Ulga ulży

Szczodrą ulgę na dzieci Sejm uchwalił w 2007. Rzutem na taśmę, tuż przed wyborami. Inicjatywa LPR pachniała nieźle: znaczące i rosnące odpisy od podatku na kolejne dzieci. Rzeczywiste znaczenie ulgi było znacznie mniejsze: to był taki trochę lepszy Husarz Mały. Niezupełnie fikcyjny, ale w sporej części. Nikt tego jednak wtedy nie rozumiał. Gdy rozmawiałem z posłami w Sejmie, pytali zdziwieni, o co mi chodzi.

Jako zdeklarowany zwolennik prawdziwej polityki prorodzinnej, w tym podatkowej, próbowałem to wyjaśniać, ale bariera arytmetyczna była nie do przejścia. Ani posłowie, ani dziennikarze nie mogli dojrzeć całości, zrozumieć mechanizmu PIT. Pojąć, że punkt wyjścia zeznania, przychód, to kasa, której nikt nie ogląda w naturze: odjąć trzeba składkę rentowo-emerytalną, koszt uzyskania przychodu, różne ulgi od podstawy podatku. Po tych działaniach pozostaje dochód. Od niego odejmujemy składkę zdrowotną, a potem dopiero ulgi od kwoty podatku. W tym tę na dzieci, jeśli jeszcze jest od czego odejmować. Przeciętnej rodzinie wielodzietnej zostawało jednak niewiele lub nic.

Jeszcze w 2009 starłem się w s24 z Tomkiem Terlikowskim, który nawoływał, by podnieść kwoty ulg. Tłumaczyłem, że to nic nie da, z pomocą prostych przykładów. Wyliczałem nawet, gdzie znikają pieniądze z rodzinnych budżetów. Wszystko na darmo. Salonowa publiczność umiała zrozumieć tylko tyle, że “atakuję Terlikowskiego” oraz jedynie słuszną politykę prorodzinną Pana Prezesa.

Może jednak mam jakiś udział w późniejszej ewolucji na scenie politycznej, która w końcu zaczęła coś rozumieć w sferze arytmetyki PIT. W 2012 PiS ogłosiło postulat, by ulgę na dzieci odpisywało się od kwoty podatku, powiększonej w razie potrzeby (gdy ulga przekracza podatek) o składkę zdrowotną i odpowiednią do skali podatkowej część składki “na ZUS”. Rok później werbalnie poparł to rząd Tuska. U schyłku lata 2014 przysłał do Sejmu projekt idący nawet dalej: gdy kwota ulgi jest wyższa od podatku, różnica uznana zostaje za nadpłatę i rodzina dostaje zwrot takiej kwoty.

Ten przepis w nowym ustępie 8 art. 27f ustawy o PIT to najważniejsza część nowelizacji uchwalonej jesienią i obowiązującej wstecz od 1 I 2014. Innymi słowy na tych zasadach składamy zeznania tej wiosny. Ograniczenia są (dochód rodziny, zwrot do wysokości podatku powiększonego tak jak w programie PiS), ale zapewniam, że wiele rodzin to odczuje. Szkoda, że media słabo pojmują, iż dopiero teraz ta ulga, jako jedna z bardzo niewielu, naprawdę ulży. Albo tę zmianę pomijają, albo wspominają o niej półgębkiem, na końcu, nie wyjaśniając jej znaczenia, bo koncentrują się na nowych, wyższych kwotach ulg na drugie i kolejne dzieci. Nawet taki spec, jak Piotr Skwirowski z “Wyborczej”.

To jedna z bardzo nielicznych w tej kadencji ustaw, które coś rzeczywiście zmieniają i to na lepsze. Koalicja PO-PSL lata 2011-15 ustawodawczo przespała skupiając się na bzdurach i wojenkach. Na Twitterze napisałem: jeden konkret w morzu bzdetów. Twitterowo skrótowe i dosadne, ale bliskie mojej wizji rzeczywistości. Dobrze jednak że w sferze prorodzinnej drgnęło, choć boomu urodzeń nie oczekuję. Ale trochę lepiej może być.

Pytanie, jak zniesie to budżet, bo rządowe rachunki są wątpliwe. Łatwo policzyć, ile zwrotu dostaliby ci, którzy w 2014 złożyli zeznania z ulgą dziecięcą. Trudniej oszacować kwotę należną tym, którym (jak choćby czasem mnie) czasem nie chciało się pie*lić z wypełnianiem dodatkowego formularza, skoro i tak nie będzie od czego odpisać ulgi. Pachnie mi, że rząd tego nie uwzględnił. Ale to już nie mój problem.

20 thoughts on “Ulga ulży

    1. Ale Skwirowski chyba też nie do końca rozumie (albo nie wyjaśnia) na czym novum polega. Pisze “W sytuacji bowiem, gdy rodzicom zabraknie podatku do odliczenia całej ulgi, fiskus będzie im dopłacał do pełnego limitu odpisu. Tak by mogli odpisać 100 proc. ulgi”. Ale nie wspomina, że to będzie 100% ale nie więcej niż suma zapłaconych składek zdrowotnych.

  1. “jeden konkret w morzu bzdetów”.
    Ostatnio czytałem gdzieś w Necie komentarz na temat tegorocznego wzrostu urodzeń (no może jeszcze nie boom, ale przynajmniej wyskok na przekór tendencji) w kontekście nowych zasad rocznego urlopu rodzicielskiego. Nie wczytywałem się – prawdę mówiąc nie było w co się wczytywać, ale czy sądzi pan, że te “nowe zasady” to jeden z owych bzdetów?

    1. Tak sądzę. Bzdety sa różne. Niektóre – przydatne, i ten do nich należy. Ale to bardzo drobna zmiana. Jestem też bardzo ostrożny w ocenie związku zjawisk demograficznych z różnymi bodźcami, np. prawnymi. Na takie rzeczy składa się mnóstwo czynników.

      1. ‘Na takie rzeczy sklada sie mnostwo czynnikow’. Na tym polega wedlug mnie glowna trudnosc ‘zarzadzania’ zjawiskami demograficznymi. W moim przekonaniu zreszta znacznie wieksza role w tej kwestii pelnia czynniki psychologiczne niz prawne, czy materialne (one moga miec znaczenie najwyzej posrednie). Stad pytanie, bo moje intuicje wcale nie musza byc sluszne; moze jednak i ktos rozsadny widzi dzialanie prostego zwiazku. Niestety – nie w tym przypadku. Dzieki.

        1. Oczywiście najważniejsza jest psychologia, czyli po prostu przekonanie: damy radę, róbmy dzieci. Z tego punktu widzenia znaczący wzrost ulgi podatkowej może być dużo silniejszą podnietą (nawet, jeśli wcale nie zmienia zasadniczo sytyuacji materialnej) niż grzebnięcie w systemie urlopów.

    2. O wydłużonych urlopach macierzyńskich trąbiono głośno, a w szczegóły wgryzali się zainteresowani. Ja też dopiero teraz doczytałem, że urlop, owszem, dłuższy, ale zasiłek mniejszy.

      Inna sprawą, która mnie dziwi są opłaty za żłobki i przedszkola. Czy ktoś potrafi sensownie wyjaśnić, dlaczego za żłobek płaci się około 100% więcej niż za przedszkole?

  2. Nie “Ulga ulży” bo niniejszym ULGA PODATKOWA została zlikwidowana i zastąpiona bardzo skomplikowanym ZASIŁKIEM, wypłacanym przez skarbówkę, a nie (jak inne) przez urząd gminy czy MOPS.

    Jeśli rozumiem, konstrukcja zasiłku jest następująca:
    1. Dostają go wszyscy rodzice (opiekunowie) w wysokości zależnej od liczby dzieci.
    2. Ponieważ zasiłek wypłaca US, zostanie on połączony i zbilansowany z nadpłatami i dopłatami należnych podatków i składek, oraz zrealizowany w normalnych terminach przewidzianych dla rocznych rozliczeń podatkowych.

    Dla zaciemnienia obrazu, zasiłek jest nazywany (kłamliwie) ulgą.

    1. Przypuszczam że (choć się nie wczytywałem dokładnie) różnica jest taka, że w tej konstrukcji jeśli przypuśćmy masz dochód taki że twój podatek do zapłaty + zapłacone składki zdrowotne są dokładnie równe uldze na dzieci to dostaniesz zwrot tego podatku i składek, ale już nie będzie miejsca na inne ewentualne ulgi (ulga na Internet, czy co tam). Gdyby to był “czysty” zasiłek to osobno byś odliczył Internet a osobno dostał zasiłek na dzieci w gotówce.

      1. No dobrze:
        Czyli z punktu widzenia kieszeni obywatela, różnica między powszechnym zasiłkiem (dość proste rozwiązanie) rodzinnym, a tym co właśnie wprowadzono, dotyczyć będzie w zasadzie… pozostałych ulg od podatku dochodowego. Rodzice będą mogli z nich skorzystać tylko, jeśli ich dochody będą na tyle wysokie, by należny podatek przewyższył pułap kwoty “na dzieci”.

        Być może się mylę, ale to cała masa komplikacji dla niewielkich pieniędzy.

        Refleksja druga: W ten sposób tworzymy drugi, równoległy państwowy system powszechnych świadczeń rodzinnych.

        System obsługiwany przez fiskus rozliczany jest rocznie. Wysokość zasiłku-ulgi wynosi od ok. 1,1 tys do 2 tys. zł na dziecko, w zależności od ich liczby w rodzinie. Świadczenie nie jest zależne od dochodów.

        System dotychczasowy, obsługiwany przez MPiPS i samorządy rozliczany jest miesięcznie, ale per saldo kwoty zasiłku są podobne, tyle że zależne od wieku dziecka (a nie liczby rodzeństwa) i kilku dodatkowych czynników. Tutaj mamy jednak kryteria dochodowe, którego wykazanie w praktyce bywa skomplikowane.

        A prócz tego, są programy celowe realizowane poprzez szkoły (wyprawka, stypendia itd.). Tutaj chyba różnie bywa: czasem wielodzietność jest argumentem wystarczającym do skorzystania z benefitów, czasem obowiązuje kryterium dochodowe.

        Może ja się nie znam, ale na oko wydaje się, że jest pole do znaczących uproszczeń i oszczędności administracyjnych.

        Refleksja na marginesie: podatek dochodowy od osób fizycznych zacznie się zmieniać w “bykowe”

        1. Nigdzie nie powiedziałem, że wszystko razem trzyma się kupy, bo słabo się trzyma 😉 Ale przynajmniej spory krok w dobrym kierunku prorodzinności przy zachowaniu owego dualizmu zasiłkowo-ulgowego.

        2. Nie tak. Tak jak ja to rozumiem to jeśli Twój dochód jest równy 0, podatek 0 i składki 0, to dostaniesz od państwa figę. A gdyby to był zasiłek to dostałbyś 100% kwoty t.j. pare tysięcy. Innymi słowy rozwiązanie jest zwrotem podatkowym (ewentualnie) powiększonym o zwrot zapłaconych składek zdrowotno-zusowych i ani gropsza więcej. Chyba, że ja coś źle zinterpretowałem.

            1. Odysie, tu sobie zwyczajnie rozmawiamy. Dopoki nie krzyczysz, ze Twoja racja jedyna, mozesz smialo sie uzewnetrzniac bez siegania do zrodel.

              PS. Gdy sie przesiade na netbuka z Ubuntu 12.04, podeytuje ten koment, zeby polskie znaczki byly. Pod 14.04LTS w chrome nie ma i juz. Musialbym odpalic leafpada, w nim napisac i przekleic, ale mi sie nie chce 😉

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.