Manifesto per la felicità.pl

To jest najważniejszy “artykuł” mego życia i całej “kariery”. Nie czytajcie – dość długi i z kategorii “Superprywatne/Hiperosobiste”. Piszę do czterech osób: trzech dziewczyn i jednego faceta. Muszę to jednak zrobić publicznie… Dlaczego? Nie wiem – dziś jeszcze nie wiem. Wiem, że muszę, że tak trzeba. To także element całej masy rzeczy, które miałem w podświadomości, a od paru tygodni rozumiem dzięki… Kotu. Felis catus.

Parę dni temu Mysz, jak to Mysz, zamiast napisać słowo o tym, co u niej, wrzuciła mi na FB linkę tego, czego akurat słuchała. Grechuta. W tym momencie zdołałem zwerbalizować coś, co wszak wiedziałem od dawna. Przynajmniej od 2000 roku jestem w miarę dojrzały emocjonalnie. Czułem to, co w  każdym kochaniu diabelnie ważne. Może najważniejsze. Ale nie rozumiałem, nie umiałem nazwać nawet. Gdy “moja” kochana Kasia w pierwszej dekadzie tego stulecia

słuchała Queen, Dżemu i innych kapel

za którymi nie przepadałem,ba – gdy oglądała doktora House, którego w samotności nie strawiłbym nawet przez pół minuty – słuchałem także, z przyjemością, choć jeszcze nie rozumiałem, dlaczego. Gdy Myszactwo po 2010 zaczęło tworzyć świat własny, mój opuściło i znalazłem się w pustce, każdy ich znak, gest, słowo – sprawiały mi radość. Nadal nie wiedziałem, dlaczego. Byłem dojrzały , choć nadal nie wiedziałem. Tak jak z Izą? Nie, w latach 90, sprawy miały się gorzej. Byłem młodym, ponoć dobrze zapowiadającym się dziennikarzem. A także, ufam, czułym, troskliwym facetem, a zarazem

emocjonalnym kretynem

Przyznaję, że dziś pamiętam niewiele rzeczy, które Iza lubiła, które sprawiały jej przyjemność, dawały małe, codzienne radości. Nie umiałem obserwować, nie przychodziło mi do łba, że milcząc, ubierająć twarz w smutek – Iza też chce mi coś powiedzieć. Wierzy, że zrozumiem, czeka, aż zrozumiem.

Po 2000 było lepiej, ale wciąż daleko. Miałem pełną świadomość, że Kasia chce mi coś powiedzieć, gdy się złości, coś więcej niż treść słów, które wypowiada, bo te myśli wypowiedziane mogłyby zaboleć. Wciąż nie umiałem obserwować. Aż do niemal dziś, do początku września, gdy – przerażony zachowaniem Kota, pełen trwogi, że coś mu jest – zacząłem go obserwować. Z dnia na dzień coraz pilniej. Wystarczyły dwa tygodnie, bym zobaczył, dostrzegł, zrozumiał, nazwał, zwerbalizował.

W 14 dni Kot nauczył mnie czegoś

czego życie nie potrafiło mi wyjaśnić przez 60 lat, czego nie zdołała lub nie zdążyła mi powiedzieć Mateczka, której dobrych rad przestałem wszak słuchać mając lat 11, równo pół wieku temu. Gdy Mysz podesłała mi kolejną linkę, podrapałem się w łysiejący łeb i pomyślałem: chwyć tę linkę, pogłówkuj, twoja córka chce ci coś powiedzieć.

Zakumałem. Gdy Mysz podsyła mi Grechutę, a Młody – kolejny swój produkt w 3D, oboje po swojemu, w sposób właściwy dla ludzi z dwoma na razie krzyżykami na karku, mówią mi, że mnie kochają. Mówili mi to od lat, a ja nie rozumiałem, rozpaczałem, że ich tracę, że zostałem kompletnie sam, tylko z kotami. W 2014 odszedł Gizmo, rok później, podczas mej terapii u Reni i Zbyszka, ofiarą własnej ciekawości świata padł Canon, płacąc życiem. Pozostał Nikon, odtąd obserwując, jak się zapadam, znikam ze świata realnego i przenoszę w wirtualny, nie mogę spać, jeść, właściwie nie żyję, tylko z odroczobnym nekrologiem.

Pod koniec 2018 musiałem przeprowadzić się z Kabat do Mateczki, która wymagała już stałej opieki 24×24 & 7×7. Na przełomie czerwca i lipca szlag trafił moje kręgio lędźwiowe i Mateczka wbrew całej mojej determinacji wylądowała tam, gdzie ja spędziłem parę miesięcy w 1982. W Białołęce, u Felicjanek. Zapewne na zawsze, bo ja już nigdy nie zdołam jej dźwignąć. Wpadłem w letarg. Przez niemal tydzień leżałem lub siedziałem bez ruchu, nie jedząc, nie paląc, ledwo coś pijąc. A potem siadłem przy kompie i średnia palenia skoczyła

z 45 do 55 fajek dziennie

Jakby tego wszystkiego było mało, kot zaczął lamentować już nie kilka razy dziennie, lecz non-stop. W drugiej połowie sierpnia ustabilizował się na poziomie alarmów dziennie. Trzy minuty miaukolenia i nerwowego biegania, pięć minut odpoczynku, kolejny alarm – i tak cały czas, grubo ponad 100 razy na dobę. Nie umiałem się pogodzić z myślą, że jest chory, apetyt miał ok, mruczał itp. – ale nie miałem pojęcia, co się dzieje. Wiedziałem tylko, że mam tego dość.

We wrześniu poszukałem pomocy na Twitterze. Dzięki jednemu z niezawodnych przyjaciół (od 1980 chyba, Tomku, skoryguj) dostałem diagnozę na odległość. Mądry weterynarz orzekł, że kot jest ewidentnie przerażony… mną. Prowadzi mnie w kółko do mego własnego łóżka, bo chce, żebym żył, a więc spał.

Zacząłem obserwować. Nikon nadal był niespokojny, choć alarm podnosił 20, a nie 200x dziennie. Po kilku dniach zauważyłem, że najczęściej nerwowo biega między kuchnią, drzwiami wyjściowymi i wózkiem na zakupy,a gdy tylko otworzę lodówkę, wpycha się i wspina na każdą półkę. W lodówce były jego puszki oraz resztka mojego kefiru, nic więcej. Gdy skończył się kefir, Nikon przez pół godziny lamentował jak w sierpniu. Uznałem, że nikt nie musi wiedzieć, iż słucham Kota. Poszedłem na zakupy, wróciłem wyczerpany, padłem przy kompie.

Nikon obwąchał zasznurowany wózek i znów podniósł lament. Gdy odsapnąłem, rozpakowałem wózek. Kot przyglądał się wszystkiemu, co mam w ręku, co chowam w lodówce. Gdy skończyłem, podreptał na łóżko i zasnął snem spokojnym jak nigdy w tym roku. Uznał, że moje życie chwilowo nie jest zagrożone. Ja zaś pojąłem, co Kot, świat, Iza, Kasia, przyjaciele – próbowali mi powiedzieć, odkąd pamiętam:

Patrz i słuchaj. Staraj się zrozumieć. Próbuj, błądź, próbuj znowu.

Odkąd to wiem, rozumiem, kim byłem i kim dziś jestem. Szczęśliwym, kochanym, bezzębnym dementem. Łzy w oczach. Łzy szczęścia.

Izaczku, Kasiczku, przepraszam

Myszactwo, Nikon, dzięki

Za to, że jesteście.

Skończę ten tekst. Może dziś, może za tydzień. Brak tylko zakończenia. Publikuję, by się nie rozmyślić, gdy znów zgłupieję.

One thought on “Manifesto per la felicità.pl

  1. Od chwili, gdy wyszedł pierwszy numer “Powściągliwości i Pracy” -) Sprzedawałeś go przy stoliku w Dużej Auli. I się skończył, a w domu miałeś jeszcze jakąś paczkę. Pojechaliśmy autobusem linii E.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.