Kryzys? Jaki kryzys?

Francuzi poszli coś zjeść na mieście. Ciekawe, czy znajdą, bo fastfoody odrzucają, a to dość specjalny dzień. Jakoś wątpię w szansę znalezienia knajpy, która byłaby otwarta i w której nie ma balu. Wraz z Chinkami czekamy na sygnał, że jednak zjedli i możemy się spotkać w centrum. A tymczasem nasłuchuję i obserwuję z balkonu.

Kanonada narasta. To lekko licząc sto petard na minutę, chociaż Nowy Rok dopiero przed kwadransem zawitał do Moskwy, a białoruski Mińsk jeszcze się szykuje. Na tych kilku kilometrach kwadratowych, które mam w zasięgu słuchu i wzroku, przez ostatnie dwie godziny poszło z dymem jakieś dwieście tysięcy złotych. Równowartość naprawdę niezłej bryki.

3 thoughts on “Kryzys? Jaki kryzys?

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.