Poprzyj swój mózg

Co cztery lata to samo: wszystkie media, w tym te “najpoważniejsze”, portale, blogosfera – elektryzują się “poparciem”, jakie uzyskał ten czy inny kandydat do Sejmu. Dużo? Mało? Klęska ministra? Upadłe aniołki? Nie, p*.* kotka za pomocą młotka.

Kandydata popierasz w ordynacji większościowej (np. JOW). Głosując w wyborach proporcjonalnych, takich jak sejmowe, popierasz listę i tylko przy okazji wybierasz tego, kto ci na tej liście najbardziej odpowiada lub najmniej przeszkadza. Pośrednio popierasz zaś wszystkich kandydatów tej listy – w tym okręgu i w całym kraju, bo czysto arytmetycznie przyczyniasz się do zwiększenia ich szans na dostanie się do Sejmu. To oczywista oczywistość logiki ordynacji i ufam, że większość elektoratu ma tego świadomość.

Już nie wspomnę, że często stosowane porównywanie liczby głosów, a nie procent, ma tyle sensu co emocjonowanie się jakimiś pomyłkowymi słupkami w TVN, skoro okręgi mogą się nawet dziesięciokrotnie różnić liczbą głosujących.

Smutne, że w XXI wieku trzeba pisać takie rzeczy, a na dodatek ten post pozostanie wołaniem na puszczy.

55 thoughts on “Poprzyj swój mózg

  1. Muszę trochę bronić media… Sporo tych analiz polegała na czymś innym : alalizowano wyniki w ramach listy . A więc czy “jedynka” nie przegrała czasem z “trójką” lub jak na tle innych kandydatów z listy wypadł , nie cieszący sie sympatią , minister…

    A to , że dość często media ekscytuja się jak można zostać posłem ze stosunkowo małą ilością głosów ? Nawet mając świadomość funkcjonowania ordynacji trudno pogodzić sie z faktem , iż zostaje się posłem tylko dlatego , że było sie podczepionym pod dobrą lokomotywę…

        1. wiem przecież !!! ale zapomnijmy na chwile o sposobie przeliczania głosów na mandaty. Potoczne rozumienie wygrania wyborów to otzrymanie większej niż konkurent liczby głosów. Sądzę , że właśnie tak większość rozumie demokrację. Zgoda – o dziennikarzy trzeba wymagać więcej.

          1. ten max i tak musi być ograniczony, bo i tak w pewnym momencie dochodzi się do ściany, choć tutaj mogłaby być ustawiona wyżej (10-12). a czytelność? – fakt – odszukanie nowych komentarzy, czy śledzenie wątków możne nastręczać trudności.

  2. Ale jednak przypadki takie jak Czuma czy Karski coś mówią o poparciu posła.
    Czuma poprzednio balansował na granicy wejścia do Sejmu, ale dostawał co najmniej 4 tys. głosów. Teraz dostał 2 tys. i wyprzedzili go usytuowani daleko na zapleczu listy.

    W sytuacji, gdy masowe poparcie “po prostu dla PO” szło na Tuska, może trochę na Kidawę, to o wejściu lub nie do Sejmu ważył dla pozostałych 9 posłów ze stolicy ich własny elektorat — nie?

    1. COŚ oczywiście mówią – gdy porównuje się kandydatów z TEJ SAMEJ LISTY, choć i tu trzeba pamiętać, jaka jest ordynacja, a sens ma porównanie jakościowe, lecz już niekoniecznie ilościowe. Ponadto, oczywiście, przy podziale mandatów wewnątrz listy decyduje już elektorat indywidualny. Powtarzam – sensu żadnego nie ma porównywanie liczb pomiędzy listami i pomiędzy okręgami.

    1. Przecież PKW podaje listę posłów w “Wizualizacji wyborów do Sejmu RP i Senatu RP” jest tam podana liczba głosów:

      np. Tusk Donald Franciszek

      Komitet: PO
      zawód: historyk
      Liczba głosów oddanych na kandydata: 374,920
      Procent ważnych głosów w skali okręgu: 36,84%
      Liczba głosów oddanych na listę: 498,599
      Procent głosów oddanych na kandydata w stosunku do głosów na listę: 75,19%

        1. Nie jeszcze o co innego chodziło.

          Na stroni PKW te wyniki są w kontekście (listy, okręgu itp.) więc mają jakieś znaczenie. Na stronie Sejmu jako element bio posła są raczej oderwane od ww. kontekstu zatem są tym samym o czym pisze Leski w trzecim akapicie.

  3. Wszystko ładnie, ślicznie. Ale co zrobić, jeżeli nie popieram listy, ale konkretnego na niej kandydata? Dodam, że moje sympatie względem list innych jakoś tam się układają, znaczy, mam do nich więcej mięty, niż do listy kandydata, ale chcę poprzeć właśnie jego. I co?

  4. Na Facebooku moja znajoma przed wyborami zapodała posta pt. “nawet, jeśli nie lubicie jego partii, to zagłosujcie na mojego kumpla, to porządny człowiek” i strasznie oburzała się, kiedy zripostowałem, że to bez sensu, bo w naszej ordynacji głosuje się na partie, a nie na konkretnych ludzi. Cóż, mam wrażenie, że do ludzi ogólnie nie dociera, jak bardzo nasza ordynacja premiuje partie ponad jednostkami (w sensie – znają ogólne reguły, ale nie widzą “wider picture”).

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.