Wieści z Delhi

Wokół trwa już regularna kanonada. Petardy eksplodują średnio co dwie sekundy. Paląc na balkonie podziwiam ich rozbłyski na zachmurzonym niebie. Im bardziej spoglądam na zegar, tym bardziej dochodzę do wniosku, że widocznie przeprowadziłem się do Delhi, że to  nie siódma dopiero minęła, lecz północ już się zbliża. Cóż, skoro tak, niech będzie. Rodacy nie mogą się doczekać.

Osobiście na nic specjalnie nie czekam. No, może tylko na dwie Chinki, które właśnie wylądowały na Okęciu i jadą tutaj. Para Francuzów, która gości u nas już od środy, wróciła z miasta. Będzie nas zatem pięcioro i chcąc nie chcąc pójdę z nimi świętować nadejście Nowego Roku na MDM-ie. Aczkolwiek nastroju mi nie zbywa.

Od paru lat mówię sobie, że ten kolejny rok już nie może być gorszy niż poprzedni. Od paru lat za każdym razem okazuje się, że jednak może. Dziś zatem niczego sobie nie obiecuję, nie podejmuję żadnych noworocznych zobowiązań. Co będzie, to będzie. Na MDM dreptam z zamiarem dzielnego zniesienia chłodu, upływu czasu i niespecjalnie atrakcyjnej z mojego punktu widzenia muzyki. Córa gdzieś baluje, Młody postanowił witać 2012 w domu przy kompie. Niech i tak będzie. Oby wam się, drodzy.

3 thoughts on “Wieści z Delhi

  1. U mnie trzydzieści złotych na fajerwerki poszło … Tradycji musiało się stać zadość – nawet w taki symboliczny sposób…

    Moze to będzie kiepskie pocieszenie ale , wie Pan, po siedmiu latach chudych….. Ja się przynajmniej tym pocieszam 🙂

    Wszystkiego najlepszego !!!

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.