Pa, Janko

To boli. Nie paszkwil Warzechy, choć jeszcze się do niego będę musiał odnieść. I nie to, co pod nim. W każdym razie nie ten zalew łajna, który łatwo było przewidzieć. Ale jedno…

Droga Janko, znamy się grubo ponad 30 lat. Byłaś dla mnie jednym ze wzorów dziennikarza i Człowieka. Życzliwie zazdrościłem Ci wiedzy, podziwiałem reportaże, ale przede wszystkim odwagę cywilną, uczciwość, Twoje poczucie godności. Pocieszałem się, że sam też kiedyś zmądrzeję, że pojmę lepiej, na czym polega nasz zawód, a także tym, że były jednak dziedziny, w których to ja mogłem Ci doradzać i służyć pomocną ręką. Gdy w 1981 r. spotykaliśmy się na Dworcu Centralnym o bladym świcie w dniu obrad Komisji Krajowej “Solidarności”, nigdy nie potrafiłaś znaleźć peronu, z którego odjeżdżał nasz express do Gdańska. W tym zaś byłem mocny, zresztą był to zawsze ten sam peron…

Wraz z upływem lat okrzepłem, ale nie czułem się Tobie równy. Dlatego mówiąc, że uważałem Cię za przyjaciółkę, popełniam lekkie nadużycie. De facto byliśmy pewnie tylko starymi, dobrymi znajomymi. Choć byłbym dumny, gdybyś mnie za swego przyjaciela uznała.

Dziś to przeszłość. Ze zdumieniem ujrzałem Twój wpis pod wspomnianym paszkwilem. Nie odniosłaś się słowem do zalewu łajna powyżej. Milcząco zaaprobowałaś styl i treść inwektyw autora bloga.  Ale to jeszcze nic: uznałaś za właściwe publicznie postawić własną, jakże podobną do prezentowanej przez Warzechę i jego klakierów diagnozę… mnie.

Znam Cię trochę. Twój czas to noc, zwykle byłaś aktywna w s24 między 2.00 i 4:00. Myślałem, że jeszcze coś zmienisz, coś dodasz, że jesteś wciąż taka, jaką Cię podziwiałem…

Nie doczekałem się. Szkoda, cholerna szkoda. Żegnaj Janko, już się nie spotkamy. Nie tylko dlatego, że dziś nie ma po co jeździć co tydzień do Gdańska. A jeśli nawet się zdarzy, to już nie będzie to samo.

16 thoughts on “Pa, Janko

  1. Nie zaglądając jeszcze do ciebie napisałam na PW do pani Jankowskiej. Pod tamtym tekstem nie było sensu się produkować. No i trochę mam związane ręce bo na wierzchu nie ma sensu pewnych rzeczy pisać. Ale nie ma tego złego…Może to jest ten impuls dla ciebie? Walcz do cholery! Nie na blogu

    1. Ufko,

      Będę jednak mniej dyplomatyczny i tajemniczy, niż Ty.
      Czasami w życiu, trzeba się określić, powiedzieć głośno, co się myśli o pewnych zachowaniach, nawet jeśli te zachowania dotyczą osób, które przyjmuje się pod swój dach i traktuje jako dobrych znajomych.

      Pyzol(Kaśka) weszła właśnie na blogu Warzechy na wyższy poziom zbydlęcenia.

      Tak, to mocne sformułowanie, ale naprawdę żal patrzeć, jak ludzie, którzy kiedyś udawali świetnych znajomych Krzysztofa Leskiego, teraz pierwsi plują na niego i kopią go.

      Po tym, co się wyprawia pod kreską u Warzechy, kilka osób przestało dla mnie istnieć.

      PS
      Testigo, dzięki.

  2. Krzysiek,
    Nie przejmuj się. To smutne, ale Janina Jankowska odkleila sie od rzeczywistości bardzo dawno temu. Przypomnij sobie jej zachowanie z czasó Targalskiego i Czbańskiego w Polskim radiu. To była dopiero żenada.

  3. Ja (chyba) rozumiem problem Krzysztofa, bo podobny jest i moim udziałem. Codziennie. W domu i w pracy.

    Problem ten to zwyczajna konstatacja, że mało jest w życiu (w tym – w polityce) obrazów czarno-białych. Że prawdy uniwersalne są bezsporne tylko na gruncie nauk ścisłych (co Krzysztof jako inżynier historii doskonale wie i rozumie), w pozostałych przypadkach silnie zależą od kontekstu, otoczenia.

    Śmieszne jest to, że ludziom przypina się łatkę relatywistów, samemu będąc relatywizmu esencją i żywym nań dowodem. Różnica jest tylko taka, że Krzysztof analizuje i (czasem) ocenia zdarzenia i fakty w szerszych kontekstach, zaś jego adwersarze, z obu/wielu stron upierają się, że pryzmat jest jeden.

    Takie podejście do rzeczywistości kosztowało Krzysztofa utratę pracy w GW. A potem świat, w tym dziennikarski, ewoluował już tylko w stronę jednoznacznej polaryzacji. Słowem, zaczęło być tylko gorzej. Chwała Bogu, Krzysztof i jemu podobni nie ulegli temu trendowi. Ale, jak to w ewolucji, dobór naturalny preferuje ten genotyp, który lepiej przystosowuje się do nowych warunków.

    Dla osób niepublicznych, jak ja, o “genotypie” podobnym do krzysztofowego, najlepszą do zajęcia pozycją w świecie polaryzacji jest ta w środku przewodnika. Dla świętego spokoju. Bez napięć, bez konieczności nieustannego dowodzenia, że wspomnianych wcześniej kontekstów zawsze jest kilka.
    Niestety, to pozycja dla dziennikarza słabo dostępna. Jej konsekwencją byłoby albo milczenie, albo nieustanne utarczki ze spolaryzowanymi. Tymi z obu biegunów. Tak źle i tak niedobrze.

    Coraz mniej jest miejsca na świecie dla ludzi, którzy np. czytają Politykę i URze. Z równym zainteresowaniem. I znajdują (czasem/często) wartościowe teksty w obu tytułach. I publicznie się do tego przyznają. Dziś podobny coming out to niemal zdrada stanu. Zaprzaństwo, or compatible. W oczach osób oglądających i oceniających świat przez peryskop z jednym pryzmatem.

    Jedyne, co ze swoim ułomnym rozumem poradziłbym Krzysztofowi, to NGO-sy. Wydają się ostatnimi rezerwatami bezstronności i niezależności. Niektóre z nich. A jest tak wiele do zrobienia. Nie oglądając się na polityków, dziennikarzy i (tabloidową) opinię publiczną. Fortuny zarobić się nie da, ale satysfakcja gwarantowana. Trzeba tylko dobrze poszukać.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.