Kredycik

Tak, temu też się dziwię. Temu, że gówno, które wypływa z dna blogosfery, staje się narzędziem ludzi z mainstreamu. Temu, że mało kogo oburza, iż już nawet ludzie z pierwszych stron obrzucają się tym gównem publicznie, że zamiast argumentów ad rem stosują insynuacje ad personam.

Setki razy śmieciowe nicki w s24 zarzucały mi, że piszę nie to, co myślę, lecz to, co rzekomo muszę, co ktoś mi pisać każe, a ja boję się sprzeciwić, bo mam jakiś “kredyt do spłacenia”. Ale, powiadam, robiły to śmieciowe nicki. Minęło parę lat. Po “argument” o “kredyciku” sięgnął Czarek Gmyz w publicznym sporze z Krzyśkiem Królem na twiterze:

Muszę to powiedzieć głośno. Jestem to winien — sam sobie. Czarku, spodliłeś się.

42 thoughts on “Kredycik

  1. Dziś coś mam chęć prowokowania … Akurat p.Gmyzowi się tak bardzo nie dziwię… Został wyniesiony na sztandary i ołtarze niezależnego dziennikarstwa więc musiałby mieć pewne cechy w nadprzeciętnym stężeniu by powstrzymać się od takich tekstów. Po prostu nie zdał testu na to czy na owe sztandary się nadaje. Każdemu zdarza się oblać w zyciu jakiś egzamin…

  2. z innej beczki

    przeglądam czasami GW i widzę tam przewagę
    reklam/komunikatów ze środków publicznych

    i jak oni, znaczy się redakcja i dziennikarze (kredyty)
    z tym żyją

    sytuacja dotyczy też innych, ale akurat GW jest
    dobrym przykładem

  3. Dobry wieczór Panie Krzysztofie

    Z wymiany zdań na ćwierkolcu wynika iż to pan Gmyz nie ma się czego wstydzić ni obawiać, proponuje nawet grę w orwarte karty, czego jego adwersarze wyraźnie unikają, goniąc się w opłotki.

    Tak na marginesie; czemu Pan nie zabrał głosu wobec oczywistego kurewstwa Piętaka wobec Kaczyńskiego, czepiając się wzamian tegoż właśnie odpryskowego następstwa?
    Czyżby dlatego że Kaczora Pan po prostu chorobliwie nienawidzi, akceptując wszelkie obrzydlistwo wobec niego?

    Bo na to wygląda, zwłaszcza w kontekście pańskiego współgrania z neokomunistyczną propagandą, posiadającą i tak jakieś 95% środków ogłupiania maluczkich.

    Dziwnie Pan brnie, jak na mój gust. (Proszę tylko nie dywagować nad mym gustem, jeśli Pan będzie łaskaw odpowiedzieć).

    Pozdrawiam

  4. @Ogoland
    “pan Gmyz nie ma się czego wstydzić ni obawiać, proponuje nawet grę w orwarte karty, czego jego adwersarze wyraźnie unikają, goniąc się w opłotki.”

    Pan Gmyz proponuje raczej jakąś odmianę gry w trzy karty, a nie w “orwarte” karty.
    Chyba, że Pan będzie w stanie rozjaśnić, jakim sposobem publikacja PIT-ów ma potwierdzić lub zaprzeczyć, czy ktoś brał pieniądze od Krauzego, czy nie?
    Widział Pan kiedyś formularz PIT? Bo p. Gmyz chyba nie.

  5. Jako samozatrudniony kontraktowiec nie widziałem zbyt dużo PITów-11. A świadczyłem usługi dla spółek giełdowych ponad 10 lat. Nawet będąc wpisanym do ich KRS. Gdyby którąś ze spółek był Prokom (choć nie był), dla p. Gmyza byłbym czysty, jako nie pobierający pieniędzy od Największego Płatnika? Po opublikowaniu PIT-ów, oczywiście.

    1. I już Pan przepadł. Współpracował Pan z firmami giełdowymi, ergo: z neokomuną, ergo: z WSI, ergo: sam Pan jest z WSI. I do tego się Pan przyznał, że oszukiwał polskie społeczeństwo nie płacąc tyle podatków, ile się dało, tylko uciekając w samozatrudnienie.

      Oczywiście gdyby się Pan nie przyznał, też byłby Pan na straconej pozycji, bo oznaczałoby to, że coś Pan ukrywa.

  6. Ha, SDP rozdalo nagrody wiec i zdziwien brak……
    Najbrardziej mi sie podobala insunuacja, ze dokument za zlotowke chcieli sprzedac do emisji, ale zadna telewizja, i tu uwaga, “nie ODWAZYLA SIE na jego emisje”.
    Boze jak to latwo sie teraz obwolac bezkompromisowym i jak latwo innym zarzucic konformizm. Jak splunac… Co ja gadam – jak ziewnac. A byly czasy gdy za tekie piep… dostawalo sie po buziuchnie. Teraz nikt nie bije, to i odwaga jakas taka “wzmozona”…

    PS
    Bynajmniej nie jestem za biciem 😉

        1. no nie wiem, czy to kryterium ma jeszcze jakakolwiek moc. no moze gdzies w jakiejs niszy na ten przykład do usprawiedliwiania tego a i ów, ale to takie no sam wiesz nijakie, takie i owakie, i nogi ma krótkie …

  7. Ja chyba wyjde na ulice, zakrzykne “Donald! Ty lobuzie” a nastepnie rozpisze sie o swojej hwalebnej walki z mainstreemem oraz i o tym, ze telewizje sa w zmowie z rzadem, bo nikt nie wyemitowal repo z mojego heppeningu…

      1. jeszcze raz sie zalogowałem i lece kończyc te drzwi wczorajsze, co tylko mokra szmatą wytarłem a teraz urzyję szmatki i cudownego areozolu pronto, czy tez tego coś co jest w nim/ – ty, to spryciarz jestes leski – wiesz? – w kawyczkach.
        /po sprawdzeniu pisowni/ – ano, użyje ja sobie czasem, użyje a w sumie to głupie jest i tyle. a i jeszcze cos takiego znaazłem.
        panarczaparcza

          1. ta noc będzie krytyczna. wczorajszy, trzeci już ostatnimi czasy zawał, opanowałem. dysponuję nienajgorszym sprzętem więc wczoraj poszło szybko. pierwsza noc niczego nie zmieniła. woda nadal gromadziała się w kręgu, zakopanym nad dołem chonnym, bo ten wody nie przyjmował. wypompowałem wodę, starą geowłókninę wyrzuciłem. po wybraniu, plastikową szufelką, zalegającego na dnie szłamu dwoma wiadrami wody wszystko spłukałem i ponownie szufelką, wodę i pozostały szlam, zebrałem. zebrałem mniej wody niż wlałem więc wydaje się, że dół chłonie. położyłem na dnie trzy warstwy, tym razem nowej agrowłókniny i kamieniami ją przyłożyłem. teraz czekam – zobaczymy – zrobiłem wszystko co mogłem. zimę przetrzymam nawet, gdyby mi przyszło wypompwywać wodę co drugi dzień, choć wydaje się, że trzebaby to robić częściej … i tak dam radę. wiosną jednak czekają moją oczyszczalnie (system rozprowadzania oczyszczonej wody) poważne zmiany.

            1. przed psem, księżycem w połówce i upstrzonym, gdzie niegdzie skrzącym się śniegiem, lasem – pół kopy jaj od kur na swobodzie grzebiacych – dwadzieścia jeden złotych. standardowa dwu i pół litrowa butelka, po czarnej z reguły wodzie, krowiego mleka – cztery złote. po – rozpaliłem w kominku.
              jeszcze kieliszek berbeluchy (zmacerowana już tarnina, śliwka z goździkiem oraz sok z pigwy, wódka, spirytus i woda. ta musi być, bo inaczej nie będzie to berbelucha. bełtamy wszystko ze sobą w proporcjach dowolnych. po czterech tygodniach (pamiętając, by czasem nasza berbelucha wstrząsnąć) zlewamy ją przez filr do ciemnej [najlepiej] butelki. odstawiamy i czekamy. jak długo? – a kto ile chce. ja od czasu do czasu sprawdzam, jak smak sie z tym czasem i kolor zmienia i takie tam inne … za zdrowie.

                1. /działania naprawcze przyniosły zamierzony skutek – nie stwierdziłem żadnej nadmiarowej wody ni w zbiorniku głównym oczyszczalni, przepompowni ni w betonowym kręgu umieszczonym nad dołem chłonnym/ amen.

                  1. /dziwnie cos to komentowanie działa, czy moze zawsze tak było? – nie wiem/ – przedświąteczne zapachy nie maja nic wspólnego z ostatnimi zawirowaniami zwiazanymi z oczyszczlnią. tam zadnych dadmiarowych nie stwierdziłem, ale wczoraj wieczorem, u sasiada, gdy byłem po mleko i jaja … te wędzonki a w domu zapach ciasta … patencjometry znaczaco sie wychyliły – zauważalnie.

                    1. z lekka właściwie wszystko obgonione, czyli czas na drugą kawę, tytoniowe skrety i poranna lekturę – zaczynam od pasażera i gdzieś na kimś pewnie skończę. nawet wiem na kim i chyba nawet tego ostatniego przestanę czytać (… i czcionka mała, rozmyta – to nie na moje oczy) i zacznę od jego tajnego dziennika i dopiero wtedy wróce do pamiętnika. pani agnieszka biczyńska, no jakos tak mnie do takiej własnie kolejności czytania białoszewskiego przekonała, choc nie bez oporów z mojej strony i wątpliwości.

                    2. /no i juz jest inaczej z oknem komentarza/ – poszedł z dymem. umyslny przywiózł tytoń. jedna paczkę tylko. bede miał ja po świetach. trzydziesci złotych. za taka ilośc takiego, jak teraz pale (sliwkowego), zapłaciłbym pewnie około sześciesięciu – wspomnień czar troche czasem kosztuje:) bedzie co palic w okresie poświatecznym (za sciana słysze składane sobie i wzajem zyczenia)

                    3. dziwne mi mysli krążą po głowie no pisze wam, ze co mnie to k[tu zastanowołem sie jakie u]urwa obchodzi i takie tam. swoje jednak trzeba [zmieniam na muszę] zrobić bez dwóch zdań.

  8. Owszem, dość wstrętne. Ale po namyśle dochodzę do wniosku, że jednak nihil novi.

    To idzie IMHO mniej więcej tak:
    1. Moja wizja rzeczywistości jest prawdziwa i słuszna.
    2. Istnieją jednak inni, którzy nie tylko jej nie podzielają, ale zupełnie inaczej postrzegają fakty (to, co ja biorę za fakty).
    3. Część z nich to ludzie naiwni lub wręcz głupi. Ulegają manipulacji, błędnym ocenom, wrażeniom, fałszywym narracjom. Część z nich można traktować z łagodnym pobłażaniem lub kpiną (lemingi, mohery, niezainteresowani polityką, albo gorzej wykształceni). Niektórzy są w swej naiwności/głupocie groźna (np. pożyteczni idioci).
    4. Część tych z przeciwnej strony, to jednak ludzie inteligentni, wykształceni. Niektórych niegdyś znaliśmy i/lub ceniliśmy za przenikliwość i niezależność sądów. Im nie daje się przyznać taryfy ulgowej, że nie wiedzą, co czynią. Oni głoszą tę fałszywą wizję świata całkiem serio.
    5. Albo to szaleńcy — fanatycy, sekciarze, obłędni podpalacze świata etc. — trzeba ich izolować (wariant łagodny), lub zwalczać, bo nas jeszcze spalą na stosie w imię swoich szkodliwych wizji (wariant ostry).
    6. Albo to cynicy — głoszący fałsz na zlecenie w dla jakichś prywatnych korzyści, agenci wrogich sił. Mogą być zdrajcami ze względów ideowych lub tożsamościowych (bo są nam obcy, a więc wrodzy). Mogą być kupieni za dużą kasę, albo za mniejszą. Wielu przecież tylko boi się stracić posadę.

    Wszystkie te postawy, oceny przeciwników, są zupełnie jawnie głoszone w naszej przestrzeni medialnej od wielu, wielu lat. Chyba od zawsze.

    “Kredycik” to łagodne podejście. W tej kategorii ocena radykalna to ta p. Brauna: zdrajców się rozstrzeliwuje.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.