Dzieci niczyje

Nie, to nie pijani kierowcy są zagrożeniem dla naszego życia publicznego. Trzeźwość szwankuje w “mediach”. To nie alkohol, to ideologiczne zaślepienie sprawia, że choćby autorzy sto razy przeczytali własne teksty, nie zauważą, że toną w oparach absurdu. Są stale nietrzeźwi mentalnie, choć pewnie fizycznie nie mają problemu z równowagą.

Oglądam sobie stronę główną portalu braci Karnowskich. Na samym topie wisi tekst Marka Króla. Tego, który był sekretarzem KC PZPR. Tak, członkiem centralnego sekretariatu, był więc wśród kilkudziesięciu top prominentów kompartii. Osobiście — nie tata czy dziadek, lecz Marek Król owym sekretarzem był, a wstąpił do partii po studiach i pozostał w niej do jej końca.

Tuż pod Królem, jako numer 2, wisi kolejny manifest Wojciecha Reszczyńskiego. Tego, który był w latach 80. gwiazdą Teleekspressu, PRL-owskiego programu “informacyjnego” monopolistycznej telewizji. Gwiazdą “informacji” w TVP, a nie początkującą reporterką radiową zajmującą się duperelami, jak Olejnik. Osobiście tą gwiazdą był, nie wujek czy znajomy, lecz sam Reszczyński czytał widzom komunikaty politbiura KC PZPR. Z uśmiechem na ustach.

A pod tym kolejny tekst o “resortowych dzieciach”, czyli tych, których ojciec… dziadek… ciotka…. coś tam, a którzy dziś nie podzielają braci Karnowskich jedynie słusznego poglądu na świat. Nie linkuję całego tego śmiecia, odnotowuję tu tylko układ strony głównej.

Gwoli ścisłości nie potępiam Króla, swego czasu poznałem go i polubiłem, okoliczności jego sekretarzowania były nieco specyficzne i staram się rozumieć jego ówczesne motywacje. Za Reszczyńskim nie przepadałem, ale nie jest tak, że ręki mu nie podam: jakoś szczególnie się w PRL-owskiej telewizji nie ześwinił, choć też nie słyszałem, by choć kiedyś odmówił przeczytania komunikatu np. o “nielegalnej demonstracji nielegalnej Solidarności”.

Zauważam tylko, że  życiorysy obu są z kompletnie innej bajki niż te “resortowych dzieci”, a jednak dla “wpolityce” te ostatnie to demony zła, Król zaś i Reszczyński robią za “autorytety”. Większość “resortowych dzieci” albo była za PRL dziećmi, albo ma całkiem ładne karty opozycyjne. Król i Reszczyński nie muszą być czyimiś dziećmi, bo własnymi twarzami i ustami, czynnie i publicznie popierali Jaruzelskiego. To są gołe fakty. Ale Karnowscy nie ujrzą absurdu. Nie są w stanie i już nie będą. Ich trzeźwość umysłu jest stracona na wieki.

51 thoughts on “Dzieci niczyje

  1. Nie bronię Karnowskich; jakiś czas temu przestałem śledzić ich działalność zawodową. Broniłbym natomiast schrzanionego tematu apanaży ciągnionych z niezbyt chwalebnej przeszłości najbliższych przodków. To nieco inny problem niż sprawa zmiany poglądów, o czym można by sobie pogawędzić w kontekście pana Marka Króla.
    Co do Reszczyńskiego i Moniki Olejnik. Teleexpress to 1986 rok. Pani Olejnik początkującą dziennikarką (nie jestem pewien, czy można ją nazwać reporterką) była w 1982 roku; na etat radiowy wskoczyła, jak kilka innych późniejszych gwiazd, w atmosferze weryfikacji pracowników Radiokomitetu. Skądinąd Wikipedia podaje interesującą, w kontekście Pańskiej notki, informację o przeznaczeniu przez Reszczyńskiego nagród Wiktor w 1987 i 88. Ciekawe, czy to prawda.
    Pozdrawiam serdecznie.

  2. Panie Krzysztofie,
    Nie komentowałem do tej pory, bo ja raczej z tych czytających po cichu… Przyznam, że od rana się zastanawiam, jak wytłumaczyć reakcje prawej strony Internetu na decyzję TVP w sprawie programu Jana Pospieszalskiego. Te głośne nawoływania o cenzurze etc. Przecież chyba każdy rozsądny człowiek widzi niestosowność w zapraszaniu do telewizji człowieka, który zlecił materiał o ś.p. Turskim, i to dwa dni po pogrzebie. Przecież sam honor powinien wystarczyć, by Karnowski nie przyjmował zaproszenia do programu. Ja abstrahuję od oceny życia zmarłego, jego dokonań i przekonań, ja tylko mówię o elementarnej przywoitości. Ale gdy żyje się w oparach absurdu, to i przyzwoitości już się chyba nie dostrzega.
    Pozdrawiam,
    Druss

  3. Sprawa Turskiego jest oczywiście bulwersująca ale ja nie mogę zapomnieć szokującej okładki gestapowca z zakrwawionym krzyże. Niezrozumiałe jest iż dziennikarska hiena roku 2013 “umknęła” Karnowski,.
    Jeżeli nad takimi wydarzeniami przechodzi opinia publiczna do porządku dziennego to jest to dla mnie dowód całkowitego znieczulenia. Gorzej już raczej być nie może.

  4. Temat “resortowych dzieci” nie jest ani nowy, ani nie jest tematem pochodzacym od J i J. Karnowskich.
    Jest za to, w moim przekonaniu, kluczowy dla rozumienia czym jest/czym byla transformacja, oraz czym jest wspolczesna o niej dyskusja.
    A jako kluczowy moze zostac zmasakrowany z 15 roznych stron, a poprowadzony wlasciwie, praktycznie jednym torem.

    Wydaje mi sie, ze grubo sie pan myli – choc moze wslad za wykladnia tych, ktorych tu krytykuje – ze atrybut resortowosci polega na posiadaniu ojca, ciotki.. ktorzy cos tam, oraz na niezgodzie z pogladami przypisanymi Karnowskim Ad 2014, znow jakoby byli ich wlascicielami.

  5. @Atticus
    W czym KL sie myli ?
    Czy w tym że ci którzy kiedyś żyli z komuną w dużej zgodzie, to teraz wystawiają świadectwa moralności innym ?
    Albo w tym, że wiele z “resortowych dzieci” ma własne (nie rodziców) całkiem godne życiorysy i nie raz, jeszcze czasach kiedy odwaga coś kosztowała, pokazywało swoje charaktery ?
    A być może Pan sądzi, iż KL myli sie w tym, że przeciez wiemy ” czym jest/czym była transformacja”, a była lipą, zmową komunistów z lewicową opozycją, którzy pospołu zgodnie pocięli na kawałki i rozdali sobie Polskę, a do tej roboty m.in. przygotowano potomków i w ten sposób niektórym przypadło wykonać zadanie w mediach.
    Mozna mieć taką teorię, ale tylko wtedy jak potrafi się obudować ją faktami i konkretami składającymi sie na pewną spójną całość, a nie sugestiami, pomówieniami obracającymi sie w karykaturę… Jak nie jest “biologicznym resortowym dzieckiem” to jest przynajmniej mentalnym, albo “resortowy” bo ojciec uczył rosyjskiego itd…
    Jak chcemy oceniać dziennikarzy, to oceniamy ich artykuły, ksiązki, audycje, programy, wiedzę, warsztat, pióro czy retorykę.Komentujmy i polemizujmy z ich zaangazowaniem spolecznym lub politycznym.
    Jeżeli nie potrafimy tego robic, lub nie starcza argumentów i sięgamy po ciotki, ojca itd…, to znak że jednak transformacja rzeczywiście sie nie do końca udała. Bo to jest właśnie bolszewizm.

    1. E tam, prosze nie zanudzac, tylko czytac, co napisalem:

      K. Leski napisal: ….tekst o “resortowych dzieciach”, czyli tych, których ojciec… dziadek… ciotka…. coś tam, a którzy dziś nie podzielają braci Karnowskich jedynie słusznego poglądu na świat…..

      Wiec, ja uwazam, ze tu sie K. Leski myli, a scislej moze nawet – po prostu to jak ocenia dzis publicystyke czy politykierstwo J i J. Karnowskich, jest dla niego na tyle istotne, ze nieistotne staje sie zadoscuczynienie nieuragajace wyobrazeniu, dosc zgola licznej grupy ludzi – na temat tego, co taka resortowosc w istocie oznacza.

      Pisze pan: Jeżeli nie potrafimy tego robic… – prosze mowic za siebie.

      Bolszewizm, u grubo. To widze, i czytam staje sie popularna tutaj fraza. Bolszewizm. O tak. Nic minus. Uklony.

      1. “co taka resortowosć w istocie oznacza”
        No właśnie, co?
        Co w istocie oznacza np. w przypadku Marcina Mellera?
        Moim zdaniem oznacza mniej więcej tyle, lub nawet mniej niż w przypadku np. Ludwika Dorna.

        Ja rozumiem, że w Polsce biografie i życiorysy znanych osób publicznych to trochę tabu. Mało się o tym pisze, jak już to albo hagiografia z pominięciem niewygodnych wątków, albo w atmosferze skandalu z magla, o którym nie wypada mówić w towarzystwie.

        Ja rozumiem, że ma znaczenie, że np. Ingvar Kamprad w młodości był nazistą. Ja rozumiem, że ma znaczenie kim był ojciec Eriki Steinbach i skąd się wziął w polskim mieście, z którego został “wypędzony”. Podobnie – takie wątki mają znaczenie u Polaków.

        Ale publikacja, o której mowa, wylicza starannie obok siebie tych, którzy sami działali w komunistycznym aparacie (do końca) i później zrobili kariery w RP, oraz tych, których z komunistycznym aparatem łączą jedynie losy rodziców i (lub) dziadków. Często tych, którzy sami nadstawiali karku w zmaganiach z czerwonymi.

        Co łączy bohaterów opisanych w książce? Wcale nie zaangażowanie w komunizm i PRL – bo nieraz jest to na zasadzie dziadka z wehrmachtu. I nie to, że robili (albo ich krewni) karierę po 89. To znaczy: te dwa warunki są potrzebne, ale niewystarczające, by być bohaterem “Resortowych dzieci”. Istotą jest to, że dziś są przez środowisko polityczne skupione wokół PiS uważani za politycznych przeciwników. I sory, dla mnie to kompromituje całą sprawę.

        Bowiem na moje oko, w istocie “resortowość” ma oznaczać dziś w Polsce, że się nie popiera PiS. W ten sposób stajesz tam, gdzie stało ZOMO. W ten sposób potwierdzasz, żeś komunistycznym dzieckiem, albo komunistycznym agentem, albo agentem wpływu, “pożytecznym idiotą”, niewolnikiem komunistów, oszukanym przez komunistów. Pracujesz dla nich i głosujesz na nich za pieniądze (bo kredyt), itd, itp. Krótko mówiąc, kto nie popiera PiS, ten zdrajca. Albo zdradza z wyrachowania, ze względu na odziedziczone powiązania, albo z głupoty, albo dla kasy. Każdy przypadek obrzydliwy, każdy godzien pogardy.

        Dopiero przy takiej narracji przestaje mieć znaczenie, że “nasz człowiek” jest tak samo lub bardziej powiązany z komuną, co skrupulatnie wyliczane “resortowe dzieci”. Nasz nie jest resortowy, nie dlatego, że nic go z “resortem” nie łączy. Liczy się to, że dziś stoi z nami, a nie tam gdzie ZOMO. I tak samo: “resortowe dzieci” mogą mieć nawet piękną opozycyjną kartę, ale skoro dziś nie stoją z nami, no to wiadomo.

          1. Pan sie nie uderzy glowa o kolano. O kwantyfikatory, jak mawia Krzysztof Leski – Wszystko!

            Wszystko co trzeba napisac, wszystko co trzeba wiedziec.
            Blogoslawieni majacy w glowie poukladane albowiem oni beda zazywac spokoju ducha i macic go innym.

        1. Panie Odyssie,
          Karnowscy nawet nie działają w polityce czy też raczej działają przypadkiem – oni robią biznes więc będą pisać co im się wyda opłacalne. Ale czy to w jakikolwiek sposób obala samą tezę? Moim zdaniem ani trochę.
          Obserwowałem swego czasu próbę założenia prywatnego banku. I z moich obserwacji wynika, że na początku lat dziewięćdziesiątych NIE DAŁO SIĘ TEGO UCZCIWIE ZROBIĆ. Co z tego wynika? Ano między innymi to, że dzieci oprawców korzystały z przywilejów nie tylko przed ’89 ale i po. Jeśli to Pana zdaniem jest w porządku to nie mam innych pytań – ale sama niechęć do Karnowskich czy PiSu nie powinna moim zdaniem aż tak bardzo wpływać na ocenę rzeczywistości.

          1. Chyba zupełnie się nie rozumiemy.

            Ja doskonale rozumiem, że prominenci PRL, oraz np. ludzie spec-służb mogli po 1989 spokojnie wykorzystywać swoje przewagi nad uczciwymi Polakami i nikt im zanadto nie przeszkadzał. Nie było dekomunizacji, poza – nader symboliczną – weryfikacją esbeków. Nie było nawet skutecznego ścigania komunistycznych zbrodniarzy. Nawet tak banalna i niewinna kwestia, jak tzw. lustracja – czyli samo odsunięcie od karier tych, którzy kłamali na temat swojej współpracy z peerelowskim aparatem terroru, dokonała się dalece zbyt późno, w atmosferze niebywałego konfliktu i wśród najcięższych oskarżeń o polowanie na czarownice itp. To są fakty, a o faktach się nie dyskutuje.

            To są skutki braku rewolucji. Bo taki proces, w którym szerokie elity władzy politycznej i ekonomicznej są trwale odsuwane od wszelkiej władzy i wpływów — oraz zastąpienie ich innymi ludźmi — to rewolucja. U nas jej nie było. Nie odsunięto tych, co byli u władzy, tylko otwarto furtki innym. Niektóre furtki powypadały przy tym z zawiasów, inne zostały przymknięte.

            Pozostawiam otwartym pytanie, czy gdyby dokonała się rewolucja — najdelikatniejsza i najmądrzejsza z możliwych — banki dało by się zakładać uczciwie. Balzakowski ojciec Goriot nie jest moim ideałem pioniera uczciwego biznesu i nowych burżuazyjnych elit. Ale może, może. Kto wie.

            Przede wszystkim, zaznaczmy jednak, że dziś nie jesteśmy we wczesnych latach 90, tylko 20 lat później. Wśród polskich banków jest też Alior. Jego założyciel też wykorzystał możliwości, których szary Polak nie ma. Ale zdobył je pracując i inwestując na kapitalistycznym Zachodzie, a nie w SB. Wśród elit są np. przedstawiciele rodów arystokratycznych, którzy do 1989 byli skazani na brak możliwości. Dziś mogą korzystać z przewag, jakie dają im dziedzictwo – etos, ale także i znajomości.

            No i wreszcie, jeśli idzie o media — a tę dziedzinę obejmuje pierwszy tom Kani i Targalskiego — dziś w nich liczą się bardzo także liczni “nasi” publicyści. Dwie dekady temu może i nie było życia medialnego poza GW i Polityką, ale od dawna jest to przeszłość. Nawet jeśli “prawica” nie osiągnęła pułapu Michnika, to z pewnością od lat nie ma już on monopolu.

            Tymczasem “Resortowe dzieci” i towarzysząca im apologia np. w mediach Karnowskich, są karmą fałszywego mitu tożsamościowego dla “prawicowej” opozycji: że mianowicie walka z komunizmem trwa, bo komunizm trwa. Nasza strona, bezbronna i stłamszona opozycja, skazana na drugi obieg i konspirację, jest z definicji czysta, niekomunistyczna. Władzę — każdą i całą — definiuje się poprzez powiązania z komunistami. Ostatecznym kryterium jest nie to, czy się było w PZPR, albo miało tam krewnego — tylko obecne sympatie polityczne.

            Czyli nieważne, czy byłeś sam, lub twój dziadek, w PZPR, SB, KPP — nieważne, jeśli dziś jesteś z NAMI. Jak Król, czy sam Targalski.

            Nieważne też, jeśli nie byłeś — jeśli dziś jesteś przeciw NAM, to jesteś jednym z NICH. Jak Żakowski.

            Ta piramidalna hipokryzja i zakłamanie autorów tej książki, albo piejących na jej cześć “prawicowych” publicystów, nie może być uznana za nieznaczącą, bo brak dobrych biografii i studiów nad postkomuną. Ten rak nie będzie rybą, niezależnie od bezrybia.

            1. Dokładnie Odysie.

              Tam na ciężkiej prawicy, ciągle odgrzewany jest ten kotlet współczesnej opozycyjności w oporze do całkiem realnej tyrani obecnej Polski. III RP.

              Pewni ludzie, z przyczyn biologicznych, mentalnych, nie dociekam, jakich jeszcze, nie załapali się na prawdziwy czas “Solidarnościowej” próby i z faktu popierania obecnego PiS, czynią z siebie nie wiadomo jakich męczenników.

              Zaiste, to jest dopiero śmieszne.
              A będzie tym śmieszniejsze, gdy PiS odzyska władzę i ci sami ludzie, hurtem rzucą się na stołki i apanaże, które władza łaskawie zaoferuje.
              Z miejsca zniknie neo-PRL, kondominium, reżim. Zaświta jutrzenka wolności Najjaśniejszej.

          2. Trochę to słabe, Eumenesie.

            Zaczynasz stosować zasadę wiem, ale nie powiem. Ulubiona figura retoryczna pewnego polityka.

            Albo coś wiemy, mamy dowody na coś i wówczas karty na stół. Inaczej to troszku ssanie z palca…

            Żakowski spadł na 4 łapy w III RP, bo ktoś nie mógł normalnie i legalnie założyć działalności gospodarczej, a on mógł?

            No proszę Cię..

            Karnowski w epizodzie IV RP, mógł ot tak zostać szefem “Wiadomości” i “Panoramy” a pewnie z 1000 bardziej kompetentnych od niego osób, nie miało na to szans, bo nie wchodziło w pupy bez wazeliny tym i owym.

            Świat nie jest czarno – biały.

        2. Co oznacza – to ja pytalem, a pan odpowiedzial.

          Ale w moim przekonaniu – zle.

          Po pierwsze, wady tej ksiazki, czy nawet 1000a (gdyby istnialy) na ten temat nie przesadzaja, o tym, czym temat jest w istocie.

          Po drugie, wlasciwie na slowo pisze, ze zgoda (na slowo, bo ksiazki nie czytalem) gdy mowi pan, ze dla D. Kani wazne sa wspomniane 3 warunki. Pan robi jej z tego zarzut, ze gdy nie wystepuje nie popieranie Pisu, a to dopiero wtedy sie ktos lapie.
          Ciekaw jestem, co panskim zdaniem znaczy “kto nie popiera”. Prosze mi to wyjasnic.

          Prosze takze zastanowic sie, czy np. taki M. Meller jest w ksiazce dlatego, ma pochodzenie jakie ma, i publikuje gole baby, czy dlatego, ze ma pochodzenie jakie ma, i politykuje, choc – o naiwnosci -, myslalby kto, ze robi w interseis z golymi babami?
          Osobiscie uwazam, ze M. Meller pomimo tego, ze robi w interesie z golymi babami ma prawo i miec i gloscic poglady, jakie w mu w duszy graja.
          Uwazam tylko, ze gdyby mial inne, to nie mialby okazji ich glosic, a takze dosc szybko pozegnalby sie z prowadzeniem interesu z golymi babami.
          Swoja droga Meller daje asumpt pewnej komediowosci, jaka powstaje gdy temat na warsztat bierze sie po 20 latach, i bierze sie za nia srodowisko, ktore (w mojej ocenie) majac dobra wole potyka sie o wlasne sznurowki.

          A na moje oko, zamienia pan jedna obsesje w druga. Pomijam gadke frazami, o ZOMO, i full spectrum max zestaw zbitek. A moze nawet nie pomijam, bo to wlasnie objaw obsesji. Nie takiej z goraczka i piana na ustach, takiej raczej z temperatura stale 37,3. Po godzinach.Mozna nie byc chorym na zapalenie pluc, ale miec permanentna czkawke, a i tak jakosc zycia nijaka.

          Sama Kania albo sie tak juz tlumaczylka, albo ja przynajmniej bym cos takiego na jej miejscu mowil, ze od 89 roku minelo lat troche i kazde resortowe dziecko mialo 1000 okazji, szczegolnie jak sie mialo np. 1000 audycji, to dego, zeby zajac jedno, lub drugie, a nawet 10 stanowisko, wzglednie nie zajac zadnego. Ja sie pytam teraz pana, jak sie ma np. wbijanie ludziom do glowy co maja(czy glownie) mieli myslec o lustracji, gdy wlasny stary werbowal? No wiec jezeli, ktos taki mowi, ze jest za lustracja ( vide Cenckiewicz, o ktorego przeszlosc zatroszczyl sie Walesa) vs. ktos, kto piatek-swiatek mowi, ze jest przeciw? Bo moim zdaniem to drugie jest proszeniem sie o cios miedzy oczy. I prosze mi wierzyc, ze gdyby syn rzeznika mowil ze trzeba byc wegetarianinem dlabym mu wiecej swobody w dowolnosci pogladow, niz gdy syn politruka sam jest politrukiem, a to dlatego, ze rzeznictwo jakkolwiek wazne nie jest ustrojow, a politructwo niestety tak.

          To co nie pozwala mowic o resortowosci dzieci, to przede wszystkim to, ze sa silniejsze, ladniejsze, bogatsze, maja fajniejsze dupy, ktorych zony nosza fajniejsza bielizne, i w ogole sa bardziej coolowi. Co masz cos do takiego? twoja stara ma krzywe nogi i zazdrosc zzera?
          I to oniesmiela wszystkich, poza takimi, ktorzy nie oniesmieleni dostaja goraczki. Jednym slowem nie oniesmiela socjalnych abnegatow, dlatego sa tacy niebezpieczni.
          Solidarnosc zawodowa dziennikarzy tez ma duze znaczenie.

          Swoja droga ciekawosta polega na tym, ze na moja pamiec okolo roku 90 mowiono raczej, ze lustracja nie moze sie odbyc bo bylaby niemoralna, nieuczciwa, i niedelikatnie byloby gdyby zwyciezcy okazali cos takiego pokonanym. Dzis pobrzmiewa argument, ze nie mozna lustrowac, bo nie ma kogo, i byloby to wyssane z palca.

          Czytam, ze dzieci nie odpowiadaja, za grzechy rodzicow i malo z krzesla nie spadam. W tens sposob odowiadaja dzieci, owszem, ale tych na ktorych rodzice buty wytarli.

          Zreszta nie o tym t w zasadzie chialem mowic: raczej o tym, ze zgodze sie z uwaga eumenesa, oraz z tymi z Was, ktorzy sadza, ze taka ksiaze daloby sie napisac lepiej, uczciwiej, ze mogalby, czy powinna obejmowac cale zycie publiczne, a nie tak, ze Lis pisze o ojcu Kaczynskich, a D. Kania o M. Mellerze. Zwrocilbym uwage na roznice w stawkach, za jakie oboje robia to co robia, ale czyja to wina, lub zasluga – nie wiem.
          Zgodze sie z tymi, ze wybierajac sie na przedsiewziecie moralne warto wyprac wlasne skarpety. Ale zwroce Wam uwage, ze gdyby chiec w szkole podstawowej spacyfikowac bande chuliganow, nie wybralbym sie na boje z nia stworzywszy bande wzorowych uczniow odznaczonych odznaka czyscioszka, w pinglach na oczach.
          Denazyfikacja w Niemczech udala sie, jako proces, choc setki, tysiace a moze i setki tysiecy ludzi sie jej wymknelo. Byli tacy co nawiali pod skrzydla nowych wywiadow, byli tacy, co po prostu unikneli kar. Ale jednak w niemieckiej polityce zapanowal nowy polityczny lad robiony rekami nowych ludzi. To tyle.

          1. Owszem, wady książki nie przesądzają, czym temat jest w istocie.

            Ale ja nie piszę o wadach (tj. nie wyliczam błędów rzeczowych czy warsztatowych). Ja piszę o jej głównym założeniu, o jej celu. Sęk w tym, że książka Kani i Targalskiego, oraz towarzysząca jej publicystyka — wbrew deklaracjom — nie opisuje faktycznego procesu wykuwania się nowych elit III RP. Nie opisuje też powiązań dzisiejszych wpływowych Polaków z komunistycznym aparatem — na płaszczyźnie strukturalnej i personalnej. Tzn. opisuje tylko w wąskim zakresie, w wybranych przypadkach, bo to nie jest cel, tylko narzędzie.

            Co to znaczy “kto nie popiera PiS”? Znam dwie metody popierania stronnictwa politycznego. Przede wszystkim — głosując na nie. Po drugie (ważne w mediach) — głośno chwaląc politykę tego ugrupowania, jego liderów, ich bieżące działania i wypowiedzi, wreszcie program (ale programy partii mają znaczenie propagandowe).

            Zresztą — sama Kania wykłada to jednoznacznie w rozmowie z Mazurkiem (polecam, w łykendowej Rzepie): “Kryterium, jakie przyjęliśmy, było bardzo proste. Było nim zachowanie dziennikarzy w IIIRP i ich stosunek do najważniejszych spraw: lustracji, dekomunizacji, likwidacji WSI, oraz do katastrofy smoleńskiej.”

            No to OK. Proszę bardzo. Niechże napiszą książkę, w której nazwisko po nazwisku, rozliczają z tych kryteriów. Niech wytykają Mellerowi, że redaguje sprośny magazyn. Żakowskiego niech bezlitośnie odmalują jako smoleńskiego konformistę. Itd. Ale napisali tę. Z lustracji zrobili cep na politycznych przeciwników. Identyfikowanych m. in. po stosunku do katastrofy smoleńskiej.

            No więc wyobraźmy sobie mnie w roli wziętego publicysty. Wiem, że trudno, ale wyobraźmy sobie. I ja np. lustrację zaliczę, dekomunizację pewnie też (choć diabeł tkwi w szczegółach), ale już do likwidacji WSI mam mocno ambiwalentny stosunek, a w kwestii katastrofy smoleńskiej jakoś wątpię, bym mógł zdać test pani Kani. Czyli trzeba mi w biografii poszukać towarzyszy. Słabo z tym, choć w kolejnych liniach pokrewieństwa się znajdzie ktoś z legitymacją partyjną. A nawet podobno wśród odległych krewnych — których nigdy nie poznałem i nie wiem nawet jak się nazywają — był jakiś milicjant. Cóż po tym. Mógłbym się znaleźć w książce tak jak i red. Żakowski:
            “Jego ojciec był wykładowcą w WAT, ale rzeczyście J.Ż. nie był w partii, co wyraźnie napisaliśmy. Za to on chętnie wypowiada się o porządku IIIRP i jest jego gorliwym obrońcą.”

            Ale wyobraźmy sobie (znów będzie trudno, ale…), że mam tych przodków w KPP i rodziców w PZPR, za to od 10.04.2010 cały czas szukam sowieckiego śladu w Smoleńsku, lepiej niż FYM i prof. Rońda zusamen do kupy. Czy moi obrzydliwi antenaci mają znaczenie?
            “Jest wiele innych osób po prawej stronie, konserwatywnych dziennikarzy, którzy mieli dziadków w KPP, a o nich nie napisaliśmy” — broni się Kania, gdy Mazurek wyciąga jej przykłady bardzo ważnych prawicowych publicystów, o bardzo wyraźnych akcentach komunistycznych w genealogii.

            Bo to nie jest książka o komunistach i ich dziedzicach wśród polskich elit. To lista wrogów prawicy, którym wyciągnięto “dziadków z wehrmachtu”. Jeśli ta książka naprawdę jest groźna, to nie dla zdemaskowanych bohaterów, ale dla idei lustracji i historycznej prawdy. O sprawiedliwości (która nie od rzeczy jest przedstawiana jako ślepa i obosiecznym mieczem) nie wspominając.

            Na passus o zabieraniu się do spacyfikowania bandy chuliganów, to ja przypomnę, że w realnym świecie były np. takie Włochy lat 20. Tam komuniści naprawdę bruździli i zebrali się chłopcy i dali im w d. Chłopcom wiele wybaczano, bo w końcu dali w d. komunistom. Otóż ja nie tęsknię za takimi chłopcami u nas. Wręcz przeciwnie. Mimo że doskonale rozumiem powagę różnicy między włoskimi faszystami, a nazizmem z jego wszystkimi potwornościami.

            A denazyfikacja w Niemczech udała się jako proces, ale była przeprowadzona przez zwycięskich okupantów. Warto o tym pamiętać. W sprawach, które sami (zdenazyfikowani) Niemcy załatwiali, trzeba było czekać na symboliczną sprawiedliwość jak w przypadku polskich pocztowców w Gdańsku, długie dziesięciolecia.
            A w Guenterze Grassie i tak widzę piramidalnego hipokrytę.

            1. “Ale wyobraźmy sobie (znów będzie trudno, ale…), że mam tych przodków w KPP i rodziców w PZPR, za to od 10.04.2010 cały czas szukam sowieckiego śladu w Smoleńsku, lepiej niż FYM i prof. Rońda zusamen do kupy. Czy moi obrzydliwi antenaci mają znaczenie?”

              No to akurat chyba logiczne, że nie mają znaczenia. Albo nawet świadczą na ich korzyść – tak jak z nazistami:

              – pan X jest synem znanego nazisty i występuje za rozliczeniem nazizmu i denazyfikacją (czy koneksje rodzinnne źle o nim świadczą?)

              – pan Y jest synem znanego nazisty i nawołuje do zaprzestania rozliczeń i przekonuje że naziści nie byli tacy źli, ot mądrość etapu… warto zwrócić uwagę że sam pochodzi z tego środowiska czy nie? Warto zwrócić uwagę że swoją obecną pozycję zawdzięcza nazistom czy nie?

              Bo do tego się w gruncie rzeczy cała dyskusja sprowadza.

              1. ” pan Y jest synem znanego nazisty i nawołuje do zaprzestania rozliczeń i przekonuje że naziści nie byli tacy źli, ot mądrość etapu… warto zwrócić uwagę że sam pochodzi z tego środowiska czy nie? Warto zwrócić uwagę że swoją obecną pozycję zawdzięcza nazistom czy nie?”

                Żakowski nie jest “resortowym dzieckiem”, został tam umieszczony z racji swoich , antypisowskich pogladów. Lis, któremu można zarzucać nierzetelność (któremu dziennikarzowi nie można?)jest synem dyrektora Stacji Hodowli Zwierząt, naprawdę uważasz, że każdy członek partii, który był dyrektorem w jakiejś instytucji, potrafił załatwiać w Warszawie stołek dla dziecka? Przypominam, że wtedy było 49 województw.

              2. Oj, nie. Raczej:
                “- Pan Y nawoływał do zaprzestania rozliczeń, a przy tym jest związany z CDU, jest obrzydliwym prawicowym wrogiem socjalizmu, a tymczasem miał w rodzinie nazistów.
                – A Pan X?
                – O Panu X nie rozmawiajmy, bo on zawsze był po słusznej stronie: wzywał, by uznać granice na Odrze i Nysie, zawsze był przeciwnikiem CDU, chciał socjalizmu i pokoju, apelował o dokończenie denazyfikacji.
                – Ale okazało się, że sam służył w SS…
                – Co za małostkowość!”

                1. To już sobie Pan sam rozmydla panie Odyssie 🙂
                  Można jeszcze dodać że dojeżdża do pracy Toyotą i chodzi w bluzach żeby kluczowa informacja się bardziej “schowała”.

                  Jeżeli ktoś się domaga denazyfikacji to fakt że służył w SS mu nie szkodzi, czyż nie? Jeśli już to go właśnie uwiarygadnia.

                  Jeżeli ktoś się domaga odpuszczenia nazistom i zamiata sprawy pod dywan to działa we własnym interesie, czyż nie? I jest to kluczowe dla jego wiarygodności.

                  Pozdrawiam!

            2. Wady, zgoda.
              Tak, opisuje w waski, zbyt waskim – zdaje sie, ze to dopiero 1 tom. Mowi pan, ze to nie jest jej cel, bo ksiazka jest tylko narzedziem. Moge sie z tym zgodzic, ale nie widze tu zarzutu.

              Pytanie, co znaczy kto nie popiera postawilem przewrotnie. Wymienieni ludzi, z reguly wgniataja Pis w ziemie, nie mowiac o niepopieraniu. Powiadam – dyskutuje w zakresie, w ktorym moge, bo ksiazki nie przeczytalem. Zatem wganitaja w ziemie. Swiatek piatek.
              Przywolany M. Meller dosc ciekawie broni sie przed oskarzeniami – broni sie uzywajac takze zbitek (ze prawi i sprawiedliwi) – on nie broni sie przed Kania, nie przed GaPolem, (choc zgielk jaki powstal na lini Kania-Zaremba via Mazurek jest bynajmniej nie mniejszy) on broni sie przed Pisem. Kanie, jak sadze ma w dupie, natomiast gwarantem luzu – dajacego mu zyciawa przewage pozwalajaca miec Kanie w dupie, jest wlasnie to, zeby byl w lepszym stadzie i po to, broni sie (atakuje?) w ten wlasnie sposob. Znamienne.

              Lustracja jest i zawsze bedzie cepem, i bylaby pod kazda szerokosci geograficzna. Kto tego nie rozumie wprawia mnie w oslupienie.

              A wyobrazmy sobie, ze jestem ksieciem z bajki. O sorry, nie jestem. Nie wyobrazni nam brakuje. Tylko cech ksiazecyhc, jakie by nie byly. Ale powiadam – mowienie, ze Kania napada ludzi, ktorzy maja zdanie letnie w sprawie katastrofy smolenskiej, czy nie wierza w zamach jest naduzyciem, i mysle, ze pan to widzi.To, czy Kania sie prywatnie na takich ludzi gniewa to jej sprawa – tu wojuje z takimi samymi wojownikami jak ona, ja uwazam brutalniejszymi i lepiej zorganizowanymi.
              Prosze zatem stawiac sprawy tak, jakoby to FYM byl miara i przeciwwaga do tego co np. mowi bo ja wiem Durczok. To, ze siebie warci to jedno, a to, ze ani ja ani pan tym nie musimy byc zwiazani to drugie. I wole to drugie.

              Ze to ksiazka o wrogach polskiej prawicy? Pewnie tak. Ja tej grozy az tak nie dostrzegam, ale tu sie nie upieram.

              Nie siegalbym po przyklad Wloch, po prostu chce powiedziec, ze naiwnoscia w konfliktach spolecznych jest domaganie sie niepokalania od jedenj ze stron sporu.

              1. To I tom, ale ten nie nosi tytułu “lewicowe media”, aby następny opisywał “prawicowe media”. Nie. Ten jest o mediach, kropka. Następne mają być o biznesie i polityce. Czekam na biogram Ludwika Dorna. Ma szansę zaistnieć, bo Dorn zniknął ze wspólnych fotografii z Prezesem.

                Dodam jeszcze, że w tym przypadku zwrot “o książce nie chcę się wypowiadać, bo (jeszcze) nie przeczytałem” jest zdaje się niewystarczający. Aby się solidnie wypowiadać, trzeba bowiem mieć jakieś pojęcie o tym, czego w książce nie ma. Dlatego ja posiłkuję się właśnie np. tym, co wyczytałem u Mazurka, albo w recenzji Terlikowskiego. Uwaga: z założenia niezbyt interesuję się wypowiedziami Mellera i innych, którzy w tej sprawie nie są bezstronni.

                Próbuję sobie wyobrazić denazyfikację (przypuśćmy, że dopiero za Brandta), która miałaby objąć wyłącznie ludzi związanych z CDU/CSU. Jeśli to jest OK, to sowieci przeprowadzili destalinizację i wszystko jest w porządku.

                Może i jest naiwnością domaganie się niepokalania od jednej ze stron. Ale ja domagam się tego i będę się domagał od tych, którzy chcą być moimi reprezentantami. Mój polityk, mój dziennikarz — jest moim głosem w debacie publicznej.
                Z bzdur wygadywanych przez panią Bratkowską mogę kpić. Wiadomo, czym jest komunizm, do którego ona się przyznaje. Zjadliwe manipulacje Środy mogą mnie denerwować, ale nie mój cyrk, nie moje małpy. Tak się jednak składa, że trochę do konserwatyzmu się poczuwam. I jak pani Kania uzasadnia swoją hipokryzję i cynizm konserwatyzmem, to mnie trafia.

                Może dlatego, że ja lubię taką konserwatywną ideę, że w polityce nie chodzi o to, kto kogo, ale o dobro wspólne.

                Mam wrażenie, że na poruszony tu temat powiedziałem wszystko, (jeśli nie więcej) co trzeba.

                Pozdrawiam

                1. Powiadam – nie czytalem. Nie wiem co jest, nie wiem czego nie ma.

                  Nie trzeba sobie wyobrazac takiej denazyfikacji, bowiem odbyla sie inna. O lustracji mozemy sobie powyobrazac, bo wlasiciwe nie zaistniala, a to co wystapilo to przykro patrzec, nie wylaczajac np. sprawy Zyty Gilowskiej.

                  W kazdym razie przesadnosc w lustrowaniu nam nie zagraza, nawet gdyby D. Kania pokusila sie o napisanie dziela dwunastotomowego – ciagle bedzie niedostatek.

                  Dzieki za dyskusje.

  6. Wie Pan , wydaje mi się że przeświadczenie (autentyczne bądź nawet po części udawane) iż sukcesy, niepowodzenia, czasami zwykły pech lub dla odmiany fart które dotykały każdego z nas z osobna po 89 r. jest dziełem “resortu” wynika z jakiejś bardzo niskiej samooceny. No bo jakżeż nam stosunkowo młodym, w miarę inteligentnym, wykształconym nie dane było być gwiazdami na salonach, wodzić prym w biznesie czy nadawać ton w kulturze ? Ktoś nas stamtąd wygryzł lub zatrzasnął drzwi… Każdy kto utwierdza w takim postrzeganiu świata wart jest cytowania – nawet jeśli kiedyś ten ktoś otarł się o “resorty”… Zwłaszcza taki ktoś – przecież skoro się otarł to wie co mówi…

  7. Szczerze mówiąc nie sądzę aby było to zaślepienia. Karnowskich nie widziałem i nie czytałem dawno ale z tego co pamiętam nie są oni ani tak tępi ani tak oderwani od rzeczywistości, żeby nie zdawać sobie sprawy z absurdalności tego ce wypisują. Po prostu znaleźli dochodową niszę na rynku więc uznali, że zamiast robić dziennikarstwo będą robili pieniądze. Podobnie jak rzesze populistycznych polityków, wygadujących z pełną świadomością farmazony, amerykańscy teleewangeliści czy nie jeden kapłan różnych religii. Opowiadają mało rozgarniętym ludziom to co chcą usłyszeć zdobywając przy tym pieniądze, sławę, uznanie, status społeczny…
    Czy Igor Janke jest zadowolony widząc co wypisują jego pacjenci albo czy w to wierzy? I co reaguje jakoś. Oglądał Pan zapewne FOXNEWS niektórzy z ich dziennikarzy to wykształceni, trzeźwi ludzie zdający sobie doskonale sprawę jakie bzdury wygadują. Buisness is buisness.

  8. Panie Krzysztofie!

    Jak Pana lubię, tak tutaj zupełnie nie rozumiem, czego Pan broni. Chodzi Panu o to, że wśród resortowych dzieci są ludzie z autentycznym talentem? Sam słuchałem Moniki Olejnikówny w latach 80. i 90.. Czy z tego wynika, że jej koneksje nie pomogły jej zrobić kariery? Przecież w sprawie resortowych dzieci nie chodzi o to, co myśleli rodzice, tylko o to, co te dzieci zawdzięczają pozycji rodziców. Tu chodzi o patologiczny mechanizm doboru kadr w prl-bis (nazwa chandlowa III RP), a nie to co czyj tatuś myślał i kogo popierał. Przecież wszyscy ci tatusiowie i mamusie mogli być w duszy patriotami i antykomunistami. Niemniej wszyscy załatwiali kariery swoim dzieciom w „naszych” mediach, spółkach itp. Pan tego nie dostrzega, czy nie może głośno powiedzieć?

    Łączę wyrazy należnego szacunku

    Jerzy Maciejowski

  9. Panie Krzysztofie , mam pewne pytanie choć jednocześnie mam tez świadomość , że pewnie trudno Panu będzie z różnych względów na nie odpowiedzieć : co spowodowało , że Pańskie koleżanki i koledzy po fachu zajęli się generalnie sami sobą ? że zamiast opisywać ten świat zaczęli toczyć między sobą idiotyczne “wojenki” nie widząc , że stali sie żołnierzami polityków ? Czy naprawdę jest tak , że III RP tak bardzo niezasłużenie dała jednym po grzbiecie a drugich tak bardzo niezasłużenie wyniosła na salony i teraz następuje wyrównanie rachunków krzywd ? Czy to może zawiść o rolę sprawujących “rząd dusz” ? Czy tez może prozaiczna ale w końcu zrozumiała walka o byt ten bardziej materialny ?
    Dlaczego to pytanie mnie dręczy ? Nie sądzę aby poziom naszej tzw. debaty publicznej , odpowiedzialności polityków za błędy i zaniechania oraz próba określania celów szeroko rozumianej polityki Państwa mogła sie obyć bez dziennikarzy i ich społecznej roli… Ale niestety uważam też , że dziennikarze podobnie jak żadne “branżowe” środowisko nie ma mechanizmów a często i ochoty do “samouzdrowienia” – to powoduje iż każda zewnętrzna próba oddziaływania na tzw. środowisko zostanie okrzyknięta – i słusznie – zamachem na wolność słowa… “Dziennikarstwo obywatelskie” które miało być konkurencją wymuszającą poziom dziennikarstwa zaczęło pełnić rolę odwrotną – często dziennikarze ścigają się z blogerami nie tylko na ostrość sądów ale ich bezpodstawność a co gorsza schlebiają gustom “dziennikarzy obywatelskich”…
    A do tego jeszcze dochodzi spadek sprzedaży tytułów prasowych a i oglądalność programów “politycznych” chyba spada… Odnoszę wrażenie , że z tej tendencji wyciagany jest przez dziennikarzy wniosek iż trzeba zwiększyć polaryzację sądów a nie zastanowić się czy aby to nie ona w połączeniu z osobistymi często animozjami były tego powodem…

    1. kurna.. są dziennikarze “reżimowi” , “antyreżimowi”, liberalni, konserwatywni… pojawili się katoliccy… jak rozumiem za chwile pokażą się ateistyczni i agnostyczni … a nie prościej by było gdyby byli dobrzy i źli ? Tak wiem – to czy dziennikarz jest dobry czy zły można tłuc w nieskończoność… Ale przymiotniki , które zacytowałem w pierwszym zdaniu nijak nie służą do oceny profesjonalizmu dziennikarza !!! Służą jedynie do weryfikacji “swój-obcy” …

        1. Ehhh.. udam , że nie dostrzegam zupełnie niepotrzebnej i w gruncie rzeczy prostackiej ironii i postaram się odpowiedzieć : każdy aspirujący do miana dziennikarza przestaje nim być gdy zaciągnie się na służbę – obojętnie na czyją służbę i obojętnie z jakich pobudek. Równie trudno, mnie osobiście, usprawiedliwić tę służbę zarówno w czasach totalitarnego jak i demokratycznego państwa. Na tym skończę kwestię Urbana bo nie chciałbym wskazywać jego pojętnych uczniów wśród “niepokornych”…
          Mam jeszcze jedna uwagę – ot taka jedna ironia wobec innej : odnoszę wrażenie – jeśli błędne to przepraszam – iż Kolega wierzy że gdyby onegdaj pewnej jesieni zamiast liści zawisł na drzewie Urban (to taka metafora) to nie mielibyśmy takich sytuacji gdy za autorytet “niepokornych” robi komunistyczny aparatczyk, jeden “komuszy złóg” nie usuwałby z mediów inne “komusze złogi” , jedni komunistyczni sędziowie nie zasiadali w rządach “obozu” niepodległościowego a inni nie pouczali sądów III RP, komusi prokuratorzy nie mieliby czelności sadzić się za ujawnianie ich ówczesnych “osiągnięć”… Wiara jak wiara…
          Ale nie ma tego co by na dobre nie wyszło – mamy szeroki zasób kadrowy świetnych fachowców…

          1. Czy prostacka – nie mnie oceniac. Z pokora chce wejść w blogerski nowy rok, wiec nie będę się tu prztykal.

            Wśród niepokornych na peczki.

            O, o, o. Nie proszę pana – wierze w to, ze nudza mnie, w szczególności stare i z broda do pasa gadki, co by było gdyby wobec takiego niedostatku i braku trzezwosci ocen tego co jest.

            I pan na tym polu, w swoim skromnym, acz godnym szacunku wymiarze ma niejakie zasługi.

            Wiec, kiedyś więcej, teraz mniej oddaje się zagadnieniu jak wygladalaby transformacja gdyby kogos powiesić. Pan, tak skłonny do fantastycznych szarz na wysokim C zechce może odpowiedziec, gdy już raz przyznam panu racje, ze bez wieszania by się swietnie obeszlo – czy lepiej byłoby gdyby taki wlasnie przywołany Urban nie zrobil fortuny? Symptomatycznej. Nie miał restauracji w niezłym punkcie miasta do której korporacyjny czerw walil (a nie wiem czy wali) z wypiekami na uszach?
            Wiec pan już da spokoj wieszaniu, lamaniu kolem i topieniu w rzece, pan lepiej powie jakby odrzec trochę tego masla, co się w nim tak pięknie te paczki skapaly?
            I wtedy będziemy nie na orbicie niedostępnej, mnie tutaj, duchowej egzaltacji, ale ze tak powiem, bardziej od pierwszego – do pierwszego.

            1. przecież napisałem ,że to metafora…
              Może to różnica wieku ale ja wyrosłem z marzeń by być klawiszem pod celą Urbana , nie podawać mu ognia i walić kluczami po kratach… Jeśli to grzech to pójdę się wyspowiadać… Wszystko wskazuje na to, iż dziś marzeniem jest by Urbanowi określić limit do którego może zarabiać… Takie czasy…. Coraz częściej dochodzę do wniosku iż pod niektórymi względami tamte były normalniejsze…
              Trochę żeśmy pogwarzyli ale w dalszym ciągu zachodzę w głowę czym z definicji (powtarzam z definicji) różni się dziennikarz katolicki/liberalny/konserwatywny/antyreżimowy od dziennikarza bez przymiotnikowego… I znów daje o sobie znać mój wiek – przypomina mi się “teoria przymiotników niwelujących”… Zadaje to pytanie jako katol kiedyś przez Urbana w DTV oskarżany (co prawda in gremio ale zawsze)iż pod pseudonimem chcę obalać…

  10. Ja nie potępiam, ani nie drwie z marzen panskiego pokolenia – tylko ze sposobu ich realizacji.
    To nie jest moje marzenie, ale uważam, ze to by realnie zabolało, podczas gdy rojenia o tym, ze będzie siedział pod cela – to proszę wybaczyć, ale niepoważne sa, w dzisiejszym kontekście.

    No wiec, nie wiem, bo to chyba zależy od tego co to znaczy być jakims. Samemu się za takiego uwazac? Czy być za takiego uważanym przez innych? Czy być za takiego uważanym przez niektórych?

    Same przymiotniki, tak jak je pan wymienil nie powinny chyba tez sprawiać kłopotu. Klopotem sa ludzie, którzy z rozmaitych wzgledow – najczesniej wymiernych – chcą na wyrost, czy fałszywie uchodzić za takowych. Z dziennikarzami jest ten kłopot jeszcze, ze tworza się kola adoracyjne, i cos w rodzaju ja ciebie uparcie będę nazywal katolickim, a ty mnie liberalnym choć obaj jesteśmy oportunistami, dobrze, gdy nie zeswinionymi.

    Zreszta to nie jest tak, ze określenie np. konserwatywny jest zupełnie jasne, tym trudniej znaleźć człowieka, który temu by odpowiadal.

    Ja uważam, ze musza wystarczyc przybliżenia przez porównania w rodzaju: bardziej, mniej, trudno powiedzieć.

    I tu np. Magierowski jest dużo bardziej konserwatywny niż np. Passent, a Terlikowski bardziej katolicki niż Mazurek. Gursztyn bardziej liberalny niż Wildstein, choć obaj sa konserwatywniejsi niż Rolicki. Itd.
    Raczej, jak patrze, slaba ta metoda.

    Co pana tak w piątek naszlo?

    1. Zanim powiem co mnie naszło : a więc tak – nie pozwolić Urbanowi zarabiać – pozbawić go praw obywatelskich i ustanowić spec-zasiłek… To pewnie i za granica lepiej żeby nie zarabiał – odebrać paszport… Dalej nikczemności prawi ( z zagranicy tez by prawił) więc więc jakiś “zapis” – wszak niech poczuje to co innym onegdaj robił… i tak można dalej ale mi się nie chce… wolę wrócić do marzenia o byciu klawiszem i nie dawaniu ognia… kiedyś paliłem i wiem co to znaczy… a i spać nie tylko ja lubię więc o te kraty waliłbym bez opamiętania…
      A co mnie naszło – jest dewaluowanych coraz więcej pojęć które sa mi jakoś drogie… I albo ja tych pojęć do końca nie rozumie albo ci którzy je dewaluują zasługują na to co powinno – albo w moich albo w Pana marzeniach – ich spotkać…

      1. I znow pan galopuje, tam gdzie wystarczy maszerować. Pomiedzy odbieraniem praw, a zapobieżeniem oligarchizacji jest caly bezkres – który panu umyka. Bezmiar tego bezkresu przypisuje pan – jako, ze nic w przrodzie nie ginie – w postaci energii i mocy ludziom, których pan nie lubi. Stad w panskim toku myslenia, roz po raz kwiatki w których Urbana ktoś wiesza, a z kolei Sakiewicz czy Kania wyrokują o zyciu w Polsce jakby pierwszy był Kulczykiem a druga krolowa angileska.

        To własnym ubolewaniem nad tym z pewności im pan dopiecze. Pojecia bedac tak długo dewaluowane, jak pan to sugeruje, i w takim stopniu (nie mowie, zebym się z tym nie zgadzal) zaczeyly zatem znaczyc cos innego. Tak jak odejmowanie wlosow z glowy kudłatego czyni go lysym. Wiec pora się nauczyć zdaje się nowych pojec.

    1. Dodam gwoli sprawiedliwosci – zeby sie pan nie czul dotkniety – ze moje kompetnecje polityczne sa podobnie nijakie, a w sensie spolityzowania zyciowego prawdopodobnie o wiele, wiele mniejsze. Ja tylko uwazam, ze poglad ktory pan prezentuje mial swoje 5 minut, zostal jakos przepracowany, i nawet wcielony w zycie, i ja przynajmniej jestem daleki od zachwytow. A z kolei widzac, jak pan regularnie narzeka na to, czy owo, zakladam, ze tez nie jest pan powalony (w sensie, ze nie “powalilo” pana, to co zobaczyl), to jest dla mnie argument, zeby udzielic pogladowi przeciwnemy wiecej uwagi, niz to widze u pana.

      1. Widzi Pan … mnie też więcej niż irytuje twierdzenia , że funkcjonariusze SB jedynie liczyli biurka w pokojach, naprawiali samochody a ich rodziny w pocie czoła kultywowały wiarę przodków naszych…. Ja temu poglądowi nie zamierzam poświęcać uwagi – swój pogląd mam i w tej kwestii nic i nikt mojego zdania nie zmieni… Podobnież uważam iż niewartym dyskusji są twierdzenie iż to , że “Urban zarabia” w w III RP świadczy o jej nikczemności oraz za stratę czasu uważam próbę usprawiedliwiania dlaczego opinie takie wydają ci , którzy onegdaj zatrudniali wspomnianych esbeków do liczenia biurek i napraw samochodów… Trudno – jeśli ktoś uważa , że moje opinie w tych kwestiach są nie do przyjęcia to jakoś to przeżyje…
        To , że znajdują się tacy dziennikarze , którzy próbują mimo wszystko w tych sprawa zmienić mój punkt widzenia nie ma w zasadzie nic dziwnego… Dziwne jest natomiast to , że nie ma praktycznie takich dziennikarzy , którzy nie próbują tego robić … A do tego dochodzi, tak jak mówię, system identyfikacji dziennikarzy “swój-obcy” wyrażający się w przymiotnikach które w oczywisty sposób są potwierdzeniem przywołanej przeze mnie teorii “przymiotników niwelujących” a dodatkowo nadużywane deprecjonują wartości , które pod tymi przymiotnikami się kryją…

  11. nie wiem czy to kogoś interesuje ale moje marzenia o których wyżej pisałem nie dają o sobie zapomnieć… dzis na moje nieszczęście trafiłem na końcówkę rozmowy z Urbanem .. na koniec przez dziennikarkę został przedstawiony jako “rzecznik rządu w latach 1981-89″… I tyle. Ot rzecznik rządu. Syn spytał dlaczego zagotowałem skoro to przecież tylko były rzecznik rządu …

          1. niezaproszenie wcale szczytną ideą nie jest … w tym przypadku byłoby normalnością … A jak przedstawić gdy się już zaprosiło ? No kurde nie wiem… Nigdy nie przedstawiałem nikogo , o którym można byłoby powiedzieć z pełnym przekonaniem , że był kiedyś świnią i – co najważniejsze – się tego nie wstydzi…

        1. Naiwnoscia byloby sadzic, ze to pani dziennikarka decyduje, czy Urban bywa, czy nie.
          Dobrym prawem dziennikarza jest zrobic wywiad z samym diablem wcielonym, ale co innego pofatygowac sie do takiego, nawet pod cele, a co innego serwowac pogadanki.

          Chyba nie zapraszac. Tak jak nie zapraszac (mam nadzieje) Trynkiewicza i nie przedstawiac, ze to czlowiek, ktory odbyl kare 25 lat pozbawienia wolnosci.

          Urban jest czlowiekiem, ktory w zyciu publicznym zapisal sie haniebnie, majac zapewne wszelkie dane do tego, zeby zapisac sie inaczej. Nie watpie, ze dla ludzi, ktorym tak chial sie pokazac mogl byc interesujacy i zajmujacy. Nie mam nic przeciwko temu, zeby studenci dziennikarstwa uczyli sie o Urbanie, ale mialbym cholernie duzo gdyby chciec nazywac place, czy ulice imieniem Urbana. O, to mniej wiecej mam na mysli – i tym samym jest lazenie Urbana po telewizjach.

          A jesli juz zaprosila, to moze wystarczyloby powiedziec: “Jerzy Urban”.

          Swoja droga, to ciekawe, bo z moich zainteresowan to tak jabysmy rozmawiali o descriptive theory of names Russella i Frege.

  12. Po serii ataków kato-bolszewików i wolaków z GazPola i podobnych na Pawła Artymowicza, Kutafon Janke i jego kamanda ukryła jeden z niewielu wartych czytania blogów na sralonie24 vel psychiatryku24:
    “Kopia bloga i komentarzy na http://fizyka-smolenska.blogspot.com
    Blog zwiniety przez pania Janke bez podania konkretow. Liczylem sie z tym, widzac dzialania przestepcze: pomowienia, kradzieze, cale bagno w salonie24 i zawiadamiajac o tym administracje. Zawieszam blogowanie do czasu, az Janke+Janke zaczna przestrzegac regulamin i prawo. Prosze tez o odwiniecie bezpodstawnie ukrywanych postow.”
    http://fizyka-smolenska.salon24.pl/

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.