Irlandzka bajka

To nie będzie o Tusku, choć gdyby znał się na pociągach, miałby prawo się rozmarzyć. Niestety jedyna historia, jaką słyszałem o Tusku i kolei, pochodzi z ust Roko, blogera s24, a kiedyś członka “Świetlika”. Gdy wracając z prac na jakimś kominie w południowej Polsce mieli przesiadkę bodaj w Zduńskiej Woli, Tusk oświadczył, że szkoda sił i czasu na szukanie baru na stacji, bo w pociągu do Gdańska “na pewno będzie Wars”. PKP podstawiły “kibel” czyli EN57 i świetlikowcy spędzili osiem kolejnych godzin o suchym pysku i pustym żołądku.

Ale gdy Tusk w 2005 zapowiadał drugą Irlandię, w kwitnącym Dublinie panowała także euforia kolejowa. Świeżo napisałem ukraiński kryminał i opisałem dzieje niespełnionych czeskich marzeń. Dziś opowiem więc irlandzką bajkę. Bajka będzie krótka. Zaczęła się w 2003 zamówieniem w Hiszpanii 67 nowych wagonów za 117 mln euro. Miały jeździć 200 km/h na “flagowej” trasie Dublin-Cork. Gdy pierwsze dotarły na początku 2006,  szef CIÉ (ichnia rządowa czapa nad kolejami) John Lynch i władze spółki obsługującej linię zgodnie zapowiadali cuda: wkrótce podróż potrwa 2 godziny. Oznaczałoby to urwanie 30 minut z rozkładu i wzrost średniej prędkości ze 106 do 133 km./h. Media były zachwycone.

Wagony rychło, jesienią 2006, zaczęły kursować. Podkreślam: wagony. Miały koła, podwozia, pudła, wygodne siedzenia.Bez silników. Ciągnęły je stare spalinowozy. Aby jechać 200 km/h, potrzebne były: (1) nowe lokomotywy, (2) modernizacja torów i (3) wymiana sygnalizacji. CIÉ i kolejarze snuli plany, aż snuć przestali. Powodów było kilka. Po pierwsze mieli dość kłopotów, by w ogóle utrzymać ruch na trasie Dublin-Cork: maszyniści regularnie strajkowali żądając podwyżek płac i zagrozili bojkotem nowych, szybszych lokomotyw, jeśli takie zostaną kupione.

Po drugie nadszedł rok 2008 i budżet Irlandii troszkę się zachwiał. Po trzecie rząd się wkurzał, że deficyt przewozów kolejowych (rzędu 300 mln euro rocznie) rośnie zamiast spadać. Po czwarte wyszło na jaw, że CIÉ zamawia strasznie drogie ekspertyzy, wybuchł skandal, Lynch musiał się tłumaczyć w parlamencie, pojawiły się podejrzenia korupcyjne, poleciały głowy. W 2010 udało się dokończyć kolejny etap modernizacji linii. Niestety nie znalazłem wiarygodnych danych o kosztach, ale musiało to być co najmniej 200 mln euro. Teraz już nie 1/3, lecz aż 2/3 drogi z Dublina do Cork można było jechać 160 km/h. Przynajmniej formalnie. Bo czas podróży nie spadł ani o minutę.

Wkrótce minie 12 lat od zamówienia cudownych wagonów. W rok 2015 linia Dublin-Cork wkracza wciąż bez lokomotyw, torów i sygnalizacji na więcej niż 160 km/h. A także bez żadnego zatwierdzonego planu rozpoczęcia prac czy zakupu taboru. Czas podróży jest niezmienny od circa 1990 r. To i tak sukces w porównaniu z drugą w rankingu ważności linią Dublin-Belfast. U schyłku XX wieku najszybszy pociąg osiągał prędkość podróżną 100 km/h, dziś jedzie prawie 20 minut dłużej ze średnią 87 km/h. Tyle irlandzkiej bajki na Boże Narodzenie 2014. Oby u nas się nie spełniła.

PS. W południe “niepokorne media” popłakały się ze szczęścia: 40 minut spóźnienia! “WSieci” zrobiło z tego czołówkę strony głównej. Jak przepowiadałem, wszyscy się cieszą, choć na zmianę.

5 thoughts on “Irlandzka bajka

  1. @ Krzysztof Leski/ bajka
    “Chcecie bajki? Oto bajka…”
    Teraz zamawiam bajkę japońską,tłumaczącą jak to jest, że tam koledzy musieli powstrzymać od samobójstwa kolejarza, którego pociąg spóźnił się o 12 sekund (?) na docelową stację. Biedak nie umiał sobie tego wybaczyć…
    Bo na razie morały z tutejszych bajek są dwa:
    – pierwszy w stylu słynnego monologu Janusza Gajosa o kulturze (z pointą:”Do teatru nie chodzić!”):
    W tej naszej Europie to nie ma się co za te pendilina i teżewe brać, bo tylko z tego same strajki, korupcje i kłopoty… Jedno wielkie budżetowe niepoeodzenie.

    – drugi jest gorszy: co tam panie narzekać, wszędzie kradną, złodzieje jedne, pendolino ich mać, to co się naszym dziwić? Pewnie taka kolej rzeczy…

    A mi w uszach brzmi: “wymagajcie od siebie, nawet gdyby inni od was nie wymagali!” Lestat czy Giz pewnie podpowiedzieliby skąd to 🙂

    Jakoś na mnie te ukraińskie czy irlandzkie plasterki nie działają. A jeśli mialy być przestrogami – to obawiam się, że są o kilka zagarków za późno…

    Z mojej wschodniopolskiej perspektywy pendolino to żelazny wilk. Wolałbym tiry-na-tory…

    Ściskam serdecznue spod śnieżycy na trasie z Zamościa.

  2. @”musieli powstrzymać od samobójstwa kolejarza, którego pociąg spóźnił się o 12 sekund (?) na docelową stację. Biedak nie umiał sobie tego wybaczyć…”
    Fascynuje mnie skąd się biorą te niedorzeczne historie o japońskich kolejach, może po prostu nikt nie jest w stanie ich zweryfikować (znam też taką, że “koleje japońskie w ostatnim roku spóżnień miały 18 minut łącznie”). Jeżdże często do Japonii i uwielbiam ich system kolei (chciałbym żeby taki był w pl), ale te opowieści o dokładności są tylko bajkami. Jeżdżąc po Tokio praktycznie codziennie czytam informację o spóźnieniach na jakiejś linii (są ich setki), ostatnio jechałem z Toyamy do Nagoi, pociag spóźnił się pół godziny, nikt samobójstwa nie popełniał. Przy odpowiednio rozbudowanej sieci kolejowej spóźnienia są nie do uniknięcia.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.