Bar dla tysiąca

Gdyby o budżecie i podatkach decydowały referenda, państwo upadłoby po roku. Najpóźniej po dwóch. Przywiązanie społeczne do idei redystrybucji PKB jest odwrotnie proporcjonalne do samego PKB. Im uboższy kraj, tym więcej pomysłów, by jednym zabrać, a drugim dać. Dziś potwierdzenie tej zasady znajduję w skądinąd sympatycznej historii o ludziach, którzy “nielegalnie otworzyli” zamknięty niedawno bar “Prasowy”. Ach, bary mleczne, to se ne vrati.

Powinien być taki przepis, że na tysiąc mieszkańców przypada jedna tania jadłodajnia. Przecież żywienie to nie towar, nie da się tego rzucić na żer niewidzialnej ręki rynku

powiada cytowany w tekście smakosz. Ja też z rozkoszą chadzałbym na chłodnik za 2.50 i leniwe za 3.70, ale zaiste nie śmiałbym żądać, by ktoś mi to fundował z jego podatków. Spróbujmy policzyć koszty propozycji pana Wojciecha Mejora. Załóżmy cokolwiek optymistycznie, że ceny w barze pozwalałyby pokryć wszystkie koszty prócz osobowych: surowce, energię, preferencyjny czynsz (co oznacza ukrytą dotację, ale pal diabli). Załóżmy też, znów dość naiwnie, że bar otwarty codziennie przez 6-7 godzin zaspokoi sześć etatów: kierownik, trzej kucharze, kasjer i sprzątak-zmywak. Załóżmy wreszcie, że średnie koszty skromnego etatu wraz z ZUS-em zamknęłyby się w 2800 zł miesięcznie.

Oznacza to dotację 200 tys. zł rocznie na jeden bar. Aby spełnić normę pana Mejora w Warszawie, trzeba by 2 tysięcy barów, czyli 400 mln zł samych kosztów bieżących. W Polsce – 7 mld zł rocznie. Jakieś pytania?

70 thoughts on “Bar dla tysiąca

  1. demokracja wydłuża ten upadek … to , że czasami dosyć znacznie to żadna pociecha 😉

    Sposób w jaki sobie poradzono z tym “zakłóceniem miru” i “zniszczeniem mienia (kłódka)” jest równie komiczny.. Po co policja ? Wystarczyłby sanepid , pih, pip etc. … Chętnym do prowadzenia baru bardzo szybko by przeszło i sami poprosiliby o jego zamknięcie…

  2. Z tego co pamiętam to przedostatnio w Warszawie funkcjonowało nie 2 tyś tylko do 20 barów czyli z twoich 7 mld robi 70 mln rocznie(w skali kraju) czyli 1/20 ceny kibolskiej świątyni do której będziemy w samej Warszawie dopłacać pewnie właśnie owe 70 mln rocznie. Jakieś pytania?

  3. Rozwiązanie problemu barów mlecznych jest bardzo proste. Publicznie bronią ich całkiem nieźle zarabiające osoby. Niech się wezmą i zrobią zrzutkę. Najlepiej: wynajmą lokal z rynkowym czynszem i poprowadzą taki bar mleczny. Przypuszczalnie bardzo szybko przejdzie solidaryzm społeczny.

    Bo łatwo jest się solidaryzować – za cudze pieniądze.

    1. @ TRad/ rynkowy czynsz
      Jasne – za rynkowy czynsz to tylko kolejny punkt bankowy CAF albo inny…

      Tylko jaki jest pożytek społeczny z kolejnego okienka do kredytów, a jaki – z baru z chłodnikiem za 2,50…

      I dochodzimy do sedna: czynszszszszsz…

      1. “Tylko jaki jest pożytek społeczny z kolejnego okienka do kredytów, a jaki – z baru z chłodnikiem za 2,50”

        A co ja Ci poradzę, że najwyraźniej klienci banku są w stanie więcej płacić za “kolejne okienko”, niz klienci baru mlecznego za ruskie z kefirem?

        Lubię bary mleczne, ale dlaczego społeczeństwo ma dopłacać do moich upodobań? TANSTAAFL.

        1. @ TRad/ dopłacać
          Jeżeli mówimy o czynszu w lokalu komunalnym – to chętnie zaprosiłbym do refleksji nad zobowiązaniami lokalnej społeczności.
          Jeśli miasto zarobi na “banku” – to masz 100% pewności co do właściwej społecznie dystrybucji zysku?

          Itd.

          Piszę z miasta, gdzie Credit Agricole otwiera właśnie kolejny nowy oddział/ (“sklep”) – odległy o jakieś 90 m od poprzedniego… Oba przy głównej ulicy…

          1. “Jeżeli mówimy o czynszu w lokalu komunalnym – to chętnie zaprosiłbym do refleksji nad zobowiązaniami lokalnej społeczności.
            Jeśli miasto zarobi na “banku” – to masz 100% pewności co do właściwej społecznie dystrybucji zysku?”

            A jeżeli wynajmie lokal barowi mlecznemu po promocyjnej cenie – to wtedy będziesz miał 100 pewności co do “właściwej społecznie” etc?

            Co to w ogóle takiego “właściwa społecznie dystrybucja zysku”? Kto to określa? Na podstawie jakich kryteriów?

            Sprawa jest bardzo prosta. Albo o przeznaczeniu lokalu decydują konsumenci (swoimi portfelami), albo urzędnicy. Nie chce mi się wierzyć, aby w XXI wieku ktoś był w stanie z powagą stwierdzić, że powinni o tym decydować urzędnicy. A tertium non datur.

            Solidarnym można i należy być – ale z własnej kieszeni. Nigdy z cudzej. A do tego sprowadza się “dystrybucja zysku” określana przez biurokratyczna decyzję. Że Trypućko robi dobrze Kowalskiemu – za pieniądze Dreptaka.

            1. @ TRad/ Na podstawie jakich kryteriów?

              Pojadę Ci klasykiem, chcesz: “Miej serce i patrzaj w serce”… Było w szkole.

              Ta dychotomia konsumenci/ urzędnicy nie jest do końca prawdziwa – bo mógłbyś jeszcze wziąć pod uwagę decydowanie przez właściciela. A tu rzadko właścicielem jest portfel. Przeważnie – człowiek.

              Nawet tak “zbiorowy” jak “samorząd miejski”.

              Jakbyś potrzebował argumentów z tej przestrzeni – to podpowiem Ci, że kuchnia dla ubogich, która 10 lat temu karmiła 350 osób dziennie, dziś karmi blisko 800. Nie, nie jest “miejska”…

              Nasz Gospodarz lubi, gdy coś czasem zagra – zatem, z dedykacją ode mnie:

              http://youtu.be/COkya7N3pB8

              1. “Ta dychotomia konsumenci/ urzędnicy nie jest do końca prawdziwa – bo mógłbyś jeszcze wziąć pod uwagę decydowanie przez właściciela. A tu rzadko właścicielem jest portfel. Przeważnie – człowiek”.

                Jezeli chodzi Ci o własność komunalną, to w tym przypadku de facto decyzje podejmuje urzędnik, a nie właściciel. Jeżeli _prywatny_ wlaściciel ma taki kaprys i utrzymuje _za_ _własne_ pieniądze bar mleczny – czapki z głów.

                Ale urzędnik utrzymuje bar mleczny z _cudzej_ _kieszeni_. Różnica fundamentalna.

                Wciąz czekam na definicję “właściwej społecznie dystrybucji zysku”.

                1. @ TRad / urzędnik

                  Urzędnik wykonuje zadania powierzone mu przez delegujących go do tej funkcji.
                  Nie widzę powodów, dla których społeczność lokalna nie miałaby przeznaczać większych środków np. na pomoc osobom wykluczonym społecznie.

                  To jest kwestia właściwie sprawowanego nadzoru. Społecznego nadzoru nad funkcjonowaniem urzędów.

                  Verba docent, exempla trahunt:

                  Lepiej wydanymi byłyby pieniądze na dotacje do takich “barów”(A) niż na finansowanie stadionu ITI-Legii(B).

                  W moim odczuciu – A jest “właściwe społecznie” / “B” – “niewłaściwe społecznie”*.
                  To zapewne nie spełnia suwmiarkowego wymogu “definicji”, ale pewnie da się pojąć, prawda?

                  *Warszawa niewiele by straciła bez pchania kasy w stadion (uwaga:) prywatnego klubu.
                  I to kasy “z cudzej kieszeni”…

                  1. “Urzędnik wykonuje zadania powierzone mu przez delegujących go do tej funkcji”.

                    Czyli przez innych urzędników.

                    “Nie widzę powodów, dla których społeczność lokalna nie miałaby przeznaczać większych środków np. na pomoc osobom wykluczonym społecznie”.

                    Po pierwsze, redystrybucja jest szkodliwa społecznie.

                    Po drugie, nawet jeżeli przyjąć model socjalistyczny i pomagać “wykluczonym społecznym”, nie wynika z tego przydatność utrzymywania barów mlecznych, bo to prowadiz do transferu środków publicznych _również_ dla osób _NIE_wykluczonych. Jest to po prostu nieefektywna metoda pomocy – jak to z metodami biurokratycznymi zawsze bywa.

                    Po trzecie, z (prawdziwego zresztą) zdania “dotowanie stadionu Legii to skandal” nie wynika zdania “należy dotować bary mleczne”. Non sequitur.

                    Po czwarte, skoro zakładasz, że miasto może wspierać, co uzna za stosowane, i że decydowac o tym powinni urzednicy, to na czym opierasz swoje oburzenie wobec dotowania Legii? Urzędnicy podjęli decyzję. Twoim zdaniem mieli takie prawo. Wszystko jest wg Twoich własnych kryteriów koszerne. Twój sprzeciw jest niespójny z Twoim światopoglądem.

                    Po piąte, nie mów do mnie rebusami. Nie mam pojęcia, co jest Krakowskim Przedmieściu 62. Skąd szalony pomysł, że w ogóle jestem z Warszawy? Odi et arceo.

                  1. Dośąć zerojedynkowo się kłócicie. Jestem przeciwnmy redystrybucji, ale jej nie odrzucam. Byle w rozsądnych proporcjach, byle z odrobiną sensu. Jednakowoż argument ze stadionem Legii ni przypiął, ni przyłatał 🙂

                2. @TRad

                  Argument “za swoje pije”, czyli że urzędnik wydaje publiczne (więc moje), a bank prywatne (więc swoje) pieniądze, jest dość kruchy.

                  W małej skali pieniądz=praca. W dużej skali oznacza to, że pieniądz=władza. Wielka instytucja, niezależnie czy “prywatna” czy “publiczna” zarządza majątkiem powierzonym jej przez rzesze ludzi, świadczy usługi lub produkuje dla rzesz ludzi, pobierając od rzesz za to jakieś opłaty.

                  My przywykliśmy do złudzenia, że władza polityczna jest oddzielnym światem od władzy gospodarczej. Mają jakieś styczne punkty, ale to co innego. Wreszcie przywykliśmy do “oczywistości”, że władza polityczna musi być demokratyczna, a gospodarcza — prywatna. Otóż to nie bardzo prawda, oraz niekoniecznie jedyny model (ot — feudalizm).

                  Dyskusja sprowadza się do starej kwestii: czy wolny rynek i prywatny kapitał lepiej zaspokoją potrzeby ludności w dystrybucji owoców pracy, czy też potrzebna jest większa lub mniejsza interwencja siły politycznej (lub innej, np. systemu etycznego), korygująca spontaniczne mechanizmy społeczno-ekonomiczne. Następną kwestią jest to, jaki powinien być udział mas we władzy.

                  Skracjąc: nie o to chodzi, że bank wystawia oddziały za swoje pieniądze. Nie w tym także, czy jemu to się opłaca. Z tego, że mu się opłaca i że ludzie za to płacą, wcale nie znaczy, że naprawdę tego potrzebują. Przykład: wystarczyło na chwilę uwolnić przepisy i wolny rynek wykazał, że najbardziej ludzie “potrzebują” punktów hazardowych. W mojej okolicy wyparły nawet kioski ruchu.

                  Pytanie do entuzjastów barów mlecznych brzmi raczej: co poradzić z krytką modelu kapitalistycznego, skoro socjalizm zbankrutował. Jest niewydolny.

                  1. “Argument “za swoje pije”, czyli że urzędnik wydaje publiczne (więc moje), a bank prywatne (więc swoje) pieniądze, jest dość kruchy”.

                    Nie, jest on fundamentalny. Pieniądze publiczne mają służyć całemuspołeczeństwu, a nie wybranym grupom. Klasyczne przykłady: wojsko chroni przed zagrożeniem zewnętrznym wszystkich mieszkańców Polski. Policja i sądy chronią przed niebezpieczeństwem wewnętrznym. Fiskus zbiera środki na działanie całości aparatu państwa.

                    Można dyskutować o szczegółach działalności poszczególnych sfer – ale (pomijając stuprocentowych libertarian) nie da się podważyć zasadności ich funkcjonowania.

                    Z barami mlecznymi jest inaczej. Również dlatego, że mogłyby one funkcjonować i bez publicznego wsparcia. Oczywiście wymagałoby to akceptacji przez klientelę wyższych cen, ale słuszne jest, żeby konsument płacił za konsumpcję.

                    “W małej skali pieniądz=praca. W dużej skali oznacza to, że pieniądz=władza. Wielka instytucja, niezależnie czy “prywatna” czy “publiczna” zarządza majątkiem powierzonym jej przez rzesze ludzi, świadczy usługi lub produkuje dla rzesz ludzi, pobierając od rzesz za to jakieś opłaty”.

                    Nie ma analogii. Z usług firm prywatnych korzysta się dobrowolnie. Jak się wezmę i uprę, to kupię kilka hektarów, postawię elektrownię wiatrową, wykopię głębinową studnię – i żadna prywatna firma nie zobaczy odemnie ani grosza.

                    Usługi państwowe/komunalne są _przymusowe_. Nie mogę wypisać się z państwa i przestać płacić podatków. Ta różnica nakłada na urzędników decydujących o przeznaczeniu publicznych pieniędzy dużo większe ograniczenia niż na właścicieli majątku prywatnego.

                    Idąc śladem Twojego rozumowania dałoby się usprawiedliwić urzędnika, który cały budżet swojej instytucji przeznaczył na sfinansowanie wakacyj rodziny i znajomych. Bo skoro prywatny właściciel może…

                    Rozważania o demokracji nie mają nic do rzeczy. Demokracja jest li i jedynie sposobem wybierania władzy, a dyskutujemy o _ograniczeniach_ władzy. Przeciwieństwem totalitaryzmu jest państwo wolnościowe, a nie demokracja. Z powodzeniem mogę sobie wyobrazić demokrację totalitarną.

  4. BTW: TVP Info – relacja z wizyty Bronisława Komorowskiego w Chinach:
    Hutę Stalowa Wola przejmie (?) chiński koncern gigant Jiu-qung
    (-a skąd ja mam wiedzieć jak to się pisze?!)

    – co znaczy: przejmie?

    Przepraszam za OT

          1. @ Krzysztof Leski/ zadłużenie
            Czy Europy tak samo nie opłaca się im “wykupić”, jak to się dzieje z USA (mają ich w kieszeni, ale potrzebują rynku zbytu i źródła innowacji)?

            No właśnie.

            – ale z tą autostradą to był sztemp…

            ps
            w Lublinie robią fast-food z pierogami, ale obok Starego Miasta – pewnie “na turystów”
            dobrze, że pierogi, a nie… chińszczyzna 😉

      1. Z tym barem dla tysiąca to gościu zdurniał.
        Ale,jeżeli byłoby ich z 80 w Wawie,to jakby mi “dali” 8 na preferencyjnych warunkach wynajmu(symboliczna stówka miesięcznie),to gwarantuję, że chłodnik zjadłbyś za jakieś 2,20 a leniwe za 3.
        Pełnowartościowy obiad(zupa+drugie) mógłby kosztować 8,0 do 9,0:)

        1. Dałbyś radę z zatrudnieniem? Obiad – ok, jeśli jeden zestaw, to jeszcze niedawno był bar bez preferencyjnego czynszu i dopłat, w centrum (pl. Zbawiciela) z zestawami zupa + drugie za 8 zł. Ale dania do wyboru…?
          Co nie znaczy, że w ciebie nie wierzę 🙂

            1. Ale to jest jakaś choroba z tym obsługiwaniem szkół.
              U ReNki jest pięknie, za duże pieniądze, wyposażona stołówka z kuchnią i…obiady dowozi firma zewnętrzna, które są podgrzewane- bo łatwiej i mniej kłopotów dla szkoły:)

              1. @ KaZet / choroba

                Nie wyraziłem się dosyć jasno: ta “socjalna spółdzielnia” z Gorzowa ma w swoim składzie dyplomowanych kucharzy i kucharki, którzy obsługują już stołówki w szkołach (miejskich!).
                Są dobrzy – a koszt ich pracy jest atrakcyjny…

                Bary mleczne jako miejsce zatrudnienia dla podobnie utalentowanych i zorganizowanych osób.

                Tylko miasto musiałoby chcieć przestać zarabiać na “sklepach z bankami”.

  5. Przy minimum ośmiu barach, sprawa jest prosta:
    Ja dzisiaj mam “metę” na kapustę, szatkowaną, bez krzty ciemnych kawałków, smak super, po 16zł za 20kg.
    Cena nieszatkowanej, to ok 1zł za kg.-ot,
    taki przykład.
    Większość produktów kupiłbym w momencie najniższych cen na dany asortyment i przechowywał.Np mięcho bezpośrednio od producenta itd…
    Obiad z mielonym surówką i zupą, to nawet za siódemaka można by było łyknąć:)

    I teraz policz:jeden bar odwiedza 500 osób dziennie i z jednego klienta, po wszystkich kosztach(łącznie z zarządzającym na bieżąco całością-sam nie dam rady:))zostaje 20 gr…

  6. “Większość produktów kupiłbym w momencie najniższych cen na dany asortyment i przechowywał”.

    A nasz jakiś sposób na przechowywanie za darmo? TANSTAAFL.

    “I teraz policz:jeden bar odwiedza 500 osób dziennie i z jednego klienta, po wszystkich kosztach(łącznie z zarządzającym na bieżąco całością-sam nie dam rady:))zostaje 20 gr”

    Ano policzmy. 500 osób na 6-7 godzin. Wychodzi 80 osób na godzinę. Każda spędza w środku 15 minut. 20 miejsc – OK, to trzyma parametry. ALE. Z moich obserwacyj wynika, że popyt nie jest funkcją stałą w czasie. Jest wysoki w porze obiadowej (kolejki do kasy), ale poza szczytem nie widzę tych 80 osób/h.

    I poproszę o kalkulację, żeby zostało 20 gr/os. czystego zysku. Obiad (kotlet mielony, a poprawniej mełty 🙂 wyceniamy na 7zł/os, czyli mamy maximum 3500 zł dziennie obrotu. Pewnie mniej, bo nie wszyscy zamówią mięso. Pierogi są po 2,50-3,50. Jajecznica jeszcze mniej. Ja bym dzienny utarg szacował na 2-2.5 kzł max.

    3 kucharzy, zmywak, kasjer, kierownik – 6 etatów. Powiedzmy 22 dni robocze miesięcznie (jeżeli więcej, to rosną koszty etatów). Koszt samej pracy to około 18 kzł miesięcznie. Plus jakiś zaopatrzeniowiec, bo chcesz kupować tanio, samo nie przyjedzie.

    Obrót 44-55 kzł. Odliczając ludzi zostaje jakieś 26-37 kzł. A koszt surowców? Energia? Ubezpieczenie lokalu? Transport? No i czynsz – bo TANSTAAFL. Nie widać powodu, dla którego podatnicy mieliby zrzucać się na klientów baru mlecznego, bo niby czemu.

    Nie widzę tego.

    1. Zacznę od końca-uprzedzałem w swoich kalkulacjach, o symbolicznym czynszu.
      I uważam, że każde miasto powinno być stać, na wydzielenie takich lokali-oczywiście przy gwarancji niskich cen.
      “Samo nie przyjedzie”- otóż przyjedzie.
      Siedzę bardzo długo w “gastronomi”, choć trochę innego typu,niż bary.
      Jeszcze 2-3 lata temu, odwiedzałem hurtownie,Makro i Selgros 3-5 razy w miesiącu.Teraz 3-5 razy w roku.I to też w sytuacjach awaryjnych.
      Zamawiam po prostu towar w dużych ilościach(zapas mniej więcej na pół roku) u producentów- z pocałowaniem ręki przywożą i taniej.Wyjątkiem są artykuły mięsne, ale te też Wierzejki dowożą mi na bieżąco, choć i tak w makro itp nigdy się w mięcho nie zaopatrywałem:)
      Przechowywanie?Nikt nie mówi o przechowywaniu w Warszawie.30-40 km od Wawy, można zorganizować tanie przechowywanie i stamtąd też dowozić dobre kucharki plus resztę obsługi.
      Bar ze smacznym i niedrogim jedzeniem,będzie miał “tłok” od 12 do 18.
      Dokładnej kalkulacji teraz nie podam, ale proszę mi wierzyć…:)

      Ciekawostka- pewien rodzaj naczyń jednorazowych kupowałem w Selgrosie.Wreszcie trafiłem do producenta i okazało się, że zaczęli dostarczać mi dwa razy taniej niż sprzedawał Selgros.
      A już, gdy producent(niemiecki)powrócił z produkcją z Polski do Niemiec, to obecnie, z transportem, ten towar kosztuje 5% mniej,niż kiedy kupowałem go,gdy był wytwarzany w Polsce:)

      1. Jak chcesz przewozić 40 km – to dochodzi koszt transportu. I kierowcy. I amortyzacja.

        I nie zgadzam się, że “każde miasto powinno być stać”. Bo faktycznie oznacza to transfer pieniędzy od innych podatników – do kieszeni klientów baru mlecznego. Nie widać powodu, aby taki transfer miał następować.

        Że biedni potrzebują wsparcia? Po pierwsze, nie prowadzi to do wniosku, że ma to być pomoc komunalna, z przymusowej zrzutki. Po drugie, nie wynika z tego konieczność utrzymywania barów mlecznych, z których korzystają również osoby pomocy niewymagające (żeby daleko nie szukać: gospodarz bloga). Nie mieszajmy działalności gospodarczej z dobroczynnością.

        Wreszcie: nie wierzę w odwołania “proszę mi wierzyć”. Jestem zerojedynkowcem – albo liczby się zgadzają, albo nie. Nie dyskutujemy o wyższości garncarstwa ludów Bantu nad okresem różówym w twórczości artystów ludowych z Pcimia Dolnego, tylko o opłacalności biznesu.

    1. Nie wiem:(
      Dodam, że produkcja odbywała się w miejscowości za Garwolinem.
      Chętnych do pracy tam jest bardzo wielu i to za stawki pewnie niewygórowane.
      Ale ciekawe jest też, że Selgros, działający niby na zasadach hurtowni, za 100 sztuk tego asortymentu, pobierał 10,50.
      Ja, gdy trafiłem do producenta, płaciłem 4,90.A przypuszczam, że Selgros wynegocjował jeszcze niższą cenę o parę groszy, niż ja…

      1. Widzę, że kolega wpadł karuzelę kontrowania…
        Dowozić 40 km jest o wiele taniej, niż szukać i znaleźć pracowników w Warszawie.
        I uważa kolega, że konieczne jest zatrudnienie kierowcy, tylko do przejechania 80 km dziennie?
        A może by tak, ekipa do baru, miała na stanie busa i kierujący, mógłby jednak wykonywać też inne zadania?
        Przecież masa ludzi dojeżdża własnym środkiem transportu do Warszawy żeby pracować minimum 8 godz…

        “Tak, powinien sprzedawać poniżej ceny producenta. Kto to widział, żeby na handlu zarabiać. Przecież to prowadzi do “niewłaściwej społecznie dystrybucji zysku””
        A to już trzeba potraktować jako humoreskę.
        Czy kolega nie zauważył, że Selgros określany jest jako placówka działająca na zasadach hurtowni?
        I czy jest rzeczą oczywistą, że hurtownia pobiera ponad 100% narzutu?
        Wspomnę tylko, że sklepy detaliczne,stosują marżę średnio 20-30 %…

        1. Widzę, że kolega wie lepiej od Selgrosu, z jaką marżą powinni sprzedawać. Otóż: ja tego nie wiem. Jeżeli kolega uważa, że 100% to za dużo, niech kolega założy Selgros-bis, sprzedaje z marżą 20% – i wyrzuci Selgros-prim z rynku. Nic prostszego pod słońcem, jeżeli marża Selgrosu faktycznie jest wyższa od rynkowej.

          Och, jak łatwo jest sie oburzać na pazerność imperialistycznych krwiopijców. Jak łatwo wrzeszczeć “Młodzież polska mówi stanowcze NIE knowaniom zachodnich korporacyj”. Jak ja to dobrze znam.

          1. Zauważam, że kolega nie wysiadł w przerwie z karuzeli.
            Co gorsza, wchodzi kolega w niebezpieczną strefę obrażania(w takim razie dostosuję się)
            Bardzo mi to trąci”napalonym korwinistą”. Tym, co to nigdy nie odpuści, za żadną cenę- chociażby miał się ośmieszyć. Ale mogę się mylić.
            Jednak jeszcze spokojnie wytłumaczę:):
            W dupie mam,czy Selgros zarabia 100 czy 200 %.Lecz mogę chyba wyrażać zdziwienie, wziąwszy pod uwagę charakter firmy?
            A głupkowate cytaty, które kolega tak dobrze zna…proszę wsadzić sobie…”tam gdzie słońce nie dochodzi”

            Teraz rada dla kolegi:
            “Może i racja, rzeczywiście wydaję się być dziwne, gdy hurtownia stosuje ponad 100% marży…”
            Naprawdę, przykładowo takie stwierdzenie nie boli,a często uchroni przed sprawianiem wrażenia przemądrzałej osoby:)

        1. “Czy jest coś niewłaściwego w dobro-czynności?

          Proszę przecież tego nie mylić z “jałmużną”…”

          I dobroczynnośc, i jałmużna są jak najbardziej w porządku. Z WŁASNEJ KIESZENI.

          Jałmużna z cudzej kieszeni (śmieszy mnie stosowane przez Ciebie rozróżnienie) to po prostu rabunek. Jeżeli Trypućko nie życzy sobie pomagać Dreptakowi – jakim prawem dajesz Kowalskiemu prawo, aby go do tego zmuszać? Czym się różnisz od socjalistów, którzy też zmuszali ludzi do łożenia na cele, na które ci nie mieli ochoty łożyć?

          1. @ TRad / Z WŁASNEJ KIESZENI
            Drogi Zerojedynkowcze – urzędnik nie ma tu “własnej kieszeni”: dysponując budżetem dystrybuuje środki pochodzące także z MOICH podatków, i dlatego ja TAKŻE mam prawo domagać się od “urzędnika” niepomijania celów społecznie właściwych (w kategoriach moralnych, a nie biznesowo-politycznych, jak ITI-Legia).

            1. “ja TAKŻE mam prawo domagać się od “urzędnika” niepomijania celów społecznie właściwych”

              A miliony kibiców reprezentacji będzie się domagać sfinansowania stadionu praskiego. I co dalej?

              Środki publiczne mają służyć dobru wspólnemu, a nie tysiącom partykularnych doberek. Państwo nie powinno wspierać działalności gospodarczej – ani w sporcie, ani w gastronomii. Nie od tego bowiem jest.

              1. A od czego ono jest że sparafrazuję wieszcza.
                Co do kiboli to częściowo zgoda. Państwo powinno conajwyżej zapewnić im minimalne warunki darcia mordy i dorzynania się na ustawkach, z dala od niezainteresowanych tym folklorem.

                1. Na jakiej podstawie respektować prawo Testigo domagania się finansowania barów mlecznych, a odrzucić prawo kibolstwa domagania się finansowania stadionów?

                  A od czego jest państwo? Od tego, co jest potrzebne i czego inaczej nie sposób osiągnąć. Bezpieczeństwo zewnętrzne (wojsko), wewnętrzne (policja), sądownictwo, administracja. Ale przecież nie gastronomia!!!

              2. @TRad/ “Państwo nie powinno…”

                Ośmielę się zwrócić uwagę, że my tu nie mówimy o PAŃSTWIE tylko o SAMORZĄDACH.

                A jeśli dla waszmości potrzeby kibica i potrzeby ubogiego są “za jedno”, to może rzeczywiście trzeba się wybrać na Krakowskie Przedmieście 62, popatrzeć, poczytać litery i chwilę się zadumać?

                Powinno być dobrze widać z okien restauracji Delicja Polska. Vis a vis…

                Smacznego!

                1. “trzeba się wybrać na Krakowskie Przedmieście 62”

                  Już biegnę na dworzec i jadę do Warszawy, żeby pójść na Krakowskie Przedmieście 62. Tylko buty włożę. Wiara niektórych ludzi, że Polska kończy się na opłotkach Warszawy, nie przestaje mnie zadziwiać.

                  Ośmielę się jednak zauważyć, że bez znaczenia jest, co sądzę o potrzebach kibiców. Ważne jest co innego: że mają oni prawo do innej niż ja hierarchii wartości. A pieniądzy publicznych nie powinno się przeznaczać na zaspokojenie partykularyzmów i tyle.

  7. @ TRad/ ” Kto to widział, żeby na handlu zarabiać.”

    …widzę, że pokręcimy się tego wieczoru po okolicach Krakowskiego Przedmieścia: “Znać kupca!”, co?

    Upraszczaj waszmość w inną stronę, to może trafimy na właściwą ścieżkę.
    Może nie marnujmy pixeli na tym sympatycznym blogu na banały?

  8. Ale się dyskusja rozkręciła… bary mleczne znikają, ale pojawiają się bufety – do niedawna można było w nich zjeść obiad (zupa+drugie+”kompocik”) za 12PLN, ostatnio niektóre podwyższyły do 15PLN. Wybór oczywiście mniejszy, im więcej potraw do wyboru, tym większe kłopoty z SANEPIDem albo z płynnością. Ale w miarę tradycyjne polskie mielone, schabowe, na przemian z kurczakiem albo innymi żeberkami były dostępne oprócz piątku, kiedy można było przyciąć na daniach postnych.
    Aktualnie od roku już nie stać mnie na żywienie się w bufetach, ale widzę, że mają dość klientów, bo dwa do trzech (zależy, jak liczyć) mam w promieniu 300m od roboty…

    Znakiem tego da się i bez państwowej łaski. A co do marnotrawstwa pieniędzy podatników, to zgadzam się z uwagą jednego z poprzedników, że raczej 250mlnPLN na prywatny stadion oraz kilka miliardów na “państwowy” akurat zaspokoiłoby potrzeby rynku barów mlecznych w całym kraju na co najmniej dekadę – a przyjemność byłaby o wiele większa, niż z jakiejś głupiej piłki kopanej, z której korzyść wyciąga przede wszystkim towarzycho z mafii ministerstwa sportu+PZPN+inne związki “działaczy sportowych”.

  9. Chciałbym zauważyć że cena 2.5 za zupę wcale nie jest taka kosmiczna. Znam akurat z autopsji – fakt lokal jest za darmo ( tj sponsoruje go jeden z marketów jako bar dla pracowników) ale cała reszta jest jak najbardziej prywatna.
    I tam właśnie zupa jest za 2.5 – faktycznie nie ma na niej oczywiście zbytniego zarobku. Cały (3 daniowy) obiad jest za 12pl.
    Może nawet nie byłą by jakaś nadzwyczajna informacja – ale muszę dodać że jest to 5km od centrum Wawy.
    Oraz że obiady tam są zupełnie bez żadnych konserwantów ( typu soda i innych szitów po których od razu ląduję w WC)
    Dlatego uważam że nie jest wcale tak że do tych barów trzeba byłoby aż tyle dokładać ( pewnie do likwidacji są rzeczywiście te które mieszczą się jak Prasowy przy głównych ulicach z kosmicznymi czynszami.
    Pewnie też jest tak że takie sponsorowane bary są nieuczciwą konkurencją dla innych wokół. Więc warto takie lokalizacje przemyśleć . Ale też uważam że na takim poziomie rozwoju ekonomicznego jak jesteśmy nie powinno być w Polsce głodu – a jest niestety.

    1. Ad ceny – zupa zupie nierówna. Akurat chłodnik to droga zupa. Rosół może być i za złotówkę.
      Ad głodu – zgoda, z tym, że sponsorowane z pieniędzy publicznych bary to jeden z najmniej skutecznych sposobów rozwiązania problemu. I najdroższych.

      1. “Ad głodu – zgoda, z tym, że sponsorowane z pieniędzy publicznych bary to jeden z najmniej skutecznych sposobów rozwiązania problemu. I najdroższych”.

        Ano właśnie. Bo nawet zakładając, że potrzebujących należy wspierać z pieniędzy podatnika (nie zgadzam się, ale to temat na inną dyskusję), to dopłacając do barów mlecznych dotuje się konsumpcję wszystkim klientom. Zarówno “głodującym”, jak i sytym. Zarówno żyjącym poniżej “minimum socjalnego”, jak i opływającym w dostatki publicystom “Dziennika Polskiego”.

        Jeżeli w ogóle pomagać z budżetu, to powinna być to pomoc precyzyjna, udzielana tylko tym, którzy jej potrzebują, czy na nią zasługują. Już bony żywieniowe są koncepcją znacznie zdrowszą.

        1. @ TRad/ “Tylko buty włożę…”

          Zostaw buty – włącz Google…
          Powinno wystarczyć do trafienia na Krakowskie Przedmieście 62.

          @ “odi et arceo”
          Jeśli mój głos napełnia waszmości horacjańskim obrzydzeniem – to najmocniej przepraszam, że ośmieliłem się odezwać. W swoim rozumieniu działałem w dobrej wierze. Także w imieniu motłochu.

          A skoro ze mnie taki wołek, to i na pożegnanie zagram Wołkiem – naszemu Gospodarzowi może również się spodoba, bo jest też trochę o pociągach:
          http://youtu.be/wx35i4hEka0

          Państwo jadą! No to cześć…

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.