25 kV ciemnoty

Prawak potrafi. Gdy celem jest przywalenie Tuskowi, pokona każdą przeszkodę, a winę PO widzi wszędzie. Dziś w tym, iż utknął pociąg z pisowskimi gośćmi święta narodowego Węgier. Zepsuła się lokomotywa. “Niestety polska”, donosi “dziennikarz” Jan Pospieszalski, a s24 usłużnie wiesza jego złote myśli na samym szczycie SG. Komentarzom o “straszliwej zapaści” za “Sławku Nowaku” nie ma końca.

Pomińmy litościwym milczeniem uogólnianie awarii jednej lokomotywy do rangi systemowej zapaści kompanii kolejowej, bo to styl, który prawactwo stosuje codziennie od paru lat. Śmiem jednak zauważyć, że koleje węgierskie, elektryfikując się w połowie zeszłego stulecia, wybrały prąd zmienny. Zrazu 16, teraz 25 kV, 50 Hz. My stosujemy niestety prąd stały 3 kV.

Wielosystemowych lokomotyw zdolnych tam jeździć jest w PKP IC zaledwie kilka, ciągną głównie BWE do Berlina, czasem pomykają po CMK, tam, gdzie da się jechać 160 km/h. Nie znam oczywiście parametrów specpociągu wysłanego na Węgry, ale prawdopodobieństwo, że pojechał tam Eurosprinter, gdy większość trasy to szlaki 90-120 km/h, oceniam na 0.01%. Lok, który się zepsuł, niemal na pewno też był węgierski. Jego stan jest i tak grubo lepszy od stanu umysłów prawackich propagandzistów.

PS. Sprawdziłem. Pociąg jechał z Warszawy nie przez CMK, Żilinę i Bratysławę, lecz przez Kielce, Kraków, Koszyce. Zatem prędkości szlakowe raczej w przedziale 60-100 km/h. No i 3 kV dominujące na całej niemal trasie (podczas gdy na tej przez Żilinę już od Puchov jest 25 kV). Prawdopodobieństwo wysłania Eurosprintera trzeba przesunąć o dwa rzędy wielkości. Wynosi circa 0.0001%.

PS2. Pod kopią tekstu Pospieszalskiego na portalu wpolityce.pl ktoś zamieścił w komentarzu linkę do niniejszego posta. Kwadrans później komentarz zniknął. Ale to wszak oni są ofiarami “cenzury, jakiej nawet w PRL nie było”.

43 thoughts on “25 kV ciemnoty

    1. Followie.
      Przeczytałem tekst Pospieszalskiego.
      Jego nie da się obronić na żadnym poziomie.

      Pominąwszy fakt, że odpowiedzialność premiera Węgier za przymusowy postój lokomotywy na rogatkach Budapesztu, jest mniej niż znikoma.

      Rozumiem, że polska prawica ma tak olbrzymie poczucie misji, że nawet “zaprzyjaźniony” premier powinien osobiście sterować ruchem kolejowym w swoim kraju, ale to ma niewiele wspólnego ze zdrowym rozsądkiem.

      btw
      Ze trzy lata temu popsuł się szybki (jeździ ok. 200 km/h) skład EURO2000 jadący ze Sztokholmu do Kopenhagi.
      Rozkraczył się ledwie kilka kilometrów od Sztokholmu. Wysiadło zasilanie i nie można było otworzyć drzwi, nie mówiąc już o oknach. Nie działała klimatyzacja, a na zewnątrz w pełnym słońcu temperatura dochodziła do +50C
      Po kilku godzinach stania w szczerym polu, zdesperowani ludzie wybijali czym popadnie okna, aby się po prostu nie udusić.

      Wedle logiki Pospieszalskiego państwo szwedzkie powinno w tej sytuacji leżeć i kwiczeć.
      Nie słyszałem, aby ten wypadek wywoływał choćby promila docinek, jakie spadają na polskich decydentów, każdorazowo przy czymś takim.

    1. Chyba dopiero do mnie dotarło, co miałaś na myśli z tym “walnięciem lokomotywą”. Owszem. Widać jak na dłoni, że totalnie nic mi się nie chce i tak źle jeszcze nie było. Musiał się podłożyć stuprocentowo w sferze bardzo mi bliskiej, bym coś skrobnął.

  1. A jaka jest największa prędkość szlakowa na Węgrzech przy tych 25kV prądu zmiennego?
    Coś mi się zdaje, że szlaku szybszego od naszej CMK Węgrzy jednak nie mają.

    PS Węgierskiego elektrowozu jeszcze w Polsce nie widziałem.
    Śmiga za to coraz więcej czeskich.

    1. Zasilanie jest mniej istotne, ważniejsze tory. Mają kilka sporawych odcinków na 160 km/h. Dzięki napięciu mają teraz łatwiejszy start w sferę LGV, ale nie pali im się, rozmiary kraju raczej tego ekonomicznie nie uzasadniają. Od lat Budapeszt i Bukareszt rozmawiają o linii 300 km/h, ale poza rozmowy nie wyszli.

    1. Słabość? Ja go swego czasu wręcz uwielbiałem i prywatnie zapewne nadal bardzo go lubię, choć nie widziałem go ładnych parę lat. Świetny facet, IMHO znakomity ojciec, kawalarz, grajek, czego chcieć jeszcze?

      Nie zmienia to faktu, że jako “dziennikarz” od kilku lat zachowuje się niezmiennie – podle.

  2. Hmmmm. Wychodza czasem takie teksty, ktore bezwiednie staja sie najlepsza ilustracja do tezy, jaka sie probowalo udowodnic.

    Teza jest o dowalaniu za nic. I te teze pan udowodnil, IMHO, swoim kosztem.

    Mozna rozmaite rzeczy powiedziec o tekscie Pospieszalskiego, moim zdaniem takie np. ze jest zbedny i nie dodaje nic do zdobyczy ludzkosci ani na polu wiedzy, ani humoru, ani ja nie wiem czego.

    Mozna rozmaite rzeczy powiedziec o tym, co i dlaczego laduje na szczycie S24, choc przypuszczam – troche podle zaslug, a troche samozwanczo chcac patronowac tematowi Orbana w Polsce – moze Janke na swoim portalu promowac bzdety na jego temat.

    Ale, ze tak powiem – konmi mnie rwijcie, a nie wyczytam w tym konkretnym tekscie krytyki Tuska, krytyki z pozycji prawackich, wiec juz wybaczcie, ale przerasta mnie wyczytanie, ze krytyka ta ufundowana jest na fakcie zepsucia sie polskiej lokomotywy.

    Nie bylem swiadom, tak jak nie byl zapewne Pospieszalski kwestii technicznych zwiazanych z trakcja. Spodziewam sie jednak, ze zaplaciwszy za bilet, badz tez po prostu posadziwszy “de” w Warszawie -spodziewal sie wysadzic je w Budapeszcie. I jesli to nastapilo z klopotami, to domyslam sie, ze byl zly.

    Natomiast pan partyzant zasunawszy historie o Szwecji, a tak! brzmi zupelnie jak wujek dobra rada, kurcze pioro. Jak zepsuje sie pociag, albo, motyla noga, kolo urwie, to pamietajcie, ze w Szwecji tez sie zepsul, i kurcze pioro, jakos nikt i jakos nic. Wiec nie zadne tam jakies pretensje, tylko nie slyszal i koniec! A komu sie wydaje, i naocznie i na wlasnej dupie, ze jednak istnieje jakosciowa roznica pomiedzy Szwecja, a Polska, ten niech sobie zaaplikuje potezna dawke przestepowania z nogi na noge w pozycji do tej Szwecji aspiracyjnej w formie skrotu na “zrownanie – rowniache”. Pomoze.

    1. Cóż, spróbuję Panu wyjaśnić, o co chodzi, aczkolwiek nie powiem niczego, czego sam Pan nie napisał. Otóż jak sam Pan przyznaje, Pospieszalski wie, ze nie ma pojęcia, o czym pisze, czyja byłą lokomotywa itd., a jednak formułuje zarzut. Nie widzi Pan tego zarzutu? Cóż, jestem bezradny. Nie jest krytyką fraza o realiach “pod rządami Sławku Nowaku”? Gdyby to dotyczyło pisowskiego ministra, byłaby to “mowa nienawiści”. Zresztą komentatorzy Pospieszalskiego doskonale odczytują jego intencje i rozwijają oskarżenia.

      A co ma do tego Szwecja? Pan wybaczy, nie zauważył powszechnej wiary prawactwa, iż rządy PO “biją wszelkie rekordy”? Ilustruje się to zaś przykładami, które zazwyczaj są typowym dla całego świata przejawem prawdy, iż nie myli się tylko ten, kto nic nie robi.

      By pozostać przy kolei, czytałem już np. kilka tuzinów tekstów o tym, jaki to straszny skandal, że termin modernizacji torów na trasie Warszawa-Gdańsk nie jest zgrany z terminem instalacji ERMTS. Propisowscy fachowcy zapewniali, że premier powinien odpowiedzieć głową, choć na razie modernizacja w toku. Wie pan, gdzie mam takich “fachowców”? Naprawdę nie trzeba szukać daleko, ani geograficznie, ani chronologficznie. Niech poczytają dzieje budowy LGV Köln-Aachen i Liège-Bruksela, sprawdzą, o ile LAT (!) rozjechały się tam terminy ukończenia budowy za dziesiątki miliardów euro i instalacji ERMTS, a następnie, ile rządów niemieckich i belgijskich upadło z tego powodu… szkoda gadać.

      To wszystko jest, proszę Pana, poetyka i etyka, którymi się brzydzę. I o tym jest ten tekst. Jeśli widzi Pan w nim coś analogicznego, np. jakieś kłamstwo, a zwłaszcza zarzut na kłamstwie oparty, proszę o wiadomość.

      1. Ale 99% ludzi nie wie jak dzialaja silniki czy turbiny. Wiedza o systemie napedowym lokomotywy nie warunkuje prawa do poskarzenia sie – w formie marudnej, rzeczowej, czy zwyklego jeczenia, gdy cos zawiedzie. Prawo takie wynika z nabycia biletu, po czesci mentalnosci, a po czesci zdobytego doswiadczenia i wyobrazni, co tez sie bedzie teraz dzialo.
        Chyba pan nie chce mnie przekonac, ze ludzie w podroz do Budapesztu winni wyruszac uzbrojeni w wiedze, ze tamtejsze koleje jezdza na prad zmienny?

        A jak najbardziej zauwazylem, i co wiecej goraco do tej wiary zachecam. Moj Boze zachowuje sie pan jak czlowiek, ktory w dobie prochu chce narzucic jednej ze stron poslugiwanie sie procami.
        Nie prawactwo stworzylo III RP, wraz z jej rozmaitymi patologiami oraz debata publiczna bedacea koktajlem PRL i trzeciego swiata. Bogu dzieki, ze prawactwo uczy sie, ze lgarstwem odpowiada sie na lgarstwo i zauganie. Uwazam, ze jesli juz wrzucic organizmy do roztworu kwasu solnego, to nalezy je oceniac po tym, jak sie przystosowaly.
        Nie prawactwo stowrzylo metode krytyki totalnej, oraz metode ubicia masy krytycznej do stanu w ktorym to, ze czyjs kot w Suwalkach dostal lupiezu jest wina rzadu.

        Prawactwo ani nie ma srodkow, ani nie ma calej obwoznej, nakreconej i samowzbudnej menazerii celebrycko-medialnej zdolnej, w oparciu o jakies glebsze studia nad nastrojami, ktore sledza glowy tezsze – zorkiestrowac takiego oburzenia, ze oto pociag stanal, wiec jest to wina rzadu.

        Jesli, gdyby sie oderwac calkowicie od kontekstu, za cos miec o to do Pospieszalskiego pretensje – to o to, ze jest nieskuteczny, w tym co robi. Mysle, ze Tusk ziewa, jak slyszy, ze obwiniaja go o to, ze pociag stanal.

        Twierdzenie zas, wracajac na ziemie, iz nie myli sie tylko ten, kto nic nie robi podane w formie tarczy PO jest wyrazem takiej wielkodusznosci, ze prosta zwykla obywatelskosc, po raz kolejny po kulach dostala.

        1. Poskarżyć się? Proszę bardzo. Oskarżyć? Nie. Jest różnica? Jest.

          I owszem, nigdy jeszcze w Polsce po 1989 nie było takiej propagandy opozycji, jak dziś. Paradoksalnie przeciwko rządowi, który jest coraz słabszy i który zaiste jest za co krytykować. Ale który nie bije żadnych rekordów nieudolności, a nawet na tle żałośnie niskiej średniej światowej wyróżnia się in plus.

          1. Pisalem wczoraj, ale koment wcielo. Jakos tak od drugiej jakby blog padl. A moze moj net?

            W kazdym razie, ja po prostu nie widze oskarzenia, ktore pan widzi. A nawet gdybym poszedl na reke i powiedzial, ze widze, to nie takie, ktore zaslugiwaloby na potepienie, z jakim pan wystapil.

            Rzecz nastepna – nie zgadzam sie.
            Tak jak nie widze mozliwosci porownawczych, stad stwierdzenie uwazam za goloslowne. Lepsi od czeskiego? polinezyjskiego? gorsi od wietnamskiego, a rowni z kanadyjskim?
            Miara skutecznosci sa problemu, przed jakimi sie staje.

      2. Panie Krzysztofie, tu nie chodzi nawet o ERMTS, gdyż 99% odbiorców tej “krytyki” zapewne nie wie o co w tym systemie chodzi.

        Gdyby totalni krytycy poczynań obecnej władzy, choć starali się krytykować bardziej merytorycznie, nie musieliby tak często walić na oślep.

        Wystarczy zestawić wychylne pudło Pendolino z parametrami modernizowanej trasy E-65, aby zobaczyć, że coś tu trzeszczy.
        Skład mógłby spokojnie jeździć ponad 200 km/h, a nie pojedzie więcej niż 200, a miejscami 160.
        IMHO, zważywszy na sumaryczne koszty inwestycji, efekt będzie co najmniej wątpliwy.

        1. Nie zgadzam się. Z założenia pociągi mają jeździć na trasach Gdańsk-Katowice i Gdańsk-Kraków. Wychylne pudło miałoby niewielki sens. Ono oznacza nie tylko wyższą cenę zakupu taboru, lecz przede wszystkim jego większą masę, a tym samym wyższe koszty eksploatacji i szybsze zużycie torów. Zaś korzyść czasową przynosiłoby zaledwie na 1/5 trasy.

          1. W obecnej sytuacji PKP IC nawet zakup uboższej technologicznie wersji Pendolino, będzie trochę jak dreamliner dla PLL LOT.

            Tak sobie myślę.
            Skoro skład nie pojedzie w tej konfiguracji torów, trakcji więcej niż 200km/h, to po co inwestować w składy zespolone, skoro ruch spokojnie mógłby realizować, jakiś nowy, tańszy wynalazek PESY, tudzież “Husarze” Siemensa.
            Koszt eksploatacji śmiem twierdzić mniejszy, baza technologiczna na miejscu, a w przyszłości koszt podróży czymś takim byłby z pewnością tylko nieco większy. Pendolino to jest z pewnością ok. 300 zł z Wawy do Trójmiasta czy Krakowa/Katowic za bilet normalny.

            Kto o zdrowych zmysłach, będzie za tyle woził swoje cztery litery, przy zysku “urwania” jakichś 30 minut w porównaniu z 1995r.
            Nie zbilansuje im się to.

    2. Dziś pan Pospieszalski, a być może nawet pan Atticus zauważył, że nie tylko na terytorium III RP psują się lokomotywy.
      Ba, niekiedy dochodzi w innych krajach do wypadków, i to wypadków ze skutkiem śmiertelnym.

      Jak na razie pan Pospieszalski i być może pan Atticus, nie widzą tej zależności, że od zepsutego elektrowozu do rozkładu państwa cokolwiek daleka droga. Ale wszystko przed panami. Ja nie mam cienia wątpliwości, że jak już jedyna prawomyślna opcja, przejmie stery, to podobne zdarzenia będą zbywane przez panów znaczącym milczeniem. Wszak spadek po III RP (a w PKP nawet po II, oraz PRL -u) będzie jeszcze długo balastem dla piewców odnowy moralnej.

      Jak świat światem, takie zdarzenia będą miały miejsce, niezależnie od umiejscowienia Tuska, Orbana, czy kogokolwiek innego.

      1. Partyzancie – w takim razie mi powiedz: można ten rząd za cokolwiek krytykować czy nie?
        Za drogi nie można bo jest świetnie, za koleje nie można bo jest świetnie, za urzędy i biurokrację nie można, bo jest świetnie, za ograniczanie praw obywatelskich, działania służb i inwigilację obywateli nie można, bo jest świetnie, za nepotyzm i złodziejstwo też nie można bo podobno w Kongo jest trochę gorzej więc w zasadzie też jest świetnie.

        Można za coś czy od razu do pierdla?

        Pozdr,

        1. Można, a nawet trzeba!

          Jeśli jednak chcesz to robić w stylu Pospieszalskiego, to ja stoję tam, gdzie zdrowy rozsądek.

          btw Jak to jest, że leser Tusk zrobił tak niewiele, a nawet to minimum, jak zapowiada szumnie opozycja zostanie cofnięte?
          Czyli de facto, cała reszta przejadałaby z jeszcze większą dezynwolturą.

          Proszę Cię, nie sprowadzaj dyskusji ad absurdum…
          Do jakiego pierdla?
          Zaczynasz stosować język, jakim brzydziłeś się w czasach Ziobry.
          Za chwilę, idąc za co niektórymi, zaproponujesz szubienicę dla Tuska i zrobi się Tobie lżej na sercu?

          Pozdr.

          1. “Jeśli jednak chcesz to robić w stylu Pospieszalskiego, to ja stoję tam, gdzie zdrowy rozsądek.”

            Nie, Ty stoisz tam gdzie PO. Kiedy ktoś pisze dobrze o PO – zadowolony milczysz, kiedy pisze źle – bronisz albo przynajmniej mówisz, że reszta byłaby jeszcze gorsza.

            “Zaczynasz stosować język, jakim brzydziłeś się w czasach Ziobry.”

            Ja nie jestem ministrem. I zwracam Ci uwagę, że ten rząd zakłada więcej podsłuchów i ma więcej afer związanych z nadużyciami władzy niż poprzedni. Co więcej – co chwilę proponuje jeszcze bardziej restrykcyjne ustawodawstwo.

            Pozdr,

            1. Eumenesie, tylko zauważ, że każda krytyka przestaje mieć jakikolwiek sens, kiedy staje się totalna – bo wtedy przestaje być krytyką, a staje się czystym manifestem politycznym bądź światopoglądowym. Owszem, można, a nawet należy ten rząd krytykować. Dla mnie bardzo dobrym przykładem krytyki rządu jest blog Trescharchiego na S24. Facet wali w rząd równo, ale jednak za każdym razem są to dobrze udokumentowane, porządnie uzasadnione i do tego ważkie sprawy.

              Żeby sensownie krytykować rząd, trzeba jakoś oddzielić rzeczy, które ten rząd robi fatalnie, od rzeczy, które robi kiepsko, rzeczy, które robi nieźle i rzeczy, które robi dobrze. Każda z tych kategorii jest niepusta, bo nawet najgorszy rząd pewne rzeczy robi dobrze. Krytyka a’la Pospieszalski & Sakiewicz jest absolutnie bezsensowna – akurat z ich węgierską porażką rząd nie ma nic wspólnego. Obwinianie za wszystko rządu to zwykłe pieniactwo, a nie krytyka.

              Wyśmiewasz pozycje w rankingach – tyle tylko, że to właśnie one są bardziej miarodajnym wskaźnikiem tego, czy sytuacja w kraju się poprawia, bo nasze subiektywne spojrzenie zawsze jest naznaczone błędami poznawczymi, które między innymi powodują, że wyolbrzymiamy obecne problemy, a bagatelizujemy te z przeszłości (jak sądzisz, dlaczego tak duża część Polaków tak pozytywnie wypowiada się o PRLu? naprawdę sądzisz, że wtedy było lepiej?). To, że np. w rankingu wolności gospodarczej w latach 2008-2013 awansowaliśmy o 26 miejsc (z 83 na 57) to jednak sugeruje, że w tej kwestii coś się rusza do przodu – przecież tych ankiet nie wypełnia Tusk z Rostowskim.

              Co oczywiście nie znaczy, że nie ma sfer, gdzie ten rząd należy solidnie krytykować. Co więcej, tych sfer jest bardzo wiele, aż ciężko byłoby tutaj wymieniać wszystkie: brak pomysłu na edukację, kulturę, wspomniana przez Ciebie samowolka służb specjalnych, pisanie głupich ustaw regulujących całe gałęzie gospodarki pod wpływem chwili (ustawa hazardowa), podatność na sprzeczny z interesami naszej gospodarki lobbying wielkich korporacji (ACTA), brak rozwiązań w sprawie KRUS… da się jeszcze tak długo. Ale przecież z tego, że rząd nawala w dużej ilości obszarów nie znaczy, że należy mu od razu przywalać za wszystko.

              1. Piotrze,
                jest chyba dla nas obu oczywiste, że Pospieszalski zajmuje się nie krytyką tylko polityczną wojenką. Pisze dla swoich żołnierzy to co chcą oni usłyszeć, żeby dalej walczyć.

                Ale nie odnoszę innego wrażenia słuchając np. mojej byłej profesor komentującej wybór na Stolicy Piotrowej czy słuchając/czytając pana Lisa.

                Dziennikarstwo u nas jest już na tak dennym poziomie, że nikomu nawet nie przyszło do głowy sporządzić sobie fiszek o wszystkich kardynałach żeby po wyborze mieć cokolwiek do powiedzenia.

                Co się tyczy rankingów to nie mają one wiele sensu bo nie odzwierciedlają w żaden sposób rzeczywistego klimatu. Ja np. do Nairobi jechałem jak “rankingi” informowały, ze jest wojna bo wiedziałem że wtedy będzie najbezpieczniej. I było.

                Klimat do prowadzenia działalności gospodarczej jest teraz najgorszy od ’89 roku i to nie z powodu przepisów tylko z powodu systematycznego “ciśnienia” na urzędnikach, żeby pod byle pretekstem doili firmy. I to się czuje, sam dostałem własnie trzecie w ciągu roku “wezwanie w charakterze oskarżonego” do US. Do tego stopnia, że poważnie rozważam przeniesienie firmy do GB, bo po prostu szkoda mojego zdrowia żeby się z tymi gnojami szarpać. Tym bardziej że w starciu z urzędnikiem praw w Polsce NIE MAM ŻADNYCH. A to oznacza, że ów “klimat” właśnie jest wszystkim a nie jakiś papierek, który teraz mogę złożyć przez internet.

                Pozdr,

                1. Klimat do prowadzenia działalności gospodarczej jest teraz najgorszy od ’89 roku

                  Nie no, błagam, nie rób z człowieka jaj. Wliczyłeś w to wczesne lata 90te, gdzie na każdy nowootwierany biznes musiałeś mieć ochronę “chłopców z miasta”?

            2. Nie, Ty stoisz tam gdzie PO. Kiedy ktoś pisze dobrze o PO – zadowolony milczysz, kiedy pisze źle – bronisz albo przynajmniej mówisz, że reszta byłaby jeszcze gorsza.

              A gdzie to moje zadowolone milczenie możesz zobaczyć? Gdzież się tak ostatnio produkuję, że ciągle widzisz, jakim to jestem lizusem obecnej władzy?
              Czy atakowanie tekstu Pospieszalskiego, jest automatyczną obroną rządu? Ciekawe.

              Choćby pod tym postem w wymianie komentarzy z Krzysztofem Leskim jasno widać, że nikogo i niczego nie bronię.

              Ty natomiast wiesz już z góry wszystko.

              To chyba cecha wielu ludzi, dla jakich przez kilka ostatnich lat, miałeś garść epitetów.

              Pozdr.

              1. Partyzancie – jeśli Ty tutaj nie stajesz w obronie rządu to Pospieszalski go nie krytykuje.

                Co do Twojej postawy – rozmawiamy chyba dość często i tutaj i na salonie24 i moje odczucia są właśnie takie: gdzie możesz stajesz w obronie władzy. Nawet zresztą w komentarzu, który ma temu zaprzeczać zauważasz “Czyli de facto, cała reszta przejadałaby z jeszcze większą dezynwolturą” – czyli de facto to co Ci zarzuciłem, że jeśli już nie możesz powiedzieć nic dobrego o władzy to przynajmniej mówisz, ze jakby rządził kto inny to by było gorzej.

                Pozdr,

  3. Hmmmm. Wychodza czasem takie teksty, ktore bezwiednie staja sie najlepsza ilustracja do tezy, jaka sie probowalo udowodnic.

    Teza jest o dowalaniu za nic. I te teze pan udowodnil, IMHO, swoim kosztem.

    Mozna rozmaite rzeczy powiedziec o tekscie Pospieszalskiego, moim zdaniem takie np. ze jest zbedny i nie dodaje nic do zdobyczy ludzkosci ani na polu wiedzy, ani humoru, ani ja nie wiem czego.

    Mozna rozmaite rzeczy powiedziec o tym, co i dlaczego laduje na szczycie S24, choc przypuszczam – troche podle zaslug, a troche samozwanczo chcac patronowac tematowi Orbana w Polsce – moze Janke na swoim portalu promowac bzdety na jego temat.

    Ale, ze tak powiem – konmi mnie rwijcie, a nie wyczytam w tym konkretnym tekscie krytyki Tuska, krytyki z pozycji prawackich, wiec juz wybaczcie, ale przerasta mnie wyczytanie, ze krytyka ta ufundowana jest na fakcie zepsucia sie polskiej lokomotywy.

    Nie bylem swiadom, tak jak nie byl zapewne Pospieszalski kwestii technicznych zwiazanych z trakcja. Spodziewam sie jednak, ze zaplaciwszy za bilet, badz tez po prostu posadziwszy “de” w Warszawie -spodziewal sie wysadzic je w Budapeszcie. I jesli to nastapilo z klopotami, to domyslam sie, ze byl zly.

    Natomiast pan partyzant zasunawszy historie o Szwecji, a tak! brzmi zupelnie jak wujek dobra rada, kurcze pioro. Jak zepsuje sie pociag, albo, motyla noga, kolo urwie, to pamietajcie, ze w Szwecji tez sie zepsul, i kurcze pioro, jakos nikt i jakos nic. Wiec nie zadne tam jakies pretensje, tylko nie slyszal i koniec! A komu sie wydaje, i naocznie i na wlasnej dupie, ze jednak istnieje jakosciowa roznica pomiedzy Szwecja, a Polska, ten niech sobie zaaplikuje potezna dawke przestepowania z nogi na noge w pozycji do tej Szwecji aspiracyjnej w formie skrotu na “zrownanie – rowniache”. Pomoze.

    1. “zaplaciwszy za bilet, badz tez po prostu posadziwszy “de” w Warszawie – spodziewal sie wysadzic je w Budapeszcie. I jesli to nastapilo z klopotami, to domyslam sie, ze byl zly”

      Taka wizja jest faktycznie, dość oczywista. Każdy chyba stojąc kilka godzin w pociągu, doznaje irytacji. Być może da się tak właśnie odczytać tekst Pospieszalskiego: “cholerna kolej nie działa, Polska czy Węgry, jestem wkurzony”. Być może. Ja jednak przeczytawszy tekst Pospieszalskiego (a złożyło się, że czytałem przed Leskim, więc bez uprzedzeń), zostałem z zupełnie innymi wrażeniami. Nie chce mi się teraz sięgać do źródła i dokonywać rozbioru literackiego dziełła… Pozostanę przy swoich wrażeniach.

      Były one nieco odmienne niż u Leskiego — bo akurat nie odczytałem go jako walenia w PO. Sądzę, że złośliwości w stylu “Sławku Nowaku” się prawicowym publicystom wymykają już bezwiednie, niezależnie od tematu. A może i przez sen. Jednak tekst był napisany w taki sposób, że trudno było opędzić się od wrażenia, że oto lokomotywa stanęła, jakby to rzec… nie do końca przypadkowo. Czy wina to polska, czy węgierska, tego autor nie był pewien, ale z pewnością — godziło to w prawicę i stanowiło znak, że prawicowa polsko-węgierska, sojusznicza walka ma sens i cel.
      Choćby taki, by lokomotywy nie stawały znienacka.

      Cel jest to zaiste szczytny i ja go popieram – mimo, że jest niebezpiecznie bliski “ciepłej wody w kranie”, którą prawdziwy prawicowy rodak gardzi.

      Pan Partyzant, ze swą zagraniczną opowiastką, do naiwnej wizji Pospieszalskiego wkurzonego awarią właśnie pasuje. Takie wkurzenie przecież zaraz przywołuje wspomnienia “a pamiętasz, jak w zimę stulecia tkwiliśmy w pociągu jedząc ser żółty z dżemem”. Normalna rzecz. Pociąg, cholera, się zepsuł. Pociągi, cholera, się psują. Tu i teraz, wtedy i tam.

      Ale jeśli awaria polskiego prawicowego pociągu przed Budapesztem nie jest tylko zwykłą awarią — a to zupełnie co innego. Wówczas, snując fałszywe analogie ze zwykłymi, cywilizowanymi awariami i wypadkami, Pan Partyzant dokonuje Nadużycia. Tak, jak ktoś nad zwłokami ofiary zadźganej nożem opowiadający o znanych mu przypadkach skaleczeń.

      I w tym właśnie rzecz.

      Pociąg się zepsuł. To jest fakt.

      Za faktem tym możemy widzieć przyczyny techniczne, jak inż. Leski, z wiedzy tej wyciągnąć np. wnioski co należy zmienić czy poprawić w kolejnictwie.

      Za faktem możemy widzieć przypadek. I wyciągać np. wniosek, że awarie pociągów są częścią nieprzezwyciężonej potęgi natury. (A pamiętasz, jak w Szwecji…?)

      Za faktem możemy jednak widzieć (nie, widzieć to za wiele: przeczuwać) jakieś pajęcze sieci powiązań. Intuicja prowadzić nas może do wniosku, że wszystko to wina lewicy i przed prawicą wiele do zrobienia. A przecież w postkomunistycznych państwach winą lewicy jest, z grubsza biorąc, wszystko. Bo albo sowiecka okupacja, albo postkomunistyczne zaniechania, kłamstwa, nomenklatura, oraz agenturalne wpływy.
      I jesteśmy w domu.

      I właśnie o to moim zdaniem idzie, i tak czytam tekst Leskiego: nikt, k., nie pomyślał o sieci trakcyjnej, sprzęcie itp drobiazgach. Ale po korze mózgowej publicysty i blogerów już galopują oskarżenia polityczne z przeświadczeniem, że gdyby nasi rządzili, żadna lokomotywa by się nie zepsuła. A już na pewno nie pod Budapesztem.

  4. Ja odczytałam jeszcze inaczej – Pospieszalski poleciał na odsiecz w stylu “naszych biją”. Przychodzień, który w pociągu BYŁ napisał w o wiele mniej katastroficznym stylu, nawet, o dziwo, coś (chociaż filozof) wspomniał o innym napięciu 🙂

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.