Urząd powszechny

Czas leci. Córa miała w weekend osiemnastkę. Szarpnąłem się i kupiłem jej fajnego smartfona. Niestety wymaga on karty micro SIM, więc dziś trzeba było kartę wymienić. Nieświadom nadchodzących kłopotów ruszyłem do salonu Playa.

Pani z okienka długo stukała w komputer, po czym oświadczyła, że nic z tego. Nie wymieni karty, nie zmieni umowy, co też chciałem uczynić — i w ogóle nie zrobi niczego, bo nie wie, z kim ma do czynienia. Albowiem mój dowód osobisty stracił ważność. “A może pan go znalazł”, rzekła.

Oniemiałem. Próbowałem dowodzić, że konstytucja stanowi o podziale kompetencji i nie przyznaje uprawnień organów państwowych prywatnym spółkom. Za przeterminowany dowód osobisty ukarać mnie może państwo. Spółka telefoniczna musi tylko ustalić, czy ja to ja, a nawet przeterminowany dowód nie pozostawia tu wątpliwości, poza tym posiadam dwa inne, ważne dokumenty tożsamości ze zdjęciami: paszport i prawo jazdy.

Nic to oczywiście nie dało, bo pani “ma w systemie na czerwono” i nie może nic zrobić. Mam więc teraz czekać może miesiąc, aż państwo polskie wystawi mi nowy dowód, by prywatna spółka raczyła umożliwić mi korzystanie z umowy, którą zawarliśmy, która obowiązuje i opłaty z jej tytułu nadal wszak ponoszę (abonament). Wściekła córa poszła kupić startera, a ja zastanawiam się, skąd to nadal popularne w Polsce przekonanie różnych firm, że wspólnie z rządem i policją stanowią urząd powszechny kontrolujący obywateli.

23 thoughts on “Urząd powszechny

  1. Ha, czyli dobrze zrobiłem że jak przez cały zeszły rok chodziłem z nieważnym dowodem, bo mi jakoś nie po drodze zawsze było by do urzędu dzielnicy zajść, to wszędzie gdzie chcieli dowód dawałem prawo jazdy i udawałem że dowodu zapomniałem wziąć z domu. Czyli dobrze wyczułem system, że jakbym pokazał gdziekolwiek nieważny to by była chryja.

    A jakby tak z cicha pęk (jak to się pisze?) pójść do innego punktu playa i strugać wariata ze się nie wie o co im chodzi? Oczywiście z prawem jazdy w dłoni, nie z dowodem. Może przejdzie?

  2. Ad/ mikro-karta
    Niedaleko mnie jest punkt, który reklamuje usługę… “docinania kart” do rozmiaru mikro.
    Ogłasza się nawet po angielsku – co może znaczyć, że ma klientów wśród studentów z paszportem USA (tacy kolorowi, liczni).

  3. Najlepszego.

    “konstytucja stanowi o podziale kompetencji i nie przyznaje uprawnień organów państwowych prywatnym spółkom” za takie dicta to mozna by omlot zebrac. W bajce “Pszczolka Maja”, sympatyczny Gucio z charakterystycznym gestem wzniesienia palca wyglaszal przyslowia pszczol (jesli mnie pamiec nie myli). Bez tego wzniesionego palca uwaga o konstutucji, a juz na pewno o uprawnieniach nie maja szans przekonac nikogo.

    1. eee … a te ze sklepu to lepsze … nawozami faszerowane? … a od “baby” ze straganu lub chodnika? – kto tam to wie, gdzie, przez kogo i na czym wyhodowane. ja to bym spróbował – dla testu, z ciekawości i nawet dałbym gdzieś do przebadania a benzyna jest bezołowiowa a ołów roślina pobiera przede wszystkim z gleby, czyli nie należny używać ziemi spod bloku i myć warzywa przed spożyciem:)
      link, czyli prosto i na temat:) – strączkowe rulez:)

      1. Panowie – dynie to temat rzeka.Slyszalem historie, ktora nawet jesli zmyslona od deski do deski, zmyslona jest zrecznie i odslania kilka aspektow ludzkiej duszy – mianowicie diabolicznosc w zamiarach, brawure we wdrazaniu planu w zycie, szerokosc horyznontow ludzkiego poznania, bezmiar makiawellizmu.

        Otoz dwoch studentow nieznanego mi kierunku postanowilo dokuczyc studentom SGGW, wykorzystujac w tym celu powzieta przypadkowo wiedze o zdolnosci skorki dyni do zablizniania sie, jesli taka zdolnosc w istocie dynia posiada.

        Studenci SGGW na zajeciach – czy to z praktycznej botaniki, czy higieny zywienia zajmuja sie posrod innych darow flory – dyniami wlasnie, rozkrajajac je na czesci mniejsze lancetem.

        Dwu wspomnianych smialkow wdarlo sie na tereny SGGW, ktore ogladane z ul.Nowoursynowskiej wygladaja jak zwykle szklarnie. Wdarli sie wiec do srodka i pognali do stanowiska gdzie rosly dynie.Antycypujac ruchy skalpela rozkroili dorodna dynie, i coz tu dlugo mowic – jeden oddal kal do wnetrza warzywa. Po czym, w najwiekszej ostroznosci powodoowani zlymi sklonnosciami opatrzyli dynie jak umieli najlepiej, tak by warzywo zabliznilo niecne sznyty.

        Tak jak weszli, tak chylkiem wyszli rozkoszujac sie bledem w przeliczeniu kalorycznosci warzywa, ktory niechybnie ujawni sie w pracy semestralnej w porze zbiorow. A gdyby szczescie usmiechnelo sie naprawde szeroko i ktos chial przeszczepic na kampus SGGW obyczaj Halloween, o, wtedy! wtedy zabawa bylaby na sto fajerek.

        Zatem powtarzam – nigdy, ale to nigdy nie miejcie zaufania do hodowcow dyn, a ryczaltem takze kabaczkow i patisonow.

        1. … i właśnie o to chodzi, czyli pomocną dłoń do dyni wyciągają hodowcy, zwani dalej prawdziwymi. prawdziwi, mają wszystko zaplanowane nie pozostawiając niczego ślepemu losowi lub jak kto woli naturze, czyli pszczołom, bąkom, żukom czy innej cholerze. nie będę owijał w bawełnę, prawdziwi, to po prostu pozbawieni skrupułów skurwiele. amen.

            1. …, nie … no dobrze napisałem, bo już myślałem, że powinienem napisać skórwiele. dodam jeszcze, że nie dość, że prawdziwi to jeszcze na dodatek często gęsto miłośnicy tego czy tamtego … roślin, zwierząt czy też ludzi …

  4. Chcecie (pozornie) bardziej na temat to proszę.
    Słyszałem o gościu z którego komornicy i egzekutorzy ściągają pół bańki za rachunki telefoniczne i szybkie pożyczki. Przy czym gościu twierdzi że nic nie pożyczał ani nie abonował. On tylko zgubił stary nieważny dowód. Ani chybi nie był na czerwono. Pewnie będzie odwoływał się do SN, a potem do strasburga i brukselki. Jak żyć panie Krzysztofie jak żyć.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.