Duńska fantazja

Kolej w Danii: opinię ma dobrą, ba, bardzo dobrą, choć wpadki zalicza co krok. Wpadki to zresztą mało powiedziane: IC4 to największa taborowa katastrofa w dziejach świata, a do elektryfikacji sieci Duńczycy przez pół wieku podchodzili jak pies do jeża. Problemy mają nawet wtedy, gdy budują tramwaj przez łąki. Jestem zagorzałym kibicem wszystkich tych przedsięwzięć, w związku z czym treść duńska stanowi zapewne 20-25% moich postów w kategorii Szynowe.

Teraz planują (Folketinget już projekt wraz z ramowym finansowaniem klepnął) KKDP. To taki skrót, mój złośliwy skrót mający oznaczać Kawałek Kolei Dużych Prędkości. Mianowicie Westfyn – 35 kilometrów na 250 km/h na wyspie Fyn, od Odense Vest po Kauslunde, w ramach kluczowej duńskiej trasy Kopenhaga-Fredericia. Tędy jeżdżą pociągi na północ do Aalborgu, na zachód do Esbjergu, na południe wreszcie do Flensburga i całych Niemiec. W skali całej podróży Kopenhaga-Aalborg (225 km) to ok. 15%. Na mapce nowa trasa to niebieska linia wzdłuż autostrady

Wszelkie takie inwestycje wychodzą Duńczykom diabelnie drogo, na oko 50% powyżej średniej europejskiej. Nie dziwię się więc, że media, zarówno te specjalistyczne na świecie, jak i nawet duńskie, nie wspominają na razie o kosztach. Zaparłem się wszakże, by je znależć. Po 15 minutach odpuściłem zadowalając się tym, co zapisano w ustawie po jej I czytaniu (kwota teoretycznie mogła się zmienić przed uchwaleniem): niecałe 5 mld koron czyli 650 mln euro. Ustawa przeszła w czwartek i na jej pełną, ostateczną treść trzeba pewnie poczekać na po weekendzie.

To wszakże, jak mówię, wstępny szacunek, bo kosztorysu nie ma i nieprędko będzie. Przyjmuję każdy zakład, że w dniu startu budowy (planowo w 2023) koszt zmieści się w przedziale 1-1.5 mld euro, końcowy zaś po oddaniu inwestycji – od 1.5 do 2 mld. Za tę kwotę Duńczycy dostaną skrócenie podróży o… dwie minuty, bo nowa trasa będzie o 4 km krótsza od starej, na której Vmax = 180 km/h.

Dlaczego tylko dwie minuty, a nie 4-5 minut dzięki wyższej prędkości? Teoretycznie nowy tabor śmiało da się kupić, zanim nawet budowa się zacznie, ale dziś jest on dopiero w przygotowaniu, a historia duńskich inwestycji nakazuje daleko posuniętą ostrożność. Na głównych liniach dominują wciąż solidne IC3 o maksymalnej 180 km/h; program IC4, rozwijających 200, zakończył się spektakularną katastrofą (patrz stary cykl “Tragedia na wrzosowiskach”).

Gdyby kiedyś rząd PO ogłosił taki program, nasi “prawi” podnieśliby wielki wrzask, że bez sensu, że szastanie pieniędzy, że “nie ma pociągów, torów ani konduktorów” (cytat zmyślony). A co ja myślę? To, że wraz z prawie gotowym (już w eksploatacji na 180 km/h) i sporo dłuższym (50 km) odcinkiem KDP Kopenhaga-Ringsted, czasowy zysk przekroczy 10, a może nawet sięgnąć 15 minut, jeśli tylko będzie tabor i skończy sie elektryfikacja całej trasy aż po Aalborg.

A wierzę, że uda się i jedno, i drugie. Mądrzejsi po szkodzie Duńczycy, rozpisując kolejny miliardowy przetarg na dostawę kluczowego taboru, wybiorą tym razem dostawcę może nie najtańszego, ale gwarantującego terminową dostawę sprawnych (powtórzę, sprawnych) składów. Elektryfikacja jest zaś już w toku. Innymi słowy, jeśli nawet oba odcinki KDP kosztować będę 5-6 mld euro, a tabor 1-1,5 mild – warto. Zwłaszcza, że na biednego nie trafiło.

 

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.