Putin nieznany. Ja pas

Nie wiem, kto kogo ma przekonywać, jaki jest stan polskich mediów. Ja was czy wy mnie? Ilekroć się czemuś sprzeciwiam, coś krytykuję, tylekroć wyrażacie zdziwienie, że ja się dziwię. Teraz zatem ja się publicznie dziwię, że moi drodzy Czytelnicy się dziwią. Temu mianowicie, iż gazeta.pl — by napisać coś sensownego o pendolino — sięga po amatorski dorobek w necie.

Ja zaś dziś nie dziwię się nawet, że owa gazeta.pl, uchodząca za główny portal “informacyjny” w Polsce, “obsługuje” konferencję Putina tak, iż nie sposób się niczego dowiedzieć. Konferencja była wyczekiwana przez światowe media. Jest i zapewne pozostanie dziś hitem dnia. Trwała 200 minut, ale skończyła się circa pół godziny temu. Ważnych słów, groźnych, niepokojących, padło wiele, zwłaszcza na początku, o czym tu i ówdzie w necie można już poczytać.

Na gazeta.pl wciąż wisi jedynie “relacja na żywo”, sygnowana przez Martynę Trykozko. Z jakichś źródeł (pewnie PAP)  wrzucała kolejne cytaty i obce komentarze, Jak leci. Co jej się udało znaleźć i zrozumieć. Gdybym obudził się teraz i zdany był na gazeta.pl, mógłbym sobie przewijać w dół kilkadziesiąt ekranów kompletnie bezładnej mieszaniny wpisów pracownika portalu, komentarzy czytelników, obrazków, linków itd. Bez gwarancji, że znajdę to, co ważne, a nawet, że obok treści pytania jakiegoś dziennikarza znajdę w miarę niedaleko to, co Putin raczył odpowiedzieć.

Dożyliśmy czasów, gdy gazeta.pl jest po prostu niezdolna do samodzielnego wytworzenia INFORMACJI o ważnym, dostępnym we wszystkich światowych telewizjach informacynych, wudarzeniu międzynarodowym. Nie ma tam nikogo, kto potrafiłby to zrobić. I za pieniądze, które dziś oferują portale, nikogo takiego nie będzie. Zresztą prawie nikomu to nie przeszkadza, bo zapotrzebowania na informację też nie ma.

No to pas.

17 thoughts on “Putin nieznany. Ja pas

  1. To jest martwy zawód. Niedawno memu “synu” wybijałem go z głowy. A zdechł (zawód rzecz jasna) z powodu gadżetów, które, nawiasem mówiąc, Pan lubi. Dostępne dla każdego ogłupiają ogół skuteczniej niż jakakolwiek wroga administracja z przeszłości. Najtrafniej definiuje naszą społeczność niedawne przejście większości portali informacyjnych z eksponowania tradycyjnego menu na epatowanie obrazkami dla… eksploatującymi przy okazji łącze i system.

  2. Swoją drogą, od dawna męczy mnie myśl, na ile media kreują gust i zwyczaje odbiorców, a na ile zachowania odbiorców kształtują media. Jak wiadomo, odbiorcy powszechnie narzekają na poziom mediów, a media – na gust swojej grupy docelowej. Jedni warci drugich? A może winni sytuacji są posiadacze wydawnictw? A może to przez śp. Jobsa i Wozniaka? A może przez wynalazców Internetu? Przez wszystkich po trochu?

    1. Oczywiście że to media kreują gust. Do tandety trzeba ludzi przyzwyczaić bo sama w sobie jest męcząca. Ale to się opłaca – bo tylko wtedy zaczną klikać na reklamy i cieszyć się z nowej lodówki a nawet jak się puści babola napisanego przez stażystę to nikt nie zwróci uwagi bo już będzie czytał następną plotkę.

      Tzn. oczywiście zawsze były “brukowce” w tej czy innej formie – ale to nie one kształtowały “rynek”. W końcu tak Homer jak i Szekspir były pisane dla gawiedzi!

  3. Mam wrażenie, że pewną rolę gra tu młodość. Internet, jak przypuszczam, pozycjonuje się pod ludzi młodych. Stąd kultura obrazkowa (jaskiniowa?). Słowa i fakty mniej istotne niż kolorowa łatwizna. Ale to najwyraźniej działa na wszystkich. W sprawie tercetu egzotycznego przez miesiąc ważniejsze były zdjęcia z tabloidów niż sprawdzenie w kancelarii Sejmu, jakie są przepisy (uchwała). Na zdrowy rozum to powinno zająć jakąś godzinę – oczywiście dziennikarzowi, a nie politrukowi.

  4. Myślę, że rolę gra też masowość. Kiedyś chyba było po prostu więcej odgórnie narzucanej “selekcji”, nawet jeśli była ona “nierynkowa”. Teraz jak się gazeta (w szczególności w wersji internetowej) nie stabloizuje to straci rynek, bo ktoś inny to zrobi.

      1. Widocznie mało kto chciał się zanurzać w miazmatach Sumlińskiego ze ścisłego panteonu prawackiej i wolskiej
        dziennikarki psychiatrycznej(jak zwykł mawiać Wywczas dopóki go usłużny Igor nie wyciął) w rodzaju Ściosa,
        Bączka, Sakiewicza, Stankiewiczówny, Brauna, Gmyza, Latkowskiego, Targalskiego, Kaniówny itp. itd..
        Tu można się sztachnąć małą działką:
        http://wojciechsumlinski.salon24.pl/622654,wszyscy-ludzie-prezydenta – z tym ze to jest kolejny remake tego:
        http://niezalezna.pl/4811-rodzinna-historia-prezydentowej-w-aktach-ipn – czy tego:
        http://cogito.salon24.pl/175471,wszyscy-ludzie-bronislawa-k itd..
        Piszę tak jako że od lat studiuję światową i krajową beletrystykę spisko-logiczno-paranoiczną, i mam pewną
        orientację w zjawisku.
        Poza tym wygłodniała, posłanka i kobieta Pawłowicz zgrabnie (jak to mówią prawacy i Wolacy) przykryła
        prezydenta swoimi parlamentarnymi ‘ty chamie’, ‘stul pysk!’ czy ‘zamknij ryj!’.

  5. Pan się nie tyle dziwi, co próbuje wołać na puszczy. Ze skutkiem właściwym dla tego rodzaju wołania.

    A wszystkiemu winne darmowe obiady, których jak powszechnie wiadomo, nie ma. Ludziska mimo to chcą je zjadać, więc zjadają erzac, płacąc jak za zboże. Tylko nieco inną walutą.
    Erzacem informacji jest rozrywka, z walutą nie jest jeszcze smutniej.
    Wierzymy jeszcze, że demokracja oparta jest w dużej mierze na dostępie do informacji, którą reprezentuje tzw. czwarta władza. Kiedy funkcje informacji symuluje rozrywka, rządzi ten, kto rozrywki dostarcza. Im tańszej tym lepiej. W gruncie rzeczy to mechanizm stary jak świat, w którym główną ofiarą okazuje się wolność. Wolność bowiem w dużym stopniu opiera się na wiedzy – człowiek jej pozbawiony jest głęboko podatny na wszelkie manipulacje. I w gruncie rzeczy przecież o to chodzi. Niezależnie, czy manipuluje nami producent leku na wzdęcia, sprzedawca tabletów, czy agenci sąsiedniego państwa.
    Gratuluję, należy pan do nielicznego dziś grona wolnych ludzi. A ceną – imperatyw wołania na puszczy.

  6. Zgoda, tak można opisać dzisiejszą sytuację społeczno-medialną.
    Ale nasza nie tak odległa historia pokazuje, iż ta sama społeczność pozbawiona informacji odgórnie, potrafi ich poszukiwać, podejmować wysiłek docierania do nich i kolportowania ich metodą pantoflową. Dziś możliwości docierania do informacji są wręcz absurdalnie wielkie. I mało komu chce się ich szukać. Fakt, że trzeba wykonać wysiłek odsiewania, selekcjonowania, segregowania, ale przecież nie jest to praca ponad siły. Dlaczego większość wybiera (pilotami, myszą, w kiosku/saloniku) łatwiznę w postaci cudzych zestawów informacji, cudzych poglądów? I dlaczego część owej większości potrafi się na tyle z tymi podsuniętymi poglądami identyfikować, by okładać nimi innych z całą brutalnością, jaką potrafi wygenerować?

    1. Ostatnie teksty Autora tego bloga pokazują wystarczająco wyraźnie, na prostym przykładzie, ile pracy i umiejętności należy włożyć w zdobycie oraz przekazanie rzetelnej informacji (por. Syzyf miał lepiej i inne). To po prostu musi kosztować! Możliwości docierania do informacji jest dziś rzeczywiscie dużo, niestety wiąże się to też z gigantycznym wzrostem szumu, przez który trzeba się mozolnie przedzierać.
      W tym kontekscie robienie sobie “własnego zestawu informacji” to coś podobnego do szycia sobie samemu butów, albo naprawiania samochodu. Niektórzy mogą to traktować jako całkiem poważne hobby, ale to nie znaczy, że hobbyści dadzą radę w skali społecznej zastąpić warsztaty samochodowe, czy fabryki obuwia.
      A dlaczego wiekszość wybiera łatwiznę? Bo większość, jeśli ma do wyboru rozrywkę i informację w godzinach wolnych od pracy, to wybierze rozrywkę. Zwłaszcza, gdy rozrywka udaje bardziej szlachetną formę spędzania czasu i sprawia wrażenie, że niewiele kosztuje. Powszechne “okładanie się podsuniętymi poglądami” również wydaje mi się rodzajem rozrywki.

      1. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że wspomniane okładanie się to rozrywka robiąca “rozrywającemu się” dobrze na wiele sposobów. Bo to i czas zamordowany, i zaspokojona potrzeba przeżywania emocji, tudzież potrzeba kibicowania, identyfikowania się z grupą. A najważniejsze, że ego wielce dopieszczone. Przecież my tu, panie, walczymy o Prawdę, o Wolność, o Sprawiedliwość. I bierzemy aktywny udział w życiu społecznym jako piąta (czy któraś tam) władza.
        Ostatnie teksty Autora tego bloga mogą niejednego wpędzić w kompleksy (szczególnie ten poświęcony kolejom) i wręcz zniechęcać do samodzielnych poszukiwań, zważywszy na deklarowaną przez Niego ilość czasu zużytego na research. Ale to przykład wyjątkowy czy nawet skrajny. W ostatnich tygodniach zupełnie zniechęciły mnie do naszego “dziennikarstwa” dwa drobiazgi okołowyborcze. Ile kliknięć kosztowało sprawdzenie grepsu o 1000% przyrostu głosów dla PSL w Gdyni bodajże? Nie chce mi się (notabene) ponownie sprawdzać, ale zaryzykuję, że nie więcej niż 10. A jednak krążyło to w obiegu publicznym przez jakiś tydzień. Podobnie z przepisami dotyczącymi tych poselskich wyjazdów. Rozumiem lenistwo, dotyczy w różnym stopniu wszystkich, ale nie zawsze drogę do informacji zagradzają zasieki. Bywa, że wystarczy ruszyć palcem – dosłownie. Nicnierobienie to skazywanie się na ignorancję – swoją i/lub cudzą. Będę pozwalał się oszukiwać, bo nie chce mi się myśleć?
        Owszem, hobbyści nie zastąpią warsztatów samochodowych, ale na poziom sprawdzenia poziomu płynów eksploatacyjnych może się wspiąć każdy (bądź prawie każdy).

        1. Trafne uwagi, choć (a może właśnie dlatego, że) przerysowane nieco.

          Według mnie to wcale nie jest przykład skrajny. On się takim może wydawać na tle ogólnego bezrybia, ale to przecież powinna być norma. Ba, to jest norma, tyle, że dla (bardzo dziś już nielicznych) dziennikarzy, a nie dla showmanów.

          Rzecz nie w zasiekach, a w szumie. Kiedyś porównałem ten szum do zagłuszarek, które jakże skutecznie uprzykrzały onegdaj dostęp do informacji wysyłanej do Polski via eter.
          Skądinąd świetny przykład z płynem hamulcowym – tak, zgoda, jak najbardziej. To niejako druga strona medalu, o którym pozwoliłem sobie napisać komentarz.
          Dzięki.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.