O 13 intymnie

O ofiarach stanu wojennego współcześni Polacy wiedzą za mało. O szkodach, jakie wyrządził — niewiele. Niezdolność do symbolicznego choćby osądzenia winnych rzuca cień na niemal ćwierć wieku wolnej Polski.

Jest jednak wątek jeszcze mniej uświadamiany. Wątek cierpień nie tych, którzy w stanie wojennym stracili życie, wolność, pracę, lecz cierpień ich bliskich. Tych, których represje nie dosięgły bezpośrednio, lub dosięgły w mniejszym stopniu. Tych, których przygniatał strach o los wtrąconych do więzień, strajkujących, konspirujących, ukrywających się. Tych, których rozdzierała rozpacz z powodu cierpienia czy utraty najbliższych lub paraliżowała obawa przed tym, co może się zdarzyć.

To nie są setki, tysiące, lecz setki tysięcy ludzi, których tragedie w ogromnej większości były i pozostaną anonimowe. A także miliony Polaków pozbawionych nadziei, że coś od nich zależy, że coś można w Polsce zmienić. Skazanych na godzinę policyjną, zmilitaryzowane zakłady pracy, milczące telefony, wszechobecne kontrole uliczne, “wizy” na wyjazd do innego miasta, jadowitą propagandę w mediach.

Całkiem prywatnie, lokalnie i intymnie, świadom, jak wielu było dotkliwiej poszkodowanych, dedykuję ten wpis i dzisiejszą rocznicę mojej Matce. Mam nadzieję, że nigdy nie będzie mi dane jako ojcu przyżyć czegokolwiek podobnego do tego, przez co Ona przeszła na początku stanu wojennego. Wiedziała tylko, że w nocy z 12 na 13 grudnia miałem dyżur w siedzibie Zarządu Regionu “S” Mazowsze, dokąd jeszcze parę minut przed północą weszło ZOMO i skąd nikt już wolny nie wyszedł.

Gdy ja przez pierwsze cztery dni siedziałem w podziemiach Pałacu Mostowskich, Matka wystawała w kolejce do dyżurki tegoż gmachu. Komenda Stołeczna oficjalnie informowała ją, że nic o mnie nie wie, że takiego “na stanie” nie ma ani tu, ani w żadnym innym areszcie. Potem przewieziono mnie do Białołęki, dostałem formalną decyzję o internowaniu, ale wobec Matki czerwony nadal rżnął głupa. Przez tydzień!

Spróbuj sobie wyobrazić, że jesteś w ogniu zamachu stanu. Wokół giną ludzie, trwają masowe aresztowania, twoje dziecko ostatnio widziano w “kotle”, z którego nikt nie wyszedł, a reżim twierdzi, że “takiego nie ma”. Nie wrócił do domu, nie siedzi w pierdlu, nie leży w żadnym szpitalu, więc gdzie jest? Ukrywa się? Dałby jakoś znać. Zatem leży w jakimś rowie…?

Tydzień!

O ileż bardziej komfortowo jest być aresztowanym niż rozpaczliwie i bezskutecznie szukać najbliższych… Uruchom wyobraźnię, wczuj się w rolę, a potem pomyśl, jak wielu ludzi beztrosko porównuje dzisiejszą Polskę z epoką stalinizmu czy stanu wojennego.

16 thoughts on “O 13 intymnie

  1. ja oczywiście krytycznie, czyli po /zapomnianej mysli/ – [urywajacy sie telefon zaprzata mi myśl; jestem w pracy] – przy słowie “tydzień” byłem juz bardzo daleko – odjechałem wiec wyjasnianie mi w przedostatnim akapicie mojego odjazdu uważam [delikatnie] za … zbedne. no, ale czego mozna sie było spodziewac po pesymiscie[kropka; kurwa; idę – wezwałem się]

  2. Najciekawsze z psychologicznego punktu widzenia jest to, że te porównania obecnego z tamtym systemem, dokonują najczęściej ludzie, którzy mieli okazję trochę w tym “realnym socjalizmie” pożyć.
    Wychodzą z kompletnie różnych pobudek, ale przybliża ich to bardzo do obecnych skamielin z SLD.

  3. Rollison…

    Jest takie poczucie, że polska tradycja ma wdrukowany gdzieś w pdświadomość ten ból. Dlatego na codzień go nie zauważa, ale go znakomicie rozumie.
    Taka arka przymierza między dawnymi i młodszymi laty.
    Jak wiemy, w czasach stalinowskich sposobem na znajdowanie bliskich było wysyłanie paczek do kolejnych aresztów i więzień. Stan wojenny był, kolejną powtórką dwustuletniego schematu. Czasem, powiedzmy to szczerze – groteskową, często – tradycyjnie dramatyczną, niestety. Symbolem tego, co ma Pan na myśli jest dla mnie Barbara Sadowska. Pewnie nie tylko dla mnie.

    Myślę też, że z pańskim tekstem dobrze koresponduje cytat, który w tej sytuacji niezwykle silnie mi się narzuca.
    Grób, w którym złożony został mój brat i pozostali żołnierze, został wykopany w nocy przez moich rodziców, pana Wolnego, ojca jednego z dziś chowanych, i panią Stecewiczową – relacjonowała wydarzenia z 1944 r. siostra jednego z żołnierzy ze zgrupowania “Puszcza”, kaprala Władysława Śmilgina ps. “Minus”, Bronisława Śmilgin.
    – Ten pochówek był bardzo ważny, ponieważ ciała żołnierzy leżały już 10 dni w kopcach na kartofle i były już mocno rozłożone. Ciała i twarze tych partyzantów były bardzo mocno zniekształcone, gdyż enkawudziści ciągnęli je przytroczone do koni przez pole, pod las, gdzie wrzucali je potem do kopca. Mieliśmy przez to spore trudności z rozpoznaniem wielu z nich – mówiła ze wzruszeniem, które trudno jej było opanować.

    Źródło

    @Partyzant – dokładnie tak.

  4. Ja też tak trochę intymnie… Trudno mnie zakwalifikować do “kombatantów solidarności” ale i moja rodzina mnie szukała… Dość szybko zalazła a i raz nawet trafiła na człowieka , który poinformował kiedy powinienem wyjść…
    I teraz intymnie – nie wiem dlaczego ale nigdy nie rozmawialiśmy o tym co każde z nas po wszystkim czuło… Pamiętam jedynie uściski ze łzami w oczach… Może gdyby rodzice dziś jeszcze żyli spytałbym dlaczego nie rozmawialiśmy wtedy, a i później, o tym… Choć nie jestem pewny czy bym spytał… skoro nie opowiadali to pewwnie mieli ku temu powód…

    A co do porównań – nie podzielam opinii iż to ci co przeżyli socreal sa najzacieklejszymi krytykami III RP.. to raczej ci , którzy na początku lat 80 jeszcze nawet nie byli w planach a co najwyżej nosili pieluchy w zębach… Pal licho same porównania – ostatecznie przyszło im zyc w wolnej Polsce więc mogą pleść co ślina na język przyniesie… Ale oni uważają się za “ofiary reżimu Tuska a to już nie jest kwestia wolności słowa a kwestia medyczna… Bo czymżesz różnią się oni od tych uważających się za Napoleonów zesłanych na Elbę ? Samo pragnienie przeżycia swojego “generacyjnego doświadczenia” ich nie tłumaczy…

  5. Mam ciotkę, która swego czasu upominała się o syna.
    Trafił do internatu sporo później, a jako ówczesny małolat nie wspomnę, czy się aż tak skutecznie ukrywał, czy mniej go szukano.
    Ciotce wówczas nie robiło najmniejszej różnicy, więcej nie jest ważne.
    Wiedziała zaraz, gdzie jest, choć bez konkretów najpierw.
    Chciała się za to dowiedzieć, za co popadł.
    Usłyszała powód.
    Żeby go przed złem ustrzec.
    Porównać z opisanym się nie da.
    Problem, że ja nadal stan ciotki w owym czasie pamiętam.
    Dlatego mogę wybaczyć wiele.
    Tych matek nie wybaczę nigdy.
    Ukłony

  6. Panie Krzyszofie!

    Wbrew potocznemu przekonaniu, porównywać można wszystko z wszystkim. Można nawet porównywać wolność obecną z wolnością za komuny. Towarzyszka panienka pewnie powie, że wtedy było wolno znacznie więcej…

    Nie wiem, co kieruje ludźmi twierdzącymi, że prl-bis jest taki sam jak oryginał. Moim zdaniem różnice są. Tak samo jak były różnice między okupacją sowiecką i niemiecką zapoczątkowaną w 1939., a okupacją sowiecką po 1944. na terenach „polskich”. Niemniej każdy ma prawo do widzenia spraw po swojemu. Nawet, gdy z Pańskiej perspektywy, ich wersja jest głupia.

    Ja miałem inne doświadczenie. Wyszedłem z domu udając się na uczelnię do innego miasta, ale tam nie dotarłem. Nie było problemem to, że mnie aresztowali, tylko to, że nikt z rodziny i znajomych o tym nie wiedział.

    À propos „wolności”, to jest Pan ponumerowany, zupełnie tak jak wolni ludzie w obozach niemieckich w czasie drugiej wojny, tylko nie musi mieć Pan tego numeru wytatułowanego na przedramieniu. Chłop pańszczyźniany miał większą swobodę w wielu sprawach, niż ja czy Pan. Nadal uważa Pan, że porównywanie tego co przed i po 1989. nie ma sensu?

    Pozdrawiam

    Jerzy Maciejowski

    1. “Chłop pańszczyźniany miał większą swobodę w wielu sprawach, niż ja czy Pan.”
      A ja czy Pan mamy znacznie większą swobodę w wielu innych sprawach.

      “jest Pan ponumerowany, zupełnie tak jak wolni ludzie w obozach niemieckich w czasie drugiej wojny”
      A Pan nosi imię i nazwisko, zupełnie jak więźniowie Gułagu.

      “Wbrew potocznemu przekonaniu, porównywać można wszystko z wszystkim.”
      Ależ oczywiście.
      Można wyrzucić przez okno zapaloną lampę i kota, po czym odnotować: kot spada z prędkością światła.

    2. Panie Odysie!

      Proszę o pokazanie, w czym, co nie wynika z postępu cywilizacyjnego, mamy taką saloną wolność i gdzie są nasze „dzikie pola”, na które ewentualnie można zbiec.
      W gułagu, poza imieniem i nazwiskiem miało się atczestwo. Pan ma prawo o tym nie wiedzieć, ale inni pamiętają jeszcze lekcje „radnawo jazyka”. Odejście od imion i nazwisk na rzecz numerów zapoczątkowali niemieccy socjaliści w swoich obozach. Kontynuowanie tego odczłowieczania w „wolnych państwach” jest rzeczą złą, czy też się mylę?
      Pański przykład z lampą i kotem jest absurdalny i ma się nijak do kwestii porównywania. Jeśli porównuje Pan dwa dowolne zawody, na przykład złodziej i profesor wyższej uczelni, to podobno można znaleźć dziewięć sfer wspólnych tych zawodów, nie wspominając o tym, że złodziej może być profesorem, zaś profesor złodziejem. (Piszę „podobno dziewięć”, bo opowiadał mi to pewien profesor wyższej uczelni, który mnie okradł, zatem jest złodziejem… 🙂 )
      Natomiast wyciąganie błędnych wniosków z prawdziwych przesłanek, to zupełnie co innego.

      Niemniej pozdrawiam

      Jerzy Maciejowski

      1. Panie Jerzy
        Od pewnego punktu rozmowa nie ma sensu i nie jestem pewien, czy owa limes jest przed, czy też za nami. W każdym razie blisko. Ale Pan pyta – ja odpowiadam.

        Przykładowo: wolność słowa nie wynika z postępu technicznego (nie wiem co Pan nazywa cywilizacją). Są dziś na świecie miejsca i społeczeństwa, o znaczącym stopniu rozwoju gospodarczego i technologicznego, gdzie nie moglibyśmy równie swobodnie rozmawiać, jak tu rozmawiamy. Warto o tym przypominać.

        Elementarna równość wobec prawa również nie jest ściśle związana z postępem. A warto pamiętać, że w takiej XVII-wiecznej Rzeczpospolitej były przewidziane zupełnie inne kary za zabójstwo własnego chłopa, cudzego chłopa, albo za zabójstwo szlachcica. O karze za zabójstwo szlachcica dokonane przez chłopa nie wspominając.

        Dzikie Pola zawsze się znajdą. Mnóstwo jest miejsc na Ziemi, gdzie ścigany przez władze takie czy inne może próbować zgubić tropy. I nie muszą to być najdziksze zakątki świata, ogarnięte anarchią lub wojną. Ale i tych jest wiele. Marzy się Panu kariera współczesnego Kozaka? Zbiega-banity, który na obrzeżach cywilizacji wiedzie z podobnymi sobie życie wojownika – łupieżcy? Somalia czeka; także wszystkie rejony wojenne czarnej Afryki. A teraz w północnej Afryce jest duży popyt na najemników (ponoć jest bardzo wielu z Europy). Na rosyjskiej głubince też może Pan próbować się zagubić. Że daleko? Nie wydaje mi się, by taka podróż i bariery kulturowe dziś były trudniejsze dla Pana czy dla mnie, niż w XVII wieku dla ściganego chłopa z Wielkopolski – na Zaporoże.

        W sprawie ewidencji ludności z zastosowaniem numerów – owszem, myli się Pan.
        Także numery telefonów przypisane do nazwisk w moim notatniku nie są “kontynuacją odczłowieczania” realizowanego przez niemieckich nazistów. Podobnie numery na koszulkach sportowców. Proszę uwierzyć na słowo: człowiek z numerem to nie od razu odczłowieczony niewolnik. Podobnie jak nie każdy niewolnik w dziejach nosił numer.

        Ale prawdziwej wiary żadne argumenty nie zniszczą, więc nie liczę, że Pana przekonam.
        Po pokonaniu potwora PESEL proszę się zabrać za numery IP.

        Pozdrawiam za pośrednictwem mnóstwa nieludzkich numerów binarnych.

    3. Panie Odysie!

      Wolność słowa, nie wynika z technologii czy techniki. W związku z tym nie ma sensu Pański argument o Państwach nie przestrzegających wolności słowa. Moje pytanie dotyczyło tego, gdzie jesteśmy bardziej wolni. Zastrzeżenie dotyczące postępu cywilizacyjnego miało wykluczyć odpowiedzi „teraz mogę latać samolotem do dowolonego kraju, a chłop pańszczyźniany nie mógł”. No nie było samolotów, to nie ma sensu rozważanie tej „wolności”. Natomiast swoje dzieci mógł chłop wychowywać postępowo bądź konserwatywnie i nikogo to nie obchodziło.

      Elementarna równość wobec prawa jest utopią. Bogaty ma zawsze większe szanse w sądzie niż biedny. Podobnie atrakcyjn-y/a mają szansę na niższy wyrok niż nieatrakcyjn-y/a. To jest rzeczywistość amerykańska sprzed czasów poprawności politycznej… Gdyby szlachta wywiązywała się ze swoich obowiązków, to zabicie jej przedstawiciela byłoby czymś znacznie gorszym dla kraju, niż zabicie chama czy łyczka. Ludzie, którzy dla wolności innych gotowi są narażać swoje życie są wiele warci.

      Dzikie Pola, to nie była kraina bezprawia, tylko kraina wolności od samowoli złego pana. To taka XIX wieczna Ameryka. Współczesna Somalia nie ma niczego wspólnego z Dzikimi Polami.

      Pańskie przekonanie o łatwości asymilacji w Rosji są Pańskimi przekonaniami i nie bardzo nadają się na argument.

      Numer telefonu, to Pan sobie może zmienić. Pesla Pan raczej nie zmieni. Podobnie jest z wszystkimi innymi przykładami z kolekcji Pańsich numerów. Człowik, który jest identyfikowany poprzez numer, jest odczłowieczony. Niewolnikiem jest Pan niezależnie od tego, czy identyfikują Pana po imieniu i nazwisku, czy po peslu.

      Mam w nosi numer IP. To jak komputery się komunikują nie obchodzi mnie. Natomiast od ponad 3 lat nie mam kalendarza w telefonie, bo Android wymaga zarejestrowania się w gmailu, a ja nie mam ochoty.

      Jak Pan będzie miał argumenty, to zapraszam. Chętnie rozważę.

      Pozdrawiam

      Jerzy Maciejowski

  7. Panie Jerzy,

    Ostatnia odpowiedź:
    Pańska idealizacja wybranych obrazów przeszłości jest doprawdy rozkoszna. Żal, że dla takich jak Pan nie ma czegoś w rodzaju historycznych skansenów, w których można by spróbować życia w tak godnych pozazdroszczenia okolicznościach, jak np. chłop pańszczyźniany z XVII-wiecznej Rzeczpospolitej. Jeszcze fajniej, gdyby mógł Pan spróbować życia żony lub córki takiego chłopa. Chciałbym zobaczyć, jak próbuje Pan – jako taki chłop – wychowywać swoje dzieci niezgodnie z przyjętym obyczajem i obowiązującym systemem wartości i jak to “nikogo nie obchodzi”.

    Jednak kiedy od lukrowanego obrazka pt. “Dzikie Pola” przechodzi Pan do bardziej abstrakcyjnych sformułowań, absurd sięga apogeum: “to nie była kraina bezprawia, tylko kraina wolności od samowoli złego pana”. Powtórzmy: nie bezprawie, tylko wolność od samowoli władcy.

    Pomińmy tu, na ile rzeczywiście chodziło o “samowolę” władcy, czyli przekraczanie uprawnień. Obawiam się, że niekoniecznie, bo – jak wskazałem na wyrazistym przykładzie odpowiedzialności za zabójstwo – uprawnienia szlachcica względem chłopa niewolnego były bardzo szerokie. Powiedzmy jednak, że nasz szczególny zbieg na Zaporoże ucieka przed samowolą władcy, nie zaś przed jego legalną władzą.

    Proszę jednak wskazać, na czym polegać miało to, że “nie była to kraina bezprawia”. Jakież to prawo (realnie!) działało na Dzikich Polach?

    Wyobraźmy sobie, że takiego uciekiniera ktoś okradł i pobił. Gdzież się uda pokrzywdzony, by dochodzić sprawiedliwości? Kto będzie ścigał winowajcę? Kto go osądzi i wymierzy karę adekwatną do czynu?

    Napisał Pan, że “moje przekonania o łatwości asymilacji w Rosji są moimi przekonaniami i nie bardzo nadają się na argument”. Szczerze mówiąc, nie mam żadnych przekonań na ten temat, poza tym że czytałem swego czasu np. Dziennik Północny Wilka, więc wiem że istnieje co najmniej jeden Polak, który się na odległą rosyjską prowincję przeniósł i ma ją za swój dom.

    Za to Pańskie przekonania o rzekomej krainie wolności (ale już nie bezprawia) na kresach IRP są niewątpliwie Pańskimi, unikalnymi przekonaniami. Zabawnymi, ale nie nadającymi się do dyskusji.
    Tym bardziej dotyczy to Pańskiej niepohamowanej niechęci do wszystkiego co rosyjskie (z patronimikami włącznie).
    Oraz stosunku do kalendarza w telefonie. Swoją drogą – niech Pan uważa na ten telefon, bo (jak wszystkie) jest na podsłuchu.

    Wracając jeszcze do kwestii ewidencji ludności. Otóż mogę się zgodzić, że ona sama godzi w wolność ludzi. Sama ewidencja – nie zaś stosowanie do niej liczb porządkowych, losowych, ciągów znaków alfanumerycznych, binarnych, hieroglifów, czy też dowolnie wybranych słów notowanych dowolnym alfabetem.

    Stary Testament zawierał zakaz ewidencjonowania Narodu Wybranego – który należał do Boga jedynego, nie zaś do żadnego władcy. Warto jednak zauważyć, że Nowy Testament otwiera scena (niedługo odczytamy ją przy wigilijnych stołach), w której rodzice przychodzącego na świat wcielonego Boga idą “dać się zapisać”. Ten, Który przynosi wszystkim wolność dał się zewidencjonować potężnemu i brutalnemu imperium, systemowo opartemu na niewolnictwie. Wolność bowiem nasza nie od działań żadnej ziemskiej władzy zależy, Szanowny Panie Jerzy. I nie od tego, czy ktoś Pana i mnie policzył, czy też nie.

    Życzę Panu tej wolności z okazji nadchodzących świąt.
    Wszystkiego dobrego.

    1. Panie Odyssie,
      taka ocena musi zależeć od punktu widzenia. Mężczyzna który po zamieszczeniu filmiku na jutubie stracił prawa rodzicielskie może się z Panem nie zgodzić w tej kwestii. Podobnie rodziny tych, których zamordowali pijani kierowcy (a są to w wolnej Polsce setki tysięcy ludzi).

      Niezależnie od tego – Wesołych, pogodnych, rodzinnych i spokojnych świąt.
      Oby nastający rok był lepszy od poprzednich.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.