Premier poleciał – IV

Część exposé poświęcona uldze na dzieci to już nie wpadka – to skandal. Nie życzę sobie, by premier robił durnia ze mnie, ze wszystkich go słuchających, z siebie zaś przy okazji. Wszystko, co powiedział Donald Tusk, to najczystsza propaganda, jeśli nie zmieni się konstrukcja samej ulgi. O tym zaś PDT nie wspomniał słowem.

Mam świadomość, że mało kto w Polsce rozumie obecną konstrukcję, a zatem także skutki ulgi. Nie rozumieją tego główni piewcy ulgi, co zmuszony byłem kiedyś wytknąć Tomkowi Terlikowskiemu. Chyba nie pojmowali tego nawet twórcy ulgi, politycy LPR w 2006 r. Efekt jest taki, że z ulgi korzystają głównie najzamożniejsi. Ci zaś, którzy wedle propagandowych założeń mieli być głównymi beneficjentami – ubogie rodziny wielodzietne – po prostu nie mają od czego odliczać ulgi, gdy już pomniejszą swój dochód o składkę zdrowotną.

Co proponuje Tusk? Po pierwsze, odebranie ulgi zamożniejszym rodzicom jedynaków. OK, niech będzie. Po drugie, brak zmian w uldze dla rodzin z dwojgiem dzieci. Podkreślam zaś, że i dziś te uboższe nie mogą z niej w pełni skorzystać. Po trzecie, zwiększenie o połowę rozmiaru ulgi na dziecko trzecie i kolejne. Ubożsi nie zyskają na tym ani grosza, ci średnio sytuowani – groszy kilka, za to wielodzietni prezesi – krocie.

Abstrahuję teraz od celu ulgi, jakim jest wzrost prokreacji, oraz od tego, do kogo powinna być adresowana, bo to tematy na osobną i ogromną dyskusję. Stwierdzam goły fakt: to, co powiedział premier, jest arytmetycznie bez cienia sensu. Taka też niestety będzie dyskusja nad tą propozycją, bo jako się rzekło, ogromna większość polityków nie wie, o czym mówi.

PS. Prawo nie działa wstecz? Nie w s24. Szukając notki o Terlikowskim zauważyłem, że salon zmienił styl dla treści postów, co oczywiście dotknęło wstecz wszystkich, aż po jesień 2006. Akapity wcięło.

12 thoughts on “Premier poleciał – IV

  1. Myśle ze dla rodzin, które zarabiają powyżej 200k rocznie to nie ma znaczenia. ale dla ludzi ok 85k ma znaczenie ta ulga. 85k to praktycznie 2 srednie roczne pensje. A mniej zarabiajacy moga i powinni miec abicje rownac wyzej a nie nizej.

  2. No ale przecież jeśli ktoś wykorzysta ulgę do tego stopnia że nie zostanie mu nic podatku do zapłacenia to choćby i nie wykorzystał całego przysługującego mu limitu ulgi trudno uznać że jest mu źle. Nikt za niego nic nie poradzi na to że za mało zarabia a ulga podatkowa to ulga podatkowa, nie zasiłek.

    Poza tym jakie krocie. To jest zdaje się jakieś 1000zł per dziecko, tak?. Nawet niech ktoś ma piątkę to przy zarobkach powiedzmy 200tys zł (czyli nie żaden prezes a manager bardzo średniego szczebla) to i tak jest to stosunkowo niewielka kwota. A gdy ktoś rzeczywiście zarabia jak prezes giełdowej spółki, czyli raczej w milionach, to to jest w ogóle nie do zauważenia. Inna sprawa że osobiście uważam że tą ulgę należałoby w ogóle zlikwidować dla lepiej zarabiających, no ale widać uznali inaczej.

  3. Aż poczułem się burżujem :). Tylko dlaczego z pięcioosobową rodziną mieszkam na 50 kilku metrach i jeżdżę kilkunastoletnim samochodem?

    Chyba trochę Pan przesadził stwierdzając, że z podwyżki ulgi na trzecie i kolejne dzieci skorzystają wyłącznie prezesi. Ja w ostatnim roku wykorzystałem całą ulgę na trójkę dzieci i jeszcze załapałem się na ulgę internetową (do tego korzystam z 50% kosztów więc moje podatki są istotnie niższe niż typowych podatników).

  4. Po pierwsze primo: biednemu zawsze wiatr w oczy, ulga nie ulga, i tak po karku dostanie, taki jest świat. Po drugie primo nie widzę krzty przewrotności w twierdzeniu, że to bogaci, a nie biedni winni się rozmnażać – o ile twierdzenie to nie oznacza zakazu rozmnażania dla biednych – ich sprawa przecież. Po trzecie primo nie dostrzegam istoty Twojego rozumowania Krzysztofie – czyżby ulgami można było wychować człowieka? Czy przedsiębiorczy ludzie – a takich wśród bogatych prędzej, czy później będzie większość – dadzą sobą powodować jakąś ulgą? Toż na tym zasadza się przedsiębiorczość, że człowiek swój los we własnych rękach trzymie, a nie czeka na pomoc od socjalu – zatem ulgi dla najbogatszych nie spełniają i tak swojej “wychowawczej” roli. Jednakowoż albowiem pozostaje wciąż liczna grupa ludzi zarabiających średnio i lekkopółśrednio – i dla nich każda ulga ma znaczenie.

    Wspomnij jednak, że ulga podatkowa nie przekłada się na realny wpływ finansowy. Odpis po tysiączku od bębna nie oznacza, że do kieszeni nam ten tysiąc wróci (toż większość podatków płacimy awansem), bo kwoty zwrotu również mają swoje reguły przeliczania.

    Zatem rację masz, ale nie całkiem: bogatych ta ulga nie obchodzi, bo mają taki domiar, że oszczędzą na tym moniaki (choć z pewnością nie zapomną odpisać), dla średnich to upokarzająca zapomoga raz w roku kilkaset złotych (na co to kurna ma być? Waciki?), a biedni i tak nie mają z czego odpisywać.

    Ulga miała by sens, gdyby polegała na doliczeniu dzieci własnych i przysposobionych do “opodatkowanie wspólnie z małżonkiem -> opodatkowanie całą rodziną”. Bo dziecko kosztuje tyle co dorosły w utrzymaniu (koszty lokum, auta itp. nie dają się podzielić) – a zarabiają tylko dorośli.

    Ergo, w socjalnym modelu opodatkowania (jaki mamy w kraju) podstawową dyskryminacją rodzin jest symboliczny odpis po tysiącu od dziecka od podatku – nie przynosi NIKOMU żadnej realnej korzyści, a zatem i zachęty do rozmnażania i rzetelnego wychowywania dziecków.

    Na szczęście dla przyszłych dzieci (dla emerytów i tak zabraknie), instynkty rodzicielskie działają niezależnie od systemu podatkowego.

  5. 1. Celem ulgi nie jest tylko zwiększenie urodzeń. To ulga prorodzinna, nie pronatalna.
    2. Celem ulgi nie jest wsparcie najbiedniejszych. To ulga prorodzinna, nie socjalna.
    3. To jest ulga, nie zasiłek. Konstrukcja ulgi jest taka, że korzystają z niej ci, którzy osiągają dochód wystarczający do płacenia podatków. Tym więcej korzystają, im więcej zarabiają. Bo to jest ulga. Ta ulga ma limit, tak aby krezusi nie mogli zaoszczędzić na podatku “więcej niż”.

    Celem polityki prorodzinnej jest wsparcie dla rodzin — przy założeniu, że to rodziny powinny być bazą społeczeństwa.

    Pomoc najbiedniejszym to cel zupełnie innej polityki — socjalnej.

    Państwo promuje różne rodzaje aktywności, czy przedsiębiorczości. Firmy jednosobowe, małe i duże mogą korzystać z możliwości amortyzacji kosztów, w które to koszta można wepchnąć wszystko, łącznie z samochodem, paliwem i wczasami w ciepłych krajach. Odliczeń i innych ulg też jest masa.

    Tymczasem — rodzina, a szczególnie dzieci są przez system fiskalny traktowane jak najbardziej bezproduktywna, luksusowa konsumpcja. Nawet co niektóre burdele chwalą się na ulotkach, że “wystawiają faktury VAT” – po co? Ciekawe, ile firm ma w księgach takie “usługi towarzyskie” rozliczone po stronie kosztów. Pieluch (najwyższa stawka VAT) najbardziej kreatywna księgowość nie zamortyzuje.

    Ulga w PIT odrobinkę tę sytuację łagodzi. Jest sygnałem od państwa: dzieci to nie tylko domena biedoty. Bogacisz się? OK, państwo doceni, jeśli będziesz inwestował we własne dzieci.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.