11 Mołotowa 2011

“Smutne święto agresji”, pisze mój przyjaciel mając oczywiście na myśli wyłącznie lewackie bojówki. Za chwilę, wobec wieści o delegalizacji Marszu Niepodległości, histeria na prawicowych portalach wybuchnie ze zwielokrotnioną siłą – dowiemy się, że to “sługusy Moskwy i Berlina“. Ja zaś przed minutą rozmawiałem z blogerami obecnymi na pl. Konstytucji. Potwierdzają, że niepodległościowcy obrzucili policję cegłami i koktajlami Mołotowa. Każdy po swojemu wyraża swój patriotyzm.

Na Twitterze narracja już gotowa. “Rozpoczęli zapewne prowokatorzy, bo tam musieli być tajniacy” (Krzysztof Wyszkowski); “Decyzja ratusza to ewidentna prowokacja” (Łukasz Warzecha). “HGW tylko czekała na pretekst, żeby zdelegalizować Marsz Niepodległości. Z podpisanym wcześniej ukazem” (Dominik Zdort). Oni to wszystko wiedzieli w pierwszych pięciu minutach po domniemanej decyzji.

Festiwal udawanej naiwności: “Skąd ludzie, którzy idą w marszu z tyłu mają się dowiedzieć, że przestali być legalni?” – pyta Cezary Gmyz. Od organizatorów, przyjacielu, to ich ustawowy obowiązek. Zewsząd tradycyjne pomstowanie, że autokary niepodległościowców z kraju były przed Warszawą kontrolowane i “opóźniane”. Co policji do zawartości czyichś kieszeni? Koktajl Mołotowa? Na użytek własny. Krzysztof Bosak uważa, że dużą część winy ponosi policja, bo “straciła kontrolę nad sytuacją“, ale przyznaje, że rzucających trzeba ukarać.

Po dementi wieści o delegalizacji – konsternacja i względna cisza, choć tu akurat jest powód do ostrej krytyki władz. Wbrew już powstającemu mitowi to nie “żółty pasek w TVN24 zdelegalizował Marsz” – sam słyszałem rzecznika Ratusza, który na antenie potwierdził tę informację. Teraz szefowa biura bezpieczeństwa miasta wyjaśnia, że rzecznik “nie zrozumiał” informacji, którą sam otrzymał. No comments. A może jednak? Funkcja rzecznika Ratusza przerosła byłego rzecznika wodociągów?

16.15 – Miasto przyznaje, że “nie wie”, jaka jest teraz sytuacja w Warszawie (16.15). Słuszna czyjaś uwaga na twitterze, że kiepska to prognoza przed Euro 2012. Wg blogerów Marsz Niepodległości stał przez kwadrans na rogu Gagarina i Belwederskiej obradując, co robić dalej, w końcu ruszył w górę w stronę KPRM i chce zgodnie z pierwotnym planem dotrzeć na pl. Piłsudskiego.

16:55 – pokojowo nastawieni niepodległościowcy koło pl. na Rozdrożu zaatakowali właśnie satelitarny wóz transmisyjny TVN24… “ITI, sp*.*laj”  – rozbrzmiewa rymowane hasło. Słyszę je świetnie w telefonie.  Trzy minuty później donosi o tym nawet reporter TVN24 wyjaśniając, że nie mogą zatem pokazać wizji. Na Twitterze mój przyjaciel, który w telewizji nie ogląda, w tym mniej więcej momencie ogłasza autorytatywnie: “Media telewizyjne dają dzisiaj takiej dupy, że to jest nie do wiary“. Bosak skarży się: “W Marszu i pod pomnikiem (Dmowskiego, na pl. na Rozdrożu właśnie) zero kamer stacji newsowych“. Potem zapewne usłyszę, że dziennikarze zasłużyli na tę drobną manifestację dezaprobaty dla ich pracy.

17.07 – bitwa niepodległościowców z agresywnymi samochodami mediów trwa już kwadrans. Próbują przewrócić wóz satelitarny, zaś w stojącym obok wozie TVN Meteo wybili wszystkie szyby. “Atakowanie dziennikarzy to wstyd. Być może prowokacja“, zgaduje na Twitterze Warzecha. 17.10 – wozu przewrócić się nie udało, więc go podpalili. To na pewno też prowokacja. Czy wiecie, ile kosztuje taki wóz? Od miliona euro w górę. Na antenie jeszcze najwyraźniej o tym nie wiedzą. Dzwonią właśnie do Bosaka, ale ten nie odbiera.

17.15 – straż pożarna dopiero nadjeżdża, wóz TVN24 gasi… armatka wodna. Niepodległościowcy podpalili drugi samochód. Mój przyjaciel uważa, że to wyłączna wina policji. Teraz dopiero zapada, jak się zdaje, prawdziwa decyzja o delegalizacji Marszu (lub może rozwiązuje go sam organizator – to nie jest jeszcze jasne). Prowokacja, skandal, sługusy, zagrożenie suwerenności?

17.30 – samochody ugaszone, ale lżej oberwał też wóz “Polsatu”. Marsz definitywnie zakończony: “Organizator rozwiązał manifestację”, głosi policja przez megafony i nakazuje rozchodzenie się na wschód (Agrykola) i południe (Belwederska).

17.40 – trwają walki przy pl. Zbawiciela. “Atak na policję jest przestępstwem”, ryczy megafon. “Gestapo”, odpowiada tłum. Został mi już tylko jeden informator, bo Rybitzky zatwitował: “Teraz marsz zamienil sie w impreze huliganow wiec z reszta normalnych ludzi se poszedlem na piwo“. Potem dodał: “rybitzky radzi: nie zaciagajce sie papierosem, kiedy w powietrzu rozpylono gaz lzawiacy“. To próba powtórzenia sukcesu, który parę dni temu przyniósł mu taki twit: “Rybitzky radzi: Jeśli Twoja Pani ma na pulpicie laptopa milion plików, to ich ustawienie nie jest przypadkowe. Nie próbuj tego ruszać“.

Miasto zaś twierdzi, że to sami organizatorzy rozwiązali marsz. Delegalizacji i tym razem nie było. Dyskusyjne to. Bardzo. Pachnie ucieczką od odpowiedzialności. Tymczasem Wyszkowski podsumowuje: “Za całość odpowiadaja władze Warszawy, które kolejny raz świadomie współorganizują rozbijanie legalnej manifestacji“. Wtóruje Warzecha: “Kto sieje wiatr, zbiera burzę“.

17.50 – “We’ve confirmed that a group of our activists were beaten at metro centrum“, twittuje przedstawiciel blokujących. Na pewno też za niewinność. Mam nowe źródło informacji – zamailowała moja Matka (ul. Żelazna) 😉 “Z mojej remizy strażackiej coraz to wyjeżdżają wozy na sygnale…” – zatem nie tylko straż z Pl. Unii Lubelskiej w akcji. “Salon 24 błaźni się niestety“, dodaje Matka. Nie wiem, tam od godziny nie zaglądałem. Matka mnie zabije, że upubliczniam naszą prywatną korespondencję. Trudno, ja też muszę ponieść jakieś osobiste ryzyko.

18.00 – mój główny informator, który po dość niepokojącym telefonie milczał przez 20 minut, jest bezpieczny, w metrze, w drodze do domu. Na twitterze częstotliwość wpisów spadła o rząd wielkości. TVN24 ma “już” zdjęcia swego spalonego wozu. Biuro Bezpieczeństwa Miasta Warszawy zaczyna liczyć straty w ludziach i majątku miejskim. Twitterowy rzecznik blokujących (którego pracowicie retwituje Galopujący Major) marudzi, że policja “poluje” (is hunting) w całym mieście na ich aktywistów. Czarek Krysztopa podsumował dzień po swojemu. Warzecha wykłóca się z rzecznikiem polskiej prezydencji Konradem Niklewiczem: “Błagam, czytaj moje tweety. Mam sam siebie retwittować?” Święto Niepodległości. The Independence Day. Dziękujemy.

22.00 – trwają rozliczenia z zadymami. Moje prawno-praktyczne oraz “Prawdomierzowe“. Follow, który był moim głównym informatorem, wrzuca zdjęcia i filmy (moja reklama da mu niewiele, jego post wisi właśnie na samiutkim szczycie SG s24!). Siedzący z nim ramię w ramię Rybitzky wrzuca swoje filmy na jutjubę (sam to robi, szacun). Polacy przegrywają z Włochami, Seba Loeb został mistrzem świata…

* * *

Kibole w roli pierwszych patriotów są mi równie wstrętni jak anarchiści deklarujący publicznie chęć zatrzymania legalnej manifestacji, co policja powinna była wczesniej uniemożliwić i ten wątek jeszcze rozwinę. Jedni i drudzy zaatakowali policję, by zademonstrować wściekłość, że siły porządkowe nie dopuściły do bezpośredniego kontaktu obu stron. Jedni i drudzy ponoszą pełną odpowiedzialność za wybryki swoich podopiecznych.

Ale zwycięży narracja. W tym stylu: “Historia zatoczyła kolo. Mnie tłukło ZOMO, moją córkę dziś leją policyjne siły prewencji, a media wciąż tak samo zdają egzamin” – niejaki Robert Królikowski na twitterze przed chwilą (16.35). Ja też pamiętam, że komunistyczna telewizja relacjonowała na żywo pochody  “Solidarności” w stanie wojennym i co 10 minut dzwoniła na antenie do Bujaka, by zapytać, “jak teraz wygląda sytuacja”.

9 thoughts on “11 Mołotowa 2011

    1. W Warszawie są dwa pomniki Piłsudskiego. Pierwszy stoi tyłem do wejścia na pl. Piłsudskiego, na małym parkingu, tak, że każdy, kto kłania się przed Grobem Nieznanego Żołnierza, wypina się marszałkowi. Drugi stoi bokiem do bramy Belwederu, na zamknięciu Alei Ujazdowskich.

      Idąc Traktem Królewskim od jednego Naczelnika do drugiego, mijamy Witosa (pl. Trzech Krzyży), Paderewskiego (park Ujazdowski), oraz Dmowskiego (pl. Na Rozdrożu, przy al. Szucha). Google twierdzą, że to 3,5 km: http://g.co/maps/yu5zk
      Trochę dużo na spacer z małymi dziećmi, ale to najbardziej reprezentacyjny trakt stolicy, jest przyjemnie i miejsko. Ale nie dziś.

      Daszyński pomnika w stolicy nie ma. Z przedwojennych polityków jeszcze Narutowicz dorobił się cokołu (popiersie na placu jego imienia).

      I tu zagadka: który z wymienionych polityków miał pomnik w Warszwie już przed wojną?

        1. 🙂

          Narutowicza uczczono w PRL. Ale też prawie dobrze, bo jego imieniem ochrzczono centralny plac nowopowstałej dzielnicy akademickiej już w międzywojniu. Nawet Piłsudski nie dostał “własnej” ulicy, choć była taka już w planach i to nielicha. Ta aleja miała stać się nowym salonem stolicy.

          Jedyny polityk, któremu odlano pomnik przed wojną (nie zdążono ustawić) — to Paderewski. Rzeźba przetrwała wojnę i w latach 70 została ustawiona tam, gdzie stoi do dziś.

  1. To nie były cegłówki tylko kostki brukowe 😉 I nie było ich wiele, jak dotarłem koło 15 to naliczyłem cztery albo pięć potem ich wypchnęli z placu i sobie poszli (demonstranci sobie poszli oczywiście). Kilkanaście petard i rac. Policja odpowiadała wodą i pałami. Facet wrzeszczący przez megafon do tej roboty się nie nadawał ale mógłby zagrać w filmie o ZOMO. Nie wiem co to byli za kolesie w takich śmiesznych białych czapeczkach ale byli dobrze zorganizowani i mieli sprzęt do zadym. W okolicy co chwila zamykali i odmykali jakieś ulice – gdzie zaparkować czy wyjechać nikt nie wiedział, najpierw mi kazali w kierunku Szopena, potem się okazało że z naprzeciwka przyjęchały suki i czekałem kwadrans aż jakiś gliniarz z gazem na plecach stracił cierpliwość że mu smrodzę i kazał jechać pod prąd w Wyzwolenia. Jeden wielki bajzel…

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.