Pełzający Manipulo 1

Na portalach zalew kombatanctwa, niech więc i ja doszlusuję. Opowiem o mojej roli w “Robotniku“. A co, niech ludziska wiedzą!  Może się załapię do legendy wydawniczego podziemia.

Załapię, bo oczywiście z “Robotnikiem” nie miałem nic wspólnego poza tym, że po Sierpniu miałem szczęście poznać ludzi, którzy to legendarne pismo tworzyli. Z niektórymi przez następne lata pracowałem w AS-ie i TM. Znajomości to zaś, jak wiadomo, podstawa sukcesu. Dzięki nim dziś, na upartego, mógłbym wam wmawiać, że “współredagowałem” “Robotnika”. Albowiem bezsprzecznie mam wkład przynajmniej w jedno wydanie.

Nieco, owszem, szczególne. Primaaprilisowe, z 1981 r. Powstało w moim (hm, Matki mojej) mieszkaniu, zawiera “mój” tekst. Tekst absolutnie najważniejszy, bo bez niego ten numer “Robotnika” w ogóle by się nie ukazał. Czas opowiedzieć, jak do tego doszło. Pamięć zawodzi mnie fatalnie, ale może jakoś uda się wszystko odtworzyć…

Byliśmy w diabelnie podłym nastroju. Sądzę, że wróciliśmy z obrad KKP w Gdańsku (31 marca – 1 kwietnia), obrad dramatycznych, będących nie w pełni udaną próbą rozliczenia się Związku z podpisanym przy użyciu podstępu porozumieniem mającym zakończyć konflikt bydgoski.

Słabo pamiętam nasz skład. Na pewno była Ania Dodziuk, z “Robotnikiem” związana, choć formalnie chyba poza redakcją. Może też Joasia Szczęsna, która też bardziej niż w “Robotnika” zaangażowana była w BI KSS KOR. No i chłopaki z “SzG:, pisma “Solidarność z Gdańskiem” czyli regionalnej, łódzkiej, KOR-owskiej konkurencji wobec oficjalnego organu MKZ opanowanego przez ROPCiO. Na pewno był Tomek Filipczak, Witek Sułkowski i Wojtek Słodkowski. Poprzez Józka Śreniowskiego byli współpracownikami “Robotnika”. I to chyba tyle.

Ktoś mógłby tedy zakwestionować prawo tej grupki do posłużenia się tytułem “Robotnik”, ale uprzedzę fakty: nie wybuchła żadna afera, nikt nie miał pretensji. Czyj był pomysł? Chyba chłopaków z Łodzi. Ktoś z nas miał przy sobie dwie matryce hektograficzne (jedna z najprymitywniejszych metod druku, z użyciem powielacza zwanego spirytusowym, głównym surowcem był denaturat). Nie mieliśmy alkoholu, ale było mleko. Siedzieliśmy więc w mojej kuchni o powierzchni 4 m.kw, chlaliśmy mleko ze srebrnym kapslem i tworzyliśmy. Używam II osoby liczby mnogiej, bo pamiętam, że byłem wielce zaangażowany, choć uczciwie muszę przyznać, że wice wychodziły raczej z ust Anki i łodzian. Ja siedziałem przy maszynie do pisania.

Osią numeru była stylizowana na AS-a relacja z posiedzenia KKP. Zamiast nazwisk ksywki, treść także zrozumiała raczej tylko dla wtajemniczonych. Pamiętam takie fragmenty:

Trzy delegacje związków chłopskich kolejno odśpiewują “Rotę”.

Przedstawiciel Wilna pojawia się i znika.

Przewodniczący Wielkiego Regionu: Na Związku ciąży historyczna odpowiedzialność!

Na salę wchodzi Anna Walentynowicz.

Przewodniczący Związku: Nie ma problemu ciąży, jest problem alkoholizmu.

Jakoś nad ranem pomysły się skończyły, a druga z matryc zapełniona była dopiero w połowie. Trzeba było być wtedy w drugim obiegu, by rozumieć, że druk w połowie czystej kartki był absolutnie nie do pomyślenia. I gdy nikt niczego wymyśleć już nie mógł, sięgnąłem po obowiązkowo leżący na półce Sieciowy Rozkład Jazdy Pociągów PKP. Przekartkowałem, znalazłem jakąś prowincjonalną relację i zacząłem głośno czytać nazwy stacji. Wszyscy ryknęli śmiechem. Tabela z SRJP zapełniła resztę drugiej strony. Primaaprilisowy “Robotnik” był gotów do druku.

Tę historyjkę dedykuję wszystjkim stronom dzisiejszych sporów, kto “był” w jakiejś redakcji, a kogo w niej “nie było”; kto “zakładał”, “pisał”, “współtworzył”. Nie było etatów (poza “TySolem”), nie było kontraktów ani klazul o zakazie konkurencji. Była wspólna sprawa i kto mógł, wkładał w nią to, co miał i mógł.

Napiszę też wkrótce o tym (i wtedy stanie się jasne, skąd tytuł posta), co warte są biogramy w wiki czy Encyklopedii Solidarności, czy są dziś dowodem, że ten “był w opozycji”, a tamtego nie było. Na razie wspomnę tylko, że ES w ogóle nie zna takiego nazwiska jak Józef  Śreniowski. O kimś to źle świadczy, ale na pewno nie o Józku.

30 thoughts on “Pełzający Manipulo 1

  1. @ Krzysztof Leski/ Matryca

    żeby odświeżyć wspomnienia…

    Kolega organizujący 13/12 na Pl. Litewskim, w sercu miasta (wiesz), rekonstrukcję starć ZOMO z manifestacją “S” – przyniósł z garażu ramki i matryce…
    plus nitro…
    i poszły ulotki okolicznościowe, brać wybierać
    Tak to się robi proszę Państwa.
    równiutko
    płynnie
    😉

    nota bene:
    w styczniu robimy pokazy kucia kos
    też rocznicowe
    rzecz jasna

  2. @ Łódzki strajk

    mam nadzieję, że piszesz jakieś pamiętnki

    Cóżeś Ty robaczku robił na łódzkim strajku? Gdzie MEL/UW, gdzie Uć?

    Może to nie miejsce na takie pytania – ale znajdź sobie jakąś przestrzeń na dysku…
    Zapisz
    pewnie warto

    1. Skomplikowana historia. Jak może wiesz, strajk uchodził za prowokację. Wybuchł bez uzgodnienia z krajówką NZS, w słabym ośrodku, i u progu sesji (!!!). Ale wybuchł i nie było jak tego zatrzymać. Zarazem nie było mowy o objęciu strajkiem innych uczelni.

      NZS wymyśliło więc wsparcie Łodzi. PW i chyba UW też wysłały delegacje. Tyle.

      1. @ “wsparcie Łodzi”

        znaczy – komandos…
        no taak

        łódzkiej sprawy nie pamiętałem (wszak – ogólniak)

        za to pamiętam Kraków z listopada
        i umieszczane przed AGH plansze ze “skrótami” przemówienia min. Górskiego (po chińsku!)

        oraz ówczesny “szczyt obrzydliwości”:
        ‘Siwak hebda Falską`
        fuj!

  3. Kaczyńskiego wcześniej znali wszyscy, a czy słyszał ktoś o Pętaku, czy Pietaku?

    To oczywiście cytat z S24… Autor twarzą salonu nie jest… Więc można by było jedynie ze smutkiem pokiwać głową…

    Ja też mam wrażenie, że to chory człowiek. I współczuję jego rodzinie. A to już opinia Ufki na temat p.Piętaka… Pan zna Ufkę lepiej – ma papiery psychiatry ? Sądy feruje jednoznaczne : Pan Piętak jakby tu delikatnie powiedzieć – mocno rozchwiany psychicznie

    A jeszcze nie tak dawno żeśmy się oburzali gdy JK chciano wysłać na badania psychiatryczne…

    To już nie jest spór kto działał, kto nie działał. To nie spór kto kombatant a kto spał do trzynastego do południa. To spór kto jest zdrowy na umyśle.

    Mam to w dupie.

    1. No to miej. Ja przynajmniej nie piszę, że robi to za pieniądze. Oglądałeś? Werner bała się odetchnąć, żeby z czyms nie wyjechał – i nie był to Kaczyński.
      Mam swoje przypuszczenia kto go podpuścił i bardzo mnie się to nie podoba

        1. Ciebie też się zapytam. Oglądałeś? Ja napisałam te komentarze – nie teksty – na Salonie. Piętak bredził w porze najlepszej oglądalności przed tysiącami o “pijanym władzą Kaczyńskim”.
          I powiem wprost – to nasz wspólny znajomy go podpuścił.

          1. “Jarosław Kaczyński jest wybitnym przywódcą politycznym w Polsce…”

            Naprawdę uważasz , że taką opinię może wypowiadać osoba cyt.” mocno rozchwiana psychicznie ” ? No nie… ostro…

            Jeśli nie widzisz niestosowności swojej “diagnozy” to nic i nikt Cie nie przekona…

    2. Widzę, że niejaki Piętak Piotr idzie w ślady Heńki Krzywonos: wyniosło go w górę, więc idzie za ciosem i zaczyna pisać “publicystykę”.

      A to niejaki Warzecha… Ja tam nie wiem czy niejaki Warzecha jest lepszym specjalistą od buspasów czy od publicystyki ale mam wrażenie iż ekspertem od wydarzeń w których Krzywonos, Piętaka, Kaczyński brali udział Łukaszek raczej nie jest … Więc może by skorzystać z okazji i nie “ćwierkać” ?

          1. Posiada. I dzieci tez. Przeciez to one/ona mu te tysiące nabiły. Bo nie ma żadnego programu antywirusowego 🙂
            Zanim mnie zabijesz – to cytat z jego bloga. Bo ja wiernie czytałam “przed”. I komentowałam. Nawet kiedyś nazwał mnie kocicą z pazurami

            1. Ponoć , jak twierdzi @testigo, potrafie dopasować niedopasowane … Ale tu czuje się bezradny – jak dopasować sugestie , że człowiek jest chory psychicznie z nabiciem rachunku… No chyba , że już wówczas był chory… Szkoda zatem , że onegdaj nie weryfikowałaś zdrowia psychicznego kandydatów na wiceministrów… Mam nadzieję , że to niedociągnięcie się nie powtórzy… 🙂
              PS
              raz do roku muszę się powyzłośliwiać aby w Wigilie mówić ludzkim głosem…

              1. Po pierwsze pana P. widziałam w telewizji pierwszy raz w życiu – wczoraj. Nawet jego zdjęcia nigdzie nie oglądałam.
                Ale miałeś rację – ja potrafię się przyznać do błędu. Przeprosiłam tam, gdzie umieściłam komentarz – czyli u pana Libickiego

  4. Ja tam nie będę melin zdradzać, nawet dzisiaj 🙂
    A w ogóle jestem najstarsza stażem – w 68 korzystalismy z tzw fexowritera – z maszyny do pisania wychodziła dziurkowana tasma i można było drukować bez końca. Niestety nie miała polskich znaków i każdy sbek wiedział skąd ulotka

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.