Cudowny dzień II

Sorry, to nie początek opisu mego cudownego dnia wczorajszego. Przepraszam siebie samego i zapewne jedynych lekturą zainteresowanych – dwoje uroczych XIX-wiecznych 20-latków, którym nieopatrznie rzekłem, że coś o nich skrobnę, rzucając werbalnie adres bloga… Mogli zapamiętać, a to klops.

Niczego nie wycofuję. Koryguję terminy. Serialik powstanie i ukaże się tu ASAP. Max 48 godzin. Sam tego potrzebuję coraz bardziej, bo kot zadziwia i stresuje mnie coraz bardziej. Straciłem ostatnie 0.5% zdolności koncentracji. Spokojny, pełen wspomnień (ich lista bezpieczna na SSD, HDD, pendrajwie, w chmurze) ufam, że rozwinę je w opis, nim szczegółów pamięć uleci. Obym się nie mylił.

Kot: desperacja

Jego stress ewidentnie w zeniicie: człowiek nie rozumie. Nie chce rozumieć? Jest głupi, ale nie jest wredny. Chce, lecz nie umie. A klaruję jak szympansowi.

Im jaskrawsza niekumatość człowieka, tym większy koci zawód, desperacja. Od północy cykl stały: godzina lekcji, kwadrans oddechu… Formy z uniwerków i polibud: prelekcja, ćwiczenia, labo, teatr, pantomima. Zero efektu. Kot godzinę siedzi między mną a kompem. Co 10 sekund przysiada, bym mógł ruszyć myszą, sięgnąć klawiatury. Potem 10 sekund miziania czaszka-czaszka i znów 10 sekund “nagrody”.

Chwilami podrywa się. Testuje nowość, np. miaukoląc prowadzi mnie do misek z wodą (dwie, woli mniej świeżą). Siada, sprawdza, czy patrzę. Moczy nos (ale nie język) w misce. Sprawdza. Przesuwa drugą miskę w lewo & sprawdza lub w prawo & sprawdza. I tak 5 minut. Człowiek nadal nie kuma, choć im bardziej absurdalna metoda, tym głupszy lekcję przyswoi.

Nowy test, znów porażka. Minęła godzina, kwadrans przerwy. Rozgląda się, co by tu zjeść, idzie się zdrzemnąć  (catEN: wziąć nap(, przeciągnąć w oknie kuchni. Nie miaukoli, nie łapkuje, chwilowo odpuszcza. Myśl ten kretyn kiedyś pojmie wraca: czas na kolejną godzinę desperacji, lekcji… A człowiek wciąż nie kuma.

Ja: no connection

Nie funkcjonuję. Nie mogę nic zrobić, chyba, że w 164 etapach, jak pisanie & edycja tego posta. Nerwy przewodzą, ruszam kończynami, myślę. Zdolność koncentracji, koordynacji i komunikacji zerowa = no Internet, mózg odbiera, ale nie wie, co, nakazuje nie wiedząc, komu.

Gdybym zakumał, co trapi kota… Wiem od miesiąca, że chce ucinać drzemki przytulony grzbietem do mej czaszki. Wiem, że w to wszystko nie wierzę. Wy też nie. Gdy uwierzę, sam wklikam 112, by przysłali kaftan dla mnie i R-kę dla kota… Gdy to skracam, patrzy i zaczyna myć moje prawe ucho w środku. Znak akceptacji. Akapit przyjęty. Ja tracę pamięć. 10 s po jej zapełnieniu treścią, np.

** SOS! Zapisuj albo cierp. SOS = Save or Suffer. Znane od 50 lat, a od 40 – oczywistość dla każdego, kto ma do czynienia z jakimkolwiek komputerem. Nie potrzebowałem autosave w edytorze, na blogu etc. Save nie po iluś bajtach, lecz ręcznie po znaczącym przyroście treści i sensu. Dziś nie pamiętam, co to SOS, nie wiem, gdzie włączyć autosave  = Co godzinę tracę 45 minut urobku.

** Taka karma, sucha… Kot chwilę kręci się koło misek i miaukoli 2x. Mokrą karmę ma, suchą zjadł. Dosypać. Idę po torbę. ** Minutę później stoję nad torbą. Po co? Nie wiem. Torba jest pusta. Może nową? Idę… ** Minutę poźniej stoję, na blacie torba z karmą. Po co? Nie wiem. Zamknięta. Rozciąć. Nożyce. ** Minutę później siedzę przy kompie, nożyczki w ręku. Po co? ** Minutę później kot miaukoli. Aaa, sprawdzić miski… ** …i POP: Powtórka od Początku.

**Jak (kabelek) w ruskim cyrku… Pstrykam zachowania kota, powod mego niepokoju. Zdjęcia lepsze niż słowa. Wgrać na kompa. Aparat nie ma wifi, ja – kabla. Szukam. Jest. Po co? Nie pamiętam… ** i dość! Nie chcę imponować wtórnym debilizmem, lecz przekonać Ciebie, iż nie wizyty, lecz rady weterynarza potrzebuję. 3 minut lektury mego opisu i rady.

** Debilizm z błyskiem geniuszu… W pamięci nic i wszystko zarazem. 24h temu pamiętałem to samo, tyle samo, też max 10 minut, jednak rozmawiałem z ludźmi, wsiadałem do autobusu, wiedziałem, jak wysiąść i gdzie,  po co tam zmierzam… Dziś nic. Zero. Oprócz  paru bzdur, w których wszystko, 100%, bez znaczenia, ale 0% niepamięci.

** Gdzie moje fajki? Chowam je. Pokażę wam, jak (fotki, gdy znajdę baterie). Redukuję palenie. W tydzień o 35%. Rewelka. Nie kusi mnie, lecz co, gdzie schowałem, pamiętam. 100%, bez limitu czasu ** LDA #LO Cities,X – dziś 10 osób na świecie jarzy, co to, ja pamiętam, wiem, używam. By pokazać qmplowi, jak śmieszny błąd zrobiłem 32 lata temu (1987), tej nocy odtworzyłem kod z pamięci. ** Ot, co. Wierny opis rzeczywistości – jak absurdalny żart.

Odwodnienie. Koniec żartów.

Ostatni łyk wody wczoraj. Od powrotu do domu, już 16 godzin, ani kropli. Nie umiem się napić, choć zapisałem sobie nawet w kompie. Wstaję, idę. W qchni/łazience (blisko, mieszkanie ~33m²) już nic nie pamiętam, nie wiem. Ćwiczyłem to pewnie ~80x. Wrzućcie w wujka Gugla “long without human water”, kolejność słów dowolna. Wypluje: średnio trzy dni. I koniec. Po prostu.

Objętość

Ok. Liczę, że kilka osób to przeczyta. Pisałem godzinę, skracałem – cztery. Bardziej nie umiem, a byłem i jestem w tym niezły. To także z mojej winy powstał “dowcip”: Co to jest słupek? To drzewo zredagowane przez Tygodnik Mazowsze.

Liczę, że ktoś zna sensownego weterynarza, że ten znajdzie 3 minuty na lekturę 250 słów, że coś rozpozna i da mi znać jakkolwiek. To wszystko. Zdrzemnę się tymczasem. Kot wskoczy na poduszkę, legnie tak pospiesznie, że jego grzbiet huknie uderzając w moją czaszkę. Zaśnie. Ja też. Parę godzin odpoczniemy: on od mojej ciemnoty, ja od jego desperacji. Coś mi się przyśni i nie będzie to kot, a jemu – nie człowiek. Coś ponadczasowo miłego. Jak moje wczoraj. Które może się powtórzyć choćby jutro 🙂

Ktoś znajomy może zadzwonić w sprawie wody. Telefon jest przenośny 100&, w qchni/łazience też działa. Mógłbym sam sobie esa wysłać, ale nie umiem. Będę jeszcze jedną miał prośbę małą, ale to pod koniec serialu.

5 thoughts on “Cudowny dzień II

  1. Panie Krzysztofie, ale wie Pan, ze to sie czyta jak opis desperacji czlowieka odchodzacego od zmyslow lub podswiadomie zmierzajacego do samounicestwienia? Nie chce pisac samobojstwa, bo to nie to samo….

    Czy jestem zaniepokojony? Tak. Jak cholera.

    1. Możliwe. Od zmysłów – niektórych tak. Odchodzę od zmysłu słuchu, węch straciłem dawno, oczy słabną. Zmysł umysłu ewidentnie dogorywa, jeszcze 5-10 lat i stanę się trollem na własnym blogu.

      Nie zmierzam do samounicestwienia, chyba nawet podświadomie. Sypiam teraz świetnie, tyle, że długo, potem siedzę lub dreptam także długo. Dla kota – za długo.

      Bardzo mało jem. Sorry, nie będę się zmuszał, na pograniczu wymiotów (poważnie), by jeść, skoro mało spalam. Pochłaniam dwa opakowania pierogów lub krokietów na tydzień, a codziennie chłodnik, kefir, maślankę, czekoladę, biszkopty.

      Desperacja? 5 lat depresji to pewnie desperacja, odkąd dzieci już nie są dziećmi, Matka powoli odpływa w świat hermetyczny, z sensem trwania kiepsko, pozostaje tylko kot. No i net.

      Mam jednak stałą opiekę domową. Kot, jak już wiemy, pilnuje, bym sypiał. Dziś zauważył, że nie mam już kefiru ani maślanki (od tygodnia), tylko wodę. Przez godzinę próbował mnie zaciągnąć do… drzwi na klatkę schodową.

  2. taaa … czyli, o co chodzi rudzielcowi? … pies miał na imię /piotr/ i jedno z uszu, pomimo swej już dorosłości, miał szczenięce. dlatego też, gdy czasem pytano o to ucho, nazywany był /ofiarą czarnobyla/. jako szczenię, znaleziony został w pociągu relacji nie wiadomo skąd donikąd i zamieszkał w wielkim mieście na 10 piętrze.
    miasto, to jednak nie było miejsce, gdzie /piotr/ … no gubił się notorycznie, czyli tracił orientację i trzeba go było trzymać na smyczy, by nie pogubił się wśród ludzi na przystanku i na ten przykład nie wsiadł do pierwszego lepszego autobusu.
    /piotr/ był w typie wilczura, znaczy się kundel. jego dotychczasowy opiekun widząc, co dzieje się z psem w mieście spytał, czy /piotr/ nie mógłby mi trochę potowarzyszyć. czemu nie, odpowiedziałem i zaopatrzeni w zaświadczenie o szczepieniu, smycz i kaganiec udaliśmy się na “stopa” i … pojechaliśmy kilkaset kilometrów na południe, na wieś. a na wsi biednie było. płatki owsiane górskie, cebula, ziemniaki na tysiące sposobów, woda … pietruszka spod śniegu wygrzebywana – pycha:)
    /piotr/, dostał nowe życie. rozumieliśmy się bez słów i jadaliśmy z jednej miski. na drugie imię dostał /czajnik/. /czajnik/ od wszystko czajenia:)
    gdy rozstawaliśmy się po ponad roku w pięknych okolicznościach przyrody mój przenajświętszej pamięci znajomy, niech mu poezja lekką będzie, po tym co zobaczył (a znał /piotra/ przed tym jak ja go poznałem), jak /czajnik/ czai, powiedział do tym razem towarzyszki w jego dalszej podróży: słuchaj się go; i tyle ich więcej widziałem.
    radykalnie. postaw trzecią miskę z wodą – dla siebie. i kolejną z jedzeniem – również dla siebie. jadajcie i pijcie razem. zobaczymy co się stanie.
    obstawiam, że martwi się o ciebie.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.