Anty-WO

“Znany dziennikarz pisze list do PO”, woła gazeta.pl ze swej czołówki. Ów dziennikarz to pan, który nazwał mnie kiedyś “kaczystowskim betonem” jednocześnie przyznając, że mnie nie czyta, nie słucha i nie ogląda. Starczyło, że wówczas pisywałem w s24.

Odpowiedzi swej nie kieruję ani do PO, ani do WO. Ani nawet do Was, moi drodzy, nieliczni czytelnicy. Ot tak, w powietrze. Właściwie to nie odpowiedź, lecz parafraza niektórych wątków WO. Abym sam się przekonał, gdzie stoję.

Nie należę już do elektoratu. Nie zależy mi ani na wygranej Tuska, ani na przegranej Kaczyńskiego. Od dawna nie popieram nikogo z braku jakiejkolwiek sensownej opcji. Gdybym pod lufami karabinów został zmuszony do głosowania, pewnie znalazłbym najmniejsze zło. Na szczęście nie muszę.

Na przełomie XIX i XX wieku Europa, pod presją związków zawodowych, zaczęła marsz od kapitalizmu “dzikiego” ku takiemu “z ludzką twarzą”. Przez czas jakiś był to marsz w dobrym kierunku. Ale zaszliśmy za daleko. Dziś i “socjaldemokraci”, i “chadecy”, i jakkolwiek się zwą, chcą zwiększać rolę państwa w troszczeniu się o wszystko.

Nie tędy droga. Nie zamierzam dyktować nikomu programu, ale mruknę, co zrobić, abym kiedyś znów miał na kogo głosować. Po pierwsze, kwestie światopoglądowe. W miarę możliwości odpieprzcie się wszyscy od tej sfery. Niech biskupi mają prawo krytykować program festiwalu teatralnego, a lekarz – odmawiać wykonania zabiegu, który uważa za nieetyczny, byle w ramach prawa i w zgodzie z przysięgą Hipokratesa. Ale, dopóki to tylko możliwe, w razie sporu werdykt niech wyda samorząd lekarski, a nie prokuratury i sądy, politycy i media.

Po drugie, podatki. Pechowo należę od dawna do bezrobotnych, a jeśli mam jakąś nadzieję, to na zarobki w okolicach płacy minimalnej. Ale nie żądam podwyższenia podatków dla bogatszych. Przeciwnie, uparcie wierzę, że to głównie oni napędzają gospodarkę i gnębienie ich domiarami przynosi zawsze skutek odwrotny od zamierzonego. Wolę życzyć “bonne journée” wyjeżdżającym na urlop niż komukolwiek, kto płacąc podatki w Polsce szuka dłuższej emigracji podatkowej.

Zatem, po trzecie, trzeba umieć dowartościować i pracę, i kapitał, pracobiorców i pracodawców. Jednocześnie. Równomiernie. Nie jednych kosztem drugich, nie drogą propagandowych nagonek.

Po czwarte, kraj rozwinięty to ani ten, w którym biedak jeździ merksem, ani ten, gdzie ministra na rowerze czy w tramwaju spotkasz. Ani nawet ten, gdzie z kranu leci woda pitna. To kraj, który ma sensowne i stabilne prawo. Przestańcie zatem budować swą politykę legislacyjną pod wpływem lektury czołówek tabloidów. Ograniczcie emocje, włączcie myślenie, zrozumcie, że działanie pod publiczkę daje sukces na krótką metę.

Po piąte, przestańcie pieprzyć o rozpadzie państwa. Polska działa. Do doskonałości bardzo daleko, ale afery to nie nasza specjalność, lecz przypadłość powszechna. Trzeba umieć, niestety, żyć z nimi, ograniczając ich pole, ale bez histerii. Politycznej i medialnej.

Co, jak wszystko powyższe, oczywiście się nie zdarzy. Ale pomarzyć można.

29 thoughts on “Anty-WO

  1. W zasadzie Orliński domaga się od PO tego, co w części jest werbalnym/propagandowym/taktycznym zamysłem PiS.
    Kaczyński podnoszący podatki najbogatszym (o ironio razem z Gilowską działał w odwrotnym kierunku)okazuje się mniej “sexy”, gdyż jest pokryty radiomaryjną patyną.

    Tusk nie wychyla się i gasi pożary administrując. To ludziom o wyraziście lewicowych, bądź prawicowych poglądach nie przypadnie do gustu. Nie ma siły.

  2. “Niech biskupi mają prawo krytykować program festiwalu teatralnego, a lekarz – odmawiać wykonania zabiegu, który uważa za nieetyczny, byle w ramach prawa i w zgodzie z przysięgą Hipokratesa.”

    Lekarz ma jak najbardziej prawo odmówić wykonania zabiegu, który uważa za nieetyczny. Jeszcze nikt takiemu lekarzowi w POlsce krzywdy nie zrobił. lekarz to zawód, dyrektor to funkcja.

    Biskupi mają prawo krytykować program festiwalu teatralnego, ale nie mają prawa wzywać do zablokowania wystawienia sztuki.

    Jestem praktykujacym katolikiem, nikt mnie w Polsce nie zmusza do łamania zasad mojej wiary. Jeśli to robię, to wyłącznie z powodów własnej ułomności.

    1. Biskupi maja prawo krytykować. Być może im nie wypada , ale prawo mają… Mają takie samo prawo do tego jak ja. Mam prawo oceniać celowość wydatkowania publicznych pieniędzy. Prawo nic nie mówi o źródłach, które mogą lub nie mogą być podłożem takiego protestu. Co więcej, celem protestu, co jest zupełnie naturalne, często jest wymuszenie zaprzestania bądź podjęcia jakiegoś postępowania przez władze czy to samorządowe czy państwowe. Oczywistym jest by formy tego protestu były zgodne z prawem, a jeśli już protestujący to prawo łamią muszą ponosić konsekwencje bez względu na to czy w ręku mają różaniec czy koktajl mołotowa. Nie oceniam sensu protestów. Bronie prawa do nich.

      Co wynika z nakazu wyższości “funkcji” i zostawiania swojej wrażliwości w przedpokoju przed wyjściem do pracy opisałem tutaj: http://zapluty.antyeuropejczyk.salon24.pl/596460,panstwo-nie-dziala-a-moze-to-raczej-czlowiek … Taki drobiażdżek… Nie da się rozdzielić bez szkody dla człowieka funkcji, regulaminów etc od czegoś co w skrócie można by nazwać “wartościami”.

  3. Dla mnie to domaganie sie przez W. Orlinskiego od PO ma cos z kabaretu, jesli dobrze go zrozumialem to on glosowal na PO, a teraz zaglosuje jeszcze raz. Bu-he-he-he, zeby bylo bardziej finezyjnie niz onetowe bueeeechhceee. Tak dyktuje moja potrzeeba finezji, o czym ponizej.

    Jakiez to demony drzemia w polskeij polityce? Oprocz tych najchetniej opisywanych, nazywanych i egzorcyzmowanychja widze jednego szczegolnego, mnniej moze spektakularnego ale zabojczego jak metr szescienny waty szklanej na ustach i nosie. Nazwalbym go tak: demon-konstatacji-jalowosci-wlasnego-indywidualizmu-w-dziedzinach-do-tego-stworzonych-probojacy-kompensowac-na-niwie-rzekomej-niezaleznosci-sadow-politycznych.

    Widze to tak: podoba Ci sie bracie jak jest? Glosuj na tch, co rzadza. Nie podoba sie glosuj – na tych, co nie rzadza. To w zupelnosci wystarczy.
    Nie glosujac – co do zasady popierasz tych, co rzadza.

    Masz ciut wiecej parcia na zainteresowanie polityka? Wez poprawke, ze bywa opozycja udajaca opozycje, bo nie ma wygodniejszych wrogow niz stworzeni an te potrzeby. Jest wiec jeden skonczony blazen, oraz jeden reanimowany blazen – tak sie sklada kazdy milioner, tak sie sklada pozal sie Boze krytyk porzadku III RP, tak sie sklada nie z pozycji pod haslem w”yszedlem przed dom i mnie wali mnie po galach”, ale z jakichs z zadka rodem wynalezionych fantasmagorii, najczesciej do tego uragajacych elementarnej kulturze.

    Kto sie w tm nie widzi, nie glosuje, ideal tez nie obnosi sie ze swoja niewiedza tudziez brakiem zdecydowania, tumiwisizmem, czy brakiem czasu na wyskok do urny, lub kaprysem tak mu dyktujacym.
    Brat tego demona to: demon braku sensownej alternatywy, itd, itd.

    Eeeech. proste to jak amen w pacierzu. Potrzebuje kto wiecej wariacji w temacie? Do opery!

    Nie chcac nikogo obrazic, jesli ktos ma ochote prosze o wskazanie bledu w moim rozumowaniu, o ile je wystarczajaco jasno wylozylem?

  4. Ok, niech wzywają nawet do zablokowania wystawienia sztuki, ale państwo musi wtedy zereagować i to udaremnić, a blokujących ukarać.

    Przykład z tramwajarką jest sprowadzaniem (wg mnie) sprawy do absurdu. Tramwajarka była po prostu głupia.

    Jeżeli sumienie każdego lekarza jest ważniejsze, od norm prawnych, to znaczy, że prof. Chazan pozwoliłby usunąc ciążę w “swoim” szpitalu podwładnemu który chciałby to dobrowolnie zrobić? O co zakład, że nie pozwoliłby?

    Leczenie ludzi to powołanie, więc rozumiem i przyznaję pełne prawo do klauzuli sumienia lekarzom. Dyrektor to funkcja, można leczyć nie będąc dyrektorem.

    1. Żadne sprowadzenie rzeczy do absurdu. To wydarzyło się naprawdę. Jest nawet gorzej. Stosując logikę którą zaprezentowała np. p. Kopacz można by było powiedzieć , że jeśli tramwajarka nie akceptuje regulaminu , który nie pozwala by dzieci schroniły się przed deszczem w tramwaju to niech szuka innej pracy. Ona go zaakceptowała. Podobnie dyspozytor a na dyrektorze MPK kończąc… Absurd ? Nie. Jest jeszcze gorzej. Tramwajarka ten regulamin ściśle wypełniła. Doszła do wniosku , że byłaby właśnie głupia gdyby tego nie zrobiła… Zasugerowanie powrotu do dyskusji o “duchu” i “literze” byłoby moją prowokacją więc tego nie zrobię…

      Napisałem przecież – jeśli protestujący łamią prawo powinni być ukarani. Tylko mi chodzi też o coś innego. Jeszcze niedawno pewien dziennikarz (?), krytykujący dziś protesty przeciwko wystawieniu “Golgoty..” twierdził iż prawdziwej demokracji nie ma bez wybitych szyb – wg niego to cena jaka za demokrację musimy zapłacić (pewnie nie brał pod uwagę swoich szyb).. Nic nie pisał o odpowiedzialności tych, którzy te szyby wybiją… Tu szyb nikt nie wybijał(chyba) a protest się mu nie podobał bo “niesłuszny”… Karzmy zatem tych, którzy łamią prawo a nie zastanawiajmy się kto ma prawo lub nie protestować lub do protestów wzywać i nie dzielmy “urzędowo” protestów na słuszne i niesłuszne …

      1. @Karzmy zatem tych, którzy łamią prawo a nie zastanawiajmy się kto ma prawo lub nie protestować lub do protestów wzywać i nie dzielmy “urzędowo” protestów na słuszne i niesłuszne …
        Czy zatem będziemy też karać nieposłuszne reulaminom tramwajarki? Właśnie na tym chyba polega jeden z problemów, że prawo nie zawsze jest słuszne. A ocena słuszności prawa musi odwoływać się do jakichś wartości stojących poza (ktoś powie – ponad) prawem. Tylko, proszę powiedzieć, cóż to są za wartości?

        1. Jeśli gdzieś jest absurd tej sytuacji to w tym , iż należałoby napisać skargę na tramwajarkę, że przestrzegała regulaminu… No ale nie ma paragrafu na brak empatii… Można zaś przy posiadaniu jej w nadmiarze stracić pracę…

          Prawo musi odwoływać się do wartości. Co to za wartości ? To się cholera po prostu czuje … Nie spisze ich bo wartościami przestałyby być… Jeśli wczoraj słucham , iż pewną 90-latke z amnezją chciano za 9 zł wsadzić do więzienia to ja nie muszę mieć tych wartości spisanych. Ja je czuję. Czuć powinien sędzia , który wydawał w tej sprawie wyrok. Nawet gdyby się bał, że “źle czuje” to jeszcze ma nad sobą instancję odwoławczą i kasację.. Gorzej jeśli inżynieria społeczna chce przy tych wartościach majstrować, a ostatnio majstruje aż miło… Wówczas, czy to tramwajarka czy sędzia, nie wie co czuć .. “duch” prawa uwiera bo można podpaść… Zostaje zatem sama “litera” a to z kolei prowadzi do coraz większych absurdów a w gruncie rzeczy odczłowiecza.
          Oczywiście wartości ewoluują a do tego dochodzą ludzie twierdzący , że prawo ma napędzać i wyprzedać te ewolucję a nie tylko ją odzwierciedlać… Niestety wydaje mi się , że p. Orliński rezerwuje sobie prawo do posiadania racji w którą stronę te wartości muszą ewoluować i chce by za tymi jego racjami stanęło Państwo. A to , muszę przyznać, podoba mi się średnio…

          1. Praktyka dowodzi, że nie wszyscy czują wartości jednakowo. Mógłbym wskazać sporą ilość polityków czy publicystów, którzy owe wartości czują zupełnie inaczej niż piszący te słowa. W istocie więc większość z takich kontrowersji można sprowadzić do nierozstrzygalnych konfliktów światopoglądowych. Tu akurat najprawdopodobniej nie mieściłaby się sprawa tramwajarki (to problem lenistwa duchowego raczej), ale przypadek prof. Chazana, czy problem cenzury obyczajowej – jak najbardziej.
            Wydaje mi się, że nad takimi konflikatami wartości można co najwyżej przechodzić do porządku, stosując konsensus, albo przymus fizyczny. Konsensus wymaga dobrej woli, ale i to przecież nie zawsze wystarcza.

            Dlatego, jak sądzę, nie da się w polityce uciec od takich tematów, od opowiadania się po którejś ze stron tego rodzaju konfliktów. Ale otwarty jestem na argumenty, bo to moje przekonanie conieco mnie jednak uwiera.

            1. Nie da się rzeczywiście uciec od tych tematów ale z drugiej strony stają się one “tematami zastępczymi” którym niektórzy przypisują o wiele większy wpływ na życie społeczeństw niż mają w rzeczywistości. A że naładowane są dużo większymi emocjami niż np. wysokość podatków, stały się terenem na którym najłatwiej prowadzić najbardziej wyraziście, wymagające opowiedzenia się po któreś stronie, spory polityczne… Zwłaszcza jeśli w podatkach ma się takie samo zdanie (Jak SLD z PiS) .

      2. “Karzmy zatem tych, którzy łamią prawo a nie zastanawiajmy się kto ma prawo lub nie protestować lub do protestów wzywać i nie dzielmy “urzędowo” protestów na słuszne i niesłuszne …”

        Pełna zgoda, nigdy nie miałem wątpliwości co do tego.

        Tramwajarka zachowała się podle, ale przykłady są kompletnie nieporównywalne.

        1. jeśli mój przykład jest nieporównywalny to jestem w doborowym towarzystwie 🙂 V-ce prezydent W-wy porównał zachowanie prof. Chazana do jegomościa , który wpadłby na pomysł jazdy po mieście z prędkością 200 km/h bo mu się ograniczenia tejże prędkości nie podobają… Serio! Tak powiedział…
          No cóż pozostanę przy swoim…

              1. OK, tramwajarka głupia, v-ce niekompetentny :-). Sprawy pełnomocnika nie śledzę. Co do Orlińskiego, nie lubię betonu z żadnej strony, ale jedno mnie z nim łączy. Nie jestem pozytywnym elektoratem Tuska, lecz negatywnym Kaczyńskiego. Jak długo jeszcze? Zobaczymy po wyborach samorządowych.

                1. Otwierasz następny temat – temat leków politycznych… Najpierw serio : niestety życie polityczne po 89 r kręci się wokół leków. Lęków mniej lub bardziej zasadnych o różnym podłożu. To niestety jeden z powodów nie wykorzystywania przez nas wszystkich możliwości rozwoju.
                  Teraz półserio – czy lęk Orlińskiego przed PiS jest bardziej racjonalny niż lęki wynikające z arachnofobii ? Powiem tak – postaram sobie odpowiedzieć na to pytanie jeśli będę zmuszony głosować na PiS z “lęku” przed “Leszkiem Palikotem” … 😉

                  1. Powiedzmy śmiało czy mój lęk jest bardziej racjonalny od arachnofobii :-). Pająk w Polsce nie zrobi mi nic złego, a PiS (niecelowo,kim ja jestem) może. Ich lekarstwa są czasami gorsze od choroby.

                    Ale masz rację, nasze życie polityczne toczy się wokół lęków, tylko czy ich zwalczenie zależy tylko od nas? Czy może powinni nam pomóc ci, których się boimy. Lęk przed pająkiem, da się podobno oswoić :-).

                2. http://wyborcza.pl/1,75478,16608842,Dzis_wyrok_w_sprawie_dyrektora_wiezienia__ktory_kazal.html – to nie jest już sprawa “głupiej” tramwajarki. Ale głupiego Państwa. Ale mechanizm jest ten sam. Tramwajarkę “wychowało” Państwo, bądź tez jest lepiej dostosowana “ewolucyjnie” do reguł jakie to Państwo stosuje. Pułkownik wychować się nie dał – ponoć zamachnął się na powagę wymiaru sprawiedliwości. Ani to wymiar, ani sprawiedliwości a powagę już dawno stracił.

                  No i jeszcze jedno – http://pieniadze.gazeta.pl/pieniadz/1,136158,16611028,Nie_masz_w_firmie_telewizora__Nie_szkodzi__i_tak_zaplacisz.html#BoxSlotI3img – to już jest nie obłęd. To już jest celowe, przeprowadzone z pełną premedytacją w obronie swoich stołków skurwysyństwo.

                  Jak to się onegdaj mówiło ? DUSZNO się robi…

                  1. W tradycji rzymskiej tradycje miał odbyć skazany, a nie nikt inny w jego zastępstwie. I nie ważne jak wysoka lub niska była by owa kara. Znasz takie powiedzonko “Twarde prawo ale prawo”. Chyba że zależy ci na lewackiej lub prawackiej sprawiedliwości społecznej.

                    1. zależy mi na sprawiedliwości bezprzymiotnikowej. A ze wszystkich przymiotników deprecjonujących sprawiedliwość jest przymiotnik “społeczna”.. to po pierwsze .. Po drugie między twardością prawa a tępotą prawa jest przepaść. Tępe prawo osadziło w więzieniu człowieka , który na tę karę nie powinien być skazany. Tępe prawo orzekło iż człowiek, który w najprostszy, najszybszy i najoczywistszy sposób ten błąd naprawił został uznany winny wystąpieniu przeciwko tępoty prawa.
                      Tępa tramwajarka stanęła murem za tępym regulaminem. Gdyby go złamała podobnie jak pułkownik mogłaby zostać ukarana. Tępota prawa niszczy społeczne więzi, zabija empatię a w konsekwencji zabija resztki społecznego kapitału , którego deficyt jest jedną z podstawowych barier naszego rozwoju. DUSZNO się robi…

  5. No to pomarzmy wspólnie :).
    Czytając ten tekst łapię się (po raz szesnaście tysiący sześćset dwudziesty ósmy już chyba) na zadziwieniu, jak trudno jest przebić się z poglądami zasadniczo oczywistymi. I jak rzadko rozmawia sie o sprawach, które naprawdę są istotne. Zapewne więc w tej zabawie wcale nie chodzi o to, by złowić króliczka.

    W tych oczywistościach widzę wszakże jeden problem, którego rozwiązania osobiscie nie bardzo dostrzegam. Czy mogę prosić o komentarz?
    Nie umiem wyobrazić sobie odseparowania sfery światopoglądowej od prawa i od działalności państwa, co moim zdaniem dobrze obrazują oba przykłady z “po drugie”, na co znakomicie, acz mało konsekwentnie, zwrócił uwagę komentarz Ajgora. Dzięki dla “Zaplutego” za niegłupią próbę rozwikłania problemu. Ale chyba nie tylko o to chodzi.

    W obecnych warunkach biskupom (szerzej – grupom spolecznym zorganizowanym wokół konkretnych zagadnień światopogladowych) nie odmawia się prawa do krytyki festiwalu, tylko do realnego wpływu na jego program. Z drugiej strony, stoi pytanie o wpływ poszczególnych instytucji państwowych na tego rodzaju wydarzenia; ostatecznie decyzję podejmuje się n.p. “ze względu na bezpieczeństwo uczestników festiwalu”, co jest mało zręcznym unikiem wobec trudnej materii. A w tle stoi też pytanie o publiczne pieniądze i aksjologię jaka powinna stać za decyzją o rozporządzaniu nimi.
    Co do przysięgi Hipokratesa… W rzeczywistości problem dotyczy pytania, co się dzieje w przypadku, gdy czyjaś osobista interpretacja przysięgi Hipokratesa jest niezgodna z obowiązującym prawem – konflikt “regulaminu” z sumieniem nie jest problemem akademickim. Oczywiście, zgadzam się z opinią, że samorząd zawodowy jest bardziej odpowiednim miejscem do rozstrzygania takich wątpliwości niż sądy. Ale to nie do końca zmienia istotę problemu, tylko przenosi ją w inne miejsce. A dla pacjenta zawsze obowiązującą instancją pozostaną instytucje prawa państwowego, a nie samorządu lekarskiego. Pomijając już zawiłą, a wcale nie marginalną kwestię połączenia funkcji administracyjnych i medycznych w jednej osobie dyrektora państwowej placówki medycznej; niektóre z opinii w konsekwencji sugerują, że wyznawany światopogląd powinien ograniczać dostęp do pewnych funkcji publicznych – w tym wypadku katolik, raczej nie powinien być dyrektorem szpitala.
    Pytanie więc brzmiałoby, jak ideę państwa prawa realizować w abstrakcji od założeń światopoglądowych?

    1. Czytam całą dyskusję i czuję, że jeszcze żyję. Ale widząc te skierowane wprost do mnie i bardzo trudne pytania czuję też, że nie mam siły odpowiedzieć. Bo też jednej prostej odpowiedzi nie ma. Konflikt światopoglądu z obowiązkami zawodowymi może wystąpić w niemal każdej pracy. Rzecz w tym, by pracownik umiał trochę ustąpić, otoczenie zaś nie wzywało do samosądów.

  6. Dzięki. To też odpowiedź. Marzyłoby mi się coś więcej, ale jako minimum komentarza do “[w] miarę możliwości odpieprzcie się wszyscy od [sfery światopoglądowej]” musi mi wystarczyć :). W gruncie rzeczy chodzi o to, co kto będzie rozumiał pod tym “w miarę możliwości”.
    A i tak przecież rozmawiamy o mrzonkach tylko.
    Pozdrawiam

  7. Mam ochotę wziąć udział w tej dyskusji. Zebrać się i wzorem KL napisać, “gdzie stoję”. Polemizować grzecznie, acz stanowczo z niektórymi głosami. Dopytywać o inne, które może mogą mnie trochę przekonać. Tak, mam jeszcze trochę takiej chęci w sobie.
    Ale chyba zbyt mało.

    Mimo wszystko dzięki i pozdrawiam.

  8. Chcecie się pośmiać ? Urząd Miasta żąda przedłożenia sobie notarialnie poświadczonego odpisu decyzji , którą sam wydał. Przepraszam, nie uprzedziłem, że będzie to śmiech przez łzy…
    Powiedzieć walcie się ? Nie możemy bo sprawa jest dla nas tą z kategorii “życiowej”. Nazwanie urzędnika, który to wymyślił per “idiota” byłoby dla tegoż urzędnika komplementem…

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.