Seki mnie wkręcił?

Powiedziałem wczoraj parę zdań do kamery. Przyjechała ekipa z programu “Po prostu” Tomka Sekielskiego. Mówiłem wyłącznie o tym, o czym pisałem wcześniej na blogu: o okolicznościach wyjazdu dr. Cieszewskiego z Polski w 1983 r. O wątku rzekomej współpracy wspomniałem tylko, że nie widzę podstaw, by się takowej doszukiwać, a same kwity SB o rejestracji to ewidentnie za mało. Niezmiennie uważam, że wybiórcza lustracja nie jest fair, cboć nie sposób jej zakazać.

Niczego dobrego oczekiwać nie mogłem. Pytanie brzmiało, jak bardzo będzie źle. Jak było? Cóż, mogło być dużo gorzej. Pierwsza część bloku o Cieszewskim dotyczy “współpracy” i tam się nie pojawiłem. Po słowach Sekiego “Tyle, jeśli chodzi o dokumenty…” rusza część o “ucieczce”. Tu znalazły się dwie moje krótkie kwestie wmontowane tak, by obok słów innych uczestników programu współświadczyły, że wersja pana doktora zdarzyć się nie nie miała prawa, że SB nie pozwoliłaby mu wyjechać.

Kłopot w tym, że spotkanie z kamerą zacząłem krótką, śmiem twierdzić, że treściwą i spójną, a na pewno stanowczą i jasną deklaracją, iż polityka SB wobec podziemia w kwestii wyjazdów zagranicznych nie była konsekwentna. Miotała się między dwoma biegunami: permanentnym odmawianiem paszportu i wypychaniem na emigrację z dokumentem ważnym tylko na wyjazd, w jedną stronę.

To pierwsze dotyczyło zwykle płotek, to drugie — tuzów z wielkimi nazwiskami i mirem oddziaływania na nastroje w narodzie. Ale były wyjątki, wcale nie pojedyńcze, lecz całkiem liczne: “zwykłych” drukarzy czy kolporterów próbowano się pozbyć za pomocą paszportu, czołowym działaczom go nie dawano. Cóż, granica między “płotką” a “tuzem” nie jest ostra, a SB to byli też ludzie, w tym także jełopy czy nieroby, którym zdarzało się coś spieprzyć, pominąć, przeoczyć.

Szkoda, że w programie zabrakło pół minuty na te słowa. Choć zalatuje to megalomanią, śmiem twierdzić, że dzięki temu wzrosłaby edukacyjna rola audycji, a tym samym zyskałaby “misyjność” TVP. To cholernie ważne w czasach mody na ostre tezy, kwantyfikatory, których ochoczo używają wszyscy pozostali wypowiadający się w programie.

Ergo, choć wierzyć w to trudno i ja także nadal mam z tym spory problem, wersja Cieszewskiego nie jest niemożliwa. To mogło się zdarzyć: i to, że SB istotnie nie zabrała mu paszportu (choć standardem byłaby raczej konfiskata i danie mu kwitka służącego wyjaśnieniu braku dokumentu tożsamości w razie kontroli na ulicy), że nie wysłała na przejścia graniczne zakazu wypuszczania go z Polski, że nie zakazała konsulatom przedłużania jego paszportu lub zakaz taki nie dotarł do Kanady albo też został tam zignorowany.

Zostałem więc przez Sekiego delikatnie zmanipulowany. Delikatnie, czyli w stopniu mniej więcej takim, jakiego się mogłem spodziewać. Gorzej z jakimś palantem, który w opisie materiału na “onecie” napisał, że… “przyznałem rację Nadworskiemu”. Excusez moi, nieprawda, bo nic o nim nie słyszałem, nie wiedziałem o jego istnieniu i tym bardziej o jego wypowiedzi, a choćbym słyszał, nie mógłbym “przyznać racji” ubekowi. Obrzydzenie. Kwestia smaku.

20 thoughts on “Seki mnie wkręcił?

  1. Wczoraj w ogóle w programie szły 2 narracje.

    Z jednej strony brat w Kanadzie, standardowe procedury by móc wyjechać i zgoda. (istnieje niespójność dat, ale z grubsza potwierdza to wersję Cieszewskiego)
    Z drugiej strony prof. Franaszek mówiący, że aby wyjechać “spontanicznie” z PRL, przechodząc przez sito weryfikacji lotniskowej, to w zasadzie niemożliwe.

  2. Proszę pozwolić na dłuższy komentarz.
    Metoda zastosowana przez red. Sekielskiego wobec pana jako żywo przypomina klasyczne sposoby manipulacji środków masowego przekazu z okresu peerelu. Były one zresztą, jak pamiętam, ważnym argumentem na rzecz utrzymywania bojkotu mediów w stanie wojennym.
    Od tego czasu zmieniło się niemal wszystko, łącznie z motywacjami. Pozostał jednak wciąż kuszący i dobrze znany warsztat medialnego inżyniera dusz. Nie zawsze pewnie takiemu inżynierowi przyświecają diaboliczne intencje, być może red. Sekielski nawet sobie nie zdaje sprawy, że stosuje klasyczne techniki manipulacji będące symbolem dawno minionej epoki. Być może po prostu uważa, że szlachetny (w jego mniemaniu) cel uświęca niezbyt czyste środki.

    A propos. Antykontekstowe traktowanie wypowiedzi przeciwników jest jedną z cech, które łączyły warsztat peerelowskiego pracownika odcinka propagandowego z funkcjonariuszem tajnych służb (stosunkowo częste zresztą było w owym czasie łączenie tych funkcji). Jednym z najważniejszych etapów rozpracowywania “obiektu” było wyłuskiwanie z kontekstu wypowiedzi wszelkich fragmentów nadających się do użytku operacyjnego. Metoda ta znana była dobrze każdemu ineteresującemu się działalnością opozycji co najmniej od 1976 roku. Po okresie stalinowskim jedynym znanym i statystycznie skutecznym sposobem na uniknięcie jej pułapek było konsekwentne odmawianie udzielania odpowiedzi na jakiekolwiek pytania. Łatwo powiedzieć. Znam kilku przyzwoitych i dzielnych, ludzi, którzy świadomie zasadę tę złamali i do dziś mają poczucie dużego dyskomfortu z tego powodu, mimo, że nikt nie zauważył jakichkolwiek konsekwencji tego złamania zasad. Może to kwestia estetyczna, ale wiąże się to z rodzjem poczucia winy.
    Znacząca część słynnego opracowania ks. Isakowicza-Zaleskiego dotyczy podobnych przypadków. Biura paszportowe były dla wielu księży jedynym miejscem, w którym zwracali się do funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa z ważną osobistą prośbą. I dla niejednego z duchownych właśnie tu zaczynał się, początkowo zda się niewinny, flirt z bezpieką. Dla sprawiedliwości trzeba przypomnieć, że ks.Isakowicz-Zaleski opisuje również i przypadki całkowitej odporności duchownych na ten typ szantażu. Przywołuję ten przykład, bo nie znam innego równie dobrze udokumentowanego opracowania tematu “biuro paszportowe”.
    Z wyjaśnień pana Cieszewskiego wynika, że on również został poddany tego typu naciskowi; paszport był mu potrzebny dla ratowania zdrowia, o czym ubecy na pewno wiedzieli, stąd też groźba odebrania paszportu była w tym wypadku zwykłym szantażem. Na szantaż ten nasz bohater zareagował rodzajem gry z ubecją. Zostawcie mi paszport, powiada Cieszewski, bo jeśli tego nie zrobicie, nie będę mógł udawać w środowisku, że wszystko jest w porządku, a przecież wyjechać bez wizy i tak nie jestem w stanie. Ubecja daje się przechytrzyć. Świadczyłoby to, że uznaje obiekt rozpoznania za co najmniej rokujący; nie byłoby zskakujące, gdyby w porywie optymizmu wciągnęła studenta na listę współpracowników. Tyle wiemy od samego Cieszewskiego. Zasadniczo nie ma w tym nic, co by przyszłego specjalistę od teledetekcji lasów kompromitowało. Ale też warto przyznać, że i wielkiej chwały mu to nie przynosi. Co szczególnie ważne jest w kontekście jego dobrego samopoczucia, gdy wspomina tamte wydarzenia. Cóż, być może sposób i czas wydobycie na światło dzienne tego epizodu spowodowały nadmiernie emocjonalną reakcję.

    Przy okazji jednak schował się nieco temat najciekawszy – kompetencji merytorycznych specjalisty z Kanady, a wydaje się, że weryfikacja jego hipotezy nie jest jakoś nadzwyczajnie trudna dla jego kolegów po fachu. Analiza obrazów satelitarnych to nie szamaństwo, jej wyniki da się zweryfikować, choć niekoniecznie metodami małego Kazia.

  3. A widzisz. Tyle lat pracy w TV i dalej nie wiesz, jak to się robi. Ja ostrożności (polegającej na uciekaniu na drugą stronę ulicy na widok telewizyjnej ekipy) nabrałem jeszcze jako nastolatek, kiedy pierwszy raz zobaczyłem, jak moją niefrasobliwą, młodzieńczą wszak, wypowiedź do kamery przez cięcie potrafią wywrócić na nice…

  4. I jedna dygresja – pomijając wszystko : odezwały się głosy iz nawet gdyby ekspert był TW to jaki to ma wpływ na jego wiarygodność (serio, widziałem takie wpisy na TT )- wg tych głosów żaden. Nie tak dawno w podobnych sytuacjach ci sami ludzie mówili , że trza na zimne dmuchać, że przecież kopia spalonej teczki jest wiadomo gdzie i w związku z tym wiadomo kto za sznurki może pociągać itp. itd.

    No cóż… jednych kręcą jedne teczki, drugich kręcą drugie… hipokryzji przy tym co nie miara…

    1. Czuję się wywołany do odpowiedzi, chociaż nie używam TT 🙂 . Ale pisałem na ten temat wyżej. Serio.

      Do dziś sądzę, że mój licealny nauczyciel od matematyki, który skądinąd był parszywą gnidą z czerwoną legitymacją w kieszeni, która pozwalała mu unikać odpowiedzialności w dziedzinie obyczajowej, zupełnie prawidłowo uczył mnie rachunku różniczkowego i innych mniej technik królowej nauk, co zresztą na bieżąco łatwo było sprawdzać. Współczesna teledetekcja jest dziedziną dużo mniej skomplikowaną od matematyki, choć oczywiście szeroko ją stosuje.
      Mogę komuś, kto jest podejrzanym o bycie agentem nie wierzyć, ale jego opinie zwyczajnie da się zweryfikować bez znajomości, zapewne interesującej, zawartości teczek operacyjnych wiadomych instytucji. Dociekliwy dziennikarz udałby się więc do specjalisty z zakresu teledetekcji, których i Polsce i na świecie bez liku, zamiast do IPN-u. Co innego dziennikarz złośliwy.

    2. Ja na taki glos natknalem sie u D. Passenta. Generalnie, wczensiej mowil to samo.

      Ostatnio, znowu przy okazji Smolenska ze zgroza odkrylem, ze trudno to nazwac, ale cos jakby ta sprawa unicestwila budowane wczesniej z pietyzmem konstrukcje. Gdyby brac, tak jak to wpajano przez lata argumenty obu stron sporu lustracyjnego, i z duza doza prawdopodobienstwa zalozyc, ze ugrupowania przenosza sie na spor na temat Smolenska, wypadaloby chyba zauwazyc, ze dla srodowiska zwalczajacego A. Macierewicza, zarzut wspolpracy z SB z pozycji TW, nie tylko, ze nie powinien miec znaczenia, ale moze nawet i byc atutem. Doslownie.

      I upieralbym sie twierdzic, ze w Polsce o wiele silniejsza byla “wscieklizna” antylustracyjna niz pro. Nie tylko pod wzgledem realnej mocy, ale i glosnosci.

      Jesli cos w istocie laczy sprawe Smolenska ze sprawa lustracji, jaka byla w III RP (bo juz chyba nie jest)to rozpoznanie (trafne moim zdaniem), ze to decydujace pole starcia, ktorego wynik zdecyduje o posiadaniu wladzy.

      1. Dzięki, ciekawa uwaga. I chyba słuszna. Choć jeden drobiazg chciałbym skomentować.
        Przypuszczam, że uproszcznie, jakie proponujesz – o środowiskowym odwzorowaniu sporu lustracyjnego na spór “smoleński” – jest tym, co łączy intencje obu “tych” środowisk.
        Dla obu korzystne jest utrzymywanie wrażenia, że tak jest w istocie. I, że tak być po prostu musi. Korzystne dla “graczy” – niekorzystne dla interesu polskiego, widzianego z szerszej perspektywy, jeżeli cos takiego w ogóle jeszcze istnieje.

        Ciekawe jest też, że w zasadzie całe PeŁo nie mieści się w tym schemacie – w sporze lustracyjnym opowiadała się ongi raczej za lustracją, w kwestii “smoleńskiej” stoi na zdecydowanie przeciwnym biegunie niż PiS. O miękkiej opcji pro-lustracyjnej PeŁo już zdążyliśmy zapomnieć, co jest m.in. wynikiem ostentacyjnego wzajemnego dystansowania się między obu głównymi graczami sceny politycznej, ale też i afiliacją obecnie rządzącego środowiska przez propagandystów antylustracyjnych. Gdyby wypchnięcie poza PeŁo umiarkowanie “antysmoleńskiej” i raczej “prolustracyjnej” grupy Gowina potraktować jak symetryczną analogię do secesji Kowala (z podobnym skutkiem społecznym) byłby to kolejny krok w realizacji tego schematu.

        Rozumiejąc sens twojego uproszczenia, mam nadzieję, że jest ono zbyt grube. Stąd też bierze się mój ambiwalentny stosunek do “sprawy Cieszewskiego”; potraktowanie jej przez krórąkolwiek ze stron z dostateczną dozą zdrowego rozsądku byłoby krokiem przeciw murowaniu szkodliwej dychotomii. Traktowanie jaj tak, jak obie strony robią to w tej chwili, wydaje mi się natomiast szkodliwe wizerunkowo, o czym świadczy i twój komentarz i jakże celny komentarz Zaplutego, o gorącym kartoflu. Ciekawe, czy przeważy “interes strategiczny”, czy wizerunkowy, no bo na proste zwycięstwo rozsądku, to raczej trudno liczyć.

        1. To taka intuicja, ze te srodowiska sie odwzorowuja. Istotnie, tego pewnie oba srodowiska by chcialy.

          Mysle, ze PO bardziej chcac niz niechcac wygasila spor lustracyjny – z roznych powodow, a uplyw czasu temu wygaszaniu sprzyjal.

          To na pewno jest uproszczenie, a w sprawie Cieszewskiego zaczynam miec watpliwosci, ktore wczesniej zbywalem, tym, ze jakkolwiek zlustrowany wlasciwie na dziko, zaczal dosc nieprzekonujaco. Teraz – jak czytam zwrocil sie o autolustracje. A tymczasme Sekielski w swoim programie “lekko manipuluje” w czesci po “tyle dokumenty”. Odbebniwszy zwyczajowa (a dlatego ze zwyczajowa, traktowana przez ludzi jak powietrze) litanie na temat tego, ze Sekielski pracuje w stacji, gdzie dziennikarze np. D. Kania naliczaja tuziny TW, upieram sie, ze pozostawia to wrazenie egzotyki.
          Z kolei komentarz Zaplutego ma te wade, ze mozna to powiedziec o wielu instytucjach ludzkiego urzadzenia swiata, od malzenstwa poczawszy.
          Gorace kartofle sa wlasnie po to, zeby je lapac.

          1. Komentarz zaplutego o kartoflu i dmuchaniu na zimne toż przecież nie naukowa analiza tylko forma kpiny. Podałem go jako przykład jak tworzą się wizerunkowe straty każdej ze stron tej, wcale nie zaskakującej, “beczki”.
            Sam Cieszewski pewnie się jakoś wybroni (lepiej lub gorzej), a mnie i tak najbardziej ciekawi metoda jego odkrycia fotointerpretacyjnego :). Jeśli miałaby to być brednia, to byłoby to dla niego znacznie smutniejsze od lustracji, jeśli coś poważnego, to nawet “dzika lustracji” na nic się nie zda.

  5. Panie Krzysztofie!

    Myślę, że to nie megalomania, tylko trzeźwy osąd sytuacji. Jak to często bywa, jest Pan sporo ponad przeciętną i „dziennikarze” nie mogą Pana puścić w całości, bo mogłoby to zmusić widzów do myślenia. A myślenie jest niebezpieczne. 🙂

    Pozrawiam

    Jerzy Maciejowski

        1. @ zapluty z salonu / “można używac byle z głową”
          To do naszego Gospodarza czy do Seki’ego?

          Dożylismy czasów, gdy trzeba na piśmnie ustalać warunki publikacji wypowiedzi w programie… kolegi?
          fajno… 🙁

  6. Panie Krzysztofie, odczuwam pewien dysonans poznawczy.

    Mam bowiem wrażenie, że nie wszystko wyłapał Pan z programu – albo może to po prostu niechęć do “dzikiej lustracji” i grzebania w esbeckich papierach prywatnej osoby.

    Napisał Pan: “(…) że nie wysłała na przejścia graniczne zakazu wypuszczania go z Polski, że nie zakazała konsulatom przedłużania jego paszportu lub zakaz taki nie dotarł do Kanady albo też został tam zignorowany. (…)”

    Otóż z dokumentów zachowanych w IPN i pokazanych w programie wynika, że w przypadku drugiego przedłużenia paszportu nie tylko zakaz przedłużenia paszportu nie został wydany, ale że w Warszawie zostało explicite wydane pozwolenie na przedłużenie paszportu prof. Cieszewskiemu. Z pierwszego dokumentu wynika też, że pozytywna decyzja została wydana niemal rok po wystosowaniu zapytania przez konsulat.

    Z poważaniem.

      1. @ Krzysztof Leski / [OffTopic -?] 13 XII – zamiast na ul. Ikara…

        Pozwól, że w ten sposób dołączę do myśli.
        Wiem, że lista jest ogólnie dostępna, ale żeby ktoś przypadkiem nie chciał zapomnieć (jak to ostatnio jest w modzie).

        Lista ofiar stanu wojennego w Polsce 1981-1983
        Ofiary stanu wojennego w Polsce 1981-1983

        – Domniemane ofiary
        Honoriusz Kowalczyk (dominikanin z Poznania, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, według opinii publicznej jest ofiarą SB. Śledztwo w toku)

        – Ofiary zdarzeń masowych
        Pacyfikacja kopalni Wujek 16 grudnia 1981
        Józef Czekalski (ur. 1933)
        Józef Giza (ur. 1957)
        Joachim Gnida (ur. 1952, zm. 25 stycznia 1982)
        Ryszard Gzik (ur. 1946)
        Bogusław Kopczak (ur. 1953)
        Andrzej Pełka (ur. 1962)
        Jan Stawisiński (ur. 1960)
        Zbigniew Wilk (ur. 1951)
        Zenon Zając (ur. 1959)

        Stłumienie demonstracji w Gdańsku 17 grudnia 1981
        Antoni Browarczyk (ur. 1957) – zginął postrzelony przypadkowo

        Pacyfikacja strajku na Politechnice Wrocławskiej 17 grudnia 1981
        Tadeusz Kosecki – zmarł pobity przez ZOMO

        Stłumienie pokojowej demonstracji w Poznaniu 13 lutego 1982
        Wojciech Cieślewicz (ur. 1953) – zmarł pobity przez ZOMO

        Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 3 maja 1982
        Joanna Lenartowicz (ur. 1963) – zmarła 5 maja w wyniku pobicia przez ZOMO
        Mieczysław Radomski (ur. 1926) – zmarł pobity przez ZOMO
        Adam Szulecki (ur. 1950) – zmarł 9 maja w wyniku pobicia przez ZOMO

        Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 3 maja 1983
        Władysław Durda – zatruty gazami łzawiącymi ZOMO

        Stłumienie pokojowej demonstracji w Krakowie 13 maja 1982
        Włodzimierz Lisowski (ur. 1915) – zmarł 13 lipca w wyniku pobicia przez ZOMO i SB

        Poznań 11 maja 1982
        Piotr Majchrzak (ur. 1963) – zmarł 18 maja w wyniku pobicia przez ZOMO i funkcjonariuszy WSW

        Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 13 maja 1982

        Rozbicie organizacji podziemnej 16 czerwca 1982 w Warszawie
        Emil Barchański (ur. 1965) – po wykryciu, że na czele tajnej organizacji, do której należał, stał tajny współpracownik SB został poddany torturom w Pałacu Mostowskich, ciało utopiono w Wiśle (nie ma pewności co do okoliczności śmierci i do rzekomego wykrycia TW w ramach organizacji)

        Stłumienie pokojowej demonstracji w Gdańsku 31 sierpnia 1982
        Piotr Sadowski (ur. 1950) – zmarł trafiony petardą ZOMO

        Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 31 sierpnia 1982
        Tadeusz Woźniak (ur. 1933) – zmarł 1 września w wyniku pobicia przez ZOMO
        Kazimierz Michalczyk (ur. 1955) – postrzelony przez ZOMO podczas demonstracji we Wrocławiu w dniu 31 VIII 1982 – zmarł 2 września

        Stłumienie pokojowej demonstracji w Lubinie 31 sierpnia 1982
        Michał Adamowicz (ur. 1954) – zmarł 5 września w wyniku postrzału
        Mieczysław Poźniak (ur. 1956) – zmarł w wyniku postrzału
        Andrzej Trajkowski (ur. 1950) – zmarł w wyniku postrzału

        Stłumienie pokojowej demonstracji we Kielcach 31 sierpnia 1982
        Stanisław Raczek (ur. 1947) – zmarł 7 września w wyniku pobicia przez ZOMO

        Stłumienie pokojowej demonstracji w Częstochowie 1 września 1982
        Eugeniusz Wiłkomirski (ur. 1930) – zmarł 3 września w wyniku pobicia przez ZOMO

        Stłumienie pokojowej demonstracji w Nowej Hucie 13 października 1982
        Bogdan Włosik (ur. 1962) – zastrzelony z broni palnej przez kapitana SB Andrzeja Augustyna

        Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 10 listopada 1982
        Stanisław Królik (ur. 1943) – zmarł 16 listopada pobity przez ZOMO

        Stłumienie pokojowej demonstracji w Gdańsku 11 listopada 1982
        Wacław Kamiński (ur. 1950) – zmarł 28 listopada trafiony petardą

        Stłumienie pokojowej demonstracji w Krakowie 1 maja 1983
        Ryszard Smagur (ur. 1954) – zmarł trafiony petardą ZOMO

        Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 1 maja 1983
        Włodzimierz Witkowski (ur. 1952) – zaginął w czasie demonstracji, zwłoki znaleziono 7 września
        Bernard Łyskawa (ur. 1927)

        Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 3 maja 1983
        Marek Kuchta (ur. 1953) – zmarł 5 maja 1983 w wyniku pobicia przez MO
        Adam Szulecki – zmarł 9 maja 1983 w wyniku pobicia przez ZOMO

        Ofiary indywidualne działań władz stanu wojennego
        Wanda Kołodziejczyk (ur. 1923) – zmarła 4 stycznia 1982 po pobiciu w areszcie śledczym na ul. Rakowieckiej w Warszawie
        Franciszek Zdunek (ur. 1942) – zastrzelony 2 lutego 1982 przez funkcjonariusza MO
        Zbigniew Szymański – zmarł pobity przez ZOMO w kwietniu 1982
        Wojciech Cielecki (ur. 1963) – zastrzelony przez żołnierza LWP 2 kwietnia 1982 w Białej Podlaskiej
        Stanisław Kot – zmarł 3 kwietnia 1982 w Rzeszowie w wyniku pobicia przez patrol ZOMO
        Mieczysław Rokitowski (ur. 1935) – zmarł 3 kwietnia 1982 pobity w czasie przesłuchania w areszcie śledczym w Załężu
        Andrzej Grzywa – zmarł 30 sierpnia 1982 pobity na komendzie MO w Gdańsku
        Zdzisław Jurgielewicz (ur. 1953) – zmarł 21 września 1982 pobity przez MO w Giżycku
        Adam Grudziński (ur. 1946) – zmarł pobity w obozie dla internowanych w Załężu w październiku 1982
        Zbigniew Simoniuk (ur. 1950) – członek Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania, zmarł 8 stycznia 1983 w więzieniu w Białymstoku
        Zenon Bleszczyński (ur. 1959) – zmarł 14 stycznia 1983 w wyniku pobicia w areszcie śledczym
        Jacek Jerz (ur. 1944) – wiceprzewodniczący NSZZ Solidarność w Radomiu, delegat na I Krajowy Zjazd NSZZ Solidarność, członek władz krajowych Konfederacji Polski Niepodległej i Komitetu Obrony

        Więzionych za Przekonania, zmarł nagle 31 stycznia 1983 po zwolnieniu z ponadrocznego internowania, gdzie przeszedł “ścieżki zdrowia” (pacyfikacja protestu internowanych w Kwidzynie). Bezpośrednio

        przed jego śmiercią szef SB w Radomiu zlecił na piśmie (dokument zachował się w archiwach IPN) zastosowanie wobec niego “przedsięwzięcia specjalnego”
        Jan Ziółkowski (ur. 1940) – współpracownik Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Czerwca 1956, zmarł 5 marca 1983, pobity na V komendzie MO w Poznaniu
        Józef Larysz (ur. 1942) – przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w ELWRO w Pszczynie, zmarł 7 marca 1983 po przesłuchaniu na komendzie MO
        Ryszard Kowalski (ur. 1939) – przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w Hucie Katowice, jego ciało wyłowiono 31 marca 1983
        Bogusław Podboraczyński (ur. 1962) – działacz NSZZ Solidarność z Nysy, zamordowany przez funkcjonariuszy MO, ciało wydobyto z rzeki 30 kwietnia 1983
        Andrzej Szewczyk (ur. 1961) – zmarł w maju 1983 w wyniku pobicia przez ZOMO
        Grzegorz Przemyk (ur. 1964) – zmarł 14 maja 1983 w wyniku pobicia na komendzie MO przy ul. Jezuickiej w Warszawie
        Zdzisław Miąsko (ur. 1954) – zmarł 3 czerwca 1983 po przesłuchaniu na posterunku MO w Nowej Miłosnej
        Andrzej Gąsiewski (ur. 1954) – pracownik Instytutu Badań Jądrowych zamordowany 17 czerwca 1983 w Warszawie
        Jerzy Marzec (ur. 1962) – ciało znaleziono nad Odrą 22 czerwca 1983
        Jan Samsonowicz (ur. 1944) – zmarł 30 czerwca 1983, działacz NSZZ Solidarność i Ruchu Młodej Polski, upozorowanie samobójstwa, ciało powieszono na bramie Stoczni Gdańskiej im. Lenina
        Kazimierz Majewski (ur. 1936) – Przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Jeleniogórskich Zakładach Narzędziowych. Internowany latem 1982 r. „w ramach działań profilaktycznych”. Na skutek nieustannej nagonki, inwigilacji, gróźb pod adresem rodziny i nakłaniania do współpracy z SB popełnił samobójstwo 29 października 1982 r. Śledztwo w tej sprawie prowadzone było pod bezpośrednim nadzorem Prokuratury Generalnej i MSW. Akt jego umorzenia wielokrotnie „przeredagowywano” tak, aby ukryć jakikolwiek ślad udziału funkcjonariuszy SB w tragedii.

        Cześć Ich Pamięci!

        Bibliografia

        Antoni Dudek Stan Wojenny W Polsce 1981-1983 IPN 2003 ISBN 83-89078-22-8

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.