5:2, 40:15

Współczesna polityka jest przewidywalna do bólu. Sport też się “stabilizuje”, ale na szczęście znacznie wolniej. Kto oprócz może gw1990 mógł liczyć, że Barca polegnie w weekend w Getafe, a Wisła wygra wczoraj w Odense? Czy ja mogłem przewidzieć, że triumf Wisły, choć najpewniej pyrrusowy, przysporzy mi patriotycznych emocji i osłodzi klęskę skądinąd pewnej awansu Legii z PSV?

Gdy Marit Bjørgen biegnie jak nakręcona, ogarnia mnie zwątpienie. Odzyskuję wiarę widząc, jak Brugia jeszcze w 73 minucie przegrywa w Mariborze 0:3, by zdążyć odnieść zwycięstwo, które powinno dać jej pierwsze miejsce w grupie – wystarczy nie przegrać z Bragą u siebie.

Dostrzegam piękno wczorajszej koszykówki w Gdyni, choć mistrz Polski tę klęskę zapamięta. Gdy Prokom zaczął trzecią kwartę celnym rzutem i przegrywał z wielką Barcą raptem 28:36, zdarzyć się mogło jeszcze wszystko. W tym także to, że gospodarze staną. Przez następny kwadrans rzucili… 4 punkty, a Barca 33! Było 32:69, na którym to tle końcowe 45:76 uznać trzeba za… niezły wynik.

Tak stanąć można też w siatkówce, nawet łatwiej. Za trzy godziny meczem z Włochami Polacy zaczynają serię trzech ostatnich, najtrudniejszych spotkań. By zająć upragnione, “olimpijskie” miejsce na pudle, potrzebują już tylko trzech punktów. Włosi zaś muszą, więc dla mnie są faworytem. Ale zdarzyć się może wszystko. I dobrze.

Magiczny wynik w tenisie to 2:0, 5:2 i 40:15, zatem dwie piłki meczowe. Bohdan Tomaszewski opowiadał kiedyś o jakimś tenisiście z lat 50. – specjaliście od przegrywania meczów w takiej zdałoby się murowanej sytuacji. Ale już nie pomnę nazwiska ani barw. Ileż radości sprawić musiał tym, którzy z 0:2, 2:5 i 15:40 wybijali się na wygraną…

2 thoughts on “5:2, 40:15

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.