ŁW 06: Zagubiony

Łukasz Warzecha nie podjął nawet próby merytorycznej dyskusji ze mną. Ba, głośno oświadczył, że tego nie uczyni — gdyż to, jak on postrzega cele polityki ratusza, jest istotniejsze (i bardziej obiektywne) niż fakty.

Już na pierwszy tekst, obalający mit o “drogich biletach w Warszawie”, zareagował za to serią chamskich inwektyw na twitterze.  Na drugi, pokazujący skandaliczne manipulacje “Faktu” danymi o cenach biletów, odpowiedział paszkwilem z tezą, że moje zarzuty to efekt… frustracji. Przed chwilą zaś temat “zamknął” w tym samym stylu, pisząc o mnie w komentarzu: “ciężka sytuacja kompletnie pogubionego człowieka“.

Nie, ja się nie pogubiłem. Jaśniej niż kiedykolwiek widzę, co jest powinnością dziennikarza, co mu nie przystoi, co wreszcie jest absolutnie niedopuszczalne. Wiem, że nigdy nie posunę się do dezawuowania mego adwersarza za pomocą “diagnoz” psychologicznych czy wręcz psychiatrycznych. Choć rozumiałem zawsze, a dziś rozumiem to doskonale jak nigdy dotąd, jak wielka bywa pokusa.

Czytam, co wypisuje Warzecha. Widzę, jak jego teksty traktuje s24. A także, co robi z postami, w których kilka osób próbowało udostępnić moją odpowiedź. Widzę, co bezkarnie mogą napisać o mnie “komentatorzy”, widzę, jak reagują (nie reagują) admini s24. Wiem już, jak s24 uniemożliwia ściganie autorów pomówień najcięższej natury. Patrzę i wyciągam wnioski.

Szef s24 i Warzecha to dziś sam top polskiego dziennikarstwa. Brylujący w telewizji, nominowani do rozlicznych nagród przez szacowne gremia. Nie chcę mieć z wami, jako ludźmi, nic wspólnego. Ani z owymi gremiami. To jedyna deklaracja natury osobistej, jaką składam. Mogę oceniać treści, które publikujecie. Wszelkie szczegóły ocen innej natury zachowuję dla siebie.

12 thoughts on “ŁW 06: Zagubiony

  1. Nie chce niedoceniac zawodu dziennikarza, ale jakos tak podskornie mam wrazenie ze to dobrze ze red. LW tylko pisze a nie projektuje mosty czy kontroluje ruch lotniczy z wiezy. Chociaz to mieszanie w glowach czytelnikow… hm tez cholernie niefajne.
    No to pozdro!

  2. Z tematu wydawaloby sie raczej letniego wybuchl konflikt.
    W nim pan Warzecha nie skorzystal z okazji do wziecia pod uwage argumentu, ze cene rozstrzyga sie przez -wieksza, mniejsza, rowna – wzruszajac ramionami tudziez stawiajac teze o wyzsosci polityki nad opiniami ekspertow (kuriozalna u dziennikarza, chcacego napietnowac glupoty politykow).Mogl elegancko pozostac przy swoim, cokolwiek o tym sadzic.
    Po drugie nie skorzystal z mozliwosci refleksji nad zarzutami wreszcie insynuacjami, jakie poczynil i tolerowal. Nie wycofal sie, poszedl dalej.
    Ale dodam, ze pod koniec z otwarta przylbica.

    Pan napisal: Wiem, że nigdy nie posunę się do dezawuowania mego adwersarza za pomocą “diagnoz” psychologicznych czy wręcz psychiatrycznych. Choć rozumiałem zawsze, a dziś rozumiem to doskonale jak nigdy dotąd, jak wielka bywa pokusa.

    Pisze pan o oponentach, ze to top polskiego dziennikarstwa, dostajac w zamian obelge, skryta pod maska pozoru troski i zaklopotania. Znam smak takiej troski i znam smak takiego zaklopotania.

    Czesciej i dluzej w zyciu poznaje sie te oba smaki niz jest sie topowym dziennikarzem.

    Zachowal pan klase i godnosc. Panskiemu koledze klasy zabraklo.

  3. Warzecha składnie łączy chamstwo z przekonaniem o własnej kulturze i przyzwoitości.
    Podobnie brak wiedzy na jakikolwiek temat z przekonaniem o doniosłości wypowiadanych sądów.

    Zostałem zbanowany na jego blogu gdy po jego wynurzeniach o “knajackim języku” Owsiaka przypomniałem rechot z “dowcipu” Ziemkiewicza “spier….j dziadek”. Straszna zbrodnia, prawda?

    Moja niechęć do niego wynika z tego, że był czas gdy uważałem go za jedną z większych dziennikarskich nadziei. Chyba jak za PRL dziennikarz wpierw powinien długie lata pisać o kupkach na trawnikach i ławkach w parku wymagających malowania.

    Kit mu w oko, ale facet jest zapraszany np. do TOK FM, gdzie robi się od niego niedobrze – z osądami można się po prostu nie zgadzać, nawet dostrzec drugą stronę jakieś sprawy… ale ten bucowaty ton.

    Chętnie bym poszukał mojej wymiany kilku zdań z panem na S24 o… Warzesze. Oczywiście szkoda czasu. Bronił go pan :)))

    Ale jest OK, dzięki jego “polemice” o biletach na S24 trafiłem tutaj.

    1. Warzecha jest też reprezentantem “prawicy” w porankach w Trójce.

      Kiedy po przeczytaniu tekstu KL guglałem temat “najdroższych biletów” pierwsze wyskoczyło mi… Polskie Radio. Materiał dość obszerny tak naprawdę powielał “doniesienia” Faktu.

      To pokazuje, że zarówno ŁW, jak i jego gazeta mają duże pole rażenia. To jest, cholera, dziennikarstwo opiniotwórcze. A nawet faktotwórcze.

  4. Ja też pamiętam, jak swojego czasu wiązałem spore nadzieje z Warzechą, ba, miałem go przez jakiś czas w polecanych na S24. Niestety, jak w wielu przypadkach, 10 kwietnia zapoczątkował u niego proces staczania się w jakiś koszmarny dół. Warzecha nigdy nie słynął z umiejętności przyjmowania krytyki i przyznawania się do błędów, ale teraz owe przywary przyjęły u niego wyjątkowo chamską formę.

  5. Założyłem sobie konto specjalnie, by napisać Panu jedną rzecz:
    Warzecha jest napastliwy i tak naprawdę to on się trochę na HGW zafiksował. Przypuszczam, że w niektórych sprawach odnośnie HGW ma rację, choć w Warszawie tylko bywam i nie mam specjalnie czasu i ochoty na weryfikowanie wszystkich jego tez.
    Przechodząc do sedna: Proszę sobie przeczytać swój własny post na spokojnie: http://b.leski.pl/index.php/2012/10/09/1296/
    Tak z zewnątrz patrząc, wychodzi, że się Pan Warzechy czepia, przechodząc płynnie od obrony na zarzuty rosomaka do ataku na Warzechę i “jego” fakt. Czy Warzecha krytykował podwyżki cen biletów? Jeśli tak, to szkoda że nie dał Pan jakiegoś odnośnika/cytatu. Pana post wygląda trochę napastliwie. Tyle. W odpowiedzi to oczywiście Warzecha przegiął.

    1. Ad HGW: Oczywiście w wielu wątkach jej krytyki Warzecha ma dużo racji. Ja także od lat powtarzam, że drugiej takiej sfery, jak komunikacja miejska, w której warszawski ratusz prowadzi dobrą politykę, zapewn nie ma.

      Ad czytania “na spokojnie”: nie muszę, takoż pisałem. Zapowiedź zdemaskowania chamskich manipulacji “Faktu” to nie “atak”. Łukasz, odkąd pamiętam, krytykuje politykę miejską HGW en bloc, ale w tym ZTM z imienia i nazwiska. Za wszystko, zawsze ogólnikowo i zawsze z użyciem kwanryfikatorów. Także ceny biletów, od lat, choć Warszawa zawsze była pod tym względem dość tania, a w okresowych – bardzo tania.

      Bo też proporcjonalnie tanie okresowe to część polityki kolejnych prezydentów, jakoś od Piskora, poprzez m.in. Kaczyńskiego. HGW wraz z platformeską radą miasta trendu nie wynalazła, jedynie go umocniła.

      1. W zlinkowanym wpisie nie ma stwierdzenia, że ceny biletów są za wysokie/niskie. Nie przekopałem się przez komentarze, może tam coś jest – ale nawet jakby… Może i Warzecha zasłużył na kopniaka w krocze ale upieram się, że wpis rozpoczynający bieszącą dyskusję sprawia wrażenie napastliwego. Staram się podzielić obiektywną (w moim przekonaniu oczywiście :)) obserwacją. Nie wiem, czy ten najnowszy 07 wpis był w odpowiedzi na mój wcześniejszy komentarz ale wyjaśniam: Tak z zewnątrz patrząc -> czytając Pana wpis bez znajomości zawiłej historii relacji Leski-Warzecha-Transport-HGW można odnieść wrażenie, że się Pan czepia.

        1. Nie ma? Jest jasna teza, że cena biletu ma być “rozsądna” i adwekwatna do poziomu usług. Dwa zdania wcześniej napisał wprost, że Londyn to komunikacyjny raj, Warszawa zaś – piekło. Czego jeszcze trzeba, by uznać, że Warzecha uważa warszawskie bilety za skandalicznie drogie na tle innych miast?

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.