Sondażownie, ordynacja!

Tak, wiem. Napisałem o tym tuzin postów. A może dwa tuziny. Z zerowym efektem. Mój błąd: zły adresat. Dotąd zdawałem się zwracać do dziennikarzy. Niestety ci nie kumają, o co chodzi, i pewnie już nigdy nie skumają. Pozostaje jedno — apel do sondażowni.

Podawajcie wyniki sondaży zgodnie z ordynacjami wyborów, których sondaż dotyczy. Przeliczone na procent głosów ważnych.

Zwracam się z tym apelem po lekturze medialnych doniesień o ostatnim sondażu, który wg CBOS przyniósł zmianę lidera. Nieważne, ja nie o tym. Bardziej chodzi mi o tezę stawianą twardo w każdym z omówień, które przeczytałem — iż rzekomo tylko trzy partie przekroczyły próg wyborczy.

Wg CBOS Platforma może dziś liczyć na 26% głosów, PiS na 24, SLD na 7. PSL ma 4, TR i NP po 3, Gowin i Ziobro po 2, zaś 27% nie wie, jak zagłosuje. Razem 98%, pozostałe 2 punkty przypadają zapewne na zaokrąglenia lub najmniejsze ugrupowania. Dla każdego, kto rozumie podstawy arytmetyki, jasne jest, że po przeliczeniu wyników na głosy ważne — przy jedynym możliwym do przyjęcia (co nie znaczy: sensownym) założeniu, że niezdecydowani rozłożą się proporcjonalnie — PO ma ok. 36%, PiS 33, SLD 9.5, a PSL 5.5% głosów.

Żadna z polskich ordynacji — prezydencka, sejmowa, senacka, europejska, samorządowe — nie przewiduje wstrzymania się od głosu ani innego przejawu braku decyzji. Można poprzeć konkretnego kandydata lub oddać głos nieważny. Wszelkie zaś wyniki odnoszone są do puli oddanych głosów ważnych. Tak rozstrzyga się, kto wygrywa prezydenturę, zdobywa mandat w parlamencie, przekracza próg wyborczy. Jest oczywiste, że w zgodzie z tą regułą interpretować trzeba wyniki sondaży.

Wiem, wiem: formalnie wina leży po stronie mediów. CBOS podał niezbędne dane. Niektórzy autorzy omówień medialnych wkleili je do swoich tekstów, inni pominęli, ale łączy ich jedno: niezdolność do właściwej interpretacji. Wszyscy, od (WB) z gazeta.pl i (RC;JS) z onet.pl po (lw) z wpolityce.pl (cóż, w strefie wolnych mediów Sakiewicza jak dotąd brak choćby wzmianki o sondażu) powinni zostać natychmiast zwolnieni z pracy. Przede wszystkim za czelność pisania o czymś, czego nie pojmują i najwyraźniej pojąć nie są w stanie, skoro od lat powielają te same błędy.

Czas — dla mnie i dla Was, twórcy sondaży — spojrzeć prawdzie w oczy: media już tego nie pojmą. Nie zmienią się, chyba, że na gorsze. Nie może być inaczej, skoro w tej branży zarabia się mniej niż sprzedając jabłka na straganie, a poziom płac pociąga za sobą poziom kompetencji. Musicie przyjąć do wiadomości, że dziennikarz A.D. 2014 to ktoś, kto opanował procedurę kopiuj-wklej. Nic więcej.

Sondażownie muszą uzgodnić dostarczanie mediom produktów porównywalnych między sobą i z wynikami rzeczywistych wyborów.

Zapewnić to może dołączanie do każdego sondażu wyników wyborów przeliczonych, wg jednolitej metody, na procent głosów ważnych. Wraz z adnotacją wjaśniającą łopatologicznie, co to znaczy. Wdzięczni będą wszyscy, a najbardziej małe ugrupowania balansujące na krawędzi progów. Media to dziś warzywniak, sondażownie muszą to przyjąć do wiadomości i dostarczyć produkt, który owe media zdołają sprzedać bez ściemy.

PS. Apel przesyłam do CBOS, TNS OBOP, Homo Homini, PBS, GfK Polonia, IPSOS, SMD/KRC (Milward Brown), a także do OFBOR. Ciekawe czy dostanę choć jedną odpowiedź… Ktoś przyjmie zakład?

12 thoughts on “Sondażownie, ordynacja!

  1. PPS. To, co głównie ekscytuje dziś media, czyli zmiana lidera, nie jest tematem tekstu. Wspomnę tylko, że wydaje się mało wiarygodne, choć nie niemożliwe. Przede wszystkim jednak całość wyników i tego, i innych sondaży w tych miesiącach uznać trzeba za wysoce wątpliwe z powodu znacznej liczby niezdecydowanych i niemożności przewidzenia, jak się naprawdę zachowają. Jeśli nawet 2/3 z nich do urn nie pójdzie, pozostaje 10 punktów do rozdania…

  2. Sprawa jest beznadziejna dopóki sonadażownie nie opracują pozbawionego kontrowersji sposobu prognozowania preferencji wyborczych osób niezdecydowanych (co do wyboru partii, jak i samego udziału w głosowaniu). Intuicja podpowiada mi, że jest to niemożliwe. To znaczy – mieściłby się w tym tak duży poziom interpretacyjny [por. “przy jedynym możliwym do przyjęcia (co nie znaczy: sensownym) założeniu”], że dalszej erozji musiałby ulec i tak już przecież nie największy prestiż sondażowni. Według mnie w tego rodzaju interpretacjach nic mediów zastąpić nie może. Tyle moja intuicja. Ciekawe, co na to sondażownie.
    🙂
    P.S. Nie jestem hazardzistą, ale myślę,że co najmniej jedna odpowiedź będzie.

  3. Ale założenie, że rozkład głosów wśrod niezdecydowanych będzie taki sam, jak wśród deklarujacych swoje preferencje jest kompletnie odczapiasty. Wszystkie dostępne przeslanki wskazują wręcz przeciwnie, że tak nie jest.

    Np. w Stanach przejście z filtra “registered voters” na “likely voters” istotnie zmienia wyniki prognoz!

    Intuicyjnie: wśród niezdecydowanych powinno byc więcej sierot po PO (rozczarowanych do rządów Tuska, ale wahających się, pójść/nie pójść; jednak PO/może SLD/Palikot; jednak PO/może KNP/Gowin), niż exPiSowców (elektorat PiSu wydaje się być bardziej zmobilizowany.

    To jest z mojej strony gdybanie, ale IMO bardziej prawdopodobne niż fantastyczna hipoteza o identycznym rozkładzie sympatii politycznych.

  4. Ale.. być może się mylę, ale te wyniki poprawione chyba nie są przy uwzględnieniu proporcjonalnego rozkładu niezdecydowanych…

    Weźmy 100 ludzi. Zagłosowało 73. Jeśli te 73 osoby weźmiemy jako 100%, wtedy wychodzi tak jak wyżej, PO=26/73*100%=35,6%.

    Ale jeśli założymy, że cała setka zagłosowała i niezdecydowani rozłożyli się proporcjonalnie, to mamy: 26 + 27*0,26 = 33%…

  5. Zdaje się, że jakiś czas temu próbę zilustrowania tej zawiłości podjęło “Do Rzeczy” Lisickiego. Nie tylko pokazali diagram z przeliczeniem na ilość uzyskanych mandatów, ale obok… drugi diagram, na którym “niezdecydowanych” z tego samego badania potraktowano jak zwolenników osobnego ugrupowania i też im wyliczono mandaty EP.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.