O złym Niemcu, co PESY nie chciał

Rzec można, że Trzaskowski + tramwaje = pożar — ale byłaby to fałszywa równość. Dla prawackiej hejtosfery do pożaru wystarczy sam Trzaskowski. Cokolwiek zrobi lub powie, czegokolwiek nie zrobi, wrzask będzie zawsze taki sam. Ogólna, bez prawnego znaczenia deklaracja LGBT wywołała trwającą już bity miesiąc histerię z udziałem absolutnie wszystkich polityków i mediów PiS. Mnóstwo hałasu też o tramwaje: oto Warszawa ośmieliła się wybrać Hyundai Rotem jako dostawcę nawet do 213 tramwajów. Porażkę PESY “prawi” bez cienia wątpliwości nazywają “skandalem, zdradą i korupcją”, tak jak kiedyś Pendolino (który to temat też przeżywa dziś “dzięki” Rotemom drugą młodość).

Nie muszę dodawać, że tak jak przy Pendolino, tak i tu “prawi” odporni są na wszystkie argumenty. Szczepieni. To nic, że PESA chciała aż o 32% czyli 720 mln zł więcej niż Rotem, którego oferta dostała na dodatek więcej punktów za walory techniczne. To nic, że PESA ewidentnie nie chciała  tego kontraktu zdobyć. Był to wszak trzeci już przetarg. Pierwszy wygrała Škoda, drugi — Hyundai. Oba unieważniono i rozpisano trzeci, a procedura jest już opóźniona o dwa lata. PESA za każdym razem składała oferty grubo droższe niż konkurencja (o czym teoretycznie mogła nie wiedzieć) i znacznie wyższe od budżetu zleceniodawcy (o czym oczywiście wiedziała). Mocy produkcyjnych brak, ale można było zrobić sobie trochę PPR i zaszkodzić konkurencji.

Gigantyczną karierę zrobiło przy okazji kłamstwo wymyślone przez Eryka Mistewicza, a powtórzone później jak na rozkaz nie tylko przez całą pisowską trollerkę, lecz również przez czołowych polityków z min. Łukaszem Schreiberem. Mianowicie, że “Francuzi i Niemcy dbają o swoich”, a “gdyby tak [jak Trzaskowski] zrobił mer Paryża, to miałby protesty na ulicach”. Chwytliwość tej bzdury równa jest jej debilności. Trzymając się tylko infrastruktury transportowej — w tym stuleciu nie ma tygodnia bez dużego kontraktu na zakup sprzętu dla Deustche Bahn, SNCF czy RATP od producentów spoza krajów macierzystych, a często także spoza UE. Żadnych protestów to nie budzi, a choćby budziło, mer Paryża miałby to gdzieś, bo to nie on, lecz samorząd Île-de-France zarządza RATP czyli organizatorem transportu w rejonie paryskim.

Velaro D (wiki)
Velaro D (wiki)

Wszystko to betka. “Prawi” swoje wiedzą i basta. Gotowi byli też na argument, że wszak PESA sprzedała Niemcom sporo szynobusów (w tym ogromny kontrakt dla Deutsche Bahn). “Ale Niemcy nie chcieli dać homologacji”, ripostowali “prawi”. Pomijam już drobiazg, że “prawi”, jak zwykle, “widzą” nie tylko słowa i czyny, lecz również intencje. Nie mają pojęcia, jaki tabor jeździ w Niemczech, nie wiedzą, kto i jak go homologuje. Słyszeli, że PESA “miała problemy” i mają gotową, prostą i chwytliwą teorię tłumaczącą sprawę: zły Niemiec PESY nie chciał.

Teza ta może i musi wywołać uśmiech politowania w samych Niemczech, ale także w Kanadzie i Włoszech, z przyczyn zgoła innych niż “prawi” mogliby się spodziewać. Otóż tak, problem EBA istnieje. Eisenbahn Bundesamt, udzielający homologacji, jest mocno krytykowany. Nie, nie od dziś i nie z powodu PESY. Rzecz publicznie wpłynęła w drugiej połowie minionej dekady, zrazu skromnie i raczej w mediach spercjalistycznych. Na początku obecnej dekady zrobił się jednak z tego ogólnokrajowy skandal obecny we wszystkich mediach. Dokładnie w 2011 roku, gdy o PESIE mało kto na świecie słyszał, ona zaś sama jeszcze nie śniła, że kiedyś walczyć będzie o dużą kasę w Niemczech, że ją zdobędzie i zacznie dostawy.

Bombę EBA odpaliły dwa pociągi. Najpierw regionalny EZT Talent 2 Bombardiera, potem szybki Velaro D od Siemensa dla ICE. Kanadyjczycy z homologacją bujali się ponad 4 lata, niemiecka firma prawie cztery. Nerwy puściły nie tylko obu koncernom, ale i niemieckim kolejom państwowym, głównemu odbiorcy pierwszego i jedynemu — drugiego pociągu. Wypowiadając się w mediach dostojnicy Bombardiera, Siemensa i Deutsche Bahn nie kryli złości. EBA zaś bronił się, że procedury muszą trwać, że bezpieczeństwo przede wszystkim, ale gros winy spychał na brak pracowników. Zatrudnienie w EBA spadało bowiem rokrocznie od samego początku XXI wieku. W roku 2013 spadło poniżej połowy stanu z 2001. Pracy zaś EBA miał i ma coraz więcej, także w sferze homologacji, bo rosną prędkości, wymogi bezpieczeństwa i stopień komplikacji układów sterujących ruchem.

Nagłośnienie było dziełem trzech gigantów, ale problemy z EBA mieli bodaj wszyscy przewoźnicy i producenci. Mam wrażenie (choć liczbami tego nie podeprę), że najmniej publicznie dyskutowanych kłopotów miał Alstom, co prowadziłoby do osobliwego wniosku, że Bundesamt nie lubi zwłaszcza Niemców i Kanadyjczyków, faworyzuje zaś Francuzów. W świetle powyższego łatwo pojąć, że w połowie tej dekady również czteroletnia bujanina pesowskich Linków z EBA nie wzbudziła już zainteresowania, bo była tylko kolejną, drobną częścią znanego już i ogranego medialnie problemu.

Żeby się tego dowiedzieć, “prawi” musieliby umieć. Umieć chcieć. Umieć chcieć czytać. Nie umieją, nie chcą. Żaden tu nie zajrzy, a jeśli nawet, to do tych słów nie dotrze.

9 thoughts on “O złym Niemcu, co PESY nie chciał

  1. Źli Niemcy najwyraźniej nadal prześladują biednego polskiego producenta.
    https://www.op-online.de/region/dreieich/kein-ende-pannenserie-dreieichbahn-11823445.html
    https://www.da-imnetz.de/lokales/dieburg/dieburg-hessen-pendler-genervt-verspaetungen-technischen-maengeln-dreieichbahn-11837643.html
    https://www.fnp.de/lokales/kreis-offenbach/dreieich-ort75358/dreieichbahn-anlaufschwierigkeiten-11838436.html

    TL;DR
    Okoliczni mieszkańcy i podróżni narzekają na nieznośny hałas generowany przez pojazdy Pesy oraz ciągłe awarie wywołujące opóźnienia i odwołania pociągów. Ślą skargi, zbierają podpisy.

    1. Dzięki za linki, poczytałem. Zwykłem wszakże sceptycznie podchodzić do takich narzekań już po paru tygodniach w mediach ogólnych, zwłaszccza opartych głównie na narzekających pasażerach. Pożyjemy, zobaczymy.

  2. Oczywiście, że należy to traktować z pewnym dystansem. Z drugiej strony DB przyznało, że faktycznie pojawiły problemy techniczne – na razie określając je mianem chorób wieku dziecięcego i deklarując, że serwis producenta pracuje nad ich usunięciem. Kluczowe będzie to, w jakim stopniu i jak szybko uda im się z tym uporać.

  3. Dziwi mnie to także dlatego, że akurat Link jako jeden z nielicznych produktów PESY nie był dotąd raczej krytykowany za awaryjność, a na rynku jest od 7 lat. Inna sprawa, że w małej liczbie – 31 w Czechach, 20 w Polsce i tyle.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.