Artykuł 249

Czy doszło do przestępstw przeciwko wyborom? Owszem. Licznie. Czyżbym wspierał tezę o “fałszerstwie”? Nie. A może uważam, że część karną kodeksu wyborczego lub może art. 249 kk należy zastosować wobec garstki okupującej wczoraj PKW? Też nie. Raczej nie.

W wyborach sanorządowych 2014, po raz pierwszy w dziejach III RP, liczne komisje ewidentnie popełniły przestępstwo. I co? I nikt tego dotąd nie zauważył. Milczą nie tylko media, milczy też PKW, której jednym z nielicznych obowiązków w tych wyborach jest nadzór nad komisjami niższego szczebla. Nad tym zwłaszcza, czy pracują zgodnie z prawem.

Zaczęło się już w poniedziałek nad ranem i szybko narastało. Wkrótce roiło się od doniesień, że kolejne komisje… odmawiają dalszej pracy. “Bo system nie pozwala wprowadzić danych”, “bo nie można wydrukować” (wyników, protokołów itd.). Skretyniałe media przedstawiały członków komisji, ogłaszających owe akty nieposłuszeństwa, jako nieledwie bohaterów, którzy padli ofiarą “konpromitacji PKW”.

Świeżo wyjaśniałem, kto i co liczy, sumuje i ogłasza w wyborach lokalnych. Software może to ułatwić. Gdy nie działa, trzeba pracować bez niego, jak dawniej. Zsumować ręcznie, ręcznie sporządzić protokół. Da się. Wystarczy parę godzin. Tyle, że paniom i panom z komisji terytorialnych się nie chciało, więc zastrajkowali, ewidentnie wypełniając normę art. 249 ust. 4 kk:

Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem przeszkadza:

(…) 4. sporządzaniu protokołów lub innych dokumentów wyborczych albo referendalnych,

podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

I co? I nic. Och, nie, gorzej niż nic: skretyniałe media wręcz nawoływały, by naśladować strajkujących. Kretyni udający dziennikarzy masowo nawoływali do masowych przestępstw przeciwko wyborom. Politycy radośnie wtórowali. PKW nie odezwała się słowem. Idiokracja jest faktem. Sorry, beze mnie, bujajcie się.

12 thoughts on “Artykuł 249

    1. Jakie “beze mnie”- ?! Od wczorajszego poludnia czekam, żeby poznać Twoje zdanie na temat “rozjazdu” exit polls a ogłaszanych wyników?
      Oraz 25 procent (lub więcej -?) głosów nieważnych w przeróżnych obwodach w kraju.
      Świat oszalał (jednak)?

      Pozdrawiam
      spod śniegu

      1. Primo: o szóstej nad ranem, gdy operator po raz kolejny twierdzi, że się nie da, komisja, z grubsza tylko przeszkolona (orły tam w kolejce nie stoją, tylko po najlepsze stołki w spółkach Skarbu Państwa) ma pełne prawo wpaść w pomięszanie, a nawet w panikę. Kto próbował przeczytać ordynację, ten wie.
        Secundo: Jeżeli sędzia okręgowy nie wyraził zgody, komisja może sobie interpretować ordynację jak chce – sędzia i tak to w końcu zakwestionuje. Ludziska nie zwykłe są same decydować, tylko czekają na wytyczne góry. A sędzia w okręgu warszawskim zdecydował o dopuszczeniu (uważasz? dopuszczeniu) ręcznie wypełnionych protokołów dopiero koło 4 w nocy, gdzieś tak w szczycie, akurat kiedy system padł i przestał dawać oznaki życia.
        Tertio: błędy prowadzące do ogólnego bezhołowia panują od góry do dołu – gdy do tego nie działa informatyka, przypominało to, co przypominało. Weź choćby problem przyznania mandatów: trzeba policzyć wynik metodą d’Hondta, czyli przedtem ją zrozumieć. A to nie każdy członek Terenowej Komisji zdoła. Toż -> patrz pkt pierwszy.

        A kiedy już się policzy, to nagle (w tych wyborach około 14-15, po nieprzespanej nocy) nagle trzeba podjąć decyzję, że to liczenie nie zawiera błędów, że wszystkie protokoły zostały sprawdzone i nie zawierają błędów… Nagle trzeba sobie zaufać, gdy człowiek pamięta, że było takie 6 godzin ciurkiem, kiedy przeglądał protokoły, gapił się w moniek próbując dogadać się z syswybem i jednocześnie rozmawiał z trzema-czterema osobami, które były naprawdę zdenerwowane, a w drukarce skończył się papier, itd.

        Niestety, Krzysztofie – ludzie pracujący w Obwodowych Komisjach Wyborczych czynią to raz na kilka lat, zwykle dwa razy w życiu: pierwszy i ostatni (bo doświadczenia są takie, że wracać do tego nie chcą). Tymczasem pracownicy KBW i PKW zajmują się tym problemem stale i mają czas i możliwości, aby dopilnować wielu szczegółów. Na przykład, aby paczki z kartami do głosowania ważyły max 10kg jedna, a nie 35kg, jak w wypadku tych wyborów. Toż w komisjach pracują też ciężarne kobiety i staruszkowie, a ktoś te karty musi dostarczyć do OKW i nie są to wynajęci tragarze, bo prawdopodobnie budżet wyborczy by się załamał. To przypomina kwadraturę koła, jak szybko by się nie obracać, dupa zawsze z tyłu.

        A czemuż to w przewodniku dla Przewodniczących Komisji nie może się znaleźć prosty i skuteczny algorytm liczenia głosów? Czy każdy z nich jest dość obyty z problemem, aby najlepszy możliwy algorytm wymyślić?

        Komentarz powyższy miał na celu dowieść, że w przypadku tych wyborów bałagan i niekompetencja zupełnie wystarczyły dla uzyskania takiego efektu – nie potrzeba było już złej woli. Tak mi się przynajmniej wydaje. Tak czy owak uważam, że nie należy winić członków OKW – bo oni są tylko narzędziami systemu. Aby być prawdziwymi członkami Komisji Wyborczej, musieliby przechodzić znacznie lepsze i dłuższe szkolenia.

          1. A TKW pracowały od południa w niedzielę do 17:00 w poniedziałek. Do tego nikt im nie zapodał metody d’Hondta, żeby sobie policzyły – na szkoleniu tego nie było. Otrzymały informację, że całe liczenie zrobi za nie syswyb. A to przecież ludzie z tej samej łapanki (czyt. nominacji), co członkowie OKW… Przynajmniej tak naiwnie sobie myślę. Nie orły, tylko zwykli ludkowie.

  1. Ciekaw jestem Krzysztofie, czy pokazano w jakiejś telwizji, lubo jutubie, jakieś filmiki z godzin 4-8:00. Podejrzewam, że bohaterscy dziennikarze wtedy smacznie spali, więc nie widzieli, jak wygląda liczenie głosów, ani jak kłębią się OKW w oczekiwaniu, aż ich zwolnią po sprawdzeniu, czy dostarczyli komplet pieczątek, czy protokoły są w odpowiednich kopertach itp.

  2. Z jednego znajomego źródła wiem, że obwodowym komisjom “góra” kazała siedzieć na d. i czekać, aż system zadziała. Oczywiście: powinni protokoły sporządzić ręcznie i tak zakończyć pracę. Ale na to nikt nie był gotowy. Nie było formularzy, nikt nie wspomniał o tym na szkoleniu, nikt tego w ogóle nie brał pod uwagę. Swoją drogą, skoro awaria już nastąpiła, obwody powinny dostać telefon z gminy z instrukcją, że mają robić ręcznie spisane protokoły (i jak). Choćby po to, aby się zmęczeni komisarze nie nudzili w oczekiwaniu na usunięcie awarii.

    1. Rzecz w tym, że na szkoleniu nie dało się wiele powiedzieć (sam szkoliłem operatorów), bo pierwszy test wyznaczono najpierw na piątek 31 października, by we wtorek 28-go przenieść go na czwartek 30-go. Sam szkolenie przeszedłem w piątek 24-go na programie, który, jak nam powiedziano, jest tylko demką, która nie działa, ale wyświetla ekrany. Na wtorek 28-go, środę i czwartek zaplanowałem szkolenia operatorów. We wtorek kalkulator na test ciągle nie był dostępny, nie działał też system wydawania certyfikatów – szkolenie poprowadziłem w oparciu o obrazki. W środę kalkulator pojawił się dopiero po 17:00, podczas mojej drugiej sesji szkoleniowej, certyfikaty już wydawało. Ludzie ze szkolenia czwartkowego siłą rzeczy w teście udziału nie wzięli. Jednak pozostali z zaangażowaniem ponawiali próby wysyłki do zwalonego systemu…
      Mógłbym opowiedzieć wszystko i dalej, ale po co w dyskusji pod cudzym postem marnować taki dobry materiał na książkę wspomnieniową?
      😉
      “Swoim” operatorom kazałem przygotować się psychicznie na większą lub mniejszą zwałę systemu – i dobrze zrobiłem, bo system zwalił się koncertowo. Dane definicyjne programiści poprawiali jeszcze długo po zamknięciu OKW – co spowodowało, że komisje, które miały mało liczenia, lub liczyły szybko i wydajnie, wysłały protokoły przed szczytem i zwałą – ale na przestarzałych plikach definicyjnych, przez co nic nie zyskali, bo musieli czekać godzinami i ponawiać, aż w końcu dołączyli do ogonka tych, co liczyli najwolniej.
      I tak dalej.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.