Oddaję głos

To nie ja jestem dziś bohaterem mego bloga 🙂 Oddaję głos nocnikowi. To bowiem ta jego enuncjacja o niebezpiecznej wyprawie do sanatorium wywołała odzew:

dzien pierwszy w sanatorium – lewy but to … totalna porażka. zakupiłem duże opakowanie plastwów – nie pomogło – muszę kupić nowe buty, bo mapy wskazują, że jest tu gdzie łazić.

Nieco później pisał:

łączność tu słabowita, ale za to pogoda wyśmienita, że aż mi żal tra la la … a sklepy z butami zamknięte.
wieczorek zapoznawczy jutro – /uwaga/ … wydaje się, ze jestem tu najmłodszy:) kawiarnia sanatoryjna obficie we wszystko zaopatrzona. pstrągi w potokach – widziałem. nfz przeznacza 9,50 na moje dziennie wyzywienie – obiecałem sobie, że nie będę dojadał na boku:) pokój dzielę ze śledzikujacym pasjonatem historii i zwolennikiem krakowskiej szkoły historycznej; trochę sie wczoraj przy dwóch piwach nasłuchałem o tym i o owym – wiedzę ma szeroką. planuję też pogadać dziś trochę o wizycie cyryla, bo widzę, że bardzo go to pasjonuje.
przebywam w szeroko rozumianym sanatoryjnym kotle krynicko zdrojowym;)
na śniadanie były parówki (po dwie na osobę), kawałeczek masła i ćwiartka pomidora plus herbata … gdy wstawałem od stołu, zagadał mnie pan siedziący przy sąsiednim stoliku – “pan młody, może więc zje pan jeszcze dwie parówki?” – “dziękuję, samcznego – raczej pospaceruję:)” – dla niektórych te 9,50 to stanowczo za dużo;)
jutro “bicze szkockie” – już się boję. no i kaza mi tu pić jakieś wody (nieprzygotowane:) – może i zaryzykuję:)

Nocniku, kontynuuj 🙂 Przyjaciele, komentujcie 🙂

96 thoughts on “Oddaję głos

  1. A co tu komentować? Czkamy na obiad i kolację:) No i przede wszystkim na wieczorek zapoznawczy.Miałam dac radę dotyczącą biczów, ale Nocnik sam się musi przekonać.Ja mam dużą zdolność przekonywania, więc jak kiedyś byłam w senatorze to zażyczyłam sobie komplet – wraz z solarium w lipcu(! ) bo może być zła pogoda i muzykoterapią.Po pierwszych biczach zrezygnowałam – pani biczowniczka nie regulowała ciśnienia – a miała nastawione na panie od 120 kg wzwyż.Koleżanka z pokoju mowi – o matko, masz całe granatowe plecy, co się stało?

  2. czasu mam mało, bo już czekają borowiny:)
    przy stoliku żywieniowym numer siedemnaście małzeństwo krakusów (poznałem po sthurze :), stara panienka;) – z antyklerykalnymi ciągotami:) oraz pani na emeryturze, która narzeka, że sobie nie pośpi, bo trzeba wstawać na poranną gimnastyke (7.15:)

    bicze szkockie – super:) … przed wejsciem na pręgierz poprosiłem o odczytanie wyroku wraz z uzasadnieniem, ale okazało się, ze pani nie jest do tego upowazniona więc … pierwsze bicze były za wszystkie błedy ortograficzno-stylistyczne jakie popełniam na blogach.

    wczoraj wieczorem pani pielegniarka zapsiukała mi lewą stpopę czyms nie wiem czym. rano trzy bable jakby troche mniejsze. chirurg ma dzis dyzur – moze zdecyduje sie na zabieg.

    wodę, która nazwałem na własny uzytek żabianką 8, co to mam pić, jeszcze nie próbowałem – podobno jedzie błotem:)

    pozdrawiam serdecznie:)

  3. słonecznie.
    za chwile obiad. regularność posiłków po powrocie mnie rozłoży … na czas jakiś oczywiście:)
    skonsultowałem moje odciski z chirurgiem – czekac, samo sie wchłonie. obkleiłm stopę plastrami i po obiecie wybieram sie po nowe buty. sklepy obczaiłem wczoraj więc na popołudniowa gimnastykę bezpiecznie, czyli bez spóźnienia wrócę.
    poznałem sympatyczna pania sprzątaczkę, czyli zasmiewaliśmy sie wspólnie z sytuacyjnego humoru. krakus – przyczynek do smiechu sie oddalił. a pani recepcjonistka … tu wciagam powietrze [kiedys tam je i wypuszczę].

    pi-es … przezyłem juz zagajenie tubylca (ryśka) o szluga – chyba wzbudzam zaufanie, ale trzeba uważać.

    1. muszę jakoś bronić ziomala .. Wyobrażacie sobie nocnika jak nuci :

      “Płomień strzela już z ogniska,
      Czyś z daleka jest czy z bliska,
      Usiądź z nami przy tym ogniu,
      Swoje dłonie, serce ogrzej.
      Ta piosenka rozweseli
      Nawet twarz najbardziej chmurną,
      Bo na całym świecie
      Nie ma takiej wiary jak nasz turnus.”

      noooo…

    2. Masz tam re-nowacyjny Festiwal Kiepury – ponoć teraz z Sojką!

      Po drugiej stronie ulicy niż kościół (stary) jest sklep sprzedający towary ze Słowacji: jest niezłe piwo i (uwaga) ziołowy Fernet (wg XIX receptury/ jest też nowoczesna-łagodniejsza wersja “citron”). Robi to czeski Stock – linia przeniesiona w XIX z Triestu.
      Rewelacyjne “digestivo”!
      W PL nie kupisz gdzie indziej, a nie wiem czy Ci się uda wypad na Słowację.

      Polecam też Muzeum Nikifora – warto.

      Zobacz też wnętrza Patrii – projekt geniusza przedwojennej architektury Bohdana Pniewskiego (zobacz kamienne schody zrobione przez lwowskich kamieniarzy i kinkiety w na piętrze!)

      W willi Małopolanka wieczorami gra dwóch muzyków (gitary i głos) – z nowosądeckiego zespołu Ble-Ble.
      Nazwa myli – mają niezły feeling i czucie w gitarze…

      Omijaj Hydropatię – ludzie z miasta!

      Jak Ci zbrzydną paróweczki – a noga się nie wyleczy (…zdrowia!) – to zamiast iść na Jaworzynę Krynicką odżałuj i pojedź wagonikiem kolejki. Dojedziesz do dolnej stacji autobusem na Czarny Potok.
      Na górze w lokalu ‘U Golca’ (okrągły grill obok wejścia) – polecam karkówkę!
      Właściciel to reprezentant Polski, srebrny medalista mistrzostw Europy – Wacław Golec.
      Za tarasu piękny widok! Widać stamtąd Trzy Korony…
      Ale spacer na Jaworzynę warty czasu – droga nawet na rowerzystów z przerzutkami.

      Kijki trekkingowe masz?

      A tak w ogóle – zdrowia i pogody (ducha też)!

      1. dzięki testigo za wszelkie namiary i informacje. niestety, po zakupie nowych butów i wczorajszym wieczorku zapoznawczym własnie wydaję ostatnią złotówkę na napisanie tego komentarza. no, ale popłaczę jeszcze pod scianą … moze wypadnie z niej chocby co łaska.

    1. no … a ja widziałem wczoraj prawdziwego góskiego dziada. długa siwa broda, łachmaniarski ale specjalistyczny (na góry) ubiór i takiż kapelusz, kij długi ostrugany – siedział, pił piwo i ćmił papierosa.

  4. no … a ja widziałem wczoraj prawdziwego góskiego dziada. długa siwa broda, łachmaniarski ale specjalistyczny (na góry) ubiór i takiż kapelusz, kij długi ostrugany – siedział, pił piwo i ćmił papierosa.

  5. pierwsza euforia już poza mną, ale za to, pojawiły się pierwsze zakwasy. pan magister nie odpuszcza na gimnastyce, a gimnastyki są dziennie dwie, a i masaże robi niezgorsze. pojawiły sie równiez pierwsze zazewia buntu, czyli gimnastyka jest beee, ale nie ma zmiłuj, czyli nfz płaci – nfz wymaga. tu nie ma rezygnacji – mozna jedynie ćwiczyc na miare własnych mozliwości.

    ciekawostki.
    – na górskiej łące obczaiłem butę z psem a wokół żywego ducha – zagadka.
    – znalazłem całe “sady” dzikiej tarniny. u mnie nawet krzaczka nie uświadczysz. nazbieram na koniec trochę (dużo:) będzie na nich fantastyczna nalewka.

  6. dziś do naszego sanatorium przyjechała karetka … na sygnale i na sygnale odjechała a ja jutro atakuję najwyższy szczyt (1114) w okolicy. noga srednio zaleczona – stopa piecze – dam radę.
    … natknąłem sie dziś na jeżyny … na całe pole jeżyn i garściami, garścimi, a jeżyny olbrzymie – prawie tak duże jak truskawki.
    … krakus płynnie mówi po szwedzku i w ogóle, ale nie znalazł riposty na … “a w pupce się nie poprzewracało?” – było dużo śmiechu; jego żona też się śmiała a on nie upadł na duchu:)

      1. tak się mi przypomiało … gdy dotarłem do bacówki siadłem se na pieńku … zawiało … smród przynoszac niemożebny. a trzeba było wpierw spojrzeć na rękaw ciut nie lotniczy, co wskazywał kierunek wiatru a osadzony był przy gnilnej oczyszczalni.

  7. dałem radę, choć nie miałem już sił, by parę słów o tym napisać, bo końcowe zejście zielonym, nastepnie wspinanie się czerwonym i ponowne zejście tym razem czarnym dało mi porzadnie w kość:) a ludziów po drodze brak. stopa cała, choć kazałem sobie dziś jednego bąbla przedziurawić:)

    kwaśnica w bacówce (jeszcze mi się gęba na wspomnienie wykrzywia:) – nie wiem czy tak właśnie powinna wygladać i smakować, bo jadłem ją pierwszy raz, ale … – fantastyczna:) no i pierogi z grzybami i kapustą – mogły być, bo jednak do tych z wronimi uszami to jednak im daleko.

    sporo ludziów z psami. dominuja psy kieszonkowe; ciągnięcie jednak jamników w góry to, jednak lekkie przegięcie. szkoda mi też było jednej młodej, zdezorientowanej wilczycy (agrestwny, choć może bez czucia psa właściciel). interweniowałem, gdy pozostawiona pod opieką kilkiletniej dziewczynki zaczęła wlóc ją za sobą. z kotam, nikogo nie zaobserwowałem:)

    a jagód ci tutaj zatrzecienie. po prostu nie wyłaziłem z jagodzisk. musiałem być nieżle nimi umazany, bo zdawało mi się, że wzbudzam mijających mnie zainteresowanie:)

    dziś rano gimnastyka (pani prowadząca spóżniona, ale jak zwykle ziewająca:) a potem podłączono mnie pod prądy elektryczne – nawet miłe to prądu łechtanie:)

    na żabiankę nadal się nie zdecydowałem; kolega z pokoju zaobserwował jakieś podejrzane ruchy w swoim żołądku – a ostrzegałem – kijanki:) może by tak przestać palić?

    1. rzucenie fajek to dobry pomysł… Dopóki tego nie zrobisz, nie zrozumiesz uczuć jakie towarzyszą chęci sięgnięcia po fajkę po dziesięciu latach nikotynowej abstynencji… niepokój wynikający z tego iz nie ma się paczki papierosów w zasięgu wzroku to pikuś… no i nie zrozumiesz satysfakcji gdy po tę fajkę jednak nie sięgniesz…
      Kurde… po dziesięciu latach…

        1. nie pamietam czy po pięciu latach miałem kryzys… ale skoro po dziesięciu mnie ciągnie …

          Nie wiem czy moge ale opowiem nieprawdopodobną , jak dla mnie historię…

          Gdy byłem jeszcze singlem, palącym oczywiście, wróciłem kiedyś skonany wieczorem do domu , padłem jak kłoda na wyro, włączyłem tivi i ostatkiem świadomości zobaczyłem “ręce które leczą”… Cos tam jegomość o diabolicznej fizjologi mamrotał , że wyleczy mnie z nałogu … przy tym mamrotaniu zasnąłem … Obudziwszy się rano poczułem tradycyjny głód kawy ale nie poczułem głodu… nikotyny… I tak przez kilkanaście dni bez odrobiny chęci zapalenia… Niestety , odwiedziłem palących znajomych i dałem się dla towarzystwa namówić na jednego.. Byłem pewien , ze będe miał na tyle wstrętu iz na tym jednym się skończy… Niestety …czar “rąk które leczą” prysł jak bańka mydlana.. Jestem pewien , że gdybym wówczas nie zapalił, a musiałem się do tego zmusić, dużo wcześniej rzuciłbym fajki na zawsze…

  8. dzień z życia kuracjusza, czyli rozkład dnia na dzień jutrzejszy:)
    6.30 – pobudka
    7.10 – gięcie ciała zwane gimnastyką
    8.00 – śniadanie
    9.00 – biczowanie
    10.40 – obkładanie błotem oraz błotem podłączonym do prądu
    11.40 – traktowanie laserem
    13.00 – obiad
    16.00 – giecie ciała zwane gimnastyką
    17.30 – kolacja
    w twz. międzyczasie prysznice, no i czas zrobić przepierkę. płyn efef zakupiłem. swoją drogą zastanawiam się, czy na twitterze, to ciagłe rozdawanie efefów nie jest jakowąś kryptoreklamą. a może to jakaś sugestia jest? … i tu przypomiały mi się … dezodoranty dawane w prezencie …

  9. taaa …, cyli co to ja miałem napisać?
    hymmm … w swoim słowotoku leski pyta – Dokąd uciekać? a może tak do miltirzeczywistości? recenzję napisała osoba, która ksiązkę tę mi pożyczyła – … /wtręt/ w pomieszczeniu, w którym się obecne znajduję stoi wspólna lodówka i właśnie weszły dwie przesympatyczne panie – może i dobrze, bo już chciałem zbyt dużo o recenzencie napisać, a recenzję znalazłem przed chwilą za pomocą góógla, czyli wcześniej jej nie znałem. osobiście uważam, że watro tę ksiażkę przeczytać.

    podczas obiadu, krakus, którego drugie imię to, słowotok właśnie:) stwierdził, że ksiądz tischner to dla niego nie do końca pozytywna osoba, a jego ciemną stroną był jego (tischnera) stosunek do józefa kurasia “ognia”. sytałem – “jaki był to stosunek?” po jeszcze trzykrotnej próbie przebicia się przez słowotok krakusa otrzymałem odpowiedź, że “ogień” wg. tischnera to, pozytywny bohater. nadmienię jescze, że ktakus, już już miał napisać scenopis, czy może scenariusz (sam już chyba nie wiedział:) do filmu o “ogniu”, ale niestety, panu kutzowi nie chiało się chodzić po górach – wiadomo plenery do tego filmu to góry właśnie. a! i jeszcze jedno, podobno z pomnikiem poświęconym “ogniowi” a w odsłonięciu którego brał udział prezydent kaczyński wiąże się jakaś tajemnica, czyli kto jest jego (pomnika) autorem? /tu: uruchamiam program zaintrygowanie 1.0/

    pozdrawiam i idę na piwo; cisza nocna od dwudziestej drugiej;)

  10. Gratulacje 1114!

    Warto, co?

    Zapomniałem Ci dodać, że w ciągu sklepów w podcieniach Nowego Domu Zdrojowego (tego modernistycznego – nie mówię o akwarium pijalni) masz sklepik, w którym kupisz bryndzę i bundz. Oczywiście, że ma krówską domieszkę, ale bundz skrzypi na zębach – i do domu pewnie dowieziesz, gdy kupisz tuż przed wyjazdem (pogadaj z obsługą, sympatyczny człowiek i zna się na rzeczy: da skosztować i odłoży zamówioną porcję w firmowej lodówce, gdy np. kupujesz w przeddzień wyjazdu).

    Odwiedziłeś wieczorem Małopolankę? Grają tam Ble-Ble? Piwo tam też jest… 🙂

    Zdrowia i Pogody!

    PS
    Bogu dzięki, że Kutz filmu o “Ogniu” nie nakręcił!

    1. właśnie siadłem se przy komputrze, by raz jeszcze przeczytać to, co napisałeś tam … wyżej i notatki zrobić:)
      generalnie knajp staram się unikać – można wsiąknąć;)

      nowoczesne wręcz kosmiczne garniki, cudowne samoleczace przyrządy rehabilitacyjne, bogatą ofertę wycieczkową i z nich zdjęcia, cudowne kosmetyki itp rzeczy ciut nie każdego dnia oferowane są w moim sanatorium przez przemiłych akwizytorów … a wczoraj był baca z syrem … ten taki … makaron serowy, czy cóś, no po prostu rewelacja:)

      pytasz retorycznie, czy waro było. hymm … na jak dla mnie na szczycie to, trochę za tłoczno i zbyt nowoczesnie, ale ten dinozaur robi sympatyczne wrażenie:)

      pytałeś też wyżej, czy mam kijki – jakoś tak ich nie czuję. wolę chodzić z niezajętymi rękami, szczególnie na szlakach, gdy jednak czasem jakiegoś konaru trzeba sie chwycić.

      pozdrawiam.

  11. … więc tak, sformułowanie “przebywam w szeroko rozumianym sanatoryjnym kotle krynicko zdrojowym” zamieniam na: przebywam w strefie dwa pięćdzisiąt:); na odcinku od krynicy do szczawnika można podróżować za dwa pięćdzisiąt właśnie (busem, autobusem, czy innym pekaesem), czyli nieważne ile przystanków chcemy przejechać … i tak zawsze płacimy dwa piędziesiąt:) przypomina mi to sklepy, wktórych wszysko jest po ne ten przykład pięć złotych. tu muszę nadmienić, że pomysł by wszystko sprzedawać po … dwa złote [przyszedł mi do głowy w 1991 roku w mieście lubaczowie porą wczesnopopołudniową. pomysł oczywiście wprowadziłem w życie – zadziałał:)

    spacerowałem dziś po krynicy. zwiedziłem pijalnię żabianek, która mieści się w nowoczesnym domu towarowym zawanym przez testigo akwarium. w starym domu zdrojowym wypiłem kawę, wdrapałem się na górę parkową, odwiedziłem małopolankę – ble ble grają tam już przeszło godziny (pomieszczenie po lewej stronie od wejścia kusiło chłodem i przepastnymi fotelami, ale o cerberze przy drzwiach nie napiszę ni słowa). w muzeum nikifora remont do 28 sierpnia. w “zielonej górce”(?)/karczmie stoły, ławki i zydle bez jednego gwoździa stworzone więc wypiłem tam drugą kawę tańszą o trzy złote od tej pierwszej.
    cały główny deptak w remocie. brukarze układaja chodniki, cieśle budują domki zadumy czy może relaksu a może będą tam sprzewawać popkorn, co zresztą wcale mnie nie zdziwi, betoniarze-zbrojarze budują nad strumieniem betonowe mostki a sam strumień został już wyłożony szczepionymi betonem kamieniami (odpada koszenie trawy).
    zajrzę tam chyba jeszcze po dwudziestym ósmym do nikifora i do “zielonej górki” na sażone na maśle rydze.

    pozdrawiam.

  12. @ Zielona Górka
    Mają tam jeszcze bardzo ciekawe śledzie w sosie miodowo-korzenno-pomarańczowym (rozpoznanie moje, w karcie: miodowy)
    warto!

    Co do rydzów:
    gdy pójdziesz w górę ul. Piłsudskiego i po minięciu pomnika Kiepury przejdziesz na drugą stronę, to po schodkach w dół zejdziesz do ul. Dąbrowskiego – idzie w stronę hali sportowej z lodowiskiem.
    Przy tej ulicy jest targ owocowo-warzywny, kilka straganów.
    Tam sprzedają rydze marynowane! W słoikach ułożone równiuteńko, warstwami – sam widok cieszy oko 🙂
    Mają swoją cenę – ale na zimowy/ Świąteczny stół…

    Przy okazji – na tym targu można zrobić doktorat ze “śliwkologii”. Nie zgadłbym, że tyle odmian, smaków…

    A “cerberem” w Małopolance bym się nie przejmował. Zamówić piwo – i może “panu Majstrowi skoczyć”.
    Zresztą – pierwszego koncertu słuchałem oparty o barierkę potoka 😉

    Przy okazji – obok “nikiforowej” Romanówki, jest lokal z grillem na zewnątrz.
    TAM JEST BOCZEK Z GRILLA…

    Co ja Ci bede godoł…
    😉

    PS
    Ble ble sprzedawali rok temu swoją płytę CD, po 20 PLN
    Nagrana w studio w Nowym Sączu – brzmi bajecznie
    (jeśli-kto-lubi-takie-klimaty)

    post PS
    Dinozaurom mówimy stanowcze: NIE!

    1. pan od masażu i gimnastyki to zapalony grzybiarz – snuje ciekawe opowieści. kiedyś zszokował go kuracjusz, który nazbierał nieznanych mu grzybów, czyli lejkowców detych zwanych na moich terenach wronimi uszami – osobiście uważam, że nie ma lepszych grzybów na najrózniejsze farsze.

      1. :)napiszę tak, choć nie wiem czy zrozumiale – byłem dziś w miejskiej bibliotece, która choć w czwartki zamknięta to, dla mnie (nie wiedzieć czemu) została otwarta … i to dwukrotnie. spytałem o jakąkolwiek pozycję krakusa. okazało się, że w katalogu są dwie lecz żadnej na półkach. wypożyczone? – spytałem zaskoczony a może i nawet trochę zszokowany. nie – odpowiedziała pani szalenie zgrabna bibliotekarka – jako najpewniej bardzo rzadko wypożyczane pozycje spakowane są w kartonowych pudłach. ma spróbować wybrzebać je dla mnie na jutro. … ciekawe ile razy trafiły do rąk czytelnika?;>
        jak go spotkam i będzie ku temu okazja to, to się wyzłośliwię:)

  13. nie wiem czy zrozumiale

    Po takim wstępie wyostrzyłem wszystkie zmysły przytępione wiekiem , a mimo to jedynie co przyszło mi do głowy to :

    1. za młodu byłeś przystojnym bibliotekarzem (nie dopuszczam myśli , że bibliotekarką) , który układając książki nabawił się zniesienia lordozy.
    2. siłą rzeczy zająłeś się pisarstwem, popełniłeś trzy tytuły z których jeden cieszy się umiarkowanym sukcesem komercyjnym
    3. jak każdy z nas czekasz tylko na okazję by konkurentowi podłożyć świnie lub choćby skórke od banana

    Nie pasi mi tylko ta Twoja znajomość tych znaczków-maczków HTML… ale z czegoś w końcu trzeba żyć… krakus też chyba nie żyje z pisania książek …

    przepraszam za tę publiczną psychoanalizę… chyba otworze gabinet… z czegoś trzeba żyć ;(

    1. ciekawe:) … a wczoraj wieczorem, z krakusem, zrobiliśmy małą rewolucję w sanatoryjnym komputrze (nawet nocny portier nam pomagał:) … a wszystko to dla krakusa żony:) … jeszcze dziś mi dziękował:)

  14. czuję się rozbity i obolały, jak wszyscy tu zresztą. pan doktór, czyli mały diabeł, no po prosty boruta wcielony, choć nie, czyli chyba mi bardziej skarzata przypomina, chochlika czy inną leśna cholerę na wczorajszym badaniu kontrolny stwierdził lakonicznie – cóż, trochęśmy tu pana po prostu … rozruszali więc ma pana prawo wszytko boleć.
    pani od gimnastyki, którą spytałem (jako miejscowej) o szczegóły pewnego niebieskiego szlaku, który to szlak planuję przejśc w sobotę stwierdziła, że najlepszy byłby rower i …, że mi go pożyczy, czyli żebym wpadł po drodze:) … no nie wiem nie wiem …

  15. słowacka strona w wersji “biker”?
    szacun!

    ja mam bliżej: 10km

    ale – Rower Power, jak mawiają przyjaciele w Krakowie 😉

    Dobrego!

    PS
    Żonie – cytat o Jagience nie będzie chyba zbyt śmiały?
    Obydwojgu Wam – POGODY!

  16. sobota.
    no i miałem rower:) … przyznaję się bez bicia – wszystkie asfaltowe podjazdy pokonałem a nawet taki jeden, przed który drogowcy ustawili znak ostrzegajacy przed stromym podjazdem. przyznaję też, że przed tym podjazdem zjadłem batonik energetyczny, czyli chałwę z bakaliami:) gdy go pokonywałem, okazało się, że poprzednie, choć strome i długie to jednak był to pryszcz, ale i na nich myślałem … o tour de france czy innym dżiro i “odcinaniu prądu”:) a zjazdy …, no piszę wam – poezja, czyli prawdziwa jazda bez trzymanki (rower okazał się bardzo dobry i na to pozwalał).
    potem zaś było ognisko, a ja, jako osoba o najlepszej kondycji robiłem za zaopatrzeniowca:) sądząc po harcach “na parkiecie” wszyscy czują się coraz lepiej, czyli brawo nfz;)

    niedziela.
    ambitny plan – górskim, polskim szlakiem na słowację a następnie powrót górskim, słowackim szlakiem do polski.
    żólty szlak – ledwie idę, czyli trzeba było zakończyć na dwóch piwach i nie czepiać się trzeciego. nie wspomnę już o fatalnym szlaku oznakowaniu (niechlujstwo). wchodzę na czysty niebieski (przez jakis czas szlaki pokrywaja się) – nooo, to jest to – powoli odzyskuję swój naturalny rytm. generalnie szlak niezadeptany. czasem przedzieram się przez maliniaki nie widząc prawie stóp. na końcowym, dość stromym zajściu, które pokonuję praktycznie biegiem (zakosami) spotykam grupę szeregowych, starszych wiekiem petetekowców. wymieniamy poglady na temat oznakowania i czystośći na szlakach (zbierają śmieci). przedstawiam też im swój plan powrotu do polski słowackim szlakiem – ostrzegają, czyli muszę się sprężać … na siedemnastą przewidywana jest burza.
    docieram do granicy. po naszej stronie wyrosło miasteczko handlowe zbudowane z płyt paździerzowych a sklepów tych ze 40, słowackojęzyczne reklamy (podobno euro słowakom nie służy) a po ichniejszej stronie dwa duże napisy – sklep spożywczy.
    muszę wejśc na szlak, do którego mam dwa, trzy kilometry asfaltem – moze ktos mnie podwierze. pierwsza próba zatrzymania stopa kończy się pełnym sukcesem – zabiera mnie … znajoma(sic!), czyli pani pielęgniarka z mojego sanatorium (i niech mi ktos powie, ze nfz nie czuwa na swoimi podopieczbymi) … no, po prostu – wystawawiam kciuk i mam; a jednocześnie zawiązuje lewego buta:)
    o słowackim szlaku, czyli zabłędziłem. … łania przebiega mi drogę. nie mam wyjścia po prostu muszę iść pod górę. ten szczyt jest jedyny w okolicy. od nastepnego, który również muszę zdobyć jest jeszcze zbyt daleko więc prę … tylko mapa, intuicja i … prócz łani żywego ducha i przypomniała mi się historia … a tu patrzę – jest znak i kłada cholernego ślad więc idę za nim i nagle oczom moim ukazują się przepiękne niebiesko białe kolory – jest szlak i to znakomicie oznakowany. prawie pędzę przez las … wspinam się na ostatnią górę i szalone zejście. wspomagany oznakowaniem szlaku i zozwieszonymi niebieskimi wstążkami znaczacymi drogę do OLBRZYMICH jagodowisk, na krórych gdyby nie wstążki to znowu bym się zgubił (sieżki brak, że o drodze nie wspomnę) docieram o 16.48 do ostatniej przed granicą słowackiej wioski (byłem w niej w sobotę rowerem) – słysze pierwsze grzmoty. drogę znam … przez duże łąki (będę na nich najwyższym punktem) zalewowe do lasu; dwa strome, ale krótkie podejścia, granica … jeszcze kilometr i pierwsze polskie zabudowania. woda juz mi sie skończyła, choc i tak przez ostanie godzimy wydzielałem sobie niewielkie racje. grzmi. zaczyna śąpić deszcz. docieram do lasu. pada, ale pod drzewami jakby trochę mniej. granica, chcę włączyć wyłączony telefon a tu jak nie … zapiorunuję więc odpuszczam se. grad. ostatnie trzysta metrów do pierwszych zabudowań pokonuję biegiem i skrywam sie pod dużym okapem nad jakimś garażem – właściciele wołaja mnie do domu – dzięki:) dam radę. … burza przechodzi, jest 17.30 … i wlokę się, robię na kolację zakupy; kąpiel, pranie, kolacja, piwo i … i idę spać.

  17. SZACUN!

    Pewnie bym padł na takim szlaku – tam pod jarem…

    Ale następnym razem lepiej woź ze sobą kompas (do sanatorium)!

    😉

    Swoją drogą – meteo.pl (Gospodarzu bloga – wybacz “krypę”) – to pyszny portal: zapowiadał na dziś ulewę w naszej górskiej wiosce na 08:10… lunęło 08:23…

    A widoki przed zlewą… horyzont na Słowację i Czechy…

    Na zdar!

  18. z ostatniej chwili, czyli z życia sanatorium.
    … i pokłóciły się dwie pokój dzielące kuracjiuszki i wyzwały od najgorszych i jedna z nich wyjechała do domu i podobno zwrócili jej pieniądze.

    i pi-es …:) … w końcu odebrałem z bibliteki (niestety tylko jedną, bo miało być dwie) książkę krakusa. gdy zna się brzmienie głosu autora, i co nieco jego charakter to, świetnie się to czyta, czyli mam przednią zabawę:)

  19. półmetek, czyli mam już z górki.
    kolejna wizyta kontrolna nic nie wniosła – ciśnienie bardzo dobre.
    … właściwie to wieje nudą … trochę poruszyła mnie romantyczna opowieść jak to pewien bardzo znany polityk w wieku […] lat dostał … rozwolnienia i jakie tej sraczki były powody, co z tego wynikło, oraz kto grał pierwsze skrzypce. nadmienię tylko, że gdyby nie ten grajek, to tego polityka nie byłoby dziś wśród nas – sytuacja była bardzo poważna. grajek jest bardzo skromy i rolę swoją starał się pomniejszyć.
    … co tam jeszcze? … krakus wczoraj wieczorem w czasie półmetkowania już chciał dzwonić do kogoś z niusłika (nie, nie do tomasza lisa, o którym ma … nie napiszę jakie zdanie) by zarezerwować miejsce na wspólne lub dwa odzielne nasze opowiadania/felietony(?) pod jednym tytułem – młode suki nie gryzą.
    … a dziś między kawą a obiadem przykleiły się do mnie dwie zbłąkane na szlaku kobiety więc bezpiecznie sprowadziłem je do cywilizacji. opowiadały, że spotkały się na szlaku przypadkiemm; obie chętnie połaziłyby po górach, ale nie mają z kim – i tak w kółko i w ten deseń. udawałem głupiego, co zresztą zawsze przychodzi mi dość łatwo. – a teraz panie idą w lewo a ja w prawo:) a … do zobaczenia:) ucieszyło je bardzo;)

  20. z życia sanatorium.
    w dniu dzisiejszym odbyła się pierwsza rozmowa wychowacza. pokazano pierwszą zółtą kartkę ciut nie wpadającą w czerwoną. ukarany postanowił się zemścić (na donosicielkach. i powiem szczerze, że perfidny wymyślił plan, co nie zmienia postaci rzeczy, że głupi) i to już dzisiejszego wieczora podczas wieczorku tanecznego. szkoda, że tego nie zobaczę, ale po półmetku powiedziałem sobie – basta!
    a właśnie, czy ktoś wie jak zakończyła sie rywalizacja realu i barcelony? pytam, bo z premedytacją odciąłem się od wszelkich telewizyjno-prasowo-internetowych informacji.

      1. real górą, czyli wszystko przez valdesa – panie na borowinach po pierwszym meczu były rozżalone; ja też.

        dziecinada – nie da się ukryć.
        w sumie to, to moje “basta!”, które sobie powiedziałem to, malutka bastunia w porównaniu z bastą, którą powinni wdrożyć tu sobie co poniektórzy.

  21. przekazałem panu magistrowi zbyszkowi od gimnastyki i masażu zdjęcia mojego kręgosłupa. mam nadzieję, że wpłynie to na poprawę jakość(skuteczność) wykonywanych przez niego zabiegów; zawsze przecież może być lepiej.

  22. złośliwcy:) a ufka ciągle o jednym, ale nie wiem czy to coś znaczy;)

    sobota.
    kropi jakby chciało padać, ale nie pękam – podchodzę czarnym szlakiem od strony szczawnika wprost do zadbanego, z dostępną werandą, myśliwskiego baraka. po drodze zaopatruję się w buczynę i belladonnę, bo kto wie, czy nie będę musiał schodzić nocą;) … następnie spacer szrokim czarnym gościńcem i wejście na szlak jaworzyna – runek. z runka na halę łabowską przechodzę w godzine i dziesięć minut. na hali wykęcam koszulkę i ubieram się w zapasową – suchą. wcinam suchy wprowiant zwany obiadem i wracam na runek w 59 minut na najciężyszym podejściu siadając na koło kolarki górskiej (oczywiście podziękowałem za podciągnięcie:) potem już spoko – niebieski, niebiesko-żółty, zielony, czyli właściwie prawie jedno długie łatwe zejście i o 17.30 jestem krynicy. witają mnie przygotowania do forum ekonomicznego i próba przekroczenia limitu przy ścianie płaczu. obniżam więc trochę zapotrzebowanie – pojszło. bus i jeszcze cztery kilometry asfaltem. po drodze wstępuje na pstrąga z trzema surówkami, chrzanem, cytryną, frytkami i piwem – płacę trzydzieści złotych.
    spotkałem dziś wielu biegaczy. to co ja przechodzę, oni i one przebiegają. nie wiem, czy było to ostatnie szlifowanie formy przed zbliżającym się festiwalem biegowym, czy biegają tak tylko dla zdrowia … no, jakby na to nie patrzeć – podziw i szacunek.

    niedziela.
    spacerek … krynica – muszyna południowo-wschodnim niebieskim szlakiem, czyli właściwie nie ma o czym pisać. do powroźnika sprowadzam dwie zbłąkane owieczki – bez mapy, bez wody, bez głowy … dobrze, że nie w sandałach. … od jutra, znowu zaczną mnie torturować. a dni tych tortur, jeszcze siedem.

  23. Hala Łabowska…
    ech…

    – zaraz, zaraz czy to ja namawiałem Ciebie na kijki?
    Ta ja bym nawet ze swoimi za Tobą nie nadążył!

    Kiedyś musisz napisać esej: Górskie kobiety – bo co rusz to jakąś kolarkę, albo bibliotekarkę widzisz 😉

    A sokoroś taki łazik – to Ci powiem, że masz tam niedaleko (droga na Sącz, w lewo-dół od Krzyżówki) wieś Kamianna – słynną pszczelarstwem. Warto! (nawet PKSem)
    Dlaczego?
    Bo miód przepyszny (Krzysiu – nie czytaj!), a tamtejszy kit pszczeli jest genialnym środkiem leczniczym.
    Można kupić też w Krynicy ich wyroby: prawie vis a vis wejścia na Basen, przy ulicy Pułaskiego, w górę od fontanny.
    Maść z kitu pszczelego polecam. Bilogicznie czynna na różne skórności. Przydaje się w podróży – także na otarcia i inne przekłute pęcherze.

    A co do Pułskiego:
    Pod numerem 35 masz “Patrię”…
    Jazda obowiązkowa!

    Czuj duch!

    1. co do nadążania to, kto tam cię wie jak szybko wspomagany tymi kijkami chodzisz. ostatecznie, co cztery nogi to nie dwie:)
      co do kobiet zaś … widzę, bo bardzo powoli, ale jednak konsekwentnie przechodzę w stan (hymm…, że się tak wyrażę) obesrwacyjno-kontemplacyjny:)
      aaa, co do miodu to, właśnie widzę kątem oka, że sklep “pszczółka” zaprasza mnie do świata apiterapii. mój dziadzio miał ule, a pszczoły jego specjalizowały się w produkcji miodu lipowego. co ja ci będę pisał, jak będziesz miał kiedyś okazję to spróbuj … stoję przy starej wirówce i kręcę korbą a od czasu do czasu przystawiam dzioba do rynienki, którą spływa miód:)
      no i, co do patrii, to właśnie wczoraj przy kolacji usłyszałem o niej kilka słów – podobo z zewnątrz wygląda fatalnie (rozpada się), trafiła w prywatne ręce i jak kiedyś wyeksponowana tak teraz wciśnięta gdzieś w kąt, czyli wiadomości z drugiej ręki.

  24. O Patrii:
    wybacz – zapomniałem dodać, że tam MOŻNA (i warto/ należy) wejść do środka!
    Polecam: windę/ lobby na I piętrze i schody do jadalni/ klatkę schodową (alabastry i mistrzowie ze Lwowa)/ żyrandole na I piętrze/ kinkiety w jadalni (kryształy!)

    Ja tam podziewiałem klamki na piętrach i rozwiązania w łazienkach na korytarzeach – ale nie wiem czy z Ciebie taki szperacz… 😉
    Armatury!

    Ha! Mam Ci ja tu filmik z jutpa na zachetę (panowie są dosyć dziwni i nie trawię muszek na gumce, ale patrz na obrazki!):
    http://www.youtube.com/watch?v=V1wDdyU1Nyk

    Ta daj Ci Panie Boży zdrowi!

      1. Ta daj spokój!
        ja szperałem bez udawania

        po prostu – grzecznie, naturalnie, schodami, na piętro…
        i dawaj – szperać!

        😉

        A starszy portier bardzo sympatycznie się angażował potem i opowiadał… opowiadał…

        Warto było!
        (nie mamy pewności czy akurat będzie miał zmianę, gdy tam zaszperasz, ale – szperaj)

        Szperare necesse est!

  25. jest nam tu wszystkim ciężko – znudzeni, przemęczeni i stęsknieni za rodzinnym domem. jest też kolejna ofiara – kobieta z donośnym głosem i umiejętnością gwizdania na palcach wylądowała w szpitalu – stan przedzawałowy, czyli jednak dobrze mawiają, że jadąc do sanatorium trzeba mieć końskie zdrowie.

    1. i bardzo dobrze:) mniej klienteli a pieniądze te same więc wzrosnąć powinna jakość usług, że o wyżywieniu nie wspomnę.
      a tak między bogiem a prawdą – nie jest źle, naprawdę, nie jest źle … jeśli oczywiście ktoś wie, po co tu przyjechał.

        1. napisze ci więcej – nie dość, że idą za pacjętem to jeszcze z pacjętem przyjeżdżają, czyli już na wstępie skasowano mnie w recepcji na kilka stówek i to w gotówce, bo kartą płatności nie przyjmują:)

    1. a i ja lubię sobie połowić, ale wędek do sanatorium nie zabrałem:)
      krakusowi włączył się rozsądek /choć chyba jednak ktoś mu w jego uruchomieniu pomógł;)/
      … a teraz idę na interferencyjne prądy:)

  26. Czy chodzicie po Krynicy kanałami?

    Bo mnie to interferencyjny prąd przeszedł, gdy zobaczyłem jak pusto było na deptaku w tle wywiadu z kolejną gadającą głową z Forum Ekonomicznego. (TVP INFO)

    Czy jak ktoś nie ma krawata od Armaniego to na deptak nie ma wstępu?
    Jakaś Mega Strefa Zero dla ochrony panów którzy-wiedzą-co-i-jak?

    Ale macie tam spass…
    😉

  27. i co ja mam kurwa napisać?
    o forumowcach, których właśnie widzę – żrą, piją, palą – no po prostu zbawiaja świat?
    a może o kierowcach bardzo ważnych osób, którzy dostali już wolne siedzą więc w pobliskim barze i piją piwo?
    o panu dziennikarzu, który po skończonym nagrzaniu (błąd niezamierzony, ale ładny więc nie poprawiam) poczęstował papierosem kamerzystę (dźwiekowiec nie palił) a peta z uśmiechem wyrzuca przez barierkę w rabaty (krakus do niego krzyczy a spróbuj to zrobic jeszcze raz, ale ten nie słyszy)?
    o pani kierowniczce sanatorim (bardzo dobrego zresztą), która szczerze przyznała, że dwudziestośmiodniowy turnus to jednak jakieś nieporozumienie?
    a może jednak o kolesiu z jednym zębem zbierającym butelki i puszki i wymieniającym je na piwo (o jego włoskiej kochance nie wspomnę), który dziś zakrzyknął – panie, wojna kurwa będzie, ale dopiero jak pan wróci do domu? – pomylił się wojna już jest.

    … ale jestem dziś w nastroju nieprzysiadywalnym

  28. sobotoniedziela, czyli zlały mi się w jeden te dwa dni.
    idę spokojnie spacer wśród gór. baca zaśpiewuje na owce a jest ich ze dwieście i idą ławą po stoku – no po prostu zapiera mi dech; są tez i kozy i kilka psów. [jakoś tak to wyglądało tylko bardziej nachylony był stok)
    do bacówki pod wierchomlą docieram o osiemnastej (tu podpłynęła do mnie myśl, ze moze to i w piątek było? ale nie nie, chyba jednak nie) oprócz obsługi bacówki goprowcy, sędziowie i dziewczęta z biegowego bufetu serwujace biegaczochodziarzom napoje, banany i oklaski … pustki. biegaczochodziarze do mety z tego miejsca mają jeszcze dwanaście kilometrów i limit czasowy (na bacówce) piętnaście godzin a na mecie w krynicy siedemnaście. ruszyli o trzeciej w nocy. pierwsi na mecie byli już około południa oklaskuję więc i dopinguję ostatnich. przeprowadzam, krótką rozmowe z jednym z biegaczy, robię mu pamiatkowe zdjęcia, zjadam kanapki i zaczynam schodzić w dolinę. mijam dwa małe grupetta i kilku pojedyńczych biegaczochodziarzy. to ci, którzy nie zmieścili sie w limicie czasowym. widze ich za czas jakiś – zeszli z trasy – sędziowie zworzą ich samochodzami z trasy. noc. i znowu jestem w górach i znowu idę do bacówki lecz inną juz trasą. wody łyk i postanawiam wbiegowejść na runek – dwadzieści i minut pięć. po drodze mijam się z lekkością spacerobiegnącym szostem, czyli z taka miną to ja spaceruje z psem po mej łące – luz:) a mi na zejściu, na czarnym, odcina prąd:) … na kolację jednak docieram … i spać.
    dziś juz ostatni dzień, jutro wracam do domu. krakusy przedłużają pobyt o tydzień a zamieszkaja w sąsiednim lekko ekskuzywnym, wolnym od gości ośrodku. chcą odpocząć po sanatorium – zazdroszczę, czyli też bym tak chciał.
    za chwilę gimnastyka, masaż i ostatnia kolacja … moze jakies piwo albo dwa i … i śniadanie jeszcze i … i koniec.

    1. no właśnie, czyli się nad tym zastanawiałem nawet, bo plan pewien miałem i refleksję, co mnię dopadła jeszcze w sanatorium no, aleee to może innym razem.

      przed chwilą właśnie wpadł szef na fajkę i przyniósł mi wkładkę/dodatek do dzisiejszej rzeczpospolitej traktujacy o wspominanym już wcześniej festiwalu biegowym – polecam … również jednego z uczestników biegu na sto kilometrów … relację.
      a! i jeszcze – szef do mnie – spróbuj wystapić o grupę inwalidzką. z twoim schorzeniem to i dwójkę dostaniesz a krzysiek leski o emocjonalnej niepełnosprawności więc klikam i czytam dziękując za … byłem pod wrażeniem oddania mi głosu, czyli emocjonalnej supersprawności:)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.