Nieważne są ważne

W dzisiejszej polskiej polityce trudno o słowo rozważne. Gdy prezes PiS grzmi z sejmowej trybuny “Sfałszowaliście wybory” — przeciwnik niejako siłą rzeczy okopuje się pod hasłem “Nic się nie stało”. No, prawie nic – naprawimy system komputerowy PKW i będzie fajnie. Jak zawsze.

Skrobałem dotąd o wątkach cząstkowych, ważniejszych i mniej ważnych. Pokazywałem, że histeria opozycji jest absurdalnie przesadzona. Ale czy nie ma  żadnego uzasadnienia? Ma, oczywiście. Przede wszystkim liczba głosów nieważnych, istotnie rzadka w krajach o ustabilizowanej i nawet dopiero stabilizującej się demokracji. To  żaden powód, by unieważniać wybory, ale istotna przyczyna, by zapytać: dlaczego?

Znów zacznę od przyczyn mniej istotnych: owszem, instrukcja PKW, choć formalnie poprawna, mogła niejednego zmylić. PKW popadła w rutynę uniemożliwiającą spostrzeżenie, że poziom edukacji wyborczej społeczeństwa nie rośnie, a może wręcz maleje. Wszędzie. Dotyczy to zresztą wszystkich dziedzin życia. Zobrazuję to przykładem z… paryskiego metra. Jeszcze u progu lat 80. automat pozwalający wezwać szefa stacji i wszcząć alarm opisany był dwuwersem, którego nie powstrzydziłby się Anatole France:

Pour appeler le chef de station
Appuyez sur le bouton

Dziś dwuwers zastąpiła długaśna instrukcja, bo ludziom trzeba wytłumaczyć wszystko. Od tego, by nie dzwonili po szefa stacji z pytaniem, która godzina, po szczegółowe wyjaśnienie, gdzie jest ten guzik, jak wygląda  i jak należy go nacisnąć. Tak, PKW powinna była być znacznie bardziej precyzyjna i w spotach wyborczych, i w instrukcjach na kartach do głosowania. To można łatwo zmienić przed kolejnymi wyborami.

Rzecz następna: statystyki przyczyn nieważności głosów. To niemal oczywistość,  że warto ujednolicić kodeks wyborczy, by we wszystkjich wyborach wiadomo było, czy zawinił brak krzyżyka, czy było ich za dużo, czy chodzi o “nielegalne” dopiski na kartach itd. Warto też rozważyć zmiany w kierunku złagodzenia kryteriów, by dało się uznać za ważny głos, gdy intencja wyborcy nie budzi wątpliwości, I może nawet pozwolić na wydawanie drugiej karty tym, którzy pomyliwszy się spostrzegli to przed wrzuceniem głosu do urny. Wszystko to przy dobrej woli większości da się jeszcze zrobić przed wyborami parlamentarnymi 2015, wbrew publicznie ogłoszonej tezie prof. Zolla,  że to niemożliwe.

Im ważniejsza jednak przyczyna, tym trudniej ją zlikwidować. Nie wątpię, że co szósty głos nieważny w wyborach do sejmików to w sporej mierze efekt faktu, iż dla wielu wyborców to najbardziej abstrakcyjny twór w zbiorze władz w III RP. “Czują” Sejm, rząd, prezydenta RP, swego burmistrza czy wójta, od biedy radę gminy. Gorzej z radą powiatu, sejmik zaś jest jak odległa mgławica. Nie wiadomo, jak wygląda i co robi. To problem, którego żadna zmiana kodeksu nie rozwiąże. Dopóki zaś istnieje, dopóty wielu wyborców nie wie, po co właściwie wertować tę grubą broszurę.

Doszliśmy do “książeczki“. To też jedna z istotnych, jak sądzę, przyczyn problemu. Wszyscy, którzy krzyczą, że starczy umieścić wszystkich na jednej kartce, nie wiedzą, o czym mówią. Były okręgi, w których o jeden krzyżyk walczyło niemal 300 (trzystu) kandydatów. Nie wiem, co gorsze – książeczka czy “kartka” wielkości krowy. Połowiczne rozwiązanie to zmniejszenie okręgów wyborczych, by zamiast nawet ośmiu były tylko 3-4 mandaty do podziału, a tym samym mniej nazwisk na karcie. Ale to już poważna nowelizacja kodeksu. Radykalna alternatywa — wybory większościowe do rad dużych miast, powiatów i sejmików, a może i do Sejmu  — to już wręcz rewolucja, Sądzę, że Polska nie jest na to gotowa. Uzasadnienie wymaga osobnego posta… może wkrótce.

18 thoughts on “Nieważne są ważne

  1. Gdyby wybory sejmikowe nie były w tym samym terminie co na wójtów, to znaczna część wyborców by po prostu nie głosowała. Teraz głosują i oddają głosy nieważne.

    Zmniejszenie okręgów wyborczych to jest dalsze zmniejszenie proporcjonalności wyborów i w szczególności blokada dla inicjatyw lokalnych, które akurat w wyborach samorządowych powinny móc zaistnieć. To najgorszy z możliwych pomysłów. (No, prawie najgorszy, JOW-y są jeszcze gorsze).

  2. z tą wyraźną “intencją wyborcy” to byłbym ostrożny… Trochę przesadzając – jeśli wyborca znajdzie na jakieś liście nazwisko “Ziobro”, postawi krzyżyk a później zorientuje się, że to nie ta lista o która mu chodziło ? Ma dostać nową kartę ? Choć muszę przyznać, że postawieni znaczka “Y” lub “ptaszka” zamiast “X” jest “wyraźną intencją” i nie powinno skutkować unieważnieniem głosu…

    A co do rodzaju ordynacji czy wielkości okręgów to decyzja , w dobrym tego znaczeniu, polityczna – jaka by ona nie była powinno dać się jej szansę obowiązywać przez kilka kolejnych wyborów dopiero z takiej dłuższej perspektywy oceniać jej wpływ pod kątem reprezentatywności wyłanianych władz i ich skuteczności co przekłada się na umiejętność dostrzegania problemów i umiejętność ich rozwiązywania…

  3. > iż dla wielu wyborców to najbardziej abstrakcyjny twór w zbiorze władz w III RP

    o to to to to

    Dodam do tego że, przynajmniej u mnie, starający się o miejsca w radzie gminy, powiatu, na stołku burmistrza kopiowali w pewnym sensie kształt kampanii wyborczej do sejmu.

    Stąd mamy hasła jak “bliżej ludzi” (czyli co, będzie chodził i się przytulał? zamieszka ze mną?) zamiast tego co mnie interesuje, czy należy do frakcji “więcej zieleni” czy “więcej parkingów” (które w moim mieście się wykluczają).

    Stąd też zamiast do mmie dotrzeć osobiście (daleko nie mają), posługują się bilbordami. A jedyny który do mnie dotarł okazał się z frakcji “więcej parkingów kosztem placów zabaw dla dzieci” (a więc na niego na 100% bym nie głosował).

    Więc, jako wyborca czuję się zlekceważony i jakbym jednak chciał zagłosować na któregoś kandydata na burmistrza, to na pewno bym oddał nieważne głosy do pozostałych władz. W pewnym sensie przez ostatnie 16 samorząd nie dorósł do samorządu :).

  4. 1. poziom edukacji wyborczej społeczeństwa nie rośnie, a może wręcz maleje – uwazam, ze skok byl zbyt duzy w stosunku do roku 2011, zeby sprawe tlumaczyc w oparciu o malejaca gramotnosc, chyba, ze gramotnosc takze spadla skokowo.
    Nie mam problemu z tym tlumaczeniem, choc (You know, throughout history I bet every old man probably said the same thing and the old men die and the world keeps spinning”-Detective Hart, 1995). Natomiast mam ogromne klopoty – i ogromne pretensje do ludzi te teze forsujacych o nie ukazywanie jej jako tego, czym jest w istocie.
    Prosze mnie dobrze zrozumiec, i prosze mi wyjasnic gdzie popelniam blad;

    Oboz wladzy broni sie na jenym oddechu narastajacym tepactwem, ktore to tepactwo przydziela en masse opozycji uderzajac w jedna z najsilniejszych zwrotek wlasnej propagandy o mlodosci i wyksztalceniu vs starosci i glupocie. I chwali sie tym?
    Jesli to nie jest apartheid zmieszany z potancowka na tonacym okrecie, co nim jest?

  5. W kwesti “ksiązeczki” to sejmiku to chyba strona “tytułowa” z wyraźną instrukcją (“jeden krzyżyk na tylko jedenej stronie”) chyba by załatwił sprawę? No przynajmniej tych którzy oddali nieważny głos bo nie wiedzieli jak a nie nie wiedzieli na kogo.

  6. Ehhhh czytam sobie ostatnie Pana posty i jakbym siebie czytał… No nic.
    Udało mi się nawiasem mówiąc odzyskać jakimś cudem hasło do komentowania na Pana stronie, bo tydzień temu ani odzyskać hasła ani zalożyc nowego profilu nie mogłem..

    Co do istoty rzeczy natomiast, w Pana propozycjach brakuje mi jednego – w wyborach powszechnych wyborca powinien mieć możliwość “wstrzymania się od głosu”. Nie rozumiem dlaczego prawo jakie maja wszyscy wybrańcy, którzy mogą zagłosować “za”, “przeciw” i “wstrzymać się” jest nam ,wyborcom odebrane…

    Dlaczego mam oddawać głos nieważny chcąc zamanifestować niechęć do kandydatów lub zwyczajnie nie wiedząc na kogo głosować? Ktoś powie – po co w drugim przypadku chodzić na wybory – a ja odpowiem – a co komu dlaczego chadzam? Moje prawo.
    A to rozwiązania oddzieli (w dużej mierze) głosy nieważne od tych, którzy nie mieli innej możliwości do zamanifestowania swoich przekonań.

    Tylko podejrzewam, że takie rozwiązanie jest nie w smak politykom. Teraz mogą sobie podywagować o niewiadomym – czyli przytaczać tysiące przyczyn, fałszerstw i innych fantasmagorii, oraz utyskiwać, ze “taka niska frekwencja”. A tak mieliby jasno okazaną żółtą kartkę, której nie da się wykorzystać politycznie, a tylko się zawstydzić.

    PS.
    Nie dość, że sejmiki tak słabo istnieją w świadomości wyborców – to proszę zwrócić uwagę jaka była do nich kampania… To znaczy jaka nie była – bo jej nie było. I jakoś żaden partyjny boss się w pierś nie uderza z tego powodu.

    1. Nie badałem tego nigdy szczegółowo. Na pewno “protest votes” są w ten lub inny sposób osobno zliczane i publikowane (choć niekoniecznie dodawane do głosow ważnych) w Kanadzie, Hiszpanii, Francji, Skandynawii, na Ukrainie, bodaj jeszcze w Kolumbii i Paragwaju. W USA jakoby tylko w Nevadzie. Ogólnie to rzadkość.

  7. Dzięki….

    Już słyszę uszami wyobraźni to tłumaczenie naszych światłych mędrców od wyborczych kodeksów – nie można takiego głosu zaliczyć jako ważnego, bo zaburzyłoby to proces obliczania mandatów, zaciemniło obraz wyborów itd, itd…

    Czyli wszystko beee, byle tylko wyborcy nie dać możliwości manifestacji swoich poglądów podczas najważniejszego demokratycznego aktu… Czy to nie jest zbrodnia na demokracji?

    Robię się pretensjonalny, czas spać.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.