Teskołocz 00

Siedzę i jęczę, odkąd wróciłem do domu. Nie ze zmęczenia, lecz z żalu, bo sześć stów z hakiem mi dziś pękło. Zrobiłem duże zakupy, by wystarczyły do Nowego Roku. Oprócz stałej bieżączki — duże pudło tabletek do zmywarki, megatorbę proszku do prania, zapas papieru srajtaśmą zwanego. No i pękło, choć staram dokładam wielu, by kupować jak najtaniej. Ostatnio, gdy już wytaczam auto na duże zakupy, odwiedzam dwa lub nawet trzy sklepy, by w każdym kupić to, co tam akurat najtańsze. Do wizyt w tesco doszły zatem odwiedziny w lidlu, a i do reala lub auchan zaglądam. Jestem chodzącą encyklopedią cenową.

Do oszczędności zmusza mnie sytuacja finansowa, a nie tak zwana “szalejąca drożyzna”. Choć to i owo drożeje, owszem, czasami znacznie szybciej niż bym chciał — inflacji specjalnie nie odczuwam, nawet w tym roku, gdy według oficjalnych danych łaskawa była dość znacząco przyspieszyć. Gdybym zaś miał wątpliwości, zawsze mogę zajrzeć do arkusza, który tworzę od półtora roku. Co którąś wizytę w tesco, w miarę możliwości nie rzadziej niż raz w miesiącu notuję ceny wybranego zestawu dóbr. Kolejność towarów na liście jest mniej więcej zgodna z moją trasą wędrówki po kabackim tesco. Wspomniałem o tym kiedyś publicznie, planowałem zresztą regularne analizy danych, na co oczywiście energii mi zabrakło. Dziś powiesiłem arkusik w necie.

Wiem, że to nie jest temat, który lubicie, ale mnie kręci. Dziś żałuję, że listę stworzyłem w biegu, bez namysłu, podczas zakupów, sugerując się tym, co akurat wtedy, któregoś lipcowego dnia 2010 r., było mi potrzebne. W efekcie już wtedy lista odbiegała trochę od mego rzeczywistego “koszyka zakupowego” — i oddala się od niego z każdym tygodniem coraz bardziej. Zawiera jednak sporo dość podstawowych produktów i zmieniać jej nie będę z przyczyn oczywistych: ma służyć do porównań. A że nie bardzo można na jej podstawie wyznaczyć inflację, nawet tę dotyczącą “mojego koszyka” — cóż, trudno.

Wkrótce skrobnę więcej o poszczególnych “działach” listy. Na razie tylko jedna refleksja: nie jest  źle z tymi cenami. Lokomotywy też zresztą podobno tanieją.

47 thoughts on “Teskołocz 00

        1. Nie dziwne, bo te hipermarketowe nie są zbyt zachęcające zazwyczaj, ale ja nie mam nigdzie w pobliżu alternatywnego sklepu. Był naprzeciwko warzywniak (z cenami rzędu 300-400% tescowych), ale zamknęli go parę tygodni temu i jest księgarnia dla dzieci…

          1. Bazarek koło nas ma chyba teraz ceny ok. 1,50. Kilka gatunków. Ja kupuje żółte (chyba Lord) i mi smakują (o ile się nie zakiełkują zanim dojrzeję, żeby je obrać, zwykle z tego m.in. powodu jemy ryż bądź kluchy). Ale ten Wasz bazarek to ma (miał?) kosmiczne ceny…

  1. Skoro ma być najtaniej, to nie żadne kostki, tylko osobno proszek, osobno sól i osobno nabłyszczacz. Wychodzi dużo taniej.

    Może wyjść jeszcze taniej (z Tesco nie mam porównania), jak się kupi np. w superkoszyk.pl czy innym, analogicznym internetowym PUH.

    1. A co do internetowych – nie, jeszcze żaden nie ma szans konkurencji z hipermarketami. Na samym mleku straciłbym circa 15-20 zł miesięcznie. Czekam, aż tesco uruchomi sprzedaż online, rok temu zapowiadali na jesień 2011, ale jakoś cicho.

    2. A propos proszek, sól i nabłyszczacz – mój tata kiedyś (z lenistwa nie oszczędności) wlał kiedyś ludwika, czy czegoś podobnego do zmywarki. Efektem była wielka powódź piany. Nie wiem czy tak łatwo domowymi sposobami zmajstrować sobie kostkę…

  2. Pomidory po 3.99? Dam głowę, że dziś było drożej. Ale nie sprawdzę – bo byłem na zakupach sam z Lelem i Zo i gdzieś pomiędzy częścią warzywną a kasami magicznie zaginął kiść bananów, dwa pomidory (właśnie mi przypomniałeś) i nie wiem co jeszcze (ale pewnie niedługo się okaże).

    1. Słusznie, mój drogi Watsonie 😉 Dziś BYŁO drożej, bodaj 4.49 (w Lidlu podobnie). Ale ostatnie ceny w arkuszu pochodzą z 11 grudnia 🙂
      BTW, minęły czasy, gdy chadzałem na zakupy z dwójką berbeci, ale dziś też mi wcięło czteropak srajtaśmy 🙁

  3. Olej paskudnie podrożał. Jak kupuje jakiś inny rzepakowy który wychodzi coś 5,5 za litr (czasem jest w butelkach 0,9, czasem 1L czasem 3L)

    Filet z piersi kurczaka często jest tańszy na wagę niż na tacce i jestem niemal pewien że w ostatnich czasach nie raz bywał znacznie poniżej 18 zł. Raczej 15-16.

    Do reszty trudniej mi się odnieść bo mam jednak inny koszyk – no i nie robię solidnej analizy.

    PS.
    Gdzieś w katalogu wysyłkowego z us-samolotu (gdzie reklamują najdziwniejsze produkty których często nigdzie indziej nie widziałem) reklamowali mini skaner (z oprogramowaniem) do analizy rachunków sklepowych…

    1. Olej, owszem, w tym roku poszedł dramatycznie w górę, circa 15-20%. Kupuję w Lidlu “promienny” po 4.99 chyba. Co do filetów drobiowych – wolę paczkowane, ale kupuję w lidlu lub realu, bo taniej. Pod tym akurat względem tesco jest drogie.

    1. 🙂

      Przez chwilę – aż zajęli się czymś innym (bodaj awanturą o zapakowane do koszyka słodkie rurki, których nie chciałem wydać (ale uległem pod presją)) wymyślili sobie zabawę w wyrzucanie wszystkiego jak leci z wózka. A mieli to ułatwione bo Lel siedział na krzesełku a Zo (bez butów) razem z zakupami…

  4. Uzupełniłem tabelę o wykres. Mam nadzieję, że da się odczytać:

    TUTAJ

    Z notatek faktycznie, przynajmniej, nie wynika, żeby ceny rosły. Tylko dlaczego, skoro nie wynika, stać mnie dziś na mniej? Czy tylko z powodu, że paliwo drenuje kieszeń (tu nie potrzeba wykresu, zdrożało i tyle)? A może do tabeli trzeba dodać koszty prądu, gazu, wody, śmieci?

      1. Młoda może mieć rację:

        “Już bardziej rozmowni są producenci z twardymi zasadami. – Nie produkujemy płynów do mycia naczyń pod marką sieci, bo wymuszają one coraz niższe ceny – mówi Michał Dworak z Inco Veritas. – Wiąże się z tym fatalna jakość. Nie chcemy brać udziału w wyścigu do dna.

        Inco Veritas wycofało się z niego cztery lata temu. Startowało wówczas w przetargu urządzonym przez jedną z francuskich sieci na płyn do mycia naczyń. Chciało produkować 0,5 l płynu po 58 gr netto (bez VAT). I okazało się, że kilku oferentów gotowych jest dostarczyć ów środek za jeszcze niższą cenę. A to ona w tej walce odgrywa decydującą rolę. – Wiemy, co trzeba wlać do takiego płynu – mówią w Inco Veritas – ale uważamy, że tego nie wolno robić klientowi.”

        No chyba, że sytuacja u nas już jest taka jak w sojuszniczej Germanii (ale coś mi mówi, ze jeszcze nie):

        “W Niemczech w 2004 r. znana firma Henkel przeżyła małe trzęsienie ziemi po testach porównawczych proszków do prania zleconych przez Fundację Warentest. Persil, sztandarowy wyrób Henkla, został zdetronizowany przez Ariela (Procter&Gamble). Co więcej, okazało się, że proszki sieciowe – Aldi, Lidl i Schlecker – pod względem skuteczności działania dorównują Persilowi. A są tańsze o ponad połowę.”

        Cytaty z z artykułu Ryszarda Sochy “Produkty marketopodobne”, “Polityka” – nr 46 (2530) z dnia 2005-11-19; s. 42-45.

        1. Może mieć. ale co do zasady mam wątpliwości. Ona po prostu z góry uznaje, że nic z tego nie będzie. A czasem chodzi o te same produkty z inną metką. Ilu Polakówm wierzy np., że Toyota Aygo jest lepsza od Citroena C1?

  5. dziwne … na rynku ceny jaj rosną a w tesco spadają:)
    wczoraj dostarczono mi jaja po 0,6 za sztukę od znanych mi z widzenia kur grzebiących ochranianych przez bojowego koguta, co psom nawet się nie kłania:) … a w czasie pisania tego komentarza, za pośrednictwem telefonu, dostałem złą wiadomość … cóż poradzę, życie, śmierć, święta … dupa dupa dupa

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.