Uparty jak Google

** #PL **

“Uparty jak osioł”? Bzdura. Na osła krzykniesz, poklepiesz, może 2-3 razy, no, niechby 5. Podrażni się z Tobą chwilę i ruszy w końcu, bo wie doskonale, że stoi na przegranej pozycji. Jakże inaczej z wujkiem Google: możesz mu mówić sto razy, a wujek swoje. Wujek wie, że nie ma realnej konkurencji, że to Ty przegrałeś, zanim jeszcze zechciałeś wyzwać wujka na solo.

Dziś wujek wkurzył mnie, jak rzadko, albowiem postanowił odmówić mi czegoś, co przez kilka tygodni grzecznie mi dostarczał. Odkąd w angielskiej wiki stworzyłem wpis o Tygodniku Mazowsze, często się do niego odwołuję. Ok, nie codziennie, może raz w tygodniu, więc nie tak często, by chciało mi się go zabukmarkować. Wujek Google, gdy wrzuciłem mu do kieszeni karteczkę “wiki Tygodnik Mazowsze”, chętnie i łatwo wpis znajdował i pokazywał w top3, lub przynajmniej w top5 wyników.

Dziś wujkowi odbiło totalnie. Choć język wszystkich przeglądarek, a także opcję “show results in…” mam ustawione na angielski, choć spróbowałem nawet “advanced search” (wyszukiwanie, tfu, “zaawansowane”) nakazując wujkowi “limit the results to English” — nasz uparty osioł (rodzina, trzeba kochać, ale wolno zwyzywać) w pierwszej wersji pokazał mi w top50 (!) wyłącznie wyniki po polsku, zaś w “advanced search” 80% po polsku. W obu wypadkach to, czego szukałem, nie zmieściło się w top50 !!!

Nie muszę wyjaśniać, że niemal wszystkie pokazane teksty miały z wiki tyle wspólnego, iż gdzieś tam się do niej odwoływały, albo wręcz nic (wujek wtedy uprzejmie proponuje ograniczenie wyników: “must include wiki”).  W top20 znalazł się za to mój wpis o TM, docelowo po polsku, utworzony zaledwie 45 minut wcześniej (!! – zindeksowanie nowej strony zabiera zwykle wujkowi kilkanaście godzin, nawet dobę; za to wpisu po angielsku z września nie widać!), link do obrazka ilustrującego mój wpis w wikipedii, link do kategorii “Polish underground press” w wiki, artykuł “Jarosław Kaczyński Człowiekiem Wolności 2016” (?!), wreszcie… kopia z wikipedii w serwisie Cloudpedia. Tam znalazłem link do artykułu w wiki.

Sprawdziłem jeszcze dla zabawy “leskipedia” oraz “cloudpedia” z dodatkiem pełnej nazwy TM. “Właściwe” linki pojawiały się pod koniec top5. Z czystej ciekawości po godzinie ponowiłem wyszukiwanie z pierwotnym “searchstring” (“wiki Tygodnik Mazowsze”). Artykułu w wiki nadal nie znalazłem, wpis z Cloudpedii zniknął, ogromną większość w top50 stanowiły teksty polskie, ale pojawiły się i niemieckie.

Wreszcie wrzuciłem wujkowi przeszukanie wyłącznie witryny wikipedia.org, a potem en.wikipedia.org. Brak rezultatów. Wujek dziś nie ma zindeksowanej tej strony, choć ona istnieje i nikt przecież nie dodał do jej kodu zakazu indeksowania. Niezmierzony jest upór Wujka i jego nieprzewidywalność.

#WujekGoogle … niech cię szlag 😉

5 thoughts on “Uparty jak Google

  1. pojawiły się reklamy. … będzie padać?
    … [to, opiszę innym razem. brakuje mi natchnienia:) czyli o tym jak pomieszały mi się funkcjonalności dwóch programów, co doprowadziło mnie wczoraj na granicę nerwowego załamania:)]

      1. jak to właściwie było? … jakoś tak; w piątek o 19.32 właściwie miałem już wszystko dopieszczone. analiza, którą pisałem przez cały tydzień, czyli od poniedziałku, była gotowa. zaznaczyłem wszystko, i … palcem wybrałem – wklej, i w miejsce analizy i wkleiłem niepotrzebny już mi do niczego link, po prostu – śmieć. dopadło mnie znienacka pytanie – co teraz? do 20.00 nie odtworzę wszystkiego, nie ma szans i w ogóle nie napiszę drugi raz tak samo [przecinek]

        … góólowałem, przyznaję. jednak jak cofnąć wprowadzone zmiany w edytorze, w którym to pisałem nie znalazłem – nie ma takiej opcji [przecinek]. a możne cofnąć się do listy dokumentów? – pomyślałem. zapisze tak, jak to widzi a wtedy, to już zupełnie będzie pozamiatane – tyle pracy poszło się [przecinek] a i termin mi ucieka a tam ktoś przecież czeka. tu warstwa emocji zlała mi się z warstwą fizyczną i byłem już bliski … a właściwie, byłem już na chybotliwej linie [tu: wzdycham głęboko] … już spadłbym w przepaść, już dna nie widziałem … dotykam – cofnij do listy – pyta – zapisać? – oczywiście, że nie – odpowiadam. 19.53, sprawdzam – jest wszystko; zaznaczam, kopiuję, wklejam, wysyłam … oddycham spokojnie. analizuję – co się stało? odtwarzam raz jeszcze to, co się nagrało – ewidentnie, przypisałem edytorowi funkcjonalności innego programu, w którym nie na ani cofania zmian ani pytania wolę ich zapisania, odrzucenia lub anulowania wykonywanej czynności.

        dałem radę. systematycznie i sumiennie wykonywana praca przynosi efekty – robię się coraz bardziej stabilny. tak fizycznie jak i emocjonalnie. możne jeszcze się to kiedyś do czegoś przyda – stabilność, to potężne narzędzie.

        *a próbowałeś używać zamiast palców rysika? znam kogoś, kto tego używa i sobie chwali choć złamał już ich kilka. no, ale on ma ciężką rękę:)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.