Nie moja działka

Prawda, półprawda i g… prawda — tak to szło? Ta ostatnia kategoria dominuje oczywiście na blogach. Smutno, gdy wpisuje się w nią ktoś o poglądach dalekich od moich, ale kto raczej się dotąd nadużyć nie dopuszczał.

Zebe ws24 bije na alarm po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie działkowców. “Kraj o zaniżonych standardach“— woła. Albowiem:

Trybunał Konstytucyjny dopuścił się dziś rzeczy, która nie powinna nigdy wydarzyć się w demokratycznym państwie prawnym, a swoim orzeczeniem stworzył niebezpieczny precedens. W swoim orzeczeniu TK dał Parlamentowi 18 miesięcy na poprawę ustawy lub uchwalenie nowej. Takie orzeczenie jest czymś kuriozalnym z powodu tego, że gdyby Parlament w tym czasie nie znowelizował lub uchwalił nowej ustawy, to za 18 miesięcy przestanie istnieć Polski Związek Działkowców, który jest stowarzyszeniem. W takim ( wielce możliwym) wariancie, członkowie stowarzyszenia , czyli działkowcy, zostaną pozbawieni swojej organizacji poprzez jej samoistne rozwiązanie. Mamy więc kolejny standard państwa mieniącego się demokratycznym. Precedens polega więc na tym, że w podobny sposób można rozwiązać inne stowarzyszenia, działające w oparciu o inne ustawy. Wystarczy znaleźć chociażby jeden artykuł i ocenić, zawyrokować, że nie jest zgodny z Konstytucją.

Otóż nie, szanowny Panie Zebe. Nie wystarczy “znaleźć jeden artykuł”, gdyż TK znalazł ich całą stertę. I nie są to, jak zdaje się sugerować autor, “dowolne” artykuły, lecz właśnie te stanowiące o istocie PZD. Albowiem Trybunał w środowym wyroku wprawdzie tylko w niewielkim stopniu dostrzegł naruszenie praw gmin, na terenie których są ogródki, za to za najzupełniej nielegalny uznał sam związek w jego obecnej, a wynikającej wprost z ustawy postaci. Chodzi między innymi o monopolistyczną pozycję PZD, prawo związku do przydzielania i odbierania działek, przymus przynależności, brak kontroli nad finansami.

Nie ma zatem mowy o pretekście, który miałby posłużyć do likwidacji stowarzyszenia. Nie, konstytucja nie broni i nie może bronić prawa do stowarzyszania się w związkach, które same naruszają konstytucję.

Werdykt TK nie został jeszcze opublikowany, ale Zebe nie może twierdzić, że nie wie, co było głównym przedmiotem sporu. Sprawa trwa bowiem ponad 20 lat, od powstania gmin i formalnego (bo nie faktycznego) przyznania im prawa własności terenów działkowych, i od początku była wysoce upolityczniona, a PZD był w centrum wydarzeń. Zmieniali się tylko jego przeciwnicy, różne też były ich motywacje.

W największym skrócie – PZD to nomenklatura PZPR. Tak było i praktycznie jest nadal (prezes ten sam od czasów stanu wojennego). Po 1989 znalazł naturalnego obrońcę w SLD, a odkąd lewica zaczęła posyłać do wyborczego boju komitet koalicyjny, PZD regularnie należał do koalicji. Przeciwnicy podzielili się na dwa obozy: większy, który chciał uwłaszczyć działkowców rozwiązując PZD (ten nurt reprezentowała m. in. większość AWS, a potem PiS), oraz mniejszy domagający się zwrotu kontroli nad ogródkami gminom (z wahaniami na tym stanowisku stała UD, UW, przez pewien czas PO).

Pierwszą ustawę uwłaszczającą PZD (tak, związek, nie działkowców) SLD-owski Sejm uchwalił w 1995 r. Trafiła do TK, który uznał ją za nielegalną, ale Sejm, mający jeszcze wtedy takie prawo, orzeczenie odrzucił. W 2005, pod koniec swojej drugiej kadencji, SLD przeforsował nową ustawę wzmacniającą owo uwłaszczenie i pozycję PZD. To tę drugą ustawę odrzucił teraz Trybunał.

Zaprawdę, szanowny Panie Zebe, ten wyrok TK nie zagraża wolności stowarzyszania się. Trybunał oświadczył jasno i wprost, że tej wolności zagraża PZD w obecnej postaci.

8 thoughts on “Nie moja działka

  1. Ja nie o samym PZD bo to sprawa raczej oczywista ale o kolejnym dowodzie na pewien prostacki mechanizm : wszystko co jest rezultatem działań organów Państwa zniewolonego przez reżim Tuska musi z definicji zawierać antypolskie, totalitarne pierwiastki – jest tylko kwestia “polotu” blogera gdzie i jakich tych pierwiastków sie doszuka.
    Tak na marginesie – jest tylko jedna instytucja , która budzi wśród blogerów S24 mieszane uczucia – jest to prokuratura. Jesli jakas jej decyzja jest po myśli sióstr i braci w pisie to urząd ten urasta do miana ostoi demokracji i niezalezności, jesli zaś jej decyzja jest z tego punktu widzenia niekorzystna to cała prokuratura włącznie z jej szefem prokuratorem generalnym chodzi na pasku Tuska.

    1. E, nie tylko jedna prokuratura. Jak się szuka kija, to każdy sojusznik jest OK: Może być NIK, może być i TK, może być ETS (rozstrzygnięcie w sprawie krzyża we włoskich szkołach — sprawa zupełnie nieadekwatna do polskich realiów, ale wałkowana propagandowo, bez merytorycznych szczegółów w nieskończoność). Może być i sam raport MAK w sprawie katastrofy smoleńskiej, jeśli wynajdzie się tam szczegół akurat pasujący do obrazka.

      Generalnie jest jedna reguła: nie chodzi o konkretną sprawę, tylko o Sprawę, co daje się sprowadzić do “kto kogo”.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.