Większość

W miarę wzrostu notowań PiS rośnie nie tylko entuzjazm zwolenników tej partii. Lawinowo rośnie też liczba wypowiedzi o tym, że “już blisko” do wyniku, który da bezwzględną większość w Sejmie. Pewien znany z matematycznych uzdolnień europoseł PiS pisze o “magicznym 43%”, powołując się na autorytet pewnego równie znanego z różnych rzeczy ministra.

Diabli wiedzą, skąd oni to wzięli, ale już przy obecnych prognozach PiS, wraz z PR i SP albo nawet bez, zapewne zdobyłoby ponad 230 mandatów. Zapewne, bo w opublikowanych dziś w “Rzepie” sondażach tradycyjnie brak istotnych danych o liczbie osób, które odmówiły odpowiedzi, nie wiedziały, czy zagłosują itd. A także dlatego, że w takim sondażu się tego przewidzieć po prostu nie da.

Po pierwsze, trzeba znać znacznie dokładniejsze rozłożenie głosów w okręgach. Ale po drugie — nie ma i być nie może żadnych “magicznych x%”, bo “mandatowy” wynik zwycięskiej partii zależy nie tylko od tego, ile uzyska ona głosów, ale także — ba, wręcz przede wszystkim od przewagi nad rywalami i podziału głosów pomiędzy nich.

Stosowana u nas metoda d’Hondta przeliczania głosów na mandaty stosunkowo najbardziej premiuje silne ugrupowania. Efekt ten łagodzi rozmiar okręgów, które są w Polsce dość spore, od bodaj 7 do 20 mandatów. Im większy bowiem okręg, tym mniejszy efekt stosowanej metody, a w okręgu nieskończenie wielkim (o nieskończonej liczbie mandatów) wszystkie powinny dać ten sam wynik.

W 1993, przy praktycznie identycznej ordynacji, jak obecna, SLD i PSL wzięły łącznie 36% głosów i… 66% mandatów. Tak, niewiele ponad 1/3 głosów dała większość nie tylko bezwzględną, ale nawet konstytucyjną. Powtórki raczej nie będzie, bo gdy wówczas zmarnowało się mnóstwo głosów oddanych na małe, głównie postsolidarnościowe partyjki, które nie przekroczyły głosów, zapał maluchów do samodzielnych startów zmalał.

Ale samodzielny rząd w przyszłym roku 36% jak najbardziej może dać, choć nie ma oczywiście gwarancji. Podobnie jak nie ma pewności, że nawet 45% głosów wystarczy, gdyby zdarzyło się, że dwie czołowe partie szły łeb w łeb i premie dla zwycięzcy w poszczególnych okręgach podzieliły mniej więcej równo. Ba, d’Hondt bywa tak złośliwy, że (choć to oczywiście mało prawdopodobne) nawet biorąc ponad 50% głosów można nie mieć większości mandatów.

Jedno jest pewne – że w sferze znajomości ordynacji rządzić będzie, jak zwykle, większość bezmózgich.

11 thoughts on “Większość

  1. Politycy nie piszą po to aby informować czy analizować, lecz aby agitować i nakręcać atmosferę. Udowadnianie ich pomyłek czy ewidentnych głupot to walka z wiatrakami, ale mimo wszystko niech Pan nie ustaje :-). Tym bardziej, że nie pisze Pan dla nich.

      1. Gdy pokusimy sie wykrztusic z siebie, ze o matko i corko, w III Rp sondaze, uwaza pan, wykorzystywane sa do nakrecania atmosfery, wtedy pan Wpjciechowski bedzie na miejscu 25000 w kolejce do stawiania mu zarzutu. Poza tym zgoda.

        1. Nie rozumiem. “Wykrztusić” ? I o jakiego p. Wojciechowskiego chodzi ? O tego , który był sędzią , prezesem NIK ? A więc jakby nie było – przypadkiem lub nie – należy do elity… Nawet 25k miejsce w tej dyscyplinie jest obciachem. Tak wiem – nie on jeden w tej dyscyplinie bierze udział i byc może od wielu mógłby sie uczyć. Ale niech on, kurna, powstrzyma się przynajmniej przed pisaniem wierszy bo tu dopiero “emocje” budzi…

          1. Mowie wykrztusic, poniewaz oficjalna podejscie jest takie, ze osrodki sondazowe jesli popelniaja bledy to czy to z oszczednosci, czy z glupoty, ale bez zlych intencji.
            Ci, ktorzy uwazaja inaczej narazaja sie na wielorakie zarzuty, od takich, ze np. nie moga sie cieszyc, jesli te same sondazownie pokazuja wyniki zgodne z ich zyczeniami, po takie, ze nie znaja sie na statystyce, wzglednie, ze roztaczaja spiskowe wizje dziejow.
            Stad tez zauwazam, ze werbalizacja spostrzezenia, o tym, ze sondazami sie gra, jest jakims tam wysilkiem.
            Mozna zauwazyc, ze z sondazami wszystko jest ok, a i tak bys sie nimi gralo, mozna uwazac, ze nie jest ok, i wlasnie po to nie jest ok, zeby grac nimi tym skuteczniej.
            Mnie z serii ostatnich powiedzmy sondazy, barzdiej zastanawia rozjazd miedzy CBOS i reszta, a nie to co mowi p. Wojciechowski. Chyba, ze sie pomylilem przy jego indetyfikacji, ale nie sadze. Mysle, ze to on kryl sie pod okresleniem “pewien znany…”.
            Slowa o 43% nie uwazam za statystyczny, czy ordynacyjny blamaz, w szczegolnosci, ze posel Wojciechowski zyje z tej ordynacji, a my – jak tu piszemy nie tylko, ze nie, ale i na nia lozymy, wiec to uruchamia moja skromnosc przed zarzucaniem mu niewiedzy i takich tam. Zatem, to co napisal uwazam, ze mobilizacje, czy nawet automobilizacje w oparciu o nie abstarkcyjna figure, ale wzieta, z sufitu, czy badan poreczna liczbe 43, z jednej strony dosc maksymalistyczna, z drugiej wcale nie nierealna pod okreslonymi warunkami, itd.
            Czy jesli jakis trener powie zawodnikowi, ze ma pobiec maraton w czasie 2.10, zeby zagwarantowac sobie kwalifikacje olimpijska tez zaczniecie od nazywania go glupcem, bo bywaja maratony, w ktorych 2.10 daje miejsce nad podium, a moga byc i takie, w ktorej zawodnik nie bedzie w pierwszej 100? Nie sadze.

            1. Żadna gra… po prostu medium zamawiające sondaż nie chce wydawać kasy bo jej za wiele nie ma więc otrzymują produkt za jaki zapłaciły. W przeciwieństwie do partii. One kasę mają i zamawiają produkt nieporównywalnie lepszy.

              PS

              Tak a propos 🙂 dziś w “kwestii sondaży” poseł Wenderlich pobił chyba wszystkich 🙂 Stwierdził iz sposób w jaki z mim rozmawiają ludzie w sklepie, upewnia go iż SLD dostanie min. 16% głosów w wyborach. 🙂 No i po co wydawać kasę na sondaże ? 😉

              1. Nie kupuje tlumaczenia o kasie. Pojade moze poslem Wenderlichem, ale z moich doswiadczen, i pobytu w rozmaitych miejscach, czy instytuacjach obegowe zdanie “tu a tu nie ma pieniedzy” jest nieprawda, bo owszem pieniadze sa, tyle ze nie dla wszystkich i nie na wszystko. Bywaja rzeczy o budzetach bajecznych, tak jak i wyraznie niedoinwestowane.

                Tym samym, sklonny jestem wierzyc, ze przy sondazowym rozwolnieniu zdarza sie mediom zamawiac gniota, jesli to co dostaja z grubsza odpowiada temu co lansuja. Nie bardzo chce mi sie wierzyc, zeby medium tak nachalne jak TVN swiatek piatek 24 h na dobe urabialo ciasto w jedna strone, po to, zeby – o zgrozo jeszcze za to zaplaciwszy musiec odkrecac. Skoro mozna jedna czy druga lale telewizyjna wytresowac, oblaskawic, czy co tam jeszcze do zachowan 100% przewidywalnych, nie bardzo widizlabym sens w rzucaniu im klody pod nogi spontanem sondazowym, bez zupelnej kontroli.

                Mecze kupowane to maja do siebie, ze kupujacy nie prosi sie o niespodzianki, a juz na pewno za nie nie placi.

                Wobec czego, nie przesadzajac, jak to jest z sondazami, uwazam, z epanskie machniecie reka – ze to cena – jest niewystarczajace.

  2. A mnie ciekawi dlaczego budowa (a w szczególności opóźnienie budowy) Gazoportu nie ma znaczenia strategicznego(tak wyczytałem), w chwili kiedy Putin jest zaganiany jak szczur do kąta i jedyne co ma to łapska na kurkach od gazu i ropy. Bo nie za bardzo mogę cokolwiek o tej niestrategiczności znaleźć.
    Może ty Krzysiek albo ktoś inny objaśnił bi mi.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.