Tadeusz Mazowiecki R.I.P.

Robiąc mu krzywdę zrobiliśmy ją sami sobie. To była dziś rano pierwsza moja myśl na wieść o Jego śmierci. Zasługiwał na dużo więcej. Mówię to z pełnym przekonaniem, bo nigdy za Nim nie przepadałem. To nieprawda, że o zmarłych mówi się dobrze albo wcale. Byli ludźmi, nadal podlegają krytyce. Byle nie przekraczać granic.

Tadeusz Mazowiecki jako człowiek, działacz nielegalnej czy półlegalnej opozycji, polityk, to postać dla mnie mocno kontrowersyjna. Mlodociany epizod quasistalinowski uważam za praktycznie bez znaczenia. Lata w KiK i “Więzi” imponują, podobnie współpraca z KORem i TKN. Posłowanie w “Znaku” to klasyczny przejaw dylematu zwolenników “ratowania substancji”: ile można poświęcić, jak głębokie kompromisy zaakceptować, by trwać jako skromna namiastka połowicznych, a może iluzorycznych swobód, by łudzić się, że oto istnieje ostoja prawdy. Ten dylemat towarzyszył Mu niemal zawsze.

Poznałem Go w karnawale “Solidarności”. Z nienajlepszej strony. Jako doradcę Krajówki, który zdawał się uważać każdy przejaw otwartej walki z komuną za zły, choć wolny związek w kraju totalitarnym musi się umieć postawić. Jako zręcznego negocjatora za kulisami, który doprowadził do zawarcia fatalnego porozumienia kończącego sprawę bydgoską, łamiąc postanowienia KKP. Jako naczelnego “TySola”, w którym próżno było szukać obrazu różnorodności związku; zamówiona u mnie relacja z walnego zgromadzenia małopolskiej “S” została odrzucona, bo ukazywała manipulacje regulaminem w wykonaniu frakcji prowałęsowskiej.

Stan wojenny zasypał część z tych podziałów. Mazowiecki był z nami. Pewnie nigdy nie dowiemy sie, jaka była jego rola w doprowadzeniu do Okrągłego Stołu. Na pewno ogromna przy samym Stole, który przyniósł szokujący świat kompromis. Jest moc podstaw do krytyki, ale i mnóstwo powodów do chwały. Mało kto też dziś pamięta, że wówczas Mazowiecki chciał dopuszczenia wszystkich nurtów opozycji na listy wyborcze “S” i w proteście przeciwko ich wykluczeniu odmówił kandydowania. Jeśli jednak pomnę, działał na rzecz ratowania listy krajowej PZPR i wyboru Jaruzelskiego na prezydenta.

Nie chciał brać władzy. W pewnym sensie był protoplastą późniejszych zachowań Lecha Wałęsy, bowiem premierem zostać nie chciał, ale musiał. Został nim. Przełamał się, ale zbyt słabo. Nie mam większych uwag do poczynań Jego rządu jesienią 1989, dopóki otaczało nas morze komunizmu, ale w listopadzie trzeba było zauważyć, że to się zmienia, w grudniu, że się zmieniło, a w styczniu — działać, łamać ustalenia z Magdalenki. To się zresztą działo, ale zbyt wolno, zbyt słabo. Wiem, wiem, łatwo to dziś powiedzieć, sam wtedy taki mądry nie byłem.

To Jego rząd sprawił, że z absolutnego lidera przemian w regionie zaczęliśmy spadać bliżej końca stawki. Ale też winnych jest dużo więcej polityków, rządów, frakcji. Przede wszystkim zaś — czas wrócić do zdania, od którego zacząłem — to Jego rząd, obok Okrągłego Stołu, był dla świata symbolem zmian. Był przełomem. Końcem komunizmu. Nieważne dziś, czy końcem tak stanowczym, jak byśmy chcieli, czy też miejscami nawet mocno niedopowiedzianym.

Nieważne? Zaprzeczam sam sobie, skoro nawet dziś, w dniu Jego śmierci, mówię o tych brakach, obarczam Go sporą częścią winy? To uprawniona dyskusja, ale jednak drugorzędna. Przełom się dokonał. U nas. I to on dał sygnał do zmian wokół. I to myśmy zdołali to przechlapać. Zamieniając spory o tempo zmian w personalne wojny z wyciąganiem plam z przeszłości zniszczyliśmy pomnik, zanim został zbudowany. Pozwoliliśmy, by upadek Muru przyćmił nasze wybory i Jego rząd, by świat zapomniał, gdzie to się zaczęło, bym musiał dziś słyszeć z ust młodej Czeszki, jakoby to Aksamitna Rewolucja stanowiła impuls, który pozwolił wywalczyć wolnośc także Polakom. Ona już nigdy się nie dowie, że gdy posłowie KORu z paszportami dyplomatyczymi jechali do Pragi, Havel wciąż siedział w celi.

Dziś światowym pomnikiem upadku komunizmu są resztki berlińskiego Muru. Pomnikową postacią Vaclav Havel (zasłużenie). Lech Wałęsa w sporej mierze sam rozmienił się na drobne. Tadeusza Mazowieckiego, Jego premierowanie i rząd, cud Okrągłego Stołu — zniszczyliśmy. Robiąc krzywdę bardziej sobie niż Jemu. Bowiem widzą nas dziś tak, jak widzą, i ma to całkiem praktyczne skutki.

Niemal wszystkie portale eksponują dziś wspomnienie Jaruzelskiego o Mazowieckim. Jemu by to pewnie nie przeszkadzało. Dla mnie to bardzo gorzka ironia losu, na którą sobie jednak mocno zapracowaliśmy.

13 thoughts on “Tadeusz Mazowiecki R.I.P.

  1. Politycznie, rzeczywiście, z awangardy i akuszerów zmiany ustrojowej, dość szybko zaczęliśmy się wlec w ogonie przemian.

    Jednak gdy spojrzymy na to z perspektywy gospodarki. Możemy i powinniśmy być dumni z tamtych osiągnięć.

    1. Ta diagnoza mówiąca , że “jesteśmy w ogonie” to tak odważna trochę… “jesteśmy w ogonie” to nie to samo również co “szkoda , że nie zrobiliśmy więcej”… Pod tym drugim stwierdzeniem się podpisuję… choć gdy patrzę na możliwości i punkt wyjścia jakie miały wschodnie landy niemieckie to chyba mimo wszystko zrobiliśmy dużo… No ale w tej akurat kwestii malkontenctwo mnie nie razi 🙂

  2. “To Jego rząd sprawił, że z absolutnego lidera przemian w regionie zaczęliśmy spadać bliżej końca stawki”

    To nie może dotyczyć gospodarki, więc pewnie chodzi o “grubą kreskę” (w wypaczonym znaczeniu) i brak przyspieszenia politycznego (siekierę Wałęsy) w znaczeniu politycznym.

    Teraz to porównam z dzisiejszego punktu widzenia do najbardziej porównywalnych Czech, z ich dekomunizacją (sztandarem w naszych, pewnych kręgach 😉 Więc mają tam:

    – największą partią odpowiednik naszej SLD – 20%,
    – twardogłowych komuchów z KSCzM (o jakich u nas nikt nawet nie słyszał) – 15%,
    – na trzecim miejscu populistów (których u nas już nie ma, po Tymińskim, Samoobronie) – 18%,
    – małoliczące się partyjki centro-prawicowe.

    To oczywiście uproszczenie ale wystarczająco dobrze oddające dzisiejszą rzeczywistość, by pan Leski puknął się w głowę zanim zacznie krytykować w tym zakresie Mazowieckiego, tylko dlatego, że wtedy był radykałkiem 😉

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14848735,Wybory_w_Czechach__Socjaldemokraci_prowadza__komunisci.html

    1. Tu nie ma zgody, dekomunizacja to nie wyniki wyborów. Owszem, i dla mnie czeska scena polityczna jest źródłem złośliwej satysfakcji, ale to nie zmienia faktu, iż en masse zrobiliśmy chyba mniej niż Czesi.

  3. Proszę o przyjęcie małej uwagi. Zasadniczo to margines pańskiej notki; bez znaczenia dla je głównej myśli. Z punktu widzenia życiorysu premiera Mazowieckiego, jednak to coś bardzo istotnego.
    Dla mnie “Znak” to nie tyle kwestia “ratowania substancji”, co próba uczestnictwa w życiu publicznym w imieniu odrzuconej większości (z którą identyfikowało się środowisko, w jakim się wychowywałem). Próba formalnie nieudana, w praktyce bardzo pożyteczna jako swoista kuźnia kadr opozycji i pierwszego rządu III RP. Oczywiście dylematy, wyrażone swego czasu symbolicznie tytułem “Współrządzić czy nie kłamać” nie dadzą się zbyć pojedynczym słowem, ale jasne i systematycznie wyostrzane “non possumus”, widoczne w całej działalności “Znaku”, KiK-ów i “Więzi”, zasługuje na coś znacznie więcej niż uwaga o “głębokich kompromisach”.

    1. Spór jest wyłącznie semantyczny. W moim środowisku każdą działalność ludzi opozycji w legalnych strukturach PRL określało się podszytym ironią mianem “ratowania substancji”. Ja byłem członkiem Rady Wydziału i studenckim senatorem; to też można było podciągnąć pod ten termin, choć wybory do obu ciał były w 100% wolne i demokratyczne. Ale struktura dana przez czerwonego.

      1. Ja tu nie rozpoznaję sporu, skoro już o semantyce mowa :).
        Sądzę tylko, że stosując w notce imponująco syntetyczną formę nie do końca trafnie opisał Pan rodzaj dylematów i wartości związanych z działalnością środowiska “Znak”. Moim zdaniem owe “głębokie kompromisy” nie były ceną za jakiekolwiek złudzenia. I nie chodziło też o zachowanie jakiejś abstrakcyjnej “ostoi prawdy”, bo ta dla środowiska “Znaku” była zlokalizowana w nieco innym miejscu i nie miała charakteru abstrakcyjnego. Taka interpretacja tego okresu stawiałaby bohatera Pańskiego tekstu w nieco ciekawszym świetle, ale powtórzę – dla całości Pańskiej notki ma to znaczenie co najwyżej marginalne. A “zachowanie substancji” – tu ma Pan rację -termin cokolwiek kontekstowy.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.