Cyklista na gapę

Cykliści mnie sprowokowali. Dokładniej, pijani cykliści. To przez nich skrobnąłem o Carte OrangeOwa przypowiastka z czasów późnego Gierka ma niejaki związek z bieżącą polską polityką.

Oto rząd przyjął projekt rezygnacji z uznawania pijanych rowerzystów za przestępców. Tak jak dawniej ma to być znowu wykroczenie, a kary odpowiednio złagodzone. Nie jestem przeciwnikiem ani zwolennikiem tej zmiany, bo to jedna z tych sfer, w których nie ma dobrych rozwiązań, są mniej i bardziej złe. Masowe wsadzanie cyklistów do więzień nie przyniosło raczej pożądanych skutków, za to niepożądane uboczne — i owszem. Z drugiej strony drżę przecież zawsze, gdy zwłaszcza w piątek lub sobotę na jakiejś peryferyjnej drodze widzę przed maską człowieka na rowerze. Fifty-fifty, że pijany, a wtedy mniej przewidywalny niż mucha.

Jestem natomiast wrogiem stylu, w jakim o owej rządowej propozycji się pisze i mówi w mediach. Mamy “oczywistą oczywistość”, projekt bezalternatywny, rzekomo nawet procywilizacyjny.Wsadzanie było głupie i basta. Redakcyjny (!) komentarz gazety.pl (ostatni akapit) byłby sprawił, że zwątpiłbym w resztki przytomności dziennikarskich umysłów. Byłby, gdybym nie zwątpił już dawno.  Otóż pijani rowerzyści “nierzadko nie stwarzali żadnego zagrożenia na drodze“, argumentuje gazeta.pl. Też uważam, że pijany prezydent USA z walizką kodową może międzykontynentalne Minutemany odpalić albo i nie odpalić, więc zagrożenia nie ma. Przynajmniej nierzadko.

Najśmieszniejszy jest jednak wątek międzynarodowy w sprawie cyklistów: oto nasze przepisy krytykowała zagranica, a BBC nadała reportaż o “drakońskich karach”. Dziennikarz gazety.pl oczywiście nie ma zielonego pojęcia o temacie. Ale przyjmuje za pewnik, że gdzie indziej, a już zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, coś takiego byłoby nie do pomyślenia.

Gdy po raz pierwszy przyjechałem do Londynu w roku bodajże 1977 i odkryłem, jak droga jest komunikacja, nie miałem pokus, by problem ominąć. Brytole właśnie wydali byli wojnę pladze gapowiczów. Jazda autobusem, metrem czy pociągiem bez biletu, dotąd występek pod groźbą mandatu, stała się przestępstwem kryminalnym, za które można trafić za kratki. Przestępstwem jest do dziś, choć kara więzienia już nie grozi. Ale wpis do rejestru skazanych ze wszelkimi tego konsekwencjami — jak najbardziej.

Rozumiem wszakże, że gapowicz w metrze stanowi zagrożenie dużo większe niż pijany cyklista na drodze. Bo przecież Albion to kolebka cywilizacji, a BBC musi mieć rację.

17 thoughts on “Cyklista na gapę

  1. Może w tym wypadku też warto posprawdzać dane, zanim się zacznie kpić z cudzych opinii? Na przykład sprawdzić, czy rowerzyści zagrażają komukolwiek poza sobą. Może się wtedy okazać, że w przeciwieństwie do pijanych kierowców, stanowiących zagrożenie dla innych, głównie słabszych uczestników ruchu, pijani rowerzyści zagrażają przede wszystkim sobie samym (ok. 98 proc. ofiar).

    Ten odsetek podobnie wygląda u pieszych. A przecież nikt nie wsadza do więzienia pijanych pieszych za próbę przejścia przez ulicę, prawda?

    A już drżenie na peryferyjnych drogach w piątek i sobotę zupełnie przeczy liczbom. Np. w 2008 r. spośród 5150 wypadków z udziałem rowerzystów, tylko do 2205 doszło z ich winy (nota bene, osławiony brak oświetlenia, rzekomo największe niebezpieczeństwo dotyczące rowerzystów w Polsce, był powodem nieco ponad 1 proc. wypadków z ich udziałem). Jeśli ktoś ma podstawy, by drżeć, to raczej ludzie jadący na rowerach poboczem peryferyjnych dróg, widząc zbliżające się auto.

    1. To pan chyba nie jechal nigdy nocna droga na trasie powiedzmy Pulawy – Lubartow. Jak na takiej trasie widzi sie swingujacy cien, to nie jest to Djamolidine Abdoujaparov, ale by trzymac sie panskich statystyk z 99% prawdopodobienstwem mezczyzna wracajacy do domu po ciezkim dniu.

      Sam jestem zapalonym rowerzysta, ale takze kierowca. Jak jade rowerem boje sie kierowcow, jak samochodem boje sie (o)rowerzystow.

    2. Ale co mają do tego dane? Mówię o sobie. O tym, że albo zwolnię do 15 km/h, albo ryzykuję, że pijany cyklista zmusi mnie do jakichś ryzykownych manewrów. To oczywiste zagrożenie bez względu na to, jak często istotnie źle się kończy.

      Proszę czytać post przed komentowaniem. Cóż to za argument, że nie wsadza się pieszych? W sporze ze zwolennikami wsadzania pijanych cyklistów znaczący, ale ja piszę wyraźnie, że się do owych zwolenników nie zaliczam.

      1. No to należy zwolnić do 15 km/h. Pan jedzie autem, pan się posługuje niebezpiecznym narzędziem, na panu spoczywa największa odpowiedzialność za bezpieczeństwo innych. Również pijanych.

        Post przeczytałem dokładnie. Włącznie z żartobliwą analogią do prezydenta USA z walizką atomową. Tylko że jeżeli już trzymać się tej metafory to prędzej dotyczy ona pijanego kierowcy. Pijany rowerzysta to raczej premier Luksemburga wsiadający do autobusu.

        I właśnie dlatego wsadzanie było głupie i basta.

      2. Popieram Grooba. Sam, będąc miłośnikiem dwóch kółek, każdego rowerzystę wyprzedzam tak, jakby mi się mógł w każdej chwili przewrócić przed maską. Bo to się zdarza i wcale nie trzeba być pijanym, wystarczy chwila dekoncentracji i przegapiony garb na skrajni. No i pijanego rowerzystę widziałem może kilka razy, największym zagrożeniem są moim zdaniem babcie i dziadkowie jadący – jak co dzień – z wioski do wioski. Sprawność już nie ta, umiejętność zachowania równowagi jako tako się trzyma pod warunkiem, że się nie oglądają. No i głęboko zakorzenione przeświadczenie, że starszemu należy zawsze ustępować. Jak się raz czy dwa zostawi na asfalcie ślady opon, to się człowiek uczy zachowywać bezpieczny odstęp.

        A o przyczynach wypadków można poczytać choćby tutaj.

  2. Opowiadal mi Stryj i ja mu wierze, ze raz jadac nysa spostrzegli przy drodze napitego rowerzyste. Niewiele myslac zatrzymali sie i zawlekli do nyski. Chlop nie kontaktowal. Porzucili w rowie jakies 80 czy 100 km dalej(wraz z rowerem). Kawal mial zasadzac sie na obudzeniu sie w nieznanej okolicy, ale przy niejakim prawdopodobienstwie ze czlowiek tam zapedalowal.

    Czy wierzyc w te historie? Mysle, ze byl to jesli nie powszechny – to niewyjatkowy przynajmniej typ wesolosci. Dzisiejsi rowerzysci moga byc podpici,ba pijani nawet, ja pamietam jeszcze takich, ktorzy byli po prostu nieprzytomni.

    Balwochwalczosc w stosunku do BBC jest nie do wytrzymania.

      1. To prawda, pozniej tez sie z ta opowiescia zetknalem. I dlatego watpilbym. Ale moj Stryj jest czlowiekiem dosc dzikim, w obejsciu brutalnym az ludzmi tego pokroju prowadzil wojne wlasciwie klasowa.

        Ide o kazdy zaklad, ze nie on ten patent wymyslil, ale przypuszczam, ze mogl zastosowac. W szczegolnosci, ze mial srodki – koledzy, nyska, pijakow w lubelskim po drogach jak jablek w sadzie, itd.
        Nie wykluczalbym.

        Na wsi jest taka zabawa, ze zawraca sie woz, jak woznica jest pijany. Ale czy to dziala?

        1. biorąc pod uwagę , że jest nas circa 7 mld ten-tego zdarza się w życiu bardzo często…

          Była taka reklama swego czasu ze znana frazą “trzeba mieć fantazję i pieniadze, synku” … Chyba trzy razy opowiadano mi sytuację zobrazowaną w reklamie jako “autentyczny fakt”…

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.