250 czyli ile? Wstęp i metoda

Skończyłem. Przebrnąłem przez rozkłady kilkunastu krajów. Siedziałem nad tym dwa tygodnie. Zrazu oceniałem to zadanie na 30 godzin pracy, wyszło około stu godzin. 6 000 minut. 360 000 sekund. Wszystko po to, by rzetelnie sprostować bzdurę, której wymyślenie i napisanie zajęło pewnie 15 sekund.  Współczynnik nakładu pracy kłamstwo:sprostowanie = 1:24 000. Wspominałem już krótko, że wzburzył mnie tekst Małgosi Puternickiej, przez 36 godzin promowany na stronie głównej s24. Oparty na jednej tezie:

Europejskie osiągi prędkości handlowej pociągów od wielu lat przekraczają 250 km[/h].

Powtarzam: nie ma w Europie ani jednego pociągu osiągającego średnią 250, zaś 200 km/h to wielka rzadkość. Mogę przyjąć uogólnienie, że w kilku krajach Europy, które do KDP przymierzały się od 30-40 lat, większość pociągów na głównych trasach osiąga prędkości handlowe ponad 150 km/h, kilka innych zaś krajów ku takim średnim pracowicie zmierza. Taką tezę będę żmudnie uzasadniał w kolejnych odcinkach.

Parę godzin temu Małgosia się zniecierpliwiła. Wykpiła czasochłonność mojej pracy i oznajmiła, że “nie zrozumiałem lub nie zauważyłem” jej tez. Po czym streściła to, co napisała wcześniej, co od miesięcy przewija się przez Internet i co uparcie nazywam bzdurnymi kpinami, a nie próbą poważnej dyskusji. Tak jak paranoidalny zarzut “braku infrastruktury”. Jedyne, z czym da się dyskutować, to owe “250 od lat”, jakoby będące w Europie już czymś w rodzaju standardu. Bo tylko dzięki temu kłamstwu wszystkie kpiny zdają się trzymać kupy.

Nawiasem mówiąc wypoominasz mi, Małgosiu, że moja krytyka Twoich kolejowych sądów jest “nieelegancka”, wręcz “niesmaczna”.  Po czym jakże niechlubnym wzorem Agnieszki Romaszewskiej tłumaczysz to “trudnym okresem w moim życiu”. Publicznie! Pozwól, że nie skomentuję tych słów. Przypomnę Ci jednak, że to Ty generalnie zmieniłaś front wobec mnie po 10 kwietnia 2010 r. Publicznie zarzuciłaś mi hipokryzję, służalczość wobec władzy, pod swoimi postami wtórowałaś wyjątkowo obleśnym cudzym komentarzom z epitetami pod moim adresem.

Otóż, Małgosiu, sprawdziłem nie “kilkadziesiąt”, lecz ok. 10 tysięcy pociągów. Najżmudniejsze jest ustalenie rzeczywistej odległości między stacjami. Tego nie rozumiesz, stąd też Twoje błędy w przykładach w drugim poście. Koleje najczęściej w ogóle nie podają kilometrażu swoich tras. Jeśli zaś to czynią, jest to zwykle “odległość taryfowa”, która od faktycznej różnić się może nawet o 1/4. Bilety TGV na trasę z Paryża do Lyonu opiewają wciąż na 512 km, bo tyle było starą trasą przez Dijon, zanim 33 lata temu ruszyły szybkie pociągi. W rzeczywistości paryską Gare de Lyon dzieli od różnych stacji TGV w Lyonie 436-440 km. Danych szukać trzeba długo i starannie sprawdzać, by ustalić, co prawdą, co zaś fałszem jest. Tu składam podziękowania Wydziałowi Fizyki Uniwersytetu Kraju Saary: bez ich bezcennych, choć czasem (raczej rzadko) nieaktualnych danych miałbym dwa razy więcej roboty.

W krajach ścisłej czołówki starałem się sprawdzić wszystkie relacje obsługiwane przez szybkie pociągi, poza tymi krajami — te najważniejsze. Relacja to trasa od stacji początkowej do końcowej. Wyjątek czynię, gdy pociąg zaczyna na peryferiach aglomeracji i jedzie przez miasto, zaś większość pasażerów wsiada później. Stąd w Polsce mierzę czasy z Warszawy Centralnej, a nie z Wschodniej lub Zachodniej; w Hamburgu — z Hauptbahnhof, a nie H.Altona, skąd ruszają niemal wszystkie ICE; w Kijowie — ze stacji K.Pass., a nie z Darnicy itd. Czasem filozofia kolei zmusza mnie do korekt metody, o czym każdorazowo wspomnę.

Z zasady przytaczam prędkość najszybszego pociągu bezpośredniego na danej trasie. Często jest to czas osiągany tylko w jednym kierunku, bo drugi tor jest w gorszym stanie, więc w drugą stronę jedzie się wolniej. Zwykle ów najszybszy jest tylko minimalnie lepszy od reszty połączeń. Gdy jest inaczej, wspominam o tym. Staram się też informować, jakie składy, o jakich osiągach, od kiedy obsługują trasy oraz dać wyobrażenie, jak długo trwała budowa linii i akwizycja składów. Małgosia bowiem uznała polskie Pendolino za klęskę i kompromitację w pierwszym dniu eksploatacji, 6 lat po powstaniu dokładnego planu, 3 lata po rozstrzygnięciu przetargu i tuż po ukończeniu pierwszego z wielu planowanych etapów modernizacji tras. Etapu, owszem, wlokącego się 5 lat.

7 thoughts on “250 czyli ile? Wstęp i metoda

  1. Znowu swoje powtarzasz. gdzie masz stwierdzenie bądź podtekst jaki mi przypisujesz” Małgosia bowiem uznała polskie Pendolino za klęskę i kompromitację w pierwszym dniu eksploatacji, 6 lat po powstaniu dokładnego planu, 3 lata po rozstrzygnięciu przetargu i tuż po ukończeniu pierwszego z wielu planowanych etapów modernizacji tras. Etapu, owszem, wlokącego się 5 lat.”? dokładnie wskaż gdzie w moim tekście takie wnioski?
    Bo nadal nie chcesz dopuścić ze chodziło o wskazanie zupełnie innej wymowy notki: tych pełnych zachwytu relacji dziennikarskich z uruchomienia linii i jazdy Pendolino. Pomijasz fakt o którym piszę, ze kupiliśmy pociąg ,którego możliwości są nie do wykorzystania przy istniejącej infrastrukturze….co skrupulatnie wykorzystała UE odbierając nam dotacje.
    O tym milczysz, bo to niewygodne i kierujesz uwagę na prędkość handlową?
    Jeśli chciałeś zarzucić mi cokolwiek musisz porównać prędkości handlowe pociągów dużych prędkości z Europy versus Pendolino w Polsce..
    Masz trudny okres w życiu bo straciłeś dwa koty, a wiem ile w Twoim życiu znaczyły (sama uwielbiam zwierzęta i znam ból straty) – wyraźnie wskazuję na przyczyny w P.S.
    Nie szukaj podtekstów tam gdzie ich nie ma.
    Twoich polemik z p. Romaszewską nie znam. I nie będę się w nie zagłębiać.
    Ponieważ w akapicie”Nawiasem mówiąc wypoominasz mi, Małgosiu, że moja krytyka Twoich kolejowych sądów jest “nieelegancka”, wręcz “niesmaczna”znowu zmieniasz kompletnie sens mojej wypowiedzi przypominam oryginalny tekst.

    ” Pamiętam czasy Twojej wrażliwości na netykietę – linki do tekstów do których się odnosiło we własnych itp. Użyłeś mojego Nicka i wymieniłeś mnie z imienia i nazwiska na swoim blogu w kontekście zarzutu o brak rzetelności i nie powiadamiając mnie o tym. Chociaż znasz mój numer telefonu, wiesz gdzie mieszkam , znasz mój adres e –mail. Miałeś też możliwość skomentowania na moim blogu pod tekstem bądź mogłeś użyć poczty wewnętrznej salon 24. Wybrałeś drogę wpisu na swoim blogu, na którym do tej pory nie komentowałam. Co oznaczało, że mogłam po prostu ten Twój wpis przeoczyć i nie ustosunkować się do publicznie postawionych zarzutów. I tak było- do dzisiaj. Kiedy przy zupełnie innej niż Pendolino okazji komentator wykorzystał Twój wpis do ataku na mnie…. Ceniłam zawsze Twoje podejście do rzetelności informacji- niekoniecznie zgadzając się z Twoimi wnioskami. Tym bardziej zabolały mnie Twoje uwagi.
    To nie jest zachowanie przyjacielskie.Nie jest eleganckie. Powiem więcej- z uwagi na zaszłości i nasz dobry, wzajemny kontakt – jest niesmaczne. Tak jak niesmaczne jest nazwanie portalu na którym dziennie na topie pojawiało się nawet i kilka Twoich notek złośliwym określeniem „opniotfurczy”. Z Twoich wpisów wynika, że masz trudny okres w życiu. Nie gryź jednak wszystkich jak popadnie. Bo pogryziesz życzliwych Tobie. ” Czy to jest zarzut niesmacznej krytyki czy też niesmacznej i nieeleganckiej postawy krytykującego ,który nie powiadomił osobę krytykowaną o upublicznieniu zarzutów wobec niej ?”

    Robisz dokładnie to samo co przy tej walce o dokładne podanie prędkości handlowej pociągów w Europie (ze szczególnym wskazaniem na moje własne doświadczenia z Francji sprzed 30 lat).
    Koncentrujesz sie na dodatkach , a nie na przekazie finalnym.
    Cóz, Twój wybór.
    Na to wpływu mieć nie mogę. Chociaż niezmiernie mnie to dziwi.
    Ściskam
    P.S.
    Skoro już taką pracę wykonałeś może zamieść ją w Wiki, wyślij do portalu rynek kolejowy itp? Bo tam się taka wiedza przyda. W aspekcie wniosków z mojej notki- nie bardzo.
    Oczywiście za linkuję Twoje dokonania u siebie pod tekstem o idiotyzmie zachwytów w XXI nad możliwościami Pendolino w Polsce.
    Małgosia

    1. Jak z dzieckiem… Praktycznie NIGDY ŻADEN KRAJ nie kupił pociągu “do wykorzystania przy istniejącej infrastrukturze” (sorry, wyjątek: Rosja Putina). Nie to było powodem zmniejszenia (o 15%) dotacji UE. Itp., itd. I tak wiesz swoje. Powtarzasz swoją pożal się Boże “analizę psychologiczną” i tu widzisz przyczynę polemiki. Oburzasz się, że napisałem publicznie o czymś, co Ty napisałaś publicznie. O czym my w ogóle rozmawiamy??

      1. @ Krzysztof Leski/ motto
        Nie mam odwagi namawiać, ale gdyby Ci się znudziło Twoje motto bloga “Tylko po co?”
        to mógłbyś je zmienić na “Po kolei”.

        Pomyślałbym, że adekwatnie.

        PS
        Twój dialog z 1maud torchę wg zasady “ja o niebie, Ty o chlebie”, nie sądzisz?
        Wygląda na to, że gdyby nie jakiś rykoszet, to nigdy nie dowiedziałaby się o Twojej wykładni.
        No mogłeś kropnąć jej jakiś “liścik” (parafrazując Danutę Wawiłow), żeś tę wykładnię wyłożył, prawda?

  2. Wspaniała, żmudna praca! Informacja w dzisiejszych czasach leży na wyciągnięcie ręki, jednak niewielu umie ją procesować. Zdradzisz nam może, Krzysztofie, gdzie krajosaarski Wydział Fizyki udostępnia swoje dane?

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.