Pistolecik i pierwiastek

Marek Cichocki: germanista i filozof, doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jeden z “szerpów” i główny polski negocjator Traktatu Lizbońskiego. Ostatnio oskarżony przez prezesa PiS o zdradę stanu za ten oto artykuł. W specjalnym oświadczeniu pisze oburzony:

Jarosław Kaczyński wyczytał z mojego tekstu, że opowiadam się za koniecznością podporządkowania Polski Niemcom. Taka interpretacja urąga zdrowemu rozsądkowi i mija się z prawdą.

I to powinno było wystarczyć. Ale Cichocki rozpędza się. Przypomina, że polskim punktem wyjścia w Lizbonie w 2007 był “pierwiastek” czyli metroda głosowania wzmacniająca rolę państw średnich i małych, która “dzisiaj przydałaby się Polsce w sposób wyjątkowy”. Ale…

Jarosław Kaczyński, wówczas Premier RP, w ostatniej fazie negocjacji poddał stanowisko polskie w zamian za nieistotne, błahe z punktu widzenia interesu państwa ustępstwa (tzw. Ioanina).

“Poddał”? Zdradził? Przyznam Cichockiemu rację, jeśli wskaże realny sposób, jak Polska miała wówczas przeforsować rozwiązanie, którego prawie nikt w UE nie popierał, choć miało swoje zalety. Może Jarosław powinien był wyjąć swój słynny “malutki pistolecik”, kazać Lechowi zrewidować i rozbroić przerażonych przywódców i zażądać, by własną krwią, tu i teraz, zaakceptowali “pierwiastek”…

A może jednak Kaczyńscy nie “poddali”, lecz po prostu negocjowali? Ustąpili z czegoś, by uzyskać coś? Czy nie tego uczą na pierwszej lekcji zajęć z negocjacji? Dlaczego trzeba w ogóle przywoływać te oczywistości, dlaczego w polskiej “debacie” publicznej o polityce zagranicznej dominuje ostatnio obyczaj oskarżania przeciwnika, że “skapitulował”, “poddał się”, “sprzedał niepodległość, suwerenność i honor”? Lizbona czy emisje cieplarniane, Gazociąg Północny czy żegluga na Zalewie Elbląskim – wszędzie to samo. Tak jakby Polska miała moc narzucania wszystkim innym swojego zdania, a każde odstępstwo było zdradą.

Źle, że tej groźnej demagogii używają czołowi politycy. Fatalnie, gdy robi to ktoś, kto politykiem właściwie nie jest, był za to wysokim urzędnikiem, który jak mało kto wie, jak naprawdę się negocjuje w dyplomacji. Obrażony przez brata byłego szefa nie umiał się powstrzymać. Przeczytawszy jego list wczoraj poczułem obrzydzenie. Dałem sobie dobę na opadnięcie emocji, ale wciąż uważam, że Cichocki pojechał po bandzie. Traktując go możliwie najłagodniej wytknę mu jego słowami: Pan wybaczy, taka interpretacja urąga zdrowemu rozsądkowi i mija się z prawdą.

15 thoughts on “Pistolecik i pierwiastek

  1. Pytanie brzmi atrakcyjnie. O podobną odpowiedź trudno. Uzyskali system z naszego punktu widzenia bardzo daleki od ideału, który jednak nie jest czysto proporcjonalny, oraz parę pomniejszych rzeczy, które jednym wydadzą się istotne, innym “błahe”. Nie jestem fanem tego dealu, ale nigdy bym nie śmiał powiedzieć, że ktoś się tam w imieniu Polski “poddał”.

  2. Okej. Ja nawet nie wykluczam, że mogło tak być a o “poddaniu” nie piszę. Natomiast histo(e)ria z odwoływaniem szerpów, osobista osobistość Minister Fotygi i ogólne zamieszanie tamtego czasu wskazuje, że może najpierw domagano się rzeczy niemożliwych a później zrezygnowano z korony brytyjskiej w zamian za pęczek pietruszki. Co może i nie jest specjalnie złym dealem, gdyż lepszy gołąb w garści, tyle, że cała operacja następnie została okrzyknięta wielkim, zaplanowanym i starannie zrealizowanym sukcesem kaczyńskiej dyplomacji. Stąd pojawiające się od czasu do czasu pytanie, na czym właściwie polegał ten wielki plan i w jakim stopniu został zrealizowany.

      1. Ale dla mnie ten zarzut to takie trochę reductio ad absurdum. Mam wrażenie, że Cichocki tym argumentem pokazuje Kaczyńskiemu coś w stylu “skoro ja ‘zdradziłem’ swoim artykułem, to Pan ‘zdradził’ rezygnując z pierwiastka”.

        Jasne, jest to erystyka, pytanie tylko, czy rzeczywiście niedopuszczalna jako riposta na tak mocny zarzut.

          1. Nie, nie zemsta. Nie ząb za ząb. Jak mówię, reductio ad absurdum. Czasem, jeśli podstawowym błędem czyjegoś rozumowania jest stosowanie jakiejś absurdalnej metodologii, najłatwiej to wytknąć, pokazując, jak jego własne działania można interpretować wedle tej metodologii. W sferze faktów to nieuczciwy chwyt, ale w sferze norm – jak najbardziej dopuszczalna strategia argumentacyjna, chociaż faktycznie ostra, na pograniczu faulu.

  3. Oczywiście , że p.Cichocki się odwinął… No cóż, nie tylko Prezes nie lubi nadstawiać drugiego policzka.
    Wiem , że trudno nam oceniać co by było gdyby było, ale odnoszę wrażenie , że pierwiastek i Ioanina to były w gruncie rzeczy “maksimum” i “minimum” negocjacyjne (nawet po stronie przychylnej PiS trudno było o entuzjastyczne opinie o Ioaninie). Przynajmniej tak odbieram słowa Cichockiego – pretensja , że nie walczono o więcej nie jest naganna. Jest okraszona oczywiście emocjonalną wypowiedzią ale jest to najzwyklejszy “odwet” . Prezes nakreślił zasady i “plac boju” – czy Cichocki powinien je przyjąć ? Jeśli wszystko ma znormalnieć to nie powinien…

  4. A ja się trochę czepnę.
    Różnica pomiędzy “poddał” a “zdradził” jest jednak zasadnicza; dla mnie to nie jest ten sam ciąg skojarzeń. Cichocki nie musi wskazywać na realne możliwości ugrania czegoś w rodzaju pierwiastka, bo w swoim tekście nie wdaje się w oceny (nie)słuszności owej kapitulacji, tylko przypomina fakt kapitulacji Prezesa sprzed kilku lat, w jedynej chyba prawdziwej rozgrywce na szczeblu europejskim, w jakiej dotąd brał udział.
    W polskiej tradycji dobrze znane jest zarówno poddanie się pod Ujściem jak i pod Westerplatte. Rzecz nie musi więc być aż tak płaska, jak pan sugeruje. Prawda, odwinięcie się Cichockiego było ostre, ale przede wszystkim w poetyce stosowanej przez Prezesa, a niekoniecznie w języku, którym posługuje się zwykle w swojej publicystyce Cichocki. I który to język piszącemu te słowa jest zdecydowanie bliższy. A i panu, jak sadzę – też. I to też jest raczej mocna strona oświadczenia Cichockiego.
    Myślę, że (zupełnie wyjątkowo) tym razem pan przesadził. To z drugiej strony dobrze, bo tak pan sensownie pisze, że zwykle nie ma co komentować.

  5. Jes chyba ma rację – “poddał” nie równa się “sprzedał”. Np. “poddanie meczu” może oznaczać bardzo słabą grę bez woli zwycięstwa, albo dosłownie walkower.

    Cichocki może wiedzieć wystarczająco dużo (więcej niż opinia publiczna), by ferować ostre sądy — siedział w negocjacjach pierwiastkowych po uszy.

    Zaś ruch Kaczyńskich był wówczas błędny niekoniecznie ze względu na wartość samych rozwiązań politycznych. To była totalna dezorientacja wizerunkowa. Wytłumaczenie, o co nam wówczas (naprawdę) chodziło i co uzyskaliśmy do dziś jest niemal niemożliwe.

    Emocje Cichockiego mam za zrozumiałe. Gdy kilka lat temu pisano o “konserwatywnej rewolucji” w Polsce — którą przeprowadzić mieli braka K., to Cichockiego i jego kolegów wskazywano jako think tank, intelektualne, filozoficzne zaplecze tych przemian. Wiele dał z siebie i wszystko krew w piach. Dziś, gdy on sam trwa przy swych przekonaniach — dostaje od Prezesa piętno zdrajcy, “zakamuflowanej opcji niemieckiej”.

  6. Cichocki może wiedzieć wiele, ale głęboko wątpię na podstawie tego, co było wiadomo publicznie, by pierwiastek był osiągalny. Czy można było ugrać więcej, to rzecz osobna, ale, powtarzam, bez cienia szans na weryfikację…

  7. IMO w oświadczeniu Cichockiego najbardziej znaczące (ukazująca jak jest na polskiej prawicy, ukazująca jej chorobę) jest zakończenie (podpis): “Marek Cichocki (zawsze po stronie niepodległości)”

    To kto jest bardziej za niepodległością?! Kto jest większym patriotą?!

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.