Był przyjacielem

Gizmo odszedł. W sposób chyba bliski najlepszemu z możliwych, bez dłuższych cierpień. Po cichu.

Był zadziorny, charakterny, ale wierny i przywiązany. Z rudymi walczył o dominację i o najlepsze miejsce na mnie, gdy spałem. Do obcych podchodził z dystansem.

Od dwóch lat gwałtownie chudł i było jasne, że nie jest z nim dobrze. Ale wciąż miał dobry apetyt, chętnie mruczał i wyglądął na szczęśliwego kota. Jeszcze w zeszłym tygodniu.

W niedzielę usłyszałem, jak jęknął. Uświadomiłem sobie, że mniej go widuję, że często zaszywa się gdzieś sam, a przytula się tylko, gdy śpię.

Przedwczoraj dwukrotnie przejmująco zapłakał. Chodził z trudem, przytulany nie umiał już zdobyć się na mruczenie. Wczoraj znów dwa razy płakał, a potem zaszył się gdzieś głęboko.

W nocy znalazłem go w najdalszym zakątku szafy. Wyglądał, jakby śmierć zastała go, gdy się po raz ostatni przeciągał.

Miał 18 lat, to był już jego czas. Chyba nie cierpiał zanadto, a na pewno krótko. Był przyjacielem. Zapamiętam go takim, jak na tym zdjęciu.

4 thoughts on “Był przyjacielem

  1. “…i o najlepsze miejsce na mnie, gdy spałem” To jest nieścisłość: “Gdy tylko się położyłem, przyszedł i lekko wysuniętymi pazurami, jak to ma od lat w zwyczaju, “poprosił” w wpuszczenie go pod kołdrę. Umościł się, rozmruczał, po czym nawet zasnął – ale kwadrans później wyczuł obecnośc Canona, czyli jednego z rudzielców.”
    To jest jedna z lepszych historii z udziłam Gizmo Gdy już mleczko zagotowane, a kaszka gotowa

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.