Trybunał ludowy

Pwien człowiek został swego czasu skazany za odrażające zbrodnie. Całą karę, zmienioną w wyniku amnestii, odsiedział i zgodnie z prawem właśnie wyszedł na wolność. Teraz trzeba go chronić przed linczem, a niemal cały świat polityczny i różne autorytety głoszą, że należy faceta znowu zamknąć, najlepiej na zawsze.

Pewien były minister sprawiedliwości publicznie nazywa wypuszczenie owego człowieka “kompromitacją państwa”. Pewien uznany profesor prawa ogłasza wszem i wobec, że zatrzymanie delikwenta w więzieniu pod sfabrykowanym nielegalnie pretekstem byłoby słuszne. Opozycja, która rządząc nie zrobiła w sprawie nic, trąbi, że winien jest obecny rząd, bo zrobił za mało i za późno.

Wymiar sprawiedliwości tak ma: przewiduje raczej kary nieostateczne. Skazani zwykle wychodzą kiedyś na wolność. Część z nich wraca na kryminalną drogę. To może, nawet musi budzić sprzeciw. Jednak sposób, w jaki jest on dziś u nas wyrażany, jest grubo groźniejszy niż samo zjawisko. Coraz trudniej mi odnaleźć się w tym świecie.

46 thoughts on “Trybunał ludowy

  1. Zgadzam się w 100%. Jak facet taki niebezpieczny to trzeba było łagodząc mu wyrok dożywocia zawrzeć tam zapis o dozorze elektronicznym (czy innym zabezpieczeniu – nie wiem kiedy to było). A teraz to po ptakach. Jeśli to konieczne, to niech jakieś służby go po cichu śledzą, ale to co się dzieje jest przerażające. Na tej zasadzie każdy kierowca który kogoś zabił (niech będzie – po pijaku), też powinien mieć nieformalne dożywocie. Bo alkohol i jazdę samochodem ma we krwi i znów mógłby kogoś potrącić… Itd.

  2. Hmmm… trudno się z Panem nie zgodzić… Tylko jest pewne, większe niż “nie-zerowe” prawdopodobieństwo iż jakaś rodzina może za to wszystko zapłacić cenę życia swojego dziecka… To prawdopodobieństwo w przypadku seryjnych morderców jest zdecydowanie większe niż w przykładzie przytoczonym przez @follow’a… Pojawia się pytanie czy jest jakaś wartość większa niż ta cena… kto ma to wyważyć… No i jak to wytłumaczyć tym , którzy tę cenę by ponieśli…

    Tak na marginesie – Sprawa o której rozmawiamy, sprawa OFE to owoce zaniechań powszechnie odczuwalne… Sądzę , że zbliża się czas innych, równie powszechnie odczuwanych owoców zaniechań po 89r … winnych nie będzie… a co gorsza my (jako elektorat) chyba też po szkodzie mądrzejsi nie będziemy…

    1. A mi sie trudno z panami zgodzic, (KL, followem).

      Po pierwsze (do Kl):

      W mojej ocenie pomieszal pan spostrzezenia, z opiniami, i uwagami – roznej wagi.
      Ze trzeba go chronic przed linczem? Co budzi tutaj panskie zdzwienie?

      Co jest niedorzecznego w twierdzeniu pewnego bylego ministar sprawiedliwosci? Moim zdaniem to jest kompromiptacja panstwa, wlaczajac w to skompromitowanie owego ministra.
      Panstwo zaprosilo takze szereg osob i instytucji do festiwalu kompromitacji – a tego powinno unikac.

      Uznany profesor – i tu zgoda – to po prostu inna liga, i inna jakosc. Obraza dla wszystkich, lacznie chyba z politykami jest bycie w tekscie obok profesora.

      Odbieranie prawa opozcyji do krytki ma tu jakies (ale watle) podstawy.A w wymiarze praktycznym nieomal zadne.

      Sposob w jaki sprzeciw jest wyrazany jes wlasciwy dla wyrazania sie, a nie dla zjawiska. Wiec nie porownywalbym, co jest grozniejsze, czy politykujacy profesor, ktory sie blazni, czy potencjalnie zakatowane dziecko, czy doprowadzanie ludzi do zamiaru linczu.

      Do followa – to jednak nieporownywalne sytuacje. Nie widze analogii poza faktem, ze rownie zle prawo powstaje w obszarze karania mordercow, pijakow oraz w ogole.

      Podzielam uwagi zaplutego.

  3. Ponieważ notorycznie się zgadzam, więc nie komentuję. Zresztą, po prawdzie, jeden troll mnie odstręcza.

    Ale ziś się jeszcze nie zjawił, wić kilka zdań, w trybie sprostowania. To nie było tak, jak napisał follow, że złagodzono dożywocie. Było tak, że zniesiono karę śmierci, a dożywocia nie wprowadzono (to nastąpiło później). Automatycznie skazańcy dostali wyrok 25 lat i kropka,bo zasada była taka, że kara 25 lat zastępuje karę śmierci w razie jakby co, a taka była wówczas najwyższa. Dozoru elektronicznego też nie było, co oczywiście nie zdejmuje odpowiedzialności z tych, którzy nie przewidzieli, że w polskim więzieniu można przeżyć 25 lat. Zresztą z punktu widzenia zasad, gdyby dziś taki dozór dopisali, to maiłoby to identycznie pokraczny sens.

    To co się dziś w tej sprawie dzieje nie ma nic wspólnego z prawem. Zasada jest prosta jak cep: “nullum crimen, nulla poena, sine lege poenali anteriori”. W tłumaczeniu na polski to wychodzi mniej więcej tak: takie w Polsce są zwyczaje, kto wypina, ten dostaje. A u nas ci wypięci, wciąż z gołym zadkiem biegający, usiłują twierdzić, że nie o wypinanie chodzi, tylko o to, żeby wypiętego nie ruszać. Mogłoby to nawet być zabawne (bo to z zasady jest zabawne, jak się ktoś w opuszczone spodnie zaplącze, gdyby się zdarzyło kiedy indziej i gdzie indziej.

    Pozdrawiam

    1. Mnie zastanawia jedna rzecz: skoro raz zmieniono orzeczoną najwyższą karę na inną najwyższą (z czapy na 25 lat), co przeszkodziło w ponownej zmianie po wprowadzeniu do kodeksu kary dożywocia? Przecież to i tak byłoby złagodzenie kary w porównaniu z tą orzeczoną. Czy przeszkodziła tu jakaś zasada prawna, która być może ma dobre uzasadnienie, czy to po prostu było zwykłe zaniedbanie?

        1. W porządku to jest jasne, jasne też jest, że intencją sądu było wymierzenie najcięższej możliwej kary. Przecież to nie proces został unieważniony, tylko kara dostosowana do tego, co uważamy za dopuszczalne maksimum. Dlaczego można było zmniejszyć, a nie można podnieść? Pytam o zasadę, nie o ten konkretny przypadek, w którym pogubili się już nawet ci, którzy mieli dbać o sprawiedliwość.

          1. Po prostu zasada jest, ze nie mozna “podniesc”. Czyli nie da sie skazac kogos na lat 5, po to, zeby podniesc do 10, a z kolei jak dzieciesc to niech i 15. Wynika to z to faktu, ze o maksymalnym wymiarze kary decyduje tresc wyroku.
            Nie mozna podniesc koniec kropka.
            Zjazd w dol jest mozliwy i to szeregiem insttycji prawnych.
            gdy czlowiek dostanie 25 lat, ale wyjdzie po 15 (na skutek roznych czynnikow) moze sie w panu burzyc poczucie sprawiedliwosci, ale nie wyobrazenie o ustroju. Ale gdyby dostal 15 i odsiedzial 25 to zapewne i jendo i drugie.

            Swoja droga ciekawe rzeczy napisal yoyco, ale raz, ze polemizowanie z nimi wymagaloby dluzszej dyskusji, a dwa, ze deprymuje mnie fakt, ze byc moze mnie mial na mysli….

          2. Zasada jest banalna. W przypadku czasowego zbiegu ustaw karnych (to znaczy, dla przykładu, jak jedna zmienia drugą, a tę drugą zmienia trzecia i wszystko to w czasie jednej tylko odsiadki jakiegoś złego człowieka)z zasady (zapisanej zresztą w każdym kodeksie karnym) stosuje się przepisy względniejsze dla sprawcy. Nawet przywrócenie kary śmierci nie przywróciło by jej w przypadku tych indywiduów.

            Te spec-psychuszki, które sobie teraz wymyślili, w PRL nazywały się OPS – Ośrodek Przystosowania Społecznego i były swoistym łagrem dla tych, którzy swoje odsiedzieli, ale Sąd Penitencjarny uznawał, że się niedostatecznie zresocjalizowali. Ale to było w PRL. A teraz to jest, z perspektywy prawnej zatykanie uszu i głośne powtarzanie “nana nana nana”.

            Już bym wolał, żeby ktoś uczciwie powiedział, że prawo idzie się mnożyć w i już. Tak jak to zrobili Amerykanie, całkiem niedawno.

            Już widzę oczami wyobraźni, jak seryjny morderca wygrywa w Trybunale Praw Człowieka z Rzecząpospolitą. Ależ się wszyscy zdziwią wtedy, prawdopodobnie. No.

            Pozdrowienia

            1. OK, czyli jednak zasada, nie zaniedbanie. Dzięki.

              “Już widzę oczami wyobraźni, jak seryjny morderca wygrywa w Trybunale Praw Człowieka z Rzecząpospolitą.”
              Pewnie znajdzie się wtedy jakiś profesor, który powie, że warto było zająć moralnie słuszne stanowisko, nawet widząc, że się stoi na przegranej pozycji.

                1. “Brak wyobraźni. Albo wiedzy”
                  Albo świeża jeszcze pamięć tego, do czego była zdolna stara władza władza i lęk przed oddaniem nowej tych samych zabawek. Albo po prostu świadoma decyzja, że jak ktoś jest aż tak niebezpieczny, że trzeba go izolować na całe życie, to nie jest przestępcą, tylko człowiekiem z uszkodzonym mózgiem i trzeba go leczyć. Są kraje, które obecnie dożywocia nie stosują i ludzie nie boją się chodzić po ulicach, więc może za tamtą decyzją stał jakiś większy plan, może kombinowali z czymś takim, co teraz ma Norwegia, ale się wycofano i wprowadzono dożywocie. Ale to jest gdybanie.

  4. A ja mam w nosie, co oni kombinowali.

    Że byli zapatrzeni w przeszłość? To oczywiste. To akurat jest elementarna kompetencja narodowa. Dzięki temu mamy jedyny w Europie porządek prawny, w którym nie ma możliwości tworzenia prawa o randze ustawowej z pominięciem parlamentu. Tudzież prezydenta o najsilniejszej legitymacji wyborczej (wybory bezpośrednie), który pilnuje żyrandola, bo kompetencji ma tyle, co kot napłakał. O przezabawnym ułamku 3/5 nawet nie wspomnę.

    Takie zapatrzenie w przeszłość Adam Podgórecki (jeden z najwybitniejszych polskich socjologów ubiegłego stulecia) nazywał postawą retrospektywną i wywodził, że prawo się tworzy na przyszłość, na wiele lat. Trzeba próbować przewidzieć jak będzie, a nie bać się przeszłości. Oczywiście nie z fusów, tylko z tego co wiemy i możemy się dowiedzieć. Nie idzie o chciejstwo, ale o naukę.

    I dodam jeszcze, że dobrego prawa nie da się tworzyć demokratycznie, choć można je demokratycznie oktrojować i kontrolować. Najbardziej znaczące akty prawne II Rzeczypospolitej, z kodeksem karnym (nieprzypadkowo nazywanym Kodeksem Makarewicza) nie były uchwalane przez parlament, ale miały formę prezydenckiego rozporządzenia z mocą ustawy.

    Dobrego prawa mi się zachciewa… Przepracowany jestem…

    Pozdrowienia

    1. “I dodam jeszcze, że dobrego prawa nie da się tworzyć demokratycznie”
      Dobrego prawa nie da się tworzyć w ogóle. To tak, jak z programem nauczania: zanim go wszystkie organy zaopiniują, już jest nieaktualny. A powierzysz to jednemu belfrowi, to albo machnie coś genialnego, albo totalnie spieprzy, a bez względu na rezultat i tak wszyscy będą uważali, że zrobiliby to lepiej.

      “Dobrego prawa mi się zachciewa… Przepracowany jestem…”
      Ja tam się zadowolę niezłym 😀

  5. Ojtam, szanowni Państwo, w ojczyźnie ludowej sprawiedliwości, jak człowiek dostał dziesiątaka z pięćdziesiątego ósmego, to dzień, w którym upływało rzeczone dziesięć lat mógł być dniem wyjścia na wolność, ale najczęściej oznaczała zafasowanie kolejnej dziesiątki lub wielokrotności tejże. I komu to przeszkadzało? (westchnął melancholijnie profesor F.)

      1. Owszem. I szkoda. Moze sie znajdzie.
        Wlasciwie czyjest mozliwe, zeby blog, cz tam skrypt w blogu sygnalizowal kto jest zalogowany? To chyba proste.
        W mysl zasady, panie Zdzisiu prosze nie udawac, ze pana nie ma, widac przeciez ze sie u pana swieci…

          1. Celem byloby w tym wypadku zaspokojenie mojej byc moze czasem niezdrowej ciekawosci. Otoz zdarza sie, ze tu zagladam o jakiejs nieludzkiej porze i co widze? Ano, np. online now: 2. Wiec mysle sobie, ten pierwszy to ja. Ale kto ten drugi? I co on(a) tu robi?
            Usnal przy komputerze i nie wylaczyl(a)? Czyta sobie? Oglada? Chce pogadac?

            Mowie to troche zartem, ale wydaje mi sie, ze czasem ktos by sie i odezwal, ale mysli, po co, sam ze soba gadal nie bede przeciez, bo nie wie, ze drugi(a) opiera postepowanie na podobnych rachubach.

                1. Szczerze mówiąc nie wiem dokładnie jak działa ten licznik, ale Google (i inne wyszukiwarki) aby utrzymywać swoją bazę danych na bieżąco, musi dosyć często przeczesywać Internet. Jeśli automat licznika odwiedzin nie eliminuje tak zwanych “botów” wyszukiwarek, to statystycznie można przyjąć, że jakiś prawie zawsze jest wliczony.

                  A ja dosyć często siedzę po nocach (i dosyć często tu zaglądam), więc zakładam, że jeśli o nieludzkiej porze są trzy osoby to jedną z nich mogę być ja. Ale równie dobrze może to być Leski. Nie wiem jak teraz, ale swego czasu pory dnia i nocy nie były dla niego specjalnie wiążące…

  6. O, teraz jest 4.
    Dzieki za wyjaśnienie.

    Tez tu zaglądam, a po nocach ostatnio miej, bo Małego na rekach nosze.
    A tak, zupelna dowolność, przynajmniej w tym okresie w którym ja mam przyjemność blogowac z K. Leskim cyklu dobowego.

    Tu i na S24 więcej takich dobrych było, o 5 do rozmowy najochotniejsi.

      1. @ follow / Chusta
        W kwietniu zapisuję się na szkolenie 🙂

        Od jakiego “wieku” można tak nosić Maleństwo? (kręgosłup!)
        Ciekawe, czy umiałbym to zawiązać?

        Pozdrawiam
        (nocna sowa, po malowaniu łazienki)

          1. @ Krzysztof Leski / Dobrze zawiązana chusta chroni
            Dodałeś mi ducha 🙂
            Co prawda Aga patrzy na mnie już dziwnie, gdy twierdzę, że dziecko można świetnie (do ok.9 kg) nosić w torbie z Ikei [dziwnie, bo: samochód, fotelik itd., jest wózek, więc po co torba?], ale może “domowe użycie” chusty uzyska aprobatę?

            Pozdrów Mysz serdecznie!

        1. Specjalistką od chust jest Jul, moja żona, ale właśnie o to chodzi, że dobrze zawiązana (dociągnięta) chusta w odróżnieniu od wszystkich innych sprzętów (w szczególności – broń boże – nic typu Baby Bjorn) podtrzymuje kręgosłup na całej długości, dlatego nadaje się dla noworodów… I faktycznie najlepiej zacząć od przeszkolenia przez wykwalifikowaną osobę, która nauczy “w naturze” dobrze zawiązywać.

          PS. Mogłem się spodziewać, że uda się nam Krzyśka sprowokować dopiero jak dojdziemy do dzieci :). Napisz jak tam Mysza sobie radzi… Odzywa się zza wody?

          PS2. Jul przyszła i precyzuje – dobrze zawiązane można nosić od “0”. A z Lublina jest jej dobra koleżanka, która jest certyfikowanym doradcą chustowym i Julia twierdzi, że w Warszawie (bo mieszka w Pruszkowie) nie ma lepszego. Jakby co może się dopytać kiedy będzie w Lublinie.

          PS3. Julia mówi jeszcze. że jej zdaniem warto zainwestować w indywidualne przeszkolenie u dobrego doradcy (100-150 zł) i że żałuje, że dopiero przy trzecim się na to zdecydowała, i, że w razie czego Ci znajdzie kogoś na miejscu gdybyś chciał a ww. Iza nie mogła

          1. @ follow/ “podtrzymuje kręgosłup na całej długości”
            I to mi się podoba!

            Swoją drogą – nie przypuszczałe, że działa taki Chustoklan 🙂
            Konsultanci, siatka kontaktów…
            Silna organizacja!

            Będę w kontakcie. Rozpoczynam negocjacje z Agą!

    1. No, OT ale cóż z tego? Cały urok w tym, że możemy sobie w jednym miejscu czasem pogadać…
      Stary salonowicz grześ nawet zakładał w swoim blogu od czasu do czasu czasem notkę “Hyde Park”, żeby znajomi mogli sobie bez skrępowania porozmawiać “OT”…

      PS do gospodarza.
      Może do nas wpadniesz do Pruszkowa? – kończymy dziś/jutro (ponad dwumiesięczną – sic!) operację wyprowadzki z KENu, mogę wpaść Cię zabrać…

    2. Panowie,

      OT, pewnie tak.

      W kazdym razie, stary niedzwiedz mocno spi.

      Pytanie nie brzmi raczej od kiedy – ale do kiedy. Dzieci uwielbiaja byc na rekach, i moga tam byc 24/7/365.

      Jednym z moich uwazam bledow bylo nie probowanie odpowiednio wczesniej roznych sztuczek – typu chusta wlasnie – zostaly cycus mamy i na rekach u taty. Zycie.

      Regularnie mam jedzenie wytarte w ramie, prawa reka czasem ledwo zipie, ale to fantastyczne uczucie.

      Wiec tak, czyli ze ukradkowicze jednak tu zagladaja.

      W chwilach wolnych od poskramiania – zajrze.

      Pozdrawiam – przede wszystkim nocnych Markow!

      1. Zmienić na lewą rękę.

        Ja co prawda chusty nie próbowałem, ale próbowałem nosidełka. A raczej – próbowałem próbować. Jak ktoś duży – nie polecam. Największy spotykany w stacjonarnym handlu rozmiar to na ludzi wielkości obecnego bądź poprzedniego przemiera (i to w młodości).

        A co do ręki – opanowałem pisanie jedną ręką, całkiem nieźle mi szło chociaż przymierzałem się do zmiany układu klawiatury na Dvoraka, który ponoć jest bardziej przystosowany dla jednoręcznych. Nie doszło do tego – bo dziecię przestało spać na mojej ręce.

  7. No dobra… Hyde Park albo coś w tym rodzaju przydało by się.

    Właśnie ni z tego ni z owego się natknąłem na wiadomość:

    “Art. 31 oraz art. 25 ustawy z dnia 13 listopada 2003 r. o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, w zakresie, w jakim nie gwarantują województwom zachowania istotnej części dochodów własnych dla realizacji zadań własnych, są niezgodne z art. 167 ust. 1 i 2 w związku z art. 166 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz nie są niezgodne z art. 9 ust. 5 Europejskiej Karty Samorządu Lokalnego, sporządzonej w Strasburgu dnia 15 października 1985 r.” – orzekł Trybunał Konstytucyjny na dzisiejszym posiedzeniu.

    Zakwestionowane przepisy stracą moc obowiązującą z upływem osiemnastu miesięcy od dnia ogłoszenia wyroku w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej.

    Nie bardzo mam czas grzebać – wiecie coś więcej?
    Co dokładnie zostało uznane za niekonstytucyjne?

  8. Panie Krzysztofie!

    Co do ogólnego wydźwięku notki to się zgadzam. Co do problemu z bestiami, to zachowuję zdanie odrębne. Jeśli głupio darowano im czapę, to teraz niech mieszkają na jednym osiedlu z tymi, co im tę czapę darowali. 🙂

    Pozdrawiam

    Jerzy Maciejowski

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.