Dyfrakcja i cierpliwość

Dziwił się niedawno Atticus, skąd wziąłem teorię o korpuskularno-falowej naturze człowieka. Nie wymyśliłem jej. To ironiczna koncepcja mego nauczyciela fizyki z ogólniaka. Zwracał się zazwyczaj do nas per “dzieci” i kiedyś kazał liczyć, jaką szerokość powinny mieć drzwi szkoły, by dzieci wychodząc z niej uległy dyfrakcji i stanęły obok siebie. Oczywiście przy założeniu, że dzieci są falą.

Zadanie było oryginalne, ale niezbyt trudne. Po kilku rachunkach wiedzieliśmy już, że gdyby drzwi były kilka tysięcy razy węższe od nogi komara, dyfrakcji przy wychodzeniu ze szkoły nie dałoby się uniknąć. Może musiałem to pokazać przy tablicy, jeśli tego dnia pan od fizyki pytał tych “na i”. – Kogo my tu mamy na “i”? O, Krzysio Leskiiiii.

Nazywa się Witold Łucznik. Nie uczy już w Hoffmanowej, której los został zresztą przesądzony – atrakcyjny grunt o dwie minuty spacerem z Dworca Centralnego potrzebny jest na ważniejsze cele. Ale w tym liceum spędził niemal całe swoje zawodowe życie – prawie 50 lat.

Był naprawdę świetnym nauczycielem, a przy tym dawał się lubić. Toteż lubiłem go nie zważając, że należy do PZPR. Nie straciłem tej sympatii nawet, gdy jakoś w czasie matur zaproponował mi wstąpienie w szeregi siły przewodniej. Dziwne to było, bo musiał zgrubsza znać moje poglądy, które bez ogródek prezentowałem w kolejnych odsłonach “olimpiady wiedzy o Polsce i świecie współczesnym”.

Na jego lekcjach żadnych akcentów politycznych wszakże nie było, choć ucząc fizyki uczył nie tylko niej. Utkwił mi w pamięci jego wykład o laserach gazowych. O tym, że laser taki trzeba pobudzić impulsem światła i czekać, aż cząstki gazu zareagują. Czekać? To nam nie pasowało do ścisłej nauki, jaką jawiła się fizyka, więc ktoś zapytał, czy istotnie nie da się zmusić gazu do reakcji.

– Nie, trzeba czekać cierpliwie – odparł Łucznik. – Czasem nawet dziesięć do minus ósmej sekundy.

14 thoughts on “Dyfrakcja i cierpliwość

  1. Nie miałem szczęścia do fizyków.
    Ale o kilku nauczycielach też chętnie napisałbym osobną notkę.

    Moje LO też skasowano ze względu na grunt, choć dalej od centrum. Ale to brzydka historia o środowisku chyba brzydszym jeszcze niż PZPR. Choć szkoła była bardzo dobra.

  2. Miec fatalnego nauczyciela od fizyki- to straszny pech. Mojego rowniez dobrze wspominam, choc zdarzalo mu sie folgowac ludzkim slabosciom. Nie nazwal bym go takze humanista, a taki obraz wylania sie z panskich wspomnien.
    Swoja droga patrzac na rozkrzyczane dzieciaki, zamiast dyfrakcji pewnie wczesniej bym wpadl na pomysl mierzenia efektu Dopplera.

  3. A ta fala dzieci to jaką miała mieć długość? Znaczy z czego wynikającą?

    Mój młodszy brat (matura z 10 lat temu) miał jeszcze fizykę z Łucznikiem (mimo że był na humanie) i trzeba mu przyznać że jak na takiego matfizycznego tumana to Łucznik odnosił sukcesy (znaczy głąb cokolwiek się nauczył). Z kolei moja żona, też po Hoffmanowej miała fizę z jakąś ofiarą losu która jej niczego nie nauczyła i potem na studiach miała pod górę, w każdym razie Łucznika kojarzy tylko z korytarza, pamiętam że się swego czasu mocno dziwiła że on taki “sławny”. W każdym razie mały ten świat (a co najmniej miasto)

  4. Uwielbiałem Łucznika. To był chyba najlepszy nauczyciel jakiego miałem. Był pewnie do tej roboty za bystry ale wykorzystał to na samodoskonalenie się zamiast do generowania frustracji.

    Być może pytać Cię czy chcesz wstąpić WŁAŚNIE DLATEGO że wiedział, iż się nie zgodzisz? Kiedy w klasie robiło się głośno on zawsze zaczynał mówić coraz ciszej.

    Pozdr,

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.