Taxi zaufania publicznego

Licho mnie jakieś podkusiło: zajrzałem na stronę miesięcznika “Press”. Jak nie miałem humoru, tak nie mam go jeszcze bardziej, in bardziej zaglądam do siebie do środka, jak Puchatek do Prosiaczka.

“Press” donosi:

16 sierpnia br. ukaże się w Szwajcarii pierwszy numer tygodnika “Mag 20” – czasopisma redagowanego bez udziału zawodowych dziennikarzy. Magazyn będzie publikować teksty i fotografie udostępnione za darmo przez ich autorów. O wyborze 20 artykułów, które będą drukowane w każdym numerze pisma, decydować ma głosowanie w serwisach społecznościowych

Właściwie zero zdziwienia. To wszak kolejny, logiczny przejaw procesu, który dokonuje się we wszystkich rodzajach mediów od kilkunastu lat: tabloidyzacja wyglądu i treści, zastępowanie piór skandalistami, radiowych głosów — zgrzytami, a ludzi myślących, gdy mówią — ludźmi, którzy wyglądają.

Tylko, cholera, na całym niemal świecie wciąż trzeba zdać egzamin i dostać licencję, by zostać taksówkarzem.

10 thoughts on “Taxi zaufania publicznego

  1. Skoro ludzi nauczono pisać, to widać tak ma być, by każdy się wykazał – mądrze lub głupio. Masówka w cenie, he he.

    Poza tym w ten sposób aktywizuje się masy na portalach społecznościowych. Internet jednak ogłupia.

    Nie wiem, jak to jest z licencjami. Może też można kupić jak inne dokumenty?

    Pozdrawiam 😉

  2. Żeby zaprojektować działającą skutecznie turbinę trzeba coś umieć, coś wiedzieć i jeszcze mieć odpowiedni zespół, aby tę turbinę można było zastosować, a wcześniej przebadać. Zużycie paliwa w samolocie albo w elektrowni nie poddaje się głosowaniu, choć przecież jakoś tam na wolnym rynku głosowaniom różnym ostatecznie podlega. Ale jak ma mierzyć czytelnik sprawność dziennikarza, skoro nikt mu licznika dziennikarskich kalorii na ekranie siłą nie montuje? Może dlatego, inżynier to przede wszystkich solidny zawód, dziennikarz zaś to głównie trudne powołanie. Któż o tym ma wiedzieć lepiej niż Pan?
    Ten brak, o którym Pan pisze, będzie nam w miarę upływu lat doskwierać coraz bardziej. Chyba, że ktoś wykorzysta tkwiące w nim możliwości. To, jak w starej anegdocie o b producentach obuwia i bosonogich mieszkańcach Afryki.

    Pozdrowienia 🙂

  3. E, chyba nie na całym świecie. Te licencje dla taksówkarzy.

    Generalnie — zły pieniądz wypiera dobry.

    Dziennikarstwo jak dziennikarstwo. Ale jak spojrzeć, co spotkało rzemiosło kamieniarzy… Przed wojną stosowano w budownictwie coś takiego, jak tynk kamieniarski. Był to mocny tynk na kruszywie kamiennym, bardzo trwały. W takim tynku położonym na elewacji kamieniarz kuł dekoracyjne reliefy. Dziś — nie do pomyślenia. Cięty maszynowo kamień jest tani jak barszcz, a robocizna droga. Tak droga — że się nie opłaca opłacać rzemieślnika-artysty nawet, gdy stać nas na to, by całą elewację pokryć systemową okładziną kamienną. Z indyjskiego marmuru.

    A na cmentarzach? Stare nagrobki zdobią rzeźby w piaskowcu. Kogo już było stać na kamień (świętokrzyski piaskowiec) — stać było i na kamieniarza-rzeźbiarza. A dziś nekropolie zabudowane są w pestkę tandetną masówką. Przy czym co drugie szkaradne pudło — z zamorskiego granitu. I tak — każdy plebejusz może wystawić sobie sarkofag co przetrwa i z pięćset lat, a mistrzów kamienia — nie ma. Nie ma dla nich miejsca na rynku.

  4. Przecieżsam wiesz jak to działa.Kiedyś dziennikarz musiał gdzies pojechać, coś sprawdzić, popracować nad szczegółami.Ale to kosztuje. Zaczęto cięie kosztow i teraz s,a panienki od trzymania mikrofonu zamiast reporterów.A inni siedzą i stukają małym palcem wszystvy trn sam tet w ty samym tygodniu.Zwykle metodą kopiuj-wklej.Prędzej się owiesz o zrobiło dziecko w Kaliforni niż w Warszawie – bo trzeba by zadzwonić na Niekłańską.To ja też tak potrafię

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.