Loeb razy osiem

2004, 2005, 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011. Ośmiokrotny mistrz świata, rok po roku, 67 wygranych rajdów. Takiej serii nie miał nikt w dziejach – choć współczesne WRC trudno porównywać z czasami Björna Waldegårda. Wtedy konkurencja była ogromna, dziś Rajdowe Mistrzostwa Świata to impreza kadłubowa, którą poważnie traktują tylko Citroën i Ford. Inni uznali, że nakłady są za duże, zyski promocyjne zbyt małe.

Jako fana cytryn cieszą mnie triumfy Sébastiena Loeba. Żałuję wszakże, że mistrzem po raz ósmy został już wczoraj rano. Zanosiło się bowiem na walkę do końca, do ostatniego OS-a ostatniego rajdu w cyklu, Rajdu Walii, tak jak to było przed dwoma laty. Bywało też bowiem, że Francuz zapewniał sobie ogromną przewagę dużo wcześniej, że mistrzem był już w sierpniu po Rajdzie Niemiec.

W tym sezonie też mogło być podobnie. W Niemczech Loeb wprawdzie po raz pierwszy od ośmiu lat nie wygrał – był drugi za kolegą z zespołu i imiennikiem Sébastienem Ogierem, który w tym roku wyszedł z cienia mistrza, ale mial nad nim 25 pkt przewagi, zaś Mikko Hirvonen w Fordzie tracił 36 pkt. Reszta od dawna się nie liczyła.

Ale przyszedł czarny wrzesień. W Australii Loeb wypadł z trasy i stracił wiele minut, Rajdu Francji nie ukończył z powodu awarii. Tu “pomścił go Ogier, który jednak w Australii nie dojechał. Hirvonen zaś ciułał punkty i zdołał zrównać się z Loebem. Do Hiszpanii jechali mając po 196 pkt.

Tam Loeb znokautował Hirvonena, bo tak nazwać trzeba przewagę ponad 2 minut. Ale wypracował tylko 8 pkt przewagi, bo inni byli jeszcze dalej. Ogier znów nie dojechał i przestał się liczyć. Zdecydować miała Walia, rajd, który nikogo nie faworyzuje, bo 23 OS-y są tu bardzo różne, od asfaltowych po błotniste. Gdyby Hirvonen wygrał, nawet drugie miejsce nie gwarantowało Loebowi mistrzostwa, bo wprowadzona w tym roku nowość, tzw. Power Stage czyli dodatkowo punktowany OS, pozwala zdobyć nawet trzy punkty liczone w klasyfikacji generalnej.

Czwartek i piątkowe przedpołudnie zapowiadały wspaniałą walkę. Po sześciu OS-ach Loeb prowadził, Hirvonen był niespełna sekundę za nim. Obaj wygrali po dwa odcinki. Wszystko wciąż mogło się zdarzyć. I zdarzyło się na siódmym OS-ie: silnik Fiesty Hirvonena zaniemógł. Fin tracił odtąd po kilka minut na każdym OS-ie. Wieczorem – tracąc 23 minuty do Loeba – ogłosił, że się wycofuje.

Nie będzie dramatu na Power Stage w niedzielę. Wszystko jest rozstrzygnięte: Loeb znowu mistrzem, Hirvonen znowu drugi. Ogier bowiem go nie dogoni – jedzie, ale od początku ma kłopoty ze swoim DS3. Traci już 15 minut do czołówki i raczej nie zdobędzie punktów, a na pewno nie odrobi 21, jakie dzielą go od Fina. Musiałby bowiem wygrać rajd, albo być w nim drugi i wygrać Power Stage. Bez szans. Nikt i nic nie odbierze też kolejnego triumfu Citroënowi w klasyfikacji producentów. Na walkę poczekamy do 2012.

PS. Sobota – po 3 dniach i 17 OS-ach Jari Matti Lattvala, drugi Fin w drugim fabrycznym Fordzie, wyprzedza spokojnie jadącego Loeba o 6 sekund. Reszta o minuty z tyłu… Niedziela: Loeb wypadł rano, solidarnie z Hirvonenem. Wygrał Lattvala, umacniając się na czwartym miejscu generalki. Loeb powiedział mediom, że pierwszego esemesa z gratulacjami dostał od Michaela Schumachera, który mistrzem świata (F1) był “tylko” 7 razy.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.