłu).
      A poważniej albo rybka albo akwarium albo gierkowszczyzna Jarusia(która jak słoma z buciorów wyziera z expoze expremieruńcia), a jeszcze lepiej stalinizm bo wtedy to państfo dopiero dbało o każdego obywatela cały czas o niego dbało. Albo wolność (w tym umów) i niestety wtedy są też wśród tych umów umowy o bycie wydymanym na własną usilną prośbę i państwu nic do tego bo inaczej wracamy do Jarusia-gierkusia.

      1. albo gierkowszczyzna (…), a jeszcze lepiej stalinizm (…) Albo wolność (w tym umów)

        Co tak słabo? Tylko stalinizm? A gdzie Hitler, Mao i Pol Pot, oraz Idi Amin? Tylko wszyscy najpotworniejsi zbrodniarze świata razem wzięci mogą zilustrować grozę Jarkacza.

        Aha – pełnej wolności umów to w Polsce (jednak nie przez tego przerażającego stalinowca Jarkacza rządzonej, jeno przez wolność miłującego Kaszuba) nie ma. Czego nie wolno w żadnej umowie zawrzeć, oraz to, co koniecznie w nich musi być reguluje kilka kodeksów.
        Jak rozumiem — skoro albo-albo — to znaczy, że mamy teraz stalinizm? Czy tylko gierkowszczyznę?

  5. @odys
    “Tylko wszyscy najpotworniejsi zbrodniarze świata razem wzięci mogą zilustrować grozę Jarkacza.”

    Po pierwsze, zapamiętaj sobie, że (co najmniej) od kiedy ten konus wyskoczył z Hitlerem do premiera RP na trybunie sejmowej(!), nie obejmuje go ochrona wynikająca z “Prawa Godwina”.

    Po drugie. Jaką grozę?! JarKacz to już tylko (od dawna) parodia dyktatorka, świetnie przedstawiona przez Michalskiego (Kaczor to “polska, bardziej dupowata odmiana Adolfa Hitlera”), polecam:

    “polscy naziole są odmianą () nazioli pierwotnych bardziej dupowatą, mniej wyrazistą, ale tamte wzory pozwalają mówić także o przebiegu aktualnej polskiej walki politycznej ()

    Podobnie jak naziole wzorcowi (choć w wersji rozrzedzonej i, jak już sobie analitycznie powiedzieliśmy, bardziej dupowatej) jednocześnie startują w wyborach demokratycznych i jednocześnie twierdzą, że demokracji – której używają – tak naprawdę nie ma. Hitler chętnie nazywał Weimar kondominium brytyjsko-francuskim, powtarzał, że Niemcy są przez demokrację zniewoleni, a jednocześnie startował w każdych wyborach, do których tylko był dopuszczany (jeśli akurat nie siedział w więzieniu za jakąś próbę puczu). Po czym, o ile w tych wyborach akurat nie wygrywał, a nie wygrywał właściwie prawie nigdy, natychmiast po „wieczorze wyborczym” ogłaszał polityków zwycięskich, tych, którzy go pokonali, tych, na których zagłosowała większość Niemców, politykami nieniemieckimi, niegodnymi Niemiec, uprawiającymi wobec obcych mocarstw „politykę na kolanach”, wybranymi przez nieporozumienie i na skutek manipulacji ze strony liberalnych mediów i obcych potęg, publicznie żądał, by „zniknęli z niemieckiego życia”… itp. itd. Także polska, bardziej dupowata odmiana Adolfa Hitlera, podobne rzeczy mówi zawsze, kiedy tylko w wyborach przegrywa, a przegrywa także prawie zawsze. Naziole pierwotni, kiedy ich pytano o ich faktyczny stosunek do Żydów, o realizm ich koncepcji polityki zagranicznej, o problemy w ich własnej partii, o Noc Długich Noży… zamiast wikłać się w ryzykowny dialog z pytającymi, wybierali konsekwentny monolog. Ich ówczesne odmiany Kemp i Błaszczaków odpowiadały, że to są tematy zastępcze, podczas gdy w rzeczywistości należy pytać o słabość weimarskiego państwa, o spolegliwość weimarskich elit politycznych wobec Francji i Wielkiej Brytanii… Ten ich nieustający monolog był nie do podważenia przez żadne ówczesne odmiany Monik Olejnik, Jacków Żakowskich czy Tomaszów Lisów. Nawet ówczesne odmiany „Szkła kontaktowego” (kabarety berlińskie były ponoć nawet nieco śmieszniejsze od „Szkła kontaktowego”, a Kurt Tucholsky jako satyryk nieco ciekawszy od późnego Jacka Fedorowicza) i tak, pomimo swej wysokiej jakości, rozśmieszały tylko przekonanych antynazioli, podczas gdy przekonanych nazioli rozwścieczały i mobilizowały do walki z systemem.”

    Całość tu:
    http://www.krytykapolityczna.pl/CezaryMichalski/NazioleiWeimar/menuid-291.html

    1. @panjanek

      Jeśli z prawa Godwina wynikać by miała jakakolwiek ochrona (a nie wynika) — to nie obejmuje ona obrażanego, ale wszystkich uczestników rozmowy, z potencjalnym obrażającym na czele.

      Po prostu gość, który stosuje tę prymitywną pałkę erystyczną ośmiesza sam siebie, oraz inteligencję czytelników.
      Jeśli mój adwersarz rzucił do mnie “gupi jesteś” to nie o to chodzi, że teraz wreszcie mam prawo odpowiedzieć “a ty jeszcze gupszy”. Jeśli tak odpowiem, równam się poziomem z owym głupkiem.

      Poza tym, słowa należy szanować, bo przy szalejącej inflacji nie tak łatwo dodrukować większe nominały.

      Dlatego szlag mnie trafia, gdy jedni wołają o “kaczyzmie”, a drudzy rechoczą o “POlszewikach”.
      I g. mnie obchodzi, że psze pani, a Czarek Michalski też tak mówił, i jeszcze gorzej. Odpowiednie cytaty z Bartoszewskiego i Rymkiewicza też mnie nie przekonają, że wszystkie chwyty są dozwolone.

  6. @KL: Wyniki z każdego obwodu wiszą na stronie PKW. Oraz na drzwiach lokalu Obwodowej Komisji. Mając w każdym okręgu kilku działaczy z rowerami, można by mieć wyniki wyborów zanim PKW się upora z publikacją… I pewnie są tacy, co mają.

    Gdy bywałem w komisji, zawsze sobie spisywałem wyniki naszej komisji po zakończeniu liczenia, aby później sprawdzić, czy do rana się nie zmieniły. Tak na wszelki. Jeśli jest jakiś sens istnienia tych całych komisji i ręcznego liczenia kartek — to tylko taki.

  7. @odys
    “Jeśli z prawa Godwina wynikać by miała jakakolwiek ochrona (a nie wynika) — to nie obejmuje ona obrażanego, ale wszystkich uczestników rozmowy, z potencjalnym obrażającym na czele.”

    IMO z “Prawa Godwina” wynika ochrona (wszystkich) przed nawyzaniem/wyzywaniem od Hitlera. Gdy ktoś (jakaś strona) łamanie to prawo, jednocześnie pozbawia się tej ochrony (nie może na prawo się powoływać, wytykać naruszenia innemu).

    Ale to w sumie mało istotne, więc EOT.

  8. No nieźle.

    “Podejrzenia” Kraczkowskiego, to przynajmniej jakaś logiczna ciągłość tej paranoi, która trwa od 2007, i
    “zwycięzców będących w sojuszu z zabójcą ks. Popiełuszki”.

    Natomiast “wpolityce”, to już całkowity odjazd.
    Lepkie macki reżimu, rozciągające się aż po szczyty na Orlej Perci…gdy równocześnie “państwo zwija się, kapituluje i nic nie może”.

    Ot, logika tego szaleńczego wzmożenia IV RP.

    Co za ohydni ludzie…

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.