Na wodę stuletnią

Kocham lato. Nie za pogodę, lecz za rozrywkę, którą serwują media. Czasem zaś w ślad za nimi politycy. A to oburzają się, że gdzieś zabrakło wody mineralnej, a to grzmią, że pasażerowie przez okna wciskali się do pociągu. Właśnie przeczytałem o strasznym skandalu w postaci korka na jakiejś autostradzie z powodu kolejki przed bramką opłat.

To nie jedyny czas na takie pewniaki w mediach. Przepełnione pociągi to temat wiodący zawsze w święta. Wiosną musi być coś o za niskich wałach przeciwpowodziowych. Pory deszczowe to także (jak ostatnio w Warszawie) sygnał, by wytykać “niewydolną” kanalizację burzową. Itp., itd.

W teorii powodzi istnieje pojęcie wody stuletniej. Wały często buduje się tak, by wodę takową mogły wytrzymać. Albo mniejszą, zależnie od kalkulacji. Powyżej tej granicy puszczą. Nie da się zabezpieczyć przed każdą powodzią, a powyżej pewnej granicy stworzenie terenu zalewowego jest bez porównania tańsze niż rozbudowa wałów.

Rzecz w tym, że w myśl zasady wody stuletniej funkcjonuje cały świat, wszystkie sfery życia. Zasada ta powinna być wpajana dziennikarzom, politykom, a najlepiej byłoby ją wyjaśniać intensywnie już w szkołach podstawowych. Na prostych przykładach: czy wychodząc z domu zawsze zabierasz parasol, czy tez gotów jesteś ponieść ryzyko i nie nosić go przez kilka dni, by w końcu dać się zaskoczyć przez deszcz?

Oblężenie pociągów w Wigilię Bożego Narodzenia, Wielkanoc, Wszystkich Świętych czy niektóre letnie weekendy (zmiana turnusów) to taka woda, może nie stu-, lecz 30-letnia. Ileż jest takich dni w roku? Nie więcej niż 10. Z hukiem wylecieć powinien nie ten prezes kolei, za którego pociągi bywają przepełnione, lecz właśnie ten, który kupiłby tabor obsługujący wodę 30-letnią. Bo tabor ten przez spędziłby większość żywota na bocznicy.

Nie znam autostrady, która się nigdy nie korkuje. Krajowym marudom polecam wizytę w zimowy lub letni weekend np. na włoskich bramkach opodal austriackiej granicy, na francuskiej A-7 pierwszego sierpnia, na hiszpańskiej A-7 w dowolny letni weekend.

Nie znam miasta, w którym po deszczu woda nigdy nie płynie ulicami. Nie tylko w Afryce, także na południu Europy kanalizacji burzowej często po prostu nie ma, bo się nie opłaca. Nie znam miasta, którego nigdy nie zasypał śnieg: dwa czy trzy lata temu na własne oczy widziałem sparaliżowany kompletnie Sztokholm, bo sypnęło czymś w rodzaju śniegu 10-letniego. Nie znam kraju, w którym nigdy niczego nie brakuje: gdy ludzie się nagle na coś rzucą, nie ma takiej siły, by zaspokoić szaleństwo w parę dni.

Niech woda stuletnia nie będzie wykrętem kryjącym bezczynność. Trzeba rachować i budować, bo postęp techniczny sprawia, że niektóre zabezpieczenia tanieją. Ale najpierw rachować, potem budować lub kupować. Wbrew rosnącej cywilizacji debili, którzy za każdy wypadek, o kataklizmach nie mówiąc, muszą kogoś obwinić, a potem często zakrzyknąć, że Tusk (Kaczyński, Miller, Obama, niepotrzebne skreślić) musi odejść.

13 thoughts on “Na wodę stuletnią

      1. no właśnie, czyli tak na marginesie – za jedynką na stronie głównej onet-u dotarłem tutaj: policja ma poważny problem. nie wiem – jeszcze nie przeczytałem, ale czy ktoś już nie próbował odtrąbić jakowegoś sukcesu? no i w ogóle … ostatnie medytacje leśne doprowadziły mnię do policji obywatelskiej – poważnie. i to w dobrym tego słów znaczeniu.

      2. kłopot [znaki interpunkcyjne jako zagadnienie z dziedziny mechaniki] jest w tym kontekście lepszym słowem. stowarzyszenie doniczkowe.[i tu mi przerwał taki jeden na czas dłuższyyy. pod pretekstem. i post comment]

        1. wystarczyła tylko chwila nieuwagi, bym w pełni dojrzałe fasolki odnalazł we wczorajszej zupie jarzynowej – dobra była:) a fasolki chrupiące … no po prostu al dente:) [fotek zupy brak] eksperyment zakończony pełnym sukcesem.

    1. @ Krzysztof Leski/ “Nie znam miasta, którego nigdy nie zasypał śnieg”
      – aj waj, a weź taki Kuwejt 😉

      * a co do standardowego “musi odejść” to pewnie efekt nadmiernych oczekiwań ludu, że władca będzie planował…
      (psst, tylko nie mów głośno, że nowe rozwiązania – jakieś czujniki wody w kanale – tanieją)

      Pozdrawiam serdecznie

  1. Istnieje też pojęcie planowania przestrzennego. O czym przypominam w kontekscie słynnego wrocławskiego Kozanowa.
    Ciekawie jest skądinąd, gdy woda stuletnia pojawia się w jakimś miejscu co kilka lat.
    Gdybym był dziennikarzem zainteresowałbym się n.p. stanem lokalnych zbiorników retencyjnych i środków przeznaczanych na ich konserwację. Sposoby na przekształcenie skutków przyjścia wody stuletniej w skutki wody dziesięcioletniej to sztuka akurat odwrotna od tego, z czym mamy do czynienia w naszej ojczyźnie.

    Problem szczytów przewozowych to też temat możliwy do lepszego ogarnięcia, pod warunkiem sensownej koordynacji remontów taboru, czy przesuwania taboru z mniej newralgicznych relacji i składów na te bardziej krytyczne. Być może taka koordynacja jest w obecnych warunkach organizacyjnych kolei niemożliwa. Ale niekoniecznie przecież jest to siła wyższa. Tylko, na przykład efekt nieprawidłowej strategii zarządzania koleją.
    Na korki przy bramkach autostradowych też są jakieś sposoby. Kiedyś zdarzyło mi się, że na francuskiej A7 “odpuszczono” opłatę na jednej z bramek ze względu na tworzący się tam (sobota 13 lipca) korek. Nie wiem, jak oni to rozliczyli, ale z korkiem sobie poradzili. Ponadto, co innego, gdy tego typu problemy pojawiają się na drodze budowanej przed pięćdziesięciu laty, a co innego, gdy dotyczą nówki.
    A zatem – “[n]iech woda stuletnia nie będzie wykrętem kryjącym bezczynność.” Coroczna mantra o wałach, jak bardzo byłaby bezmyślna, przeciw takim wykrętom jednak działa. Mogłaby działać lepiej, rzecz jasna, gdyby była mniej bezmyślna. Ale może w tym przypadku mamy do czynienia z siłą wyższą w większym stopniu niż na kolei przed Wigilią?

  2. O szczesliwy jestes, ktory zyles w czasach Ahenobarbusa, bo tyles stuletnich zjawisk widzial, ze i wnukom przy kominku bedziesz opowiadal posrod, przeleknionych ochchh i achchh.

    Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.
    Współcześni kronikarze wspominają, iż z wiosny szarańcza w niesłychanej ilości wyroiła się z Dzikich Pól i zniszczyła zasiewy i trawy, co było przepowiednią napadów tatarskich. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie słońca, a wkrótce potem kometa pojawiła się na niebie. W Warszawie widywano też nad miastem mogiłę i krzyż ognisty w obłokach; odprawiano więc posty i dawano jałmużny, gdyż niektórzy twierdzili, że zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj ludzki. Nareszcie zima nastała tak lekka, że najstarsi ludzie nie pamiętali podobnej. W południowych województwach lody nie popętały wcale wód, które podsycane topniejącym każdego ranka śniegiem wystąpiły z łożysk i pozalewały brzegi. Padały częste deszcze. Step rozmókł i zmienił się w wielką kałużę, słońce zaś w południe dogrzewało tak mocno, że – dziw nad dziwy! – w województwie bracławskim i na Dzikich Polach zielona ruń okryła stepy i rozłogi już w połowie grudnia. Roje po pasiekach poczęły się burzyć i huczeć, bydło ryczało po zagrodach”

    Sam dziadek ministra tak pieknie pisal!

  3. ja tak trochę też o wodzie i głupocie ale od innej strony :

    W okolicach pewnej podkrakowskiej miejscowości wbrew wszelkiemu prawu i zdrowemu rozsądkowi grono miejscowych notabli pobudowało się na terenach starego koryta pewnej rzeki . Okolica bajeczna, fakt … Wszyscy rozumieli , że prawem przejmować się nie muszą no ale przecież kiedyś ta rzeka może wylać … No jakże może wylać… od wojny nie wylała… jest teraz taka w nowym korycie , że rozpęd weźmiesz i przeskoczysz a jak nie chcesz brać rozpędu to stopy trochę zamoczysz i przejdziesz…

    Do piętra woda podeszła… Mam nadzieję , że wałów nie pobudują …

  4. Panie Krzysztofie!

    W Niemczech na autostradach zdarza się tłok, niemniej postój nie zdarzył mi się tam nigdy. Wystarczy zlikwidować bramki. 🙂 To jest banalne rozwiązanie.

    Odnośnie wałów przeciwpowodziowych, to zamiast budować je wzdłuż rzek, należy je budować wokół miejscowości. Rzeka będzie się rozlewać na łąki, pola, lasy i drogi, zaś zabudowania nie będą miały nawet z wodą 10 letnią raz na 100 lat.

    Jak widać z powyższych przykładów, wystarczy prawidłowo zdefiniować problem (po co są autostrady, jakie obszary chronić przed zalaniem) i rozwiązanie samo się znajduje. Niezbędny jest wysoki iloraz inteligencji połączony z dużym potencjałem twórczym. Jednego i drugiego Panu nie brakuje, więc proszę używać.

    A Kartaginę trzeba zburzyć!

    Pozrawiam

    Jerzy Maciejowski

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.