A ja swoje

Uparty ze mnie osioł. Rzadko zmieniam zdanie. Oceniam zjawiska poprzez treść, a nie autorów, co w dzisiejszym świecie czyni mnie odludkiem.

Nie mógłbym być Jarosławem Kaczyńskim. Trzy lata temu apelował o bojkot referendum w Łodzi, po jego porażce mówił o “chorym mechanizmie“. Gdy dziś, w obliczu referendum w Warszawie, to samo robi Donald Tusk, PiS nie posiada się z oburzenia, a pisowscy klakierzy w s24 kilkadziesiąt razy tylko z tego powodu postawili otwarcie znak równości między Tuskiem i Hitlerem.

Ciekawym, co przy goleniu widzą w lustrze “komentatorzy” s24. Jak wawa, który w 2010 zgodnie z wytycznymi prezesa odsądzał referendum od czci i wiary, a dziś w tuzinach komentarzy jest jednym z czołowych piewców odwołania HGW.

Referendum antyprezydenckie parę miesięcy przed końcem kadencji to głupota. W mieście dobrze zarządzanym to polityczna hucpa. Tak pisałem o referendum łódzkim w jego trakcie oraz po nim. To samo dotyczy referendum warszawskiego.

Nie zmieniam zdania: HGW objęła urząd nielegalnie, zastosowanie wstecz wyroku TK było hucpą. Pierwsza kadencja HGW to jednak najlepsza prezydentura stolicy co najmniej od czasów Stefana Starzyńskiego. Na tle innych polskich miast, ale zwłaszcza na tle obcych stolic w postsowieckiej Europie, Warszawa ostatnich lat zrobiła gigantyczny skok cywilizacyjny. Gdy wziąć np. pod lupę transport publiczny, dokonania Pragi, Bratysławy czy Budapesztu po 1989 r. to na tle Warszawy kompletna katastrofa.

Druga kadencja jest słabsza. HGW ewidentnie się wypaliła. To nie powód do referendum, na które najpewniej nie pójdę, lecz w przyszłorocznych wyborach chętnie poprę kogoś innego, jeśli tylko przedstawi zarys planu dla miasta. Niejakiego Guziała i jemu podobnych na pewno na to nie stać. Sławka Bieleckiego — owszem, jeśli porzuci niektóre swoje mrzonki.

Czy Łódź ‘2010 i Warszawa ‘2013 to przypadki identyczne? Nie. Prezydentura HGW jest wciąż jedną z lepszych, Kropiwnicki rządził po prostu poprawnie, co wszakże oczywiście nie uzasadnia łódzkiego referendum. Prawacka blogosfera ma jednak Kropę za bohatera, bo w owym czasie był (i chyba pozostał) stronnikiem PiS. Podział jest prosty: kto za PiS, ten przyzwoity, kto przeciw, ten zawsze był świnią lub zdrajcą. Prawactwo wierzy w to święcie.

Zaiste, chichot historii. Wspomnę tylko karnawał 1980-81: Łódź była wtedy jedynym dużym regionem “Solidarności”, który stale i bez wahań wspierał Lecha Wałęsę. Polityka duetu Słowik-Kropiwnicki była prosta: Lech ponad wszystko. W Warszawie, Wrocławiu Wałęsa miał zawsze przechlapane. W Gdańsku, Poznaniu i Szczecinie — zazwyczaj. Katowice i Kraków lawirowały. Ale Łódź zawsze stała murem za Lechem.

Gdy dyktatorskie zapędy Wałęsy hamować próbowali Zbyszek Bujak, Władek Frasyniuk, Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz, Bogdan Borusewicz, wsparci przez Jacka Kuronia i Adama Michnika — szef zawsze dostawał bezwarunkowe poparcie Andrzeja Słowika i Jerzego Kropiwnickiego. A także Jerzego Borowczaka. Przy na poły zakulisowym wsparciu takich znanych dziś postaci, jak Andrzej Celiński oraz bracia Kaczyńscy.

No, ale to trzeba będzie wymazać z historii. Nie pasuje.

 

38 thoughts on “A ja swoje

  1. Zgadzam się w pełni w kwestii referendum.

    Trudniej mi się zgodzić z tak wysoką oceną pani prezydent.

    Tu jednak trzeba poczynić zastrzeżenie wstępne, bo teza “najlepsza prezydentura stolicy co najmniej od czasów Stefana Starzyńskiego” jest… hmm… jakby to rzec… naciągana.

    Przede wszystkim, po Starzyńskim mieliśmy okupację niemiecką (poza ocenami), oraz PRL, kiedy prezydenci miasta się w zasadzie nie liczyli, a polityka i gospodarka były księżycowe. Lata 90 też nie pozwalają porównywać prezydentów miasta z obecnymi, ze względu na zupełnie inny wówczas ustrój m. st. Warszawy. Gdy była ona związkiem gmin, prezydentem był burmistrz gminy Śródmieście, wybierany przez radnych tejże, a jego możliwości w skali miasta były mizerne i zależały od układów politycznych we wszystkich radach stołecznych gmin.
    Z tego powodu porównania prezydentów sprzed 2002 i po 2002 mają tyle sensu, co rozważania czy Fangio był lepszym kierowcą niż Małysz skoczkiem.
    Sensownie można mierzyć HGW z LK, no i może trochę z Kaziutkiem.

    Po drugie — i tu już zmierzam do oceny prezydentury HGW — rzeczywiście w dziedzinie komunikacji super. Ale miasto to nie tylko komunikacja, a w innych dziedzinach jest ciut gorzej.

    Absolutnie kluczowe planowanie przestrzenne wciąż tkwi w grzęzawisku niemożności, omijanych takimi kunktatorskimi działaniami, jak “mikroplany”. I tu oczywiście trudno spekulować, czy konkurencja mogła być lepsza niż ekipa HGW, ale… LK potrafił w swojej krótkiej epoce wprowadzić w życie fundamentalne dokumenty, zwłaszcza Studium Uwarunkowań i Kierunków Rozwoju (pierwsze!). To na jego bazie tworzone są Plany Miejscowe i — to już nieformalnie i nie całkiem legalnie — wydawane WZ.
    Podsumowując: w tej arcyważnej, jeśli nie najważniejszej dziedzinie polityki samorządowej, HGW nie przebiła przełomowych dokonań poprzednika, a osiągnięcia jej administracji są raczej niezadowalające.

    Nienajlepiej wygląda też bardzo ważna dla Warszawy kwestia porządkowania własności miejskiej. Więcej tu wprawdzie winy po stronie władz kraju (też PO) — które nie odważyły się na reprywatyzację, mimo obietnic — ale warszawska administracja ewidentnie sobie nie radzi. A to jest kamień u szyi tego miasta.

    Widowiskową porażką, ale ilustrującą wyżej wymienione kwestie, jest klęska w zagospodarowaniu Ścisłego Centrum, ze sprawą MSN na czele. Skrytykowany i uchylony na starcie rządów PO plan Borowskiego miał wady — ale powstał i wszedł w życie w ciągu dwóch lat rządów LK. Na jego podstawie zorganizowano światowy konkurs architektoniczny, uruchamiający wielką miejską inwestycję — katalizator zmian. Minęło osiem lat — i jesteśmy w punkcie wyjścia! Po drodze naoglądaliśmy się tylko zamawianych przez miasto wizualizacji z wieżowcami.

    I tutaj dochodzę do mojego najpoważniejszego zarzutu: brak wizji. Brak dalekosiężnej wizji miasta, uporządkowanej wg jakiejś idei, zasilonej pobudzającymi masową wyobraźnię głośnymi publicznymi inwestycjami. To, moim zdaniem, u polityka rządzącego tak długo i dysponującego takimi możliwościami politycznymi i ekonomicznymi — poważny minus.

    1. Odyssie, mnie natomiast trudno jest znaleźć owe mityczne pozytywy w działaniach SGPW HGW.
      Nawet ta nieszczęsna komunikacja jak się jej bliżej przyjrzeć – leży i kwiczy. Już teraz wyraźnie widać, że polityka ZTMu i ratusza była całkowicie błędna bo zaczęto realizację wielu celów najwyraźniej nie licząc pieniędzy.
      Cóż z tego że wprowadzono bilet na aglomerację skoro teraz się go likwiduje? Co z tego że zakupiono nowy tabor (złomując przy tym zresztą np. niedawno remontowane tramwaje) skoro teraz likwiduje się połączenia i ogranicza liczbę kursów? Co z tego, że mamy metro i PiJ skoro z jednej strony samo metro jest przeładowane, z drugiej wpycha się do niego jeszcze więcej pasażerów (zamiana linii dojeżdżających do centrum na “dojazdówki” do metra), z trzeciej uprzykrza ludziom życie (zmuszając do licznych przesiadek co przy kursowaniu autobusów co 15 a metra co 7 oznacza znaczne zwiększenie czasu dojazdu że o komforcie nie wspomnę)?
      Pomijam zadziwiającą strategię wyznaczania tras autobusowych, które z miesiąca na miesiąc wiją się jak węże Gorgony, pojawiają się i znikają… ostatnio były awantury o 175, teraz zdaje się mamy kolejną na ursynowie bo przesunęli 195… gdzie tu jakiś plan, gdzie wizja, gdzie myślenie i współpraca z pasażerami? Moja żona w trzecim miesiącu ciąży wypadła z autobusu, kórym zwykle jeździła do pracy – wcześniej dawało się jechać no ale podobno coś przesunęli, coś innego zlikwidowali i ludzie z dnia na dzień zamienili się w kartofle…
      To sorry, ja już wolę żeby były stare N13 ale żeby jeździły często i żeby można w nich było usiąść i otworzyć okno (klimę w nowych i tak zaraz wyłączą bo podobno stanowi 30% kosztów jazdy, zresztą nawet przy włączonej jest zaduch). I żebym nie musiał codziennie studiować mapy czy moim 122 dojadę tym razem na Wilanów czy już może na Pragę.
      Podobnie z buspasami czy rowerami – niby otwierają Ventruribillo ale już ścieżki rowerowe na nowo remontowanych ulicach to już zbytek łaski. Zresztą z rowerami też już się podobno pojawiły problemy (nie wiem bo nie korzystam ale coś tam ptaszki ćwierkają w necie).
      Do tego dołóżmy nieokreślone opóźnienia w inwestycjach (otworzyli już ten tunel co go mieli otworzyć po miesiącu? A to metro co miało być na Euro, ktoś jeszcze pamięta?), niemożność korelowania remontów, brak rozmowy z mieszkańcami, skandaliczne uwalenie referendum w sprawie SPECu, zatrudnienie tysięcy urzędników, itp., itd.
      Cała ta zabawa pokazuje – nikt tego wcześniej nie zaplanował, nikt nie policzył, nikt nad tym nie panuje a już na pewno nie pani prezydent.

      Co do sensowności referendum – zobacz, jak się nagle zaczęli starać. Nawet pani prezydent się na siłownię przeszła, zaczęła z mieszkańcami rozmawiać, wyobrażasz sobie?! Z tym motłochem! Jak tak dalej pójdzie może znowu jak przed pierwszymi wyborami przejedzie się tramwajem! Czy to nie jest warte tych paru złotych?

      1. Eumenesie

        “Cała ta zabawa pokazuje – nikt tego wcześniej nie zaplanował, nikt nie policzył, nikt nad tym nie panuje a już na pewno nie pani prezydent.” — W tym punkcie pełna zgoda i to jest zarzut.

        Opóźnienia w inwestycjach (i w ogóle wszelkich zamierzeniach) — zgoda. Choć akurat takie metro, to przykład nie opóźnień, tylko łgarstw w żywe oczy zwanych obietnicami wyborczymi.

        Krytyka komunikacji — nie będę punkt po punkcie, bo wątek trochę nie o tym, ale zdaje mi się, że ciut przesadzasz. Tzn. owszem, jest na co narzekać (zawsze), ale jest też i za co chwalić. Warto patrzeć na tle porównywalnych miast (stolice Środkowej Europy) albo na tle niedawnej przeszłości tutejszej. W obu perspektywach komunikacja jest na plus.

        Co do referendalnego straszaka… well, no to zróbmy kwartalną kadencję władz, będzie permanentna kampania, władza zawsze w duserach i pokłonach, a obietnice co 3 minuty. Tylko się wszystkie “obiecane” miliony kilometrów autostrad i setki nowych mostów będą niesłychanie “opóźniać”. Z przyczyn niezależnych od nikogo.

        Nie znoszę tej akcyjności i zbierania podpisów. Nie tylko jest to dla systemu politycznego równie szkodliwe co wszelkie “specustawy”. To także topienie realnego potencjału politycznego w pozorowanych akcjach, które albo nie służą niczemu, albo czemuś zupełnie innemu niż jest na sztandarach.

        1. Odyssie,
          ja się poniekąd zgadzam z gospodarzem że HGW jest lepsza od Kaczyńskiego – bo trudno być gorszym.
          Ale nie mogę się też zgodzić że ktoś jest dobry skoro kupił nowy tabor bo to sam w sobie nie jest pozytyw – pozytywem staje się dopiero po ustaleniu ile tego taboru było rzeczywiście potrzebnego, czy kupił właściwy tabor, czy kupił tanio i czy miasto BYŁO NA TO W TYM MOMENCIE STAĆ. A także czy ten tabor jest teraz właściwie wykorzystywany. Bo mieliśmy już wcześniej takiego geniusza od zakupów, nazywał się Gierek ale jakoś jednak nie wszyscy oceniają jego kadencję pozytywnie.
          Co do tego że jest za co chwalić – to się jeszcze okaże. Owszem, po pierwszej kadencji czy początku drugiej było – ale teraz widać wyraźnie że to było życie ponad stan i miasto na finiszu drugiej kadencji pani prezydent wycofuje się po kolei ze wszystkich “osiągnięć” – od wspólnego biletu po wsparcie zbiorkomu. I ludzie to widzą, to samo jest zresztą w skali kraju z PO bo przecież nie chodzi o to, żeby wydać publiczne pieniądze.

          Jak zrobimy roczną kadencję to niewiele da – bo politycy szybko się dostosują i będą wiedzieli, że muszą się nachapać szybciej. Nie, to właśnie musi być straszak. Od czasu do czasu ktoś musi dostać kopa w tyłek od wyborców żeby był wstyd na całe podwórko i żeby inni też pojęli że kasa i kadencja nie są bezwarunkowe.

          “Nie znoszę tej akcyjności i zbierania podpisów.”
          A ja przeciwnie. Bo to jest ostatnia realna władza w rękach obywatela. Jedyne miejsce, gdzie jeszcze może wykazać polityczne zaangażowanie i coś z tego wyniknie. Bo wybory to już tylko pusta wydmuszka – zamiana PiS na PO czy nawet SLD i odwrotnie to żaden wybór.

          1. Eumenesie, zacytuję sam siebie:
            “Krytyka komunikacji — nie będę punkt po punkcie, bo wątek trochę nie o tym, ale zdaje mi się, że ciut przesadzasz.” Ale jeśli nalegasz, mogę się zebrać na polemikę z Twoimi licznymi pretensjami w kwestii komunikacji miejskiej za HGW. Nie, nie uważam, że jedynie nakupiono dużo niepotrzebnego taboru. I mam podstawy, by tak nie uważać.

            Z Twoją opinią, że “trudno być gorszym prezydentem miasta stołecznego niż był Lech Kaczyński” się nie zgadzam. Myślę, że dość łatwo być gorszym. LK zasłużył na solidną krytykę (zwłaszcza grzebiąc wszystkie duże przetargi drogowe). Kiedy kandydował na głowę państwa pod hasłem “udało się w Warszawie – uda się w Polsce”, łapałem się za głowę. Ale miał bardzo znaczące osiągnięcia. Znów: wątek chyba nie o tym, więc się nie będę rozwijał.

            Owszem, polityk powinien czuć oddech wyborców, a HGW w drugiej kadencji obrosła pychą władzy. Ale nie chcę polityki plebiscytowo-wiecowej. Chciałbym obywatelskiej aktywności — ale niech to będą dogwatche, NGO i inne organizacje lokalne. Niech one czegoś konkretnego chcą. Marzę przeczytać o tym, że sąsiedzkie stowarzyszenie w jakiejś dzielnicy uparcie i głośno doprasza się planu miejscowego dla swojej okolicy, aby deweloperzy jej bez reszty nie zdewastowali.

            Tymczasem wciąż od lat widzę to samo: protesty, i co jakiś czas wielka akcja zbierania podpisów. Nawet jak niby za czymś, to jednak bardziej przeciw. Kto pamięta dziś założenia obywatelskiego projektu konstytucji pod patronatem “S”? Zebrano zatrzęsienie podpisów. Na ulicach, pod kościołami itd. Pamiętam jakieś akcje masowe z protestami wyborczymi chyba przeciw SLD i Kwaśniewskiemu. Masowe zbieranie poparcia dla Olechowskiego jako “niezależnego” kandydata centrum… miał być z tego ruch społeczny. Został szyld partii, w której chyba nikt z ówczesnych młodych aktywistów się nie ostał. Zbieranie podpisów za referendum 3xTAK (wtedy popierałem PO, ale tę akcję miałem za idiotyczną).

            Który to już raz jacyś cwaniacy w garniturkach robią w trąbę tysiące ludzi, których zaangażowanie idzie w gwizdek jakiejś rozgryweczki. I na przemiał.
            “Realna władza w rękach obywatela”? To tak jakby rzec, że szeregowiec spod Verdun miał realną militarną siłę, decydującą o losach Wielkiej Wojny. No, niby miał.

            1. W Polsce nie będzie dogwatchy, NGO i innych organizacji lokalnych bo są one u nas doskonale zbędne. Ponieważ urzędnicy (w tym politycy) mogą sobie na nie doskonale bimbać. Zebrano podobno 2 mln. podpisów w sprawie 6latków i co? Złożono w sejmie obywatelski projekt ustawy i co? Mieliśmy HGW Watch i co? Jedyne na co się zdobyli urzędnicy ratusza to szykany dla autora.

              Jedyne co w Polsce obywatel może to odwołać urzędnika w trybie nagłym. Bo wybory to też żart, zwłaszcza przy takiej ordynacji. Tylko tyle realnie może i to właśnie trzeba robić. Zakładam zresztą że do czasu bo PO już majstruje przy ustawie i przewiduję że niedługo będziecie mogli z Zaplutym otwierać szampana.

  2. @ Krzysztof Leski/ “Niejakiego Guziała…”
    “Niejakiego” – ?!
    TY t-a-k piszesz?

    Czy pan Guział ma/ miał jakoś inaczej na nazwisko?
    Pamiętam jednego mówcę, który z trybuny wypominał “Michników i Kuroniów”, ale Ty mi do takiego stylu nie pasujesz.

    Poniósł Cię publicystyczny Pegaz.

    Pozdrawiam serdecznie
    znad ziemniaków ze zsiadłym mlekiem

  3. Popieram @testigo – jak tak mozna !!! jak tak można o pierwszym Polaku , który wziął ślub konkordatowy a potem pod hasłami antyklerykalnymi i dzięki poparciu PiSu został burmistrzem ? Taki ktoś nie może byc “niejaki” … przynajmniej tako rzecze o nimi wiki… mnie na ten przykład w niej nie ma …

    PS
    przepraszam @testigo ale Córa zachorzała , już trzecią noc nie śpię a ten stan powoduje u mnie przypływ sarkazmu 🙁

  4. Dzis pisze o tym na stronach Do rzeczy takze M. Magierowski.

    Polityczne zaangazowanie HGW przeslania wyborcom PIS jej rzetelna ocene. Ilekroc HGW zabierala glos w sprawach z pozoru symbolicznych, ale bedacych w istocie centrum politycznych napiec w Polsce, tylekroc zastanawialem sie nad bezrefleksyjnym okrucienstwem kobiet, ich glupota i bezwstydem w sluzalczosci.
    HGW nie miala takze zahamowan w kwestiach popasania administracyjnej hydry PO.

    Ale to takze prawda, ze Warszawa sie zmieniala.
    Moje zdanie o PO jest podobne do oceny Instytucji Unijnych, tyczy sie to tez HGW – w maskach fajnych ludzi zawlaszczaja wszelkie pozytywne procesy, to tez sztuka, ale w pewnym momencie chciwosc i malosc powoduja, ze chu…. strzela wszystko jednym pociagnieciem.

    Mialbym tyle skromnosci w sobie, zeby nie oceniac prezydenta miasta w ktorym nie mieszkam i przyjmowac na wiare wybor ludzi, ktorzy powierzyli jej rzady. Bawila sie HGW w wielka polityke, byc moze padnie jej ofiara.

  5. Panie Krzysztofie!

    Po lekturze Pańskiego tekstu pomyślałem, że może odwołujący Prezydenta Warszawy nie mają racji. Po lekturze komentarza pana Odysa wątpliwości mnie opóściły. Być może bufetowa jest najlepszym prezydentem od czasów Stefana Starzyńskiego. Tylko czy to znaczy, że jest dobrym prezydentem? Bo to, co podniósł pan Odys wydaje się jednoznacznie skreślać ją z listy dobrych prezydentów. Zatem, może nie jest tak różowo jak Pan sugeruje…

    A filozofia Kalego (przejaw rasizmu) jest tak normalna wśród ludzi, że dziwi mnie, iż Pan się dziwi jej występowaniu po stronie zwolenników PiS-u. Czyżby oczekiwał Pan, że zwolennicy PiS są aniołami i są wolni od ludzikich przywar? Zaiste, Pańska wiara jest ogromna…

    Łączę wyrazy należnego szacunku

    Jerzy Maciejowski

    1. @ Ufka / “Co ci się nie podoba w Budapeszcie?”
      Widziałem w TV, że u Was w Warszawie też metro wozi autobusami.
      Co prawda bardziej wyglądało to na “przestępcze” niż “zastępcze” – ale `sztuka jest sztuka` / `bus jest bus`.

      Może w Budapeszcie/ Pradze mają za dużo linii metra?
      Nie to co ten szlachetny warszawski minimalizm.

      wiem, wiem – poczucie minimalizmu rekompensujecie sobie ceną biletu
      😉

    2. @Ufka: Marna obserwacja. Poczytaj rozkłady, może zweryfikujeszz to “jak szalone”. Obejrzyj tabor – w 95% liczy po 30-40 lat. I kilkanaście nowych combino, które pędzą 10-12 km/h, bo torów nie zrobili. Obejrzyj cennik biletów – warszawski jest bez porównania korzystniejszy.

      @testigo: napisałem wyraźnie “po 1989”. Ileż metra zbudowały wolne Czechy i wolne Węgry? Niemal nic.

  6. Panie Odysie! Panie Krzysztofie!

    Jeśli popatrzyć na komunikację, na którą w notce kładzie nacisk Autor, to osiągnięcia HGW wyglądają imponująco. Gdy przechodzimy do innych kwestii, to okazuje się, że byli lepsi, co Pan Odysie napisał. Czy to takie trudne do dostrzeżenia?

    Łączę wyrazy należnego szacunku

    Jerzy Maciejowski

    1. Odys wskazał JEDNĄ sferę, w której JEGO ZDANIEM ktoś inny był lepszy. A infrastruktura komunikacyjna to absolutnie priorytetowe zadanie samorządu. Tu zaś HGW bije wszystkich poprzedników na dwie głowy.

  7. Panie Jerzy.

    Owszem, napisałem, że IMHO HGW nie jest aż tak dobra. Wskazałem istotne moim zdaniem minusy jej władzy.

    Pan jednakże wyciągnął z tego wniosek, że jednak “odwołujący mają rację”.

    Na mój gust odwoływanie wybieralnych polityków w trakcie kadencji jest w ustroju demokratycznym rozwiązaniem zupełnie awaryjnym, na nadzwyczajne okazje. Impeachment na kilka miesięcy przed normalnym końcem kadencji jest sytuacją zupełnie niesłychaną; stosować go należy tylko wtedy, jeśli każdy dzień pozostawienia wariata lub bandyty na stanowisku przynosi realne zagrożenie. Wbrew histerycznym okrzykom opozycji nic nie wskazuje, że to ten przypadek.

    Jest w demokracji mechanizm pozwalający na odsunięcie od władzy polityka, który zawiódł, stracił zaufanie wyborców itp.: kadencyjność i wybory. A propos wyborów… w stolicy mieliśmy do wyboru takich kandydatów, jakich mieliśmy… Mogło być gorzej. Zobaczymy, czy może być lepiej.

    Nie mam wątpliwości, że hucpiarskie referendum warszawskie jest czysto taktyczną rozgrywką przedwyborczą, wzmacniającą przekaz opozycji i mobilizującą jej elektorat i działaczy. A ja nie rozumiem, czemu z mojej kieszeni (publicznej kasy) mam dodatkowo finansować kampanię wyborczą opozycji.

  8. Mam sprawę do @Nocnik. Potrzebuję pomocy przy css na innym blogu, który nie jest na Salonie. Część zrobiłam sama, ale przy marginesach i zwiększeniu części, w której pisze się notki wymiękam 🙁 Jak coś to proszę o kontakt na pocztę Salonu.

  9. Ja nie oglądam rozkładów – ja po prostu jeżdżę 🙂 I uwierz, w Warszawie gdyby mi uciekł autobus na nastepny czekałabym 20 minut- mówię o sobocie. Tak, sa stare, ale nie tragiczne – do naszego starego tramwaju trudno wejść grubszej osobie, z wózkiem niemożliwe. Tamte są jednak lepsze.
    Ale jak wiesz doceniam komunikację warszawską chociaz co nieco można by poprawic. Np pewne linie jeżdżą strasznie okólnymi trasami, na wielu przystankach autobusy w tych samych kierunkach odjeżdżają w tym samym czasie – jak się spóźnisz to czekasz kwadrans.
    Ale mam pretensje o wiele innych spraw. Wycinka drzew, “Zakochaj się w Warszawie+ – cieszę się z zimowych światełek, ale dodawać do tego 600 tysięcy reklamy? Piaza masą urzędasów zatrudniani sa inni – na umowę zlecenie. NAgrody się należą za samo “bycie urzędnikiem”. Działalnośc Strazy Miejskiej woła o pomstę do nieba – obserwowałam to każdego ranka (odholowywanie samochodów spod nieczynnej windy na kładce), ścieżki rowerowe – ty tego nie czujesz, bo na Ursynowie masz i nie jeździsz 🙂

        1. Warszawa to przecież stolica !!! Troska zatem zrozumiała 😉 A warszawiacy jak sobie pościelą tak się wyśpią…
          Aczkolwiek uważam pomysł referendum tuz przed wyborami za kolejny dowód na nakręcającą sie u nas spiralę absurdu… Nie zaryzykuję wiele gdy przepowiem iż następne referendum będzie pół roku po wyborach… Oczywiście wszystko w trosce o stolicę…

            1. istotą demokracji jest kadencyjność… kwestionowanie kadencyjności ot tak, na zasadzie “dawno nie rządziliśmy, zróbmy sobie referendum” jest bardzo krótkowzroczne.
              Wybory nie są wartością samą w sobie.
              Referendum powinno być , jak to bardzo celnie opisał Odys, zarezerwowane na sytuacje nadzwyczajne… Czy taka sytuacja zachodzi w W-wie ? śmiem wątpić… Gdzieś czytałem , ale nie jestem w stanie tego zweryfikować, , że nawet w “światowej stolicy referendum” czyli Szwajcarii są kantony które wykluczają referenda skutkujące skróceniem kadencji… Czy to zamach na demokrację ? Myślę , że wątpię…

                1. ja nic nie sugeruje – ja tylko twierdzę , że demagogią jest twierdzenie , że dążenie do dochowywania zasady kadencyjności (jednej z podstawowych zasad demokracji) jest dążeniem do zakazywania wyborów.
                  Zakazu nie ma. Nie ma też standardów w tej dziedzinie. Prowadzi to do powstawania nieprzebranych pokładów hipokryzji, o których napisał KL. Standardów się nie narzuca- je się wypracowuje. Hipokryzja takiemu procesowi nie służy .
                  Nie uwierzę , że nie skrytykujesz pomysłu referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta sześć miesięcy po wyborach (oczywiście nie mówię o sytuacji gdy będą na nim ciążyć prawne zarzuty lub zajdą inne ekstraordynaryjne okoliczności)…

                  1. “Nie uwierzę , że nie skrytykujesz pomysłu referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta sześć miesięcy po wyborach”

                    To zależy od sytuacji. Tyle że ja generalnie staram się nie krytykować wyboru obywateli. Jeśli władza wkurzyła ich tak bardzo, że są gotowi najpierw latać z listami i zbierać podpisy a potem zmarnować część niedzieli i pójść na głosowanie (a także np. siedzieć w komisjach, itp.) to proszę bardzo.

                    Ja na przykład uważam że HGW jest lepsza niż Lech, sam na nią dwa razy głosowałem – a teraz pójdę na głosowanie bo chcę ją wywalić na pysk. Zdaję sobie sprawę, że będzie komisarz, że nadal będzie rządziła PO, że nic się nie zmieni a może nawet HGW wystartuje po raz trzeci i wygra – ale teraz uważam że nie zasłużyła na zwyczajne zakończenie umowy o pracę i trzeba ją zwolnić dyscyplinarnie. I może nawet znowu na nią zagłosuję jak nie będzie lepszego kandydata – a potem znów pójdę na referendum BO INNEGO BATA NA NIĄ NIE MAM.
                    Urzędnicy mogą trwonić moje pieniądze, mogą mi uprzykrzać życie na milion sposobów, mogą łamać prawo – a jedyne co ja mogę zrobić to wywalić ich na pysk w referendum. Bo w wyborach jak wiadomo ów mitologiczny wybór jest zwykle bardzo ograniczony (przede wszystkim kasą i różnymi politycznymi sztuczkami).

              1. Kadencyjność? To zabawne. Myślałem że istotą demokracji jest współdecydowanie. Czyli właśnie wybory albo referendum.

                Co do sytuacji nadzwyczajnych – a kto ma decydować czy sytuacja jest nadzwyczajna? Może politycy? Proponuję zapytać pana premiera on nam na pewno powie prawdę.

                Co do kantonów – ok, to jak Ci się uda zweryfikować to się wypowiem.

                1. Współdecydowanie ?! To wybory są jedyną formą współdecydowania ?! Przecież nie. Czy demokracja może być bez wyborów ? – absurd. Demokracja nie równa się współdecydowaniu. Jest jedna z jego form. Kadencyjność to sposób na to by się nie degenerowała.

                  Czyli Twój osąd na jakis temat zależy od moich umiejętności weryfikowania informacji na tenże temat?! Kurde, ale ja ważny jestem…

                  1. “Przecież nie. ”

                    Oczywiście że nie. Są jeszcze referenda. A wybory nie muszą być kadencyjne – np. króla Polski wybierano dożywotnio.

                    “Czyli Twój osąd na jakis temat zależy od moich umiejętności weryfikowania informacji na tenże temat?!”

                    Nie, mój osąd twojego argumentu musi zaczekać na poważne sformułowanie tegoż. Jestem gotów zaufać Twojej wiedzy ale nie radiu Erewań.

                    Pozdr,

                    1. Nieśmiało zauważam , że rozmawiamy wyborach w demokracji a nie o elekcji monarchy. Wybory w demokracji ze swej istoty są wyborami na kadencję. I to z różnych przyczyn… Oczywiście nie jest to świętość sama w sobie – ale jak pokazują linki przywołane przez KL gdy jej się nie szanuje kwitnie hipokryzja i irracjonalizm…

                      Twierdzisz , że podałem informację z radia Erewań… Hmm.. wiesz , że zobowiązujesz się iż każdą informację na którą się powołasz będziesz potwierdzał w trzech niezależnych źródłach a i tak jeśli nie będziesz naocznym świadkiem wydarzenia będziesz mógł być posądzony , że manipulujesz lub co gorsza jesteś manipulowany ? A i to nie zagwarantuje Ci uzyskania pełnego zaufania – jak bowiem zgodnie twierdzą policjanci, prokuratorzy i sędziowie nikt tak nie łże jak naoczny świadek…

                    2. Wybory monarchy także mogą być demokratyczne. Kadencyjność wcale nie jest w demokracji konieczna choć oczywiście jest popularna z różnych względów. A hipokryzja i irracjonalizm kwitnie wszędzie, gdzie do legitymizacji władzy potrzebny jest lud. W cesarstwie rzymskim także.

                      “Hmm.. wiesz , że zobowiązujesz ”

                      Nic z tego. Rzuciłeś że raz przeczytałeś że gdzieś tam coś tam. No sorry ale co ma z tego wynikać? Może tam z jakichś przyczyn ma to głęboki sens. Np. mieszkańcy mogą w referendum zmienić budżet albo ustalić trasy autobusów czy lokalizację parku. To wtedy rzeczywiście mogą sobie bimbać na władzę. U nas mogą tylko jedno – wywalić szkodnika który z nimi nie rozmawia na zbity pysk, zanim więcej naszkodzi. I to właśnie robią. I bardzo dobrze.

                      Pozdr,

  10. “Gdy dyktatorskie zapędy Wałęsy hamować próbowali Zbyszek Bujak, Władek Frasyniuk, Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz, Bogdan Borusewicz, wsparci przez Jacka Kuronia i Adama Michnika — szef zawsze dostawał bezwarunkowe poparcie Andrzeja Słowika i Jerzego Kropiwnickiego. A także Jerzego Borowczaka. Przy na poły zakulisowym wsparciu takich znanych dziś postaci, jak Andrzej Celiński oraz bracia Kaczyńscy.”

    —- Tego nie wiedziałem i dziękuję za info. Teraz Pan wie, dlaczego czyta Pana “prawak” 😉

    Referendum to idiotyzm. Ale to nie moje miasto, więc siędzę cicho.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.