Piec a sprawa polska

TVPiS znów pokazała, jak PiS czci. Tym razem Powstańców 1863 r. Nic w tym złego, sam przez 30 z górą lat odwiedzałem co roku Mogiłę Powstańców 1863 pod Zaborowem Leśnym. Kłopot w tym, że od 4 lat w oficjalnej propagandzie wszelkie rocznice czci tylko PiS, przedstawiciele opozycji albo nie są zapraszani, albo się ich nie pokazuje lub o nich nie wspomina. Jedynie Słuszna Partia rości sobie monopol na patriotyzm, pamięć narodową, definiowanie interesów Polski.

Ja jednak nie o tym, lecz o sprowadzaniu dziejów Polski do wojen, bitew, wielkich zwycięstw i jeszcze większych klęsk, tragedii narodowych i poległych bohaterów. Tak jest w polityce, tak jest też w szkole. Historia gospodarcza i społeczna sprowadzona jest w podręcznikach do absolutnego minimum, a i tak zwykle brak na to czasu: to te tematy nauczyciele najchętniej pomijają, gdy są do tyłu z realizacją programu. A pomijają, bo sami niewiele o tym wiedzą.

W 1999 zamieniłem ZXa na Xantię Break i natychmiast z dumą pojechałem na kolejny zlot Cytrynki. Zloty zawierały zawsze element rywalizacji, od jazdy zręcznościowej (parkowanie tyłem na czas, w tym zawsze byłem dobry, a elektrycznie sterowane lusterka wielce pomagały) – po rajdy krajoznawcze z historycznym quizem. W ramach takiego rajdu trafiliśmy do skansenu w Tokarni opodal podkieleckich Chęcin. Młody, naówczas 3-letni, nie był zanadto zainteresowany, ale 5-letnia Mysza ewidentnie chłonęła każde moje słowo.

Stanęliśmy w progu wiejskiej chaty z XVII wieku. W drzwiach łańcuszek, wchodzić nie wolno, ale wszystko widać jak na dłoni. Chata jest wszakże, jak to niemal zawsze wówczas bywało, jednoizbowa. Dociekliwa Mysz pyta, dlaczego, ale choćby nie zapytała, zacząłbym o tym mówić. Tak bowiem rozumiem naukę o historii Polski i świata: jako pokazanie, jak kiedyś się żyło, by można to było porównać z życiem dziś. Oczywiście bitwy, wojny, okrucieństwo tak powszechne w niegdysiejszym codziennym życiu, brak szacunku dla życia człowieka – to ważne elementy wiedzy o dziejach dawnych. Ale nie jedyne.

Byly chłopskie chaty jednoizbowe, bo “taki mamy klimat”. Circa od paździenika do marca włącznie trzeba się grzać. Otóż piec był potwornie drogi, zdun to był zawód cieszący się najwyższym szacunkiem i znakomicie opłacany. Koszt budowy pieca przekraczał znacznie koszt postawienia chałupy z drewna ze słomianym zwykle dachem. Niemal nikogo wśród chłopstwa i nawet uboższej szlachty często nie było stać na więcej niż jeden piec, a życie siłą rzeczy wokół pieca się koncentrowało. To była kuchnia, obok pralnia, w niedziele łaźnia dla całej rodziny w postaci balii przy piecu, na zapiecku urzędowały koty i rodzinna starszyzna w chłodniejsze dni, a wokół pod ścianami znajdowały się posłania.

Nagle poczułem na plecach liczne oddechy. Odwróciłem głowę: za nami stała szkolna wycieczka i wszyscy, z nauczycielką włącznie, z otwartymi ustami słuchali tego, co mówiłem do Myszy. Zrobiło mi się markotno: dla nich to była absolutna nowość. Ich “historia Polski” składa się z chrztu, podbojów Krzywoustego, Grunwaldu, Rzeczypospolitej od morza do morza, zaborów, wojen światowych i odzyskanej wolności. Kto to wszystko zrobił, kto zawinił, kto zasłużył na pochwałę? Królowie, szlachta jako bezimienna całość, mieszczanie i chłopi, o których jeszcze mniej.

I po co ja to piszę? Wołanie na puszczy. Niemal dosłownie, bom na Mazurach Garbatych i Puszcza Romincka nieopodal.

4 thoughts on “Piec a sprawa polska

  1. Mieszkałem ongi w mieszkaniu, w którym był jeden piec. Ale mieszkanie było 3-pokojowe. I w każdym pokoju był piec!
    Przechodząc od zagadek do refleksji – cztery wieki później ubodzy nadal mieszkają w jednej izbie i nadal dlatego, bo drogo. Choć nie chodzi już o zduna.
    Z przesłaniem zaś notki zgadzam się.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.