Moja Carte Orange

Londyn zawsze mnie wkurzał. Tak jak hipokryzja i ignorancja. Dziś patrzę na Londyn łagodniej, gdyż rozumiem uwarunkowania. To moloch po prostu zbyt wielki, by nim sprawnie zarządzać czy opleść siecią dobrej komunikacji. I zbyt biedny, by mógł taką komunikację zaoferować za godziwą cenę.

Jako świeżo upieczony student u schyłku lat 70.poprzedniego stulecia (tak, ludzie już wtedy żyli na Ziemi i znali nawet ogień) dzieliłem czas wakacji między Paryż i Londyn. Słałem łóżka i myłem kible w paryskich hotelach, nalewałem piwo w londyńskich pubach i jakoś wiązałem koniec z końcem. Mieszkałem tam, gdzie było za darmo lub prawie za darmo, do pracy musiałem dojeżdżać, ale to było częścią przygody.

W Paryżu czułem się jak w raju. Sceneria, atmosfera, lilipuci rozmiar miasta (1/6 Warszawy, niewiele większe od Białołęki), genialna komunikacja, no i te ceny biletów. Do pracy nigdy nie miałem więcej niż pół godziny, nawet gdy pomieszkiwałem w XIX. (ichnia Białołęka), a pracowałem na Montparnasee (jak Służewiec). Ale miesięczna Carte Orange, dająca prawo podróży wszystkim w całym mieście i w podmiejskiej strefie II, kosztowała 57 franków. A ja dostawałem 10 FF za godzinę.

Londyn był brudny (Paryż też, ale inaczej, przyjemniej). Londyn był zdystansowany, bo pomimo lata tkwiło tu sporo jego mieszkańców, w odróżnieniu od Paryża zapełnionego takimi jak jamłokosami z całego świata, gdy miejscowi w komplecie bawili na Côte d’Azur. Londyn był wielki i drogi. Za tygodniową kartę na jeden kilkumilowy odcinek jednej linii metra lub kolei płacilem 4-6 funtów. Zarabiałem zwykle 1.20 za godzinę, funt stał jak circa 10 FF, więc było to tyleż, co miesięczna Carte Orange…

Dziś proporcje się zmieniły. Londyńska komunikacja wciąż jest droższa, ale już nie 10-, lecz może dwukrotnie. Jako się rzekło, rozumiem też, jak na jej koszty wpływa rozmiar miasta, które od Paryża jest większe 16 razy. To nie tylko gra pojęciami i podziałem administracyjnym, bo Carte Orange na 5 stref, porównywalnych z Londynem, zawsze była i jest poważnym wydatkiem. Rozumiem też, że Londyn — trochę tak, jak Warszawa, choć w dużo mniejszej skali — cierpi na niedoinwestowanie przez budżet centralny własnego kraju, na co Paryż skarżyć się nigdy nie mógł.

Nie zgadlibyście, dlaczego dziś o tym napisałem. Wyjaśnię to chyba jeszcze dzisiaj.

8 thoughts on “Moja Carte Orange

  1. @ Londyn

    Mój przyjaciel mieszka od 1988 w Londynie. Zbiera hobbystycznie stare Citroeny (tak, tak Krzysztofie, jest więcej admiratorów tej marki…).

    Po Londynie (3 strefy) jeździ… rowerem.

    Wjazd samochodem do City jest zbyt kosztowny. Nawet dla zbieracza cytryn.

    A że Londyn jest “brudny inaczej” niż Paryż, to fakt…

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.