A może referendum?

Paranoja wokół Radka Sikorskiego trwa. Zarzuty opozycji o “złym miejscu” (Berlin) i “braku konsultacji” (z Sejmem? z opozycją?) powtarza koalicyjne PSL i nawet PBK. Tak, pan prezydent! Szef MSZ broni się, ale może jutro złoży samokrytykę, PDT go wywali z rządu, a plan polskiego stanowiska stanie się przedmiotem referendum. Hasło “konstytucja” jest na wszystkich ustach, podlega deklinacji, koniugacji i wszelkim innym rodzajom fleksji, ale… nikt tej konstytucji nie czyta.

OK, wyobraźmy sobie, że zamiast ogłaszać plan reform UE w Berlinie — Sikorski przedstawił go w Sejmie jako “projekt planu” polskiej prezydencji. Skrajną naiwnością byłaby wiara w reakcję opozycji inną niż ta z ostatnich dni, w to, że nie byłoby “IV Rzeszy”, “rezygnacji z suwerenności”, “łamania konstytucji”. Europa zauważyłaby tylko kolejną pyskówkę w Polsce, a treść planu byłaby spalona. Tyle.

Ta praktyczna argumentacja byłaby oczywiście nie do obrony, gdyby prawo nakazywało konsultacje. Ale co mówi o tym konstytucja? Toczyliśmy już te spory w pierwszej połowie poprzedniej kadencji. Nawet opozycja — krzycząc o rzekomej dyskryminacji prezydenta przez rząd — nie twierdziła wtedy, że równie ważna ma być pozycja parlamentu i poszczególnych klubów. Wystarczyłoby zapytać, jakież to konsultacje z opozycją rząd PiS i prezydent Lech Kaczyński przeprowadzili, gdy w październiku 2007 — jadąc na szczyt w Lizbonie z żądaniem “pierwiastka” — wrócili z tym, z czym wrócili (i czego, by była jasność, nie krytykuję).

Wbrew ówczesnym sporom zawsze uważałem, że tu konstytucja jest dość jasna: polityka zagraniczna oraz ta dotycząca organizacji międzynarodowych to domena rządu. W myśl art. 146 ust. 1

Rada Ministrów prowadzi politykę wewnętrzną i zagraniczną Rzeczypospolitej Polskiej

a w szczególności (art. 146 ust. 4 pkt 9)

sprawuje ogólne kierownictwo w dziedzinie stosunków z innymi państwami i organizacjami międzynarodowymi

ponadto (punkt 10 tegoż ustępu)

zawiera umowy międzynarodowe wymagające ratyfikacji oraz zatwierdza i wypowiada inne umowy międzynarodowe

Art. 133 ust. 3 ewidentnie wprowadza tu nie prawo, lecz ograniczenie reprezentacyjnej funkcji zewnętrznej prezydenta:

Prezydent Rzeczypospolitej w zakresie polityki zagranicznej współdziała z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem

Zaś jedyne konstytucyjne kompetencje parlamentu to ratyfikacja umów międzynarodowych. Ratyfikacja, gdy zostały już zaproponowane, wynegocjowane i podpisane. O żadnej kontroli prewencyjnej nie ma i nie może być mowy. Ani prawnie, ani z punktu widzenia skuteczności dyplomacji. Po co jednak czytać, skoro można poszczekać? O tym, że Berlin, o tym, że Rzesza, o tym, kto rzekomo adiustował tekst? Mamy kolejną lawinę spórów zastępczych wywołanych przez tych, którzy wciąż skarżą się, że koalicja i media zajmują się kwestiami drugorzędnymi, a nie mówią o tym, co naprawdę ważne.

PS. Pocieszające tylko, że zaginioną konstytucję znów można znaleźć na stronie Sejmu 🙂

12 thoughts on “A może referendum?

  1. Żadnej kontroli?

    A gdyby tak ktoś (szalony?) wpadł na pomysł interpelacji – i gdyby odpowiedź na nią sprawiła, że minister S utraciłby zaufanie parlamentu?

    Nierealne, co?

    Dobrze, ze Basią rozmawiasz po angielsku, ale może poćwiczcie niemiecki?
    😉

  2. Powoływanie się na Konstytucję nie ma miec znaczenia merytorycznego a emocjonalny… Na marginesie – zapewne częśc tych , którzy dzis na te Konstytucję się powołują w obonie suwerennosci jakis czas temu wzywała do jej odrzucenia w trosce iż nie stoi ona (konstytucja) wystarczająco mocno na straży tejże suwerennosci…

    Ale Panie Krzysztofie … to ze politycy sie ustawili do boju na z góry upatrzonych i możliwych do przewidzenia pozycjach to sprawa oczywista. Jednakże i dziennikarze zaczynają przybywac z odsieczą… Jedni słowo “suwerenność” wymawiają od wczoraj z przekąsem a drudzy każą brać przykład z Wandy co to Niemca nie chciała i że lepiej skończyc jak ona niz się z wrogami układać…

    1. “Ale Panie Krzysztofie … to ze politycy sie ustawili do boju na z góry upatrzonych i możliwych do przewidzenia pozycjach to sprawa oczywista.”

      Fałszywa analogia. To politycy PIS-u ustawili się… jak zawsze. O tym była notka Gospodarza zalinkowana w tej.

      1. Wszyscy się ustawili.. Miller wyraził radość (inna reakcja bylaby megasensacją), PSL “tak, ale” , Palikotowcy (tfu!!!), jak przestanie działac “zioło”, pewnie też w zachwyt wpadną bo będą w pomysłach Radka widzieli ratunek przed Opus Dei…. A z resztą nie mam o to wielkich pretensji.. Traktuja nas tak jak sobie na to zasłużylismy , wszak to krew z krwi , kość z kosci naszych. 🙂
        Smuci mnie dziennikarska odsiecz … Póki co również zero argumentów – same emocje i to niespecjalnie jakoś skrywane. A na dodatek odsądzanie adwersarza od tego , od czego tylko da się odsądzić…

        1. “Wszyscy się ustawili.. Miller wyraził radość (inna reakcja bylaby megasensacją), PSL “tak, ale” , Palikotowcy…”

          Jeśli tak pojmujesz “wszyscy”, to OK. Mi chodziło o to, że Tusk/PO zachowali się jak należy (nie ustawiali się). Ale może rzeczywiście nadszedł ten czas aby w opozycji do PIS stawiać co najwyżej SLD czy Palikota. PO jest już w innej kategorii wagowej.

  3. Swoją drogą – analizując prawne fundamenta funkcjonowania Rady Ministrów, piszesz o tym tak, jakby koncepcje polityki zagranicznej brały się – jak myszy wg średniowiecznych naukowców – “z brudu i słomy”…

    Naprawdę żyjemy w kraju, w którym nie ma czegoś takiego jak priorytety narodowe, racja stanu, długofalowa polityka itd.?

    Bo skłonny jestem przychylić się do tezy Ludwika Dorna, że minister spraw zagranicznych nie wygłasza swoich “prywatnych opinii”. On nawet przy obiedzie w oksfordzkim klubie reprezentuje Rzeczpospolitą. Nawet gdy mówi znad swojego koszmarnego kołnierzyka w kratę.

    A z tej tezy wyciągam wniosek, że niepotrzebnie uczyłem się angielskiego – a z niemieckiego umiem tyle, co Ty z języka Cervantesa 😉

    Zum Beispiel

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.