Duperela gate

Wielkopolskie wojaże posła Andrzeja Dudy to oczywiście prawna i polityczna duperela. Prawnie zerowa lub zeru bardzo bliska, politycznie w dolnych strefach stanów niskich. Choćby miałoby się okazać, że jedynym celem podróży były wykłady w owej prywatnej uczelni w Nowym Tomyślu, i tak nie ma ani przestępstwa, ani nawet naruszenia regulaminu Sejmu. Tezy kilku prawników, że obecny prezydent RP mógł wtedy “poświadczyć nieprawdę” w oświadczeniach dla Kancelarii Sejmu, są mocno wątpliwe, a gdyby nawet miały ręce i nogi, są nie do udowodnienia.

Ustawa o mandacie posła i senatora oraz regulamin Sejmu stawiają sprawę jasno: poseł może po kraju podróżować za darmo koleją, samolotami, komunikacją miejską. Może, w ramach limitu, dostać zwrot kosztów paliwa do prywatnego auta bez obowiązku wyjaśniania, dokąd i po co jechał. Podobnie w ramach limitu może rozliczyć noclegi, choć w tym wypadku wymagany jest rachunek z hotelu. Powtórzę: cel, charakter wyjazdu — nie są istotne. Jedyne ograniczenie wynika z faktu, iż zwrot za paliwo wchodzi do puli wydatków na prowadzenie biur, ale konia z rzędem temu, kto wywiedzie w szczegółach, co w tej puli się mieści, co zaś nie, poseł i senator zaś, powtórzę, nie muszą niczego ujawniać ani dowodzić. Wreszcie, wielkopolskie podróże udokumentowane w “Newsweeku” nie były liczne: 17 lotów przez trzy lata (2012-2014) oraz sześć rachunków za hotel. To więc wypadki sporadyczne, a nie regularne.

Czy zatem nie ma problemu? Jest oczywiście. Albowiem dziś Andrzej Duda nie jest już zwykłym posłem, nie jest też europosłem. Jest prezydentem RP. Ponadto był ponoć w owych czasach posłem zawodowym, zatem obok skromnej diety pobierał z Sejmu wysoką pensję po to, by nie musiał dorabiać na boku. Nie widząc śladu problemu natury prawnej widzę bowiem ten ze sfery moralnej. Świadom, że zapewne większość posłów wszystkich partii luźno traktuje sens kosztów, których zwrot otrzymują — powtórzę: teraz chodzi o prezydenta RP. To nadaje sprawie rangę i wymaga reakcji, wyjaśnień, może nawet przyznania się do błędu. Niewiele rzeczy robi popularności polityka tak dobrze jak umiarkowana (bo przesadzić nie wolno) zdolność do samokrytyki.

Szkoda więc, że Pałac milczy. Szkoda, że cały PiS i całe “niepokorne dziennikarstwo” zgodnie wrzeszczą tylko o “strasznym ataku” na prezydenta, nie odnosząc się ni ćwierćsłowem do meritum. PiS grzmi o rzekomym braku szacunku dla głowy państwa, “niepokorni” zaś w wyjątkowo chamski sposób publicznie analizują stan psychiczny naczelnego “Newsweeka”. Konsekwentnie stosują też tytuł “Lisweek” w miejsce “Newsweeka”. Tomasz Lis dziś jest zupełnie nie z mojej bajki, ale tu obrywa za bezdurno.

Jeśli z dupereli robi się duperela gate, to nie z powodu rangi zarzutów, lecz dzięki reakcji stronników, fanów i kiboli prezydenta. Histeria i hipokryzja jak zwykle święcą triumfy. Każda uwaga, iż np. Radka Sikorskiego oskarżali gremialnie, choć jedyną poszlaką nadużyć była znaczna liczba jakoby przejechanych kilometrów, gdy w przypadku Dudy są konkretne podróże i ich domniemany, nie do końca spełniający ducha ustawy cel — wywołuje chóralny krzyk “niepokornych”, że to “sprawy nieporównywalne”. Dlaczego, nie wyjaśniają.

Problem znacznie większy niż w samych podróżach posła Dudy widzę w reakcji partii, która może za dwa miesiące mieć w Sejmie większość bezwzględną. PiS ustami swej rzeczniczki ogłosiło dziś — wciąż nie odnosząc się ni słowem do meritum zarzutów — że “Newsweek” atakuje po chamsku:

Sposób, w jaki autor się wyraża, pisząc “Duda”… Trzeba przypomnieć, że to już jest prezydent Rzeczypospolitej

oświadczyła poseł Elżbieta Witek. Swych oczekiwań nie sprecyzowała, należy więc rozumieć, że każde odniesienie do obecnej głowy państwa musi zawierać pełną tytulaturę. Albowiem “Newsweek” w leadzie swego tekstu pisze: “prezydent Andrzej Duda“, w kolejnym zdaniu “Andrzej Duda“, dopiero zaś kolejne wzmianki zawierają już samo nazwisko.

Można przypomnieć pani poseł Witek, że standardy w jej partii były jakby skromniejsze. Nie jakiś dziennikarz prywatnego medium, lecz czołowi politycy PiS, w tym posłowie na Sejm RP — ze szczególnym uwzględnieniem Stanisława Pięty, skądinąd jednego z czołowych tropicieli “kampanii nienawiści” wobec Lecha Kaczyńskiego — publicznie tytułowali poprzedniego prezydenta w sposób nieco bardziej dosadny. Nie “prezydent”, nie “Bronisław Komorowski”, nie “Komorowski” nawet, lecz Komor, Komoruski czy gajowy.

Ale to oczywiście była w pełni uprawniona i uzasadniona “ocena postawy politycznej“. Bo to PiS Kalemu ukraść krowę.

22 thoughts on “Duperela gate

  1. Czy wobec tego co Pan napisał poseł ma prawo urządzić sobie z podróżowania dodatkowe źródło dochodu? Z tego co zrozumiałem poseł Duda otrzymał wynagrodzenie(bodajże w kwocie ponad 280 tyś zł) za wykonanie owych kilku(nastu) spiczów od zlecającego. Rozumiem ze wynagrodzenie owo obejmowało również koszty poniesione w tym dotarcia na miejsce wykonu. A okazuje się że koszty dotarcia poniósł podatnik a nie wykonawca.

  2. Jest jeszcze jedna śmiesznostka całej sytuacji… Obniżenie “rangi” podsłuchów przy ośmiorniczkach miało się dokonać uporczywym twierdzeniem, iż były one nielegalne. Teraz o znikomej “randze” konieczności sprawdzenia rozliczeń PAD ma świadczyć to, iż to gazeta p.Lisa o tym doniosła…
    Wg mnie to ten sam mechanizm rozumowania i “ucieczki do przodu”. To, że politycy nakręcają ten mechanizm to zrozumiałe ale niestety w to wpisują sie media z mało skrywanymi swoimi sympatiami.

    1. Bo one były nielegalne. W takich na przykład Stanach zdaje się że w takiej sytuacji kończą sprawę przeciwko podsłuchiwanemu, a otwierają przeciwko podsłuchującemu.
      Zaś zebranie materiałów przez dziennikarzy Newsweeka (a nie przez Lisa co majaczy się prawackim popierdułkom i motłochowi)zdaje się ze odbyło się w całkiem legalny sposób.

        1. Ale tu nie chodzi o odpowiedzialność karną. Tu chodzi o tzw. “polityczną odpowiedzialność” czy osąd opinii publicznej i reakcje polityków podlegających takiemu osądowi. Mam przeczucie graniczące z pewnością że zarówno w Stanach jak i w części europejskich krajów dużo szybciej bohaterowie taśm zostaliby “urlopowani” a i przez swoje środowiska polityczne zostali by zmuszeni, nie do wydukania, ale do wykrzyczenia słowa “przepraszam”. Nie sądzę by szukali usprawiedliwień w analogicznych zachowaniach swoich adwersarzy.

          I żeby sprawa była jasna – obsesyjny strach przed PiS pod żaden paragraf nie podlega. Pod paragraf nie podlega tez swego rodzaju polityczna schizofrenia ministra spraw zagranicznych. Całkiem słuszne nazwanie po imieniu poglądów pewnej niemłodej kobiety również wymyka się paragrafom choć nie przystoi “angielskiemu dżentelmenowi”. Sposób w jaki opinia publiczna dowiaduje się o takich faktach jest nieistotny. Tak jak nieistotne jest jak nazywa się dziennikarz, który pod opinię publiczną wyciąga niezbyt chwalebne, choć wymykające się paragrafom, uczynki nielubianego ( to eufemizm) przez siebie polityka.

  3. Czy te darmowe przeloty dla posła znaczą że on sobie idzie do kasy przwoźnika (przelotnika?), pokazuje mandat i dostaje darmowy bilet na koszt przewoźnika, czy to kancelaria sejmu rezerwuje i pokrywa koszty? Skądś się wzięła ta kwota 11tys?

    1. Ogólne zasady reguluje rozporządzenie ministra transportu z 2001. W praktyce są dość skomplikowane – zależą od przewoźnika i… od tego, czy chodzi o posła, czy senatora. Albowiem inny jest tryb dla przewoźników, z którymi kancelaria izby zawarła odpowiednią umowę, inny zaś, gdy takiej umowy nie ma; kancelaria Sejmu ma więcej umów niż senacka.

      Najogólniej: u przewoźników exspressis verbis wymienionych w rozporządzeniu, a w praktyce – gdy jest umowa (PKP IC, większość spółek regionalnych post-PKP, spółki post-PKS, LOT, dla posłów też Eurolot i SprintAir) – parlamentarzysta pokazuje legitymację i już. Przewoźnik wysyła potem bilet/fakturę do kancelarii i dostaje refundację. Senat do 2013 nie miał umów z Eurolotem i SprintAir; czy teraz ma, nie wiem.

      Gdy chodzi o pociąg objęty całkowitą rezerwacją, parlamentarzysta musi sam zadbać w kasie o bezpłatną miejscówkę lub odpowiednio wcześniej zlecić jej nabycie kancelarii. Jeśli do odjazdu zostały mniej niż dwie godziny, parlamentarzysta traci przywilej pierwszeństwa i miejscówkę dostanie tylko, jeśli są wolne miejsca. Podobnie w samolotach – gdy nie ma miejsc, poseł last minute nie leci (teoria).

      Gdy umowy kancelarii z przewoźnikiem nie ma, parlamentarzysta po podróży przedstawia kancelarii bilet lub rachunek, albo wcześniej wnioskuje do kancelarii o wystawienie “zlecenia na przejazd”. Ten ostatni tryb obowiązuje też czasem w podróży z przewoźnikami objętymi umowami – zlecenie trzeba wziąć na krajową podróż kolejową w kuszecie lub sypialnym.

      1. To jeszcze art 43 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, będący podstawą tego rozporządzenia:

        “Art. 43. 1. Poseł i senator ma prawo, na terenie kraju, do bezpłatnego przejazdu
        środkami publicznego transportu zbiorowego oraz przelotów w krajowym przewozie
        lotniczym, a także do bezpłatnych przejazdów środkami publicznej komunikacji
        miejskiej.”

        Nie bardzo rozumiem dlaczego parlamentarzyści mogą latać i jeździć na krajowe wakacje na nasz koszt, ale dura lex sed lex 🙂
        Dziwi jedynie brak profesjonalizmu Newsweekowców w przygotowaniu artykułu. Dziwi, ale nie zaskakuje 🙁

      2. Czy ja dobrze rozumiem? Duda wykorzystał (zgodnie z prawem) przysługujące mu, jako parlamentarzyście, przywileje komunikacyjne — i to jest obwieszczane jako afera?

        To ja przyznaję niniejszym, że zdarzyło mi się tylko dwa razy skorzystać ze zniżek na przewozy kolejowe w ramach Karty Dużej Rodziny: Raz jechałem sam, a drugi raz z dzieckiem, ale z jednym (nie z wieloma). Częściowo na koszt podatnika. Związek obu podróży z aktywnością rodzicielską (a szczególnie z wielodzietnością) był luźny, choć na swoje usprawiedliwienie mam to, że celem wojaży było odwiedzenie rodziny. Poniekąd dużej. Pieniądze podatników przeznaczone na dofinansowanie moich podróży spożytkowałem poniekąd w celach zbieżnych z istotą KDR, choć zdaję sobie sprawę, iż jest to interpretacja swobodna. Na wypadek, gdyby ktoś z PT Podatników uznał iż naciągnąłem go na kasę, gotów jestem zwrócić stosowną kwotę. Pytanie — w jakim urzędzie mogę wyrazić żal czynny?

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.